Kettlebell – byś była lepsza w tym co robisz

Standardowy

Na pewnym etapie sportowego życia, musisz sobie zadać proste pytanie – czy sport, który uprawiasz, by być LEPSZYM w innym sporcie, faktycznie tak działa, czy może:

a) zwiększa ryzyko odniesienia kontuzji,

b) zwiększa Twoje możliwości tak samo, jak uprawianie czegokolwiek innego,

c) naśladuje tylko Twój sport docelowy, dając Ci złudzenie autentyczności lub przemęczając dane partie ciała.

Oh ah, Angela zaczęła z grubej rury. Zatem od początku, z obrazkami i z małym druczkiem

Czytaj dalej

Rozciągnięta jak carska Rosja na mapie

Standardowy

…to ja nie jestem.

9

Dwa znienawidzone przeze mnie zakresy – szpagat turecki oraz gięcie w tył. Tak. To są moje maksy.

Powiedzmy sobie na wstępie, że tą notką nie mówię „łapcie perły, świnie”. Faktem niezaprzeczalnym jednak jest, że nawet jako dziecko byłam anty-elastyczna. Nigdy nie planowałam się rozciągać na serio – a mówiąc „na serio”, mam na myśli „mieć jakieś rezultaty”. Zatem wiedza o rozciąganiu jakakolwiek by moja uboga nie była – jest mega cenna, gdy samemu cierpisz na anty-rozciągliwość, lub bóle przepuklinowe.

Kto mnie nie zna, ten musi uwierzyć na słowo, że moje pierwsze podchody pod rozciąganie nastąpiły po ABSOLUTNYM BLAMAŻU jaki nastąpił na kursie HKC w 2010, kiedy to moja wizja bycia Instruktorem Kettlebell stanęła pod znakiem zapytania, gdy Peter Lakatos zobaczył mój skłon. O tym jednak, z przyczyn osobisto-uwielbieńczych, nie chcę gadać.

Kiedy dochodziło do rozciągania – zawsze tłumaczyłam się i usprawiedliwiałam moją „kontuzją”, czyli przepukliną na kręgosłupie. Jako iż pochodzę z rodziny pływackiej, od niechcenia mogłam błysnąć zawsze mobilnością barków.

To, że oprócz mobilności barków – mobilne u mnie nie było nic, wcale mi do dożycia wieku 25 lat nie przeszkadzało! A przynajmniej tak sądziłam, siedząc po kilkanaście godzin przed monitorem lub z książką.

Zaczęłam od „dwójek”, czyli tego dużego, co zaczynało się pod moim tyłkiem, metodami powszechnie uznawanymi za tradycyjne. Spędziłam 2 lata na naprzemiennej walce by:

a) ruszać się bez bólu,

b) dotykać palcami ziemi w skłonie na złączonych, wyprostowanych nogach.

4 Pierwsze zdjęcie: wysokość bez sesji rozciągania – do tego udało mi się dojść do roku 2013
Drugie zdjęcie: po 20 minutach sesji rozciągania na dwugłowe i pośladkowe.

Powiem zupełnie serio – nie chciało iść to w parze. Głównie jednak sądziłam, że źle układam swoje treningi kettlebell, w końcu „jak masz przepuklinę to nie możesz dźwigać”.

Czasem cierpiałam na taki ból pleców Czytaj dalej

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Standardowy

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że „nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na…”. Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź „a to dziękuję”, by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz.

Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH, który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot, wdawałam się w polemikę typu „nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać”. Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I’m shocked, jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit.

Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w wieku lat 30?

Obsługiwałam „Benefity” przez prawie 3 lata, więc napiszę to, co mam do napisania. I nie będzie to ładne. Jeżeli jesteś „użytkownikiem” i chcesz poczuć się obrażony/obrażona, niniejszym informuję, że wchodzisz na własne ryzyko.

Czytaj dalej

O podnietach w treningu kettlebell i salach pełnych ludzi

Standardowy

Dowcip z brodą: Co podnieca Angelę?*

 

IMG_4043

 

 *odpowiedź – „wielu klientów na raz”. [pa-da-da-bum!]

 

 

……

Tak. Wiem. Niedługo otworzą specjalnie dla mnie PowerMindWorkout – Program Wyrównywania Szans Intelektualnych. Meh, mój dowcip dalej mnie śmieszy.

 

……No.

Moją opinię o „klientach” znacie, zatem napiszę czym przyciągam i kotwiczę kursantów na zajęcia kettlebell. Nie tracąc na jakości tego, czego uczę i wymagam. 

Dyskusja na temat motywacji pchającej cię ku regularnym treningom jest stara jak świat. Dlatego mamy pierdyliard różnych dyscyplin sportowych, by każdy mógł znaleźć sobie „swój świat”. Dlatego tyle wojen jest toczonych per „co jest lepsze od czego”, bo każdy broni swojego, jako najlepszego. A prawda jest taka, że co kręci mnie – nie musi kręcić Ciebie. I nie mówię tu o pierogach.

Po środowym treningu wywiązała się fajna dyskusja pomiędzy moimi samczymi studentami. Byłam zaskoczona, że każdy ciągnął w swoją stronę i dziwił się napotykając opór. Jak bowiem po TYCH SAMYCH zajęciach, można mieć tak przeciwstawne wnioski? Można, gdy taki jest świadomy cel instruktora. Można, gdyż kettle to narzędzia treningowe.

Czytaj dalej

Instruktorze, nie jesteś od naprawiania.

Standardowy

Po notce związanej z „Opowiedz nam swoją historię”, spotkałam się z wieloma ciekawymi reakcjami.

Strejndż.

Wydawało mi się, że „wszyscy wiedzą”, czemu Angela trenuje, czemu wybrała zawód instruktora, i czemu nie ma to zupełnie związku z chęcią wykonania jak najładniejszego opakowania pod niesamowicie bystry i zabawny umysł* *tak, to sobie sama dodałam tudzież chęcią bicia światowych rekordów* *trzymam kciuki natomiast za Zuzkę i jej Iron Maiden Challenge. Chyba, że akurat coś jem obiema rękami. Wtedy przepraszam Cię Zuzka, ale są priorytety.

ZATEM. Wiele ciekawych reakcji, powiadam.

Pomyślałam sobie, że skoro obmierzły mi już temat przepukliny chwycił, to dorzucę do tlących się węgli uwagi jeszcze moje zdanie na temat ZAPIERDALANIA na każdym treningu. A potem pójdę męczyć kotełka treningiem. Jak na kota z napędem na dwa, ciężko go dogonić, srsly.

Zacznijmy tak:

Drogi Instruktorze Kettlebell. Nie jesteś od naprawiania. Jesteś od wzmacniania ludzi.

Czytaj dalej

Przepuklina i TOP 5 błędów w Swingu

Standardowy

przepuklina
Myślałam o tym, czy aby nie zamieścić swojego pięknego zdjęcia rodzinnego – tego gdzie jestem ja i moje 2 i pół przepukliny. Coś tam jednak o uszy mi się obiło, że to nie savoire vivre tak robić. Zatem tylko poopowiadam.

Mam bliźniaczki, co głównie oznacza, że nie wiem która z nich była pierwsza. Jedna nazywa się L4/L5, a druga L5/S1. Ta pierwsza uciska oba nerwy rdzeniowe, bardziej jednak lakując stronę lewą (uh duh). Połówka natomiast kiełkuje na poziomie L3/L4.

A teraz do rzeczy.

Czytaj dalej

Zrób coś dla siebie, zrób coś dla innych

Standardowy

Zanim przejdę do sedna, trochę poprzynudzam, gdyż dawno mnie nie było* *oklaski.

Nie od dzisiaj wiadomo*, że jak masz focha, to kettel najlepszy*wiadomo od 4 lat, kiedy powiedziałam to po raz pierwszy.

Na wkurwa, na doła, na pokutę, na rozpierającą energię. Najlepszy. Może mieć 8kg, może mieć 12kg, a nawet 24kg. Rozmiar zawsze ma znaczenie, czasem jednak głęboko ukryte. Kiedy indziej pofruniesz z lekką ptaszyną, a przy innej okazji spocisz się z grubą świnią (pozdrawiam wszystkie 40kg na sali) i będzie Ci dobrze.

Wchodzisz w kettle, bo/ponieważ/azaliż:

Czytaj dalej

Dupka jak orzeszek, twarz jak rozdeptana pizza

Standardowy

fire1

Za każdym razem jak zaczyna grozić blogowi zadęcie profesjonalizmu, zaczynam pisać o pierdołach. Tak, to celowe. Podobno tak się utrzymuje uwagę co płochliwszych rybek w Sieci. Co by jednak nie mówić o temacie, jest on istotny dla kontynuacji gatunku. A przecież budowanie silniejszych, sprawniejszych i ponętniejszych fizycznie ciał nie może obyć się bez wyjściowego pyska. Nawet, gdy stanowi on sam w sobie zaprzeczenie stereotypowego pojęcia piękna.

Znowu będzie z autopsji, bo na innych ludziach możliwości eksperymentowania mam ograniczone.

Za każdym razem, jak zgłaszałam aptekarzom/kosmetyczkom/doradczyniom sklepowym ciągły problem z cerą – uporczywym trądzikiem – doradzano mi dwie rzeczy:

1. Poczekaj aż minie ci faza dojrzewania.

2. Musisz myć twarz rano i wieczorem.

Seriously.

SERIOUSLY.

Rozumiem, że moja fizjonomia może budzić lekkie wątpliwości co do mojej inteligencji i nie zaprzeczam, że mam swoje dni, gdzie wszystko co wychodzi z moich ust przypomina o tym, że kolor włosów jest nieprzypadkowy. NO ALE PROSZĘ WAS.

Zatem imałam się różnych rzeczy, dobrze zdając sobie sprawę, że głównego powodu mojej wypryszczonej mordki nie usunę – to znaczy, nie zrezygnuję z mocnego sportu. Ani z czekolady.

Czytaj dalej

Kettlebell i ciąża – czyli co jak masz dodatkową kulkę

Standardowy

Jako, iż w ciążę spożywczą zachodzę regularnie, jestem expertem w ćwiczeniu z dodatkowym balastem* *opracowałam nawet nowatorski chwyt do pole dance – nazywa się „sadło grip”. Serio. O przesuniętym środku ciężkości w treningu było już co prawda, ale teraz pogadajmy o formie pasożytniczej, która najpierw kiełkuje 9 miesięcy, a po wykluciu męczy nas przez przynajmniej 18 lat* *oh tak, dlatego mam kota.

Przynajmniej od dwóch lat dostaję na klatę pytania o treningi kettlebell w czasie ciąży, więc chyba wyglądam na osobę godną zaufania* *albo, jak już wspomniałam, w ciąży. By tego zaufania nie zawieść, postanowiłam pogrzebać w temacie. Jak to się zatem stało, że pierwsza notka na ten temat jest dopiero teraz?

Usiądź wygodnie.

Takie rzeczy, tylko na tym blogu.

Czytaj dalej

Jak zacząć prowadzić zajęcia?

Standardowy

Często dostaje maile zawierające sedno „chciałabym, ale się boję..”, „nie wiem czy dam radę”, „a co jeśli..” – zarówno od kobiet jak i od mężczyzn, pragnących spróbować zawodu instruktora kettlebell. Nie da się szybko, krótko i treściwie:
a) zbadać prawdziwego problemu danej osoby,
b) merytorycznie jej lęki zniszczyć
c) zmotywować i dać pozytywnego kopa w dupę do działania.

Co zatem robię? Szczerze? Czasem ślęczę nad odpowiedzią, czasem udaję, że mail nie doszedł. Bo przekonałam się, że niektórym ludziom nie da się pomóc i mój wysiłek to tylko moja strata czasu, a niektórym wystarczy pokazać króliczka i powiedzieć „GOŃ BYDLĘ!”. Dla wielu droga do bycia zarabiającym (tak! nie bójmy się tak brzydkich słów powiedzieć) instruktorem, jest..nieostra, co najmniej.

12348710_10207268460141448_602332572_n (1)

Zmusiło mnie jednak sumienie do popełnienia tej notki, w której chciałabym jak najdokładniej przeanalizować najczęstsze Wasze „ale” (aaaale nie wszystkie). Więc czytać, zanim dupę mi (lub dowolnemu innemu instruktorowi) zawrócicie.

Czytaj dalej