Przeszkoda wodna bez wartości technicznej

Standardowy

Nie jest kozacko, Szanowni Państwo. Zapomniałam co to choróbsko i teraz, kiedy się na mnie zwaliło w pełnej krasie, użalam się nad sobą jak dorosły mężczyzna, tudzież bardzo głodne zombie. I żeby nie było – jutro daję pokaz na rurce dla 150 samców z piwem*, więc mam wszelkie podstawy do jęczenia.

*tak, wyczołgałam się z łóżka tylko po to by się pochwalić.

Zupełnie przy okazji – czy jesteś Fit_Addict kiedy masz wyrzuty sumienia, że chorujesz i nie trenujesz? Tak. Dlatego cieszę się, że choruję z godnością i trening mam totalnie w dupie. Zresztą, ciężko by było o godny trening, gdy kończyny odbierają przekaz od mózgu z prędkością Poczty Polskiej – dosłownie, zamiast szumu silników zwojów myślowych mamy, proszę państwa, świerszcze. I do tego leniwe.

Normalny człowiek nie zrozumie, w czym rzecz. Normalny człowiek, jak choruje, to wścieka się, że mu dni urlopu przepadają (lub właśnie ktoś go w robocie podkopuje/obsmarowuje/podpierdala), że nie będzie od kogo notatek dobrych wziąć (bo jak nie wyścig szczurów, to kserokretynizm), lub że omijają go plenerowe piwopikniki.

Fit_Addict drży, bo czuje jak: dupa rośnie, biceps maleje, siła spada, bebzol się wylewa.

Czy Fit_Addict to pozytywny przejaw nadużyć? Nie. To wciąż przejaw nadużyć. Spoko – można debatować ile to „za dużo, za często, za mocno” oraz „gdzie jest granica” pomiędzy leszczem/pizdą/koksem. Czy masz się zacząć martwić, że szukasz ruchu z powodu wyrzutów sumienia? Tak. To pierwszy dzwonek przywracający Cię na łono ludzi zdrowych psychicznie*, a tylko trochę zakręconych. *nikt nie twierdzi, że to duże łono.

Najczęściej spotkasz się z trzema odmianami objaw choroby:
- ze słomianym zapałem ludzi spieszących się, nadużywających sportu w celu osiągnięcia jakiegoś im znanego rekordu (czuć ich bardziej na wiosnę, milordzie);
- z ludźmi wyśmiewającymi w ogóle istotę treningu, lub też usprawiedliwiających własny ciężki stan i niemoc;
- z ludźmi, którzy tracą grunt pod nogami i punkt zaczepienia w kosmosie, gdy trening im przepada, bo „życie się zdarza”.

Wiem, że bardzo usilnie mrużysz oczy wgapiając się w podpunkt drugi.

Wyjaśniłabym, czemu uważam tych drugich za F_A, ale będzie bardziej interesująco, jak w komentarzach sami coś zaproponujecie. Zawsze też trochę autodiagnozy może wywołać poczytny temat z lasu.

Jak już nadmieniłam, mózg ma przerwę w dostawie inteligencji a monitor regularnie przecieram ze smarków, więc… Wiem, że Was to interesuje jak pogoda na Laos, ale notka się tu kończy. Nakręciłam Wam kolejnego ‚odcinka’. Święto Dnia Zielonej Angeli.

Czas: 45-60min

Ćwiczenia:
1. Swing x10
2. Dolne Halo x10 x na obie strony
3. Swing x10
4. Ósemka x 10

Rozpiska:
Ściągnij buty i w każdym ćwiczeniu łap stopami podłogę. Postaraj się wygenerować mocne napięcie brzucha w fazie swingu. Ósemek nie ciągnij rękoma tylko „wybijaj” skośnymi brzucha. Zacznij od słabszej ręki – zrób powtórzenia na oba ciężary. Przejdź do silniejszej – zrób dwa ciężary. To jest JEDNA seria. Postaraj się pomiędzy ćwiczeniami nie odstawiać kettla na długo. Pomiędzy ciężarami masz 30s przerwy. Pomiędzy rękami masz 2 minuty przerwy.

Zielona: 8kg i 12kg, 2-3 serie

Pomarańczowa: 12kg i 16kg, 3-4 serie

Czerwona: 16kg i 20kg, 2-3 serie

Enjoy!

Życie z wariatami, czyli: Puk puk. Kto tam?

Standardowy

(z serii: kurze wygłupy)

Iwonka – „Hipopotam.”

Jośko – „Ale ja jestem w domu sama i się boję hipopotama.”

(dłuższa chwila namysłu)

Iwonka – „Mnie to nie obchodzi, hipopotam wchodzi!”

….tararaBUM!

Ja to jednak mam farta do ludzi. A do kur, to już naprawdę. Czemu dobrze jest znaleźć sobie klub, do którego chcesz się dostać nawet oknem? Czemu warto jest nie poddawać się, szukać i próbować, i czemu (uwaga Instruktorzy i Asystenci) DOBRZE jest mieć konkurencję na rynku?

Pisałam już nie raz, że trenować można z różnych powodów – i że najczęstszym jest miłość do jedzenia. Można szukać ucieczki od problemów w domu/pracy/związku, można szukać sposobu na zrzucenie kilogramów, można chcieć się nauczyć pewności siebie. Można przyjść przez wzgląd zarówno na lepsze samopoczucie fizyczne jak i psychiczne. Z czasem można odkryć, że powody definiowane na wstępie „Chcę mieć lepszą kondycję” to nic innego jak niewyartykułowane „chcę mieć powodzenie u płci przeciwnej”* *patrzcie, powstrzymałam się od „chcę zaruchać wyższy poziom”!  No dobra, w sumie nie.

Oczywiście nie twierdzę, że każdy kto wchodzi do świątyni siły i sprawności ma na celu rozsiewanie genów czy zemstę na ex-partnerze* *oh, so many stories, bro. To jednak naprawdę są dobre powody. I znacznie łatwiej się na nie odpowiada, niż na, powiedzmy, „czuję, że w pracy/życiu jestem nikim, proszę nadajcie mi nowy sens istnienia”* *apage satana!

A że często ludzie mylą instruktora z terapeutą? Że podpinają się pod ten piękny fizycznie okaz szczęścia i dobrobytu, niczym pijaweczka wysysając z niego/niej owe „światło”? Nigdy nie ukrywałam, że mój piękny zawód nie ma ciemnych stron i mrocznych momentów. Jednak o tym dzisiaj nie będzie. Będzie o tych cudownych zaletach znalezienia sobie miejsca wśród „swoich” psychopatów.

Zdarzyło Wam się iść do klubu tylko dlatego, że wiedzieliście, że będzie tam ciepło/jasno/przytulnie/wesoło? My point exactly. Klub nie powinien być utożsamiany jedynie z wysiłkiem fizycznym, sukcesem treningowym bądź porażką. Klub to nie sklep spożywczy, gdzie płacisz i masz. Klub do którego chcesz wracać, to nie super nowy nie_śmigany sprzęt elektroniczny, to nie draperie i dywany perskie, to nie kamerdyner podający białe ręczniki w ekskluzywnie urządzonej łazience.

Klub to ludzie – zarówno kadra instruktorów jak i kursantów.

Wielu właścicieli o tym zapomina, upatrując swoje fiaska finansowe w „specyficzności” miasta bądź też sporej liczbie konkurencji na rynku. Wiele osób, mając kontakt z sieciówkowymi siłowniami, nie rozumie, jak można wybrać karnet bez All Inclusive (sauny, „all you can eat” czy open24h na dobę), i płacić spore pieniądze za trening, na którym nie jesteś anonimowy i ludzi autentycznie interesują Twoje postępy, a nie to jak wyglądasz.

Owszem, u nas patrzy się na Twoje nowe legginsy i komentuje, gdy zawzięcie coś shake’ujesz lub gwałcisz mikser. Czasem przed/po treningu nie da się szybko przebrać swojego dupska i łapiesz się na tym, że gawędzisz w szatni jak bezdomny przy parkometrze.

Tego nie da się wcisnąć w biznes plan. Tego nie da się zaplanować. To dzieje się pod wpływem dobrych ruchów, przy odrobinie szczęścia, a przede wszystkim wtedy gdy to jest Twoja pasja i nie boisz się nią zarażać.* *więcej o tym, oraz o budowaniu i utrzymywaniu Teamu – na platformie CKB Support już wkrótce.

Jako kursant musisz współtworzyć ten „klimat”. Nie możesz oczekiwać, że przyjdziesz na gotowe i od razu znajdziesz brakującą „rodzinę”.

Nikt sobie nie życzy, gdy do paczki zgranych przyjaciół nagle dokleja się jakaś niemota z pretensjami roszczeniowymi. Zarazem nikt nie ma problemu, gdy nowa osoba pokazuje swoją wartość, dedykację, charakter i chęci na treningu. Klub jest jak stado – daj się obwąchać. A gdy to stado jeszcze nie istnieje – dąż do tego, by stworzyć jego zalążek.

Nikt nie oczekuje, że okażesz się najlepszy/najlepsza we wszystkim co robisz. Że będzie Ci za każdym razem wszystko wychodzić, będziesz wyglądać jak Top Model czy błyskotliwość i inteligencja wyleją Ci się nosem (Angela jest tylko jedna). Bądź sobą, bądź lepszą wersją siebie – nie staraj się na siłę, nie wymagaj nie oczekuj, a wszystko zaprocentuje.

Fajni ludzie przyciągają fajnych ludzi. Silni – silnych. A w przypadku kettlebell – Ci silni są fajni, a ci fajni są silni. I również dlatego, uwielbiam ten sport, bo przesiewa ludzi i zostawia tych, z którymi chcę przestawać – i nimi się stawać.

 

I Tobie, Tobie i jeszcze Tobie – życzę tego samego. Byś znalazł, znalazła, jedno ze swoich miejsc na ziemi. Może nie permanentne, może ze zmieniającymi się ludźmi, może pełne wyzwań, uczące pokory czy też klejące po godzinach pracy Godzillę z origami. I byś, gdy już znajdziesz, nie przywiązywał/a się „na śmierć i życie”.

Klub to klub/siłownia/box/studio. NIE ma Ci zastępować jakości Twojego życia, ma je tylko polepszać.

Może stanowić okazjonalne miejsce ucieczki, może stanowić pociechę – ale niebezpiecznie, gdy przysłania Ci inne rzeczy, makabrycznie, gdy nakłada klapki na oczy. Jesteśmy jednostkami, nie kolektywem. Dobrze jest w kupie, ale to Ty jesteś odpowiedzialny/a za swoje życie, i na nikogo tej odpowiedzialności zrzucić nie możesz.

I ostatnia sprawa – przychodząc na trening, zostaw rzeczywistość za drzwiami. Instruktor nie jest od czytania Ci w myślach, by wiedzieć czemu masz dzisiaj zły nastrój, podobnie jak nie ma obowiązku go Ci poprawić. Jeżeli cały dzień nie miałaś czasu zjeść, nie pojawiaj się na wieczornym treningu. Instruktor nie jest cudotwórcą, nie położy na Tobie rąk i nie prześle Ci energii. A gdyby Ci przyszło na myśl by nie słuchać instruktora prowadzącego zajęcia, pamiętaj – z klubu, podobnie jak z własnego domu, można wyprosić każdego.

Współtwórz, zamiast tylko wymagać. Nagle może się okazać* *hell, daję Ci 300% gwarancji niezawodności, że sport w Twoim życiu, będzie prawdziwą przyjemnością, zamiast tylko drogą do celu. Siua z Tobą!

p.s. Miałam przyjemność wystąpić jako „Kobieta Inspirująca” – KLIK KLIK. Swoją drogą, wpadłam w taki ciąg gadulczy, że zastanawiam się nad własnym podcastem. Co Wy na to?

Kettlebell pod Pole Dance

Standardowy

Jak na marcowym Intro dało się zobaczyć, zapowiedź nowej serii książkowej już poszła w świat. Dużo osób prosiło o uchylenie rąbka tajemnicy. No to będzie. Rąbek. Taaaki maaaaluuuutkiiiii.

Tak, jestem świnia i lubię trufle.

O co chodzi z „Kettlebell pod…”?

Wiadomo, że nie każdego interesuje Pole Dance, tudzież Taniec na Rurze. Pierwsza książka wynika jednak z mojej najnowszej potrzeby – szybkiego wzmocnienia ciała kursantek pod jeden z najbardziej wymagających, akrobatycznych sportów w który bawią się osoby dorosłe, z różnymi naleciałościami fizycznymi* *ładne stwierdzenie na „jesteś bezmięsnym flakiem”, skostniałą tkanką łączną i brakiem koordynacji ciała.

Skoro więc zajęłam się swoimi dziewczynami, by im pomóc w pracy z rurką, postanowiłam uprzedzić książkę Dariusza Waluś „Kettlebell pod.. Sporty Walki” i wydać coś, co przybliży tancerkom i tancerzom bezpośrednie benefity związane z machaniem w stylu HardStyle.

Uprzedzę pytania – tak, książka jest stricte HardStyle – z objaśnionymi podstawowymi ćwiczeniami i ich najpotrzebniejszymi wariacjami. Nie ma tam ozdobników dostępnych z bloga. Nie ma tam zaawansowanej anatomii czy języka specjalistów. Jest napisana przystępnie i dostępnie – jednak bez ironii czy sarkazmu, głębokich metafor czy potrzeby czytania między wierszami*. *yes, it’s boring

Jako, że nie należę (i należeć nie będę już) do elity świata Pole Dance, nie zajmuję się kwestiami rozciągania – tylko wzmacnianiem mięśni, więzadeł i stawów – by uniknąć wielu kontuzji związanych ze sportem jakim jest pole dance. Książka ta nie ma również na celu spektakularnej redukcji wagi – ani rozwoju objętościowej masy mięśniowej. Jest tak zaprojektowana, by nie odciągała od treningów pole dance, a by tylko je ułatwiała pod względem siłowym i sprawnościowym. Jest SIUA, mobilność i pot na dupie.

Najważniejsze zaś – efekty są mega szybkie. Zarówno te krótkoterminowe jak i długofalowe.

Kiedy wyjdzie i jaki będzie prajs? Zobaczymy. Tekst jest już w składzie, grafik już swoją robotę wykonał. Ostatnie poprawki ciągle dochodzą – gdyż ciągle dodaję i dodaję ważne wskazówki, a życie „się zdarza” i odciąga mnie od monitora. Jak na przykład to:

 

Jeżeli chcesz pomóc w konkursie, proszę wystaw nam pozytywny komentarz pod filmikiem na stronie organizatora! STRONA ORGANIZATORA

Nie chcesz krytyki? Bądź nikim! O współczesnych Zombi.

Standardowy

Jestem potworem. Będzie ględzenie. No i może wspomnę coś na koniec o treningu.

Mój uśmiech w oczach i młody wygląd daje ludziom wrażenie, iż jestem nieszkodliwą, miłą dziewczynką, której można wejść na głowę, zatoczyć trzy kółeczka i wymościć sobie legowisko na 6 sekundowego pierda po którym nawet pies będzie musiał opuścić pokój.

No cóż. Wszyscy powinni wiedzieć, czemu oko ludzkie rozróżnia tak wiele odcieni zielonego.

Czytając sobie różne komentarze na fan_page’ach, wypowiedzi na forach czy rozmów w sklepie (o pubach nie wspomnę) mam* bardzo złe** wrażenie, że otaczają mnie idiotki i kretyni, zarażający wirusem ogłupienia i bezradności drogą kropelkową.

**”Złe” – bo tak nie jest. Jakiś procent społeczeństwa zawsze się broni.
*”Mam” – bo wszystko co mnie otacza, na to wskazuje. I nie, nie uważam się za homosuperior, szybciej za homo_wiecznie_zdziwiono* *najnowszy tekst utyskującej ekspedientki – waży 68kg BO MA KOŚCI CIĘŻKIE. Jak Batmana kocham, AUTENTYCZNE utyskiwanie z historią życiową z pierwszych stron Faktu.

Nie piję jednak do aktywności fizycznej, bądź jej braku. Nie mówię o poglądach religijnych czy politycznych. Nie o gustach. Nie o słabościach. Każdy ma swoją dupę i punkt siedzenia.

Piszę o byciu współczesnym Zombi. O pułapce stania się „nikim” w celu uniknięcia krytyki.

Zdarzyło mi się raz czy może dwadzieścia, przyklasnąć ogółowi by mieć „spokój dupy”. Nie zaprzeczyć w odpowiedniej chwili, nie skomentować, nie pstryknąć z zęba jadem. Czasem wręcz myślę, że dla zdrowia swojego lub bliskich, przy moim niewyparzonym pysku – powinnam częściej udawać kaczkę na deszczu. 

Jednak nie tego mnie książki nauczyły (buntujsiębuntujsiębuntujalbozdychaj), nie to we mnie gry komputerowe wyrobiły (Go for the eyes, Boo!). Paskudny charakterek zawdzięczam również dwóm starszym, cudownym braciom – czasem skończonym baranom. Wracając do meritum: doskonale wyczuwam nosem swąd współczesnych zombi, które idą po Twój MÓZG, WOLĘ i SERCE.

Dlatego wyjaśnijmy sobie, jak rozpoznać symptomy choroby zwanej „Nikim”, oraz jak uchronić siebie i potomstwo przed modern zombie.

1. Zawsze kroczysz wybrukowanym szlakiem, by nie zabłądzić.
2. Często sprawdzasz i wyznajesz opinię większości.
3. Nie masz / Nie wyrażasz odmiennego zdania / Nie stawiasz się.
4. Wszyscy są fajni i każdemu klaszczesz.
5. Każdy i wszystko co wymienione w mediach, to SUKCES.
6. Oburzenie przychodzi Ci naturalnie.
7. Nie było w Twoim życiu 2 tygodni bez focha.
8. Ciągle na coś czekasz.
9. Odkładasz zmianę na potem, gdy zaburza Twoją wygodę.
10. Plagiatujesz bez emocji i bez zrozumienia.
11. Nie pomagasz, gdy jest Ci to nie na rękę.
12. Nie przejawiasz inicjatywy, nie przejmujesz sterów.
13. Pragniesz zgody i akceptacji ponad inne wartości, wycofując się przed konfrontacją.
14. Nie szukasz samemu. Nie eksperymentujesz na sobie.
15. Nie oszczędzasz pieniędzy, nie inwestujesz czasu w siebie.
16. Podzielasz powierzchowne zdania bez pomyślunku a z wygody lub strachu przed kompromitacją.
17. Jesteś regularnie ofiarą shoppingu, gdyż nabywanie czyni Cię najszczęśliwszym.
18. Przywłaszczasz sobie cudzy styl bez wstydu.
19. Boisz się angażować.
20. Uważasz, że coś Ci się NALEŻY.

Po co to wszystko? By uniknąć krytyki. By nie iść na wymianę ciosów ani z ludźmi, ani z życiem.

Czy taki człowiek jest złym człowiekiem? Znam gorszych, więc nie o potępienie społeczne tutaj idzie. Idzie o Ciebie. Nie musisz być „nikim”. Nie musisz w wieku 78 lat płakać, że życie Ci przeciekło przez palce. Nie musisz pocieszać się faktem, że wielu ludzi ma przejebane. Nie musisz dołączać do grona stetryczałych pań w poczekalni do rodzinnego, grających w bingo nazwami chorób.

Stworzyłam (niekoniecznie wymyśliłam ogień, ale nie spotkałam się z tym wcześniej) hasło „Siła jest moją religią” na potrzeby klubu Iron Church. Jego (hasła) korzenie sięgają we mnie głęboko.

Siła, nie tylko fizyczna, jest tym, co pozwala mi nie załamać się pod wpływem naporu współczesnych zombi, złodziei czasu i dusz. Kiedy czuję się najsłabsza psychicznie – najwięcej trenuję siłę fizyczną* *nie wspominając o tym pieprzonym Top Teamie, na co to komu kurwać mać potrzebne, gówno takie… ja jebie. Nigdy nie wycisnę tej jebanej 20stki. Natomiast dzięki rosnącej sile fizycznej – staję się pewniejsza psychicznie, odporniejsza i odważniejsza życiowo.

Jeżeli jesteś na początku treningowej drogi, nie ważne co zaczynasz trenować – nie zrozumiesz połowy z powyższego tekstu. Możesz docenić wartość rozrywkową, jednak do pewnego poziomu zrozumienia dochodzi się tylko poprzez doświadczenia własne. Życzę Wam wszystkim, byście odnaleźli swoją religię. Byście byli kapłanami z powołania, nie z certyfikatu. By retrowirus tworzący współczesnych zombi nigdy nie skaził Waszej krwi, byście nie kończyli swojego życia zbyt wcześnie i byście zawsze wstawali z padłych.

Jeżeli będziecie na Intro w Zielonej Górze – macie moralny obowiązek zawrócić mi dupę.

A propo dupy, here U go!

Czas: 30 minut

Ćwiczenia:
1. Heavy Swing
2. Front Squat w Clean x2
3. Sikający Pies Combo x2

Rozpiska:
Każdy z poziomów, ze względu na rosnące obciążenie, ma inny typ treningu.

Dla lekkich ciężarów (8-12kg) idziemy w drabinie: 3-10 powtórzeń
Dla średnich (12-20kg) drabina wychodzi: 3-8 powtórzeń
Dla większych (16-24kg) to już: 3-7 powtórzeń.
Obowiązują dwie serie (w 30 minut). Jeżeli masz czas, zrób trzecią w bonusie.

Zielona: 12kg ~ 16kg Swing, 8kg Front Squat

Pomarańczowa: 16kg ~ 20kg Swing, 12kg Front Squat

Czerwona: 24kg lub ciężej przy Swing 16kg Front Squat

Enjoy!

Czemu baby nie powinny dźwigać? I jak bardzo tego chcesz?

Standardowy

(Jeżeli nie masz poczucia humoru, wyjdź już teraz. Jeżeli masz – przylep gałki oczne w miejsca krzyżyków.)

X                    X

Każdy wie, że od ciężarów baby robią się wielkie. Mięsiste. Z przytyranymi barami, naroślami wokół szyi, żyłami i wielkimi udziszczami. Że przestają wyglądać kobieco, mówią coraz grubszym głosem a w drogeriach stoją przy dziale męskich maszynek do golenia. Inną stroną medalu jest, że przestają być obiektem erotycznych fantazji tych miliona w pełni anonimowych mężczyzn na internecie. Tyle stracić…

Jaki przykład dają swoim (i nie swoim) dzieciom? Że kobieta jest czymś więcej niż żebrem mężczyzny? Że ma wolę, umiejętności i potencjał do wykorzystania nie tylko w kuchni, w łóżku czy na zalando.pl?

Jako iż pracując z ciężarami nie da się jednocześnie śledzić świata mody i plotek, sama siebie ograbiasz z bezcennej i wartościowej wiedzy, pozbawiając siebie możliwości wyrażenia opinii na temat wężowego wzoru w najnowszej kolekcji Gino Rossi, raptem przywróconego do łask po 2 letniej przerwie. Jednak to nic w porównaniu z powolną utratą pozycji wśród psiapsiółek clubbing’ujących trzy noce w tygodniu, stosujących dwie diety jednocześnie i umawiających się z facetami rzędu bic_tric_klata_auto_pożyczone. Zaczyna Cię mierzwić pseudo_intelektualny bełkot koleżanek z korpo, które na koncie rocznych dokonań mają jedynie wycieczkę all inclusive do Egiptu? (Nie, nie wspomnę o Matkach Polkach.) Uwaga, jesteś w grupie podwyższonego ryzyka.

Kobieta genetycznie jest bardziej narażona na osteoporozę. Trening z ciężarami zwiększa gęstość kości, stąd też jest wbrew naturze! Skoro hormony każą nam chorować na starość, to kim Ty babo jesteś, by chcieć inaczej?

Czy dźwigające baby są lepsze od tych nie dźwigających?

Nie. Ale żyje im się łatwiej.

Kiedy rozmawiam z Wami twarzą w twarz, udajecie silne. Kiedy zwierzacie mi się drogą pisemną – nieświadomie odkrywacie wszystkie swoje kompleksy i lęki. Zamiast je nazwać – chowacie się za powodami. Tworzycie usprawiedliwienia, które całkiem logicznie brzmią – choć do rozwiązania problemów się nie przyczyniają.

Czy to chęć podjęcia treningów, zmiany własnego życia w kwestii swojego wyglądu, przebranżowienia, nabycia nowych umiejętności czy może wręcz wkroczenia na zupełnie nową ścieżkę życia – ZAWSZE trafiacie do mnie bo CHCECIE, a nie dlatego, że MUSICIE*. Skoro więc chcecie, to czemu trzeba Was zmuszać…? *nie jestem dentystą

W swojej pracy nad klubem spotykam się z osobami, które pragną dostać w zamian za pieniądze gwarancję, że im w życiu wyjdzie – że osiągną 100% sukcesu. Drodzy kochani. Żadne pieniądze nie są gwarancją, że Wam wyjdzie. Dla jednych 100zł lub trzy miesiące to dużo, dla innych to 100 tysięcy lub 30 lat. Liczenie finansowej inwestycji powinno służyć temu, by się przekonać, jak bardzo czegoś chcesz. Natomiast Twoja umiejętność pokrycia tej inwestycji powinna wynikać z Twojej samodyscypliny i planowania.

Dość jednak psychoanalizy, mogę mówić do ściany równie dobrze jak do chóru. Kiedyś zależało mi by zmieniać ludzi i świat, przekonywać, nakłaniać, popychać. Jestem szczęśliwa i jeżeli ktoś szuka tego szczęścia w podobnym kierunku – ja mu pomogę, bo byłam-próbowałam-dźwigałam-wygrałam. Nawet produkt zrobiłam, nie by wyjechać za zyski na Dominikanę (Hej! jak się dołożycie, to się nie pogniewam), tylko po to by dać Wam konkretny plan i wytyczne, jak zacząć zmieniać swoje myślenie, swoją sylwetkę i swoje priorytety.

Czy możecie mi zaufać? To może być pierwszy krok na Waszej nowej drodze. Monika nie żałuje, że zaciągnęłam ją za włosy (taaa, o tym to się już nie chwali) z zajęć Kravki do mojego kościoła.

A na deserek gadająca głowa – jeżeli kiedykolwiek miałaś jakieś wątpliwości co do swojej techniki w swingu czy martwym ciągu, pozwól że trochę Ci je teraz rozwieję. Jeżeli po treningach czujesz, że dół pleców daje Ci w kość – obejrzyj odcinek uważnie i zastosuj się do wskazówek. Może będziesz potrzebować treningu bez kettla, tak by bardziej poznać swoje ciało. Nie poddawaj się, gdyż to co z początku będzie chaosem informacji, potem stanie się czynnością automatyczną.

Czas: 45-60min

Rozpiska:
By utrwalić sobie prawidłową technikę, posłuż się drabiną powtórzeń – pilnując spięć ciała!

SERIA A
5x Martwych ciągów – 1x Swing
4x Martwe ciągi – 2x Swing
3x Martwe ciągi – 3x Swing
2x Martwy ciąg – 4x Swing
1x Martwy ciąg – 5x Swing

SERIA B
5x Martwych ciągów jednorącz – 1x Swing jednorącz
4x Martwe ciągi jednorącz – 2x Swing jednorącz
3x Martwe ciągi jednorącz – 3x Swing jednorącz
2x Martwy ciąg jednorącz – 4x Swing jednorącz
1x Martwy ciąg jednorącz – 5x Swing jednorącz

Zielona: 8kg seria A x 3, 8kg seria B x 2 na obydwie ręce

Pomarańczowa: 12kg seria A x 5, 8kg seria B x 4 na obydwie ręce

Czerwona: 20-24kg seria A x 5, 16kg seria B x 4 na obydwie ręce

Nie gniewaj się, że nie mogę powiedzieć Ci wszystkiego od razu. Wiem, że skoro blog jest darmowy, to DARMOWA powinna być wiedza, która się na niego składa. Nie jest. Pamiętaj o tym za każdym razem, gdy wydaje Ci się, że o czymś (technicznym) nie mówię. Chcesz wiedzieć więcej? Idź do naszego instruktora.

Wiedza Instruktora StrongFirst lub Asystenta CKB to nie jedna mądra książka. To nie doświadczenie jednego, silnego człowieka. To nie „wydaje mi się”, „powinno” czy „chyba”.

Mam silną wolę – robi ze mną, to co chce.

Standardowy

Odkąd pamiętam, w życiu za każdym razem trafia mi się większy przeciwnik. Ale może po prostu nie ma łatwych challenge’y, gdy jesteś arogancką dziewczynką z 158cm wzrostu o niewyparzonym języku.

Obóz Krav Maga, Szklarska Poręba, 2005r.

 

Ty też walczysz całe życie. I nawet jeżeli dostajesz przeciwnika na miarę swoich możliwości, życie nie staje się łatwiejsze. A wygrana nie wystarcza na długie, szczęśliwe życie. Po chwili wytchnienia, znowu musisz się szarpać.

Obóz Krav Maga, Szklarska Poręba, 2007r. To moje ulubione, obciachowe, zdjęcie

Mogłabym pozaciemniać o sensie życia. Ale jako, iż moje problemy z histaminą sięgają już ponad 25% mojego ciała, jestem zbyt rozdrażniona, by bawić się w subtelną sztukę uwodzenia czytelnika. Trzeci rodzaj tabletek również nie pomaga i zastanawiam się coraz poważniej nad oskórowaniem.

Z przyczyn technicznych, duże wagi w treningu mnie przerosły (mam na myśli powyżej 20kg) i musiałam przeprosić się z małymi.

Wrażenie takie, jak gdybym zaczynała przygodę z kettlebell od początku. Restart sponsorowany przez rurę oczywiście, która znowu zablokowała mi dynamikę bioder i przerzuciła siłę na prawą stronę. Początkowo złość i niedowierzanie, urażona duma i nadszarpnięta ambicja. Ale problemem nie jest problem, tylko moje do niego podejście – WHO CARES? Korona mi spadła? Klub zamknęli?

Przynajmniej nie zaczynam w ostrym bólu. Nie zaczynam na ślepo, nie wierząc czy mnie to nie dobije i nie przykuje do wózka inwalidzkiego. WTEDY to był przeciwnik – teraz to tylko dziura w asfalcie.

Będąc więc z natury sentymentalną osobą… Ah, pierdolić to. Dobrze wiesz, że nie z każdej potyczki wychodzi się silniejszym, że nie wszystko co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Ale ze wszystkiego da się wyciągnąć nauczkę i być o ciut mądrzejszą osobą.

Masz problem by zacząć trenować? Chcesz, ale ciągle tylko się „czaisz”?

Już powinieneś przeskakiwać na większe wagi, ale wciąż to się nie dzieje?

Nie schudłaś jeszcze tak jak to sobie wyobrażałaś i zaczyna męczyć Cię wrażenie porażki?

Zauważ, że czas ciągle mija. Nie rozdrabniaj się, nie możesz robić wszystkiego jednocześnie. Zdecyduj o swoich priorytetach, rozlicz się obiektywnie z podejmowanych czynności. Początkujący w każdej dziedzinie, mają szybko-i-od-razu. Ale to nie początkujący są największą motywacją, medalem na olimpiadzie czy bohaterem we własnym domu.

Czy masz swój szczyt formy, chwilowy kryzys czy jakieś poważniejsze załamanie na tle innym niż sportowe – to minie, poradzisz sobie. Radziłeś i radziłaś sobie z większymi i brzydszymi demonami. Jest sens w tym co robisz, możesz to zmienić i z perspektywy ocenić własne życie – bądź swoim szefem.

Tylko pamiętaj, na spotkanie z szefem nikt nie powinien się spóźniać. Idź na trening i czerp z niego przyjemność.

…..tu normalnie byłby trening, ale jako iż zaczynam przypominać trochę ghoula i naprawdę nie chcę tym epatować, będziecie musieli ułożyć coś swojego, lub poszperać wśród tych ponad stu odcinków jakie dla Was nakręciłam. Przy okazji – proszę, nie proście mnie mailowo, by ułożyć Wam program z numerami treningów. Od tego jest PowerWorkout Premium, które wciąż możecie nabyć o tutaj: SKLEP na maila

A żeby nie było tak szaro i smutno, postanowiłam wkleić jednego z maili od Was. Zawsze ciężko mi było ugryźć temat Testimonial’sów, ale chyba się przełamię. Oto pierwszy, z powodu mojego lenistwa – również najnowszy!

P.S. Fajnie takie rzeczy dostawać, nie? Człowiekowi lżejsze kettle się potem wydają.

Prawdziwi mężczyźni. Albo i nie.

Standardowy

Wszyscy dookoła zdają się mówić jak nie o strajku górników/rolników/wegetarian, to o pewnej intelektualnie biednej książce, z patologicznym podejściem do dorosłych kontaktów bardzo_fizycznych, która doczekała się ekranizacji i ma swą premierę (owa ekranizacja) właśnie dzisiaj. 

Gustów czytelniczych nie będę rozpatrywać ani osądzać. Wolę rozbabrać temat miętkich siusiaków i mody na brodę. Gdzie Ci mężczyźni, będący ramą dla pięknej sztalugi?

Możesz przejść od razu do treningu, gdzie podaję jeden z przepisów na poprawę siły snatch’a do egzaminu instruktorskiego.

Dość powiedzieć, że od dziecka żyję milionem żywotów i mój wizerunek prawdziwego mężczyzny jest wyidealizowany. A przynajmniej tak to wygląda, gdy przyglądam się samcom dookoła, skulonymi nad smartfonami, w google wpisujących „jak być bogatym” tuż przed „jak być niewidocznym na fb”.

Moda na męskość uzyskaną za pomocą brody nie wzięła się z przypadku. Trzeba zakryć tę pupę niemowlęcia, która nie miała szansy w dzisiejszych czasach nabrać rysów drapieżnika, wojownika czy zwyczajnie – życiowej mądrości, skoro rodzicielki utrzymują ich do 40 roku życia, a ojcowie użyczają auta i płacą składkę OC.

Nie ma nic gorszego dla kobiety, budzić się przy facecie, który nie ma priorytetów, celi życiowych czy nawet pomysłu na życie inne niż Playstation/praca/żarcie.

Kiedyś faceci, oprócz bród, nosili blizny, szpetne spojrzenia i krzywe nosy – teraz atrybutem władzy jest Iphone, hipsterski podkoszulek i nabzdyczona mina niemowlaka z pełną pieluchą. Nastąpiła feminizacja i na prostej drodze idei „facet ładny być nie musi, ale zadbany to na pewno!” świat się gdzieś zgubił, bo skręcił.

Przykład? Facet potrzebę ruchu i poczucia fizycznej siły, kondycję fizyczną oraz dobrą wydolność powinien mieć wpisaną w naturę – a  nie pragnienie by biceps ładnie wyglądał, czy opalenizna podkreślała kratkę na ogolonym brzuchu. Owszem, piszczę na Magic Mike’u. Bez znaczenia.

Zaczynam myśleć, że może było jakieś szalenie ważne ewolucyjnie uzasadnienie, czemu facet zna 30 sposobów na okazanie gniewu, a jeden na okazanie czułości. Od kiedy mężczyźni zaczęli komunikować więcej niż 5 dostępnych im emocji, podstawy relacji damsko-męskich uległy zachwianiu. Szczególnie zaś po tym, jak samce odkryli możliwość strzelania focha*. *SERIOUSLY?!!

Znam męskie rurki* *not so serious – jestę dżownicą. Ale dąsania się NIE JEST męskie.

W czym przeszkadza mi coraz większy poziom pizdowatości płci brzydkiej, coraz częściej regulującej brwi u kosmetyczki?

Sprawiają, że kobiety mężnieją w zupełnie złym kierunku. Że gubią sens i cel bycia kobietą, a stają się wszystkim po trochu i niczym w rezultacie.

Zaczynają mylić potrzebę bycia twardą z pojęciem niezniszczalności.

Istotę seksualności z tanim wyuzdaniem.

Wartość zaradności ze złudzeniem samowystarczalności.

Kiedy więc to kobieta na treningu wywala lepsze „średnie” ciężary od obecnych tam samców, nie każdy umie poczuć szacunek szybciej od wkurwienia (nie wspominając dąsów). A ona, by usłyszeć słowo pochwały, by zostać doceniona, będzie zapierdalać jeszcze mocniej. I to co ewentualnie usłyszy, to że jej sylwetka „już nie jest kobieca”. Nie, nie mówimy o mnie, ja dalej jestem kurczakiem.

Nie wiesz co powiedzieć ukochanej osobie z okazji Walentynek/Dnia Niepodległości/Święta Latającego Potwora Spagetti? A co byś, tak naprawdę, chciał/a usłyszeć?

Choć jeden dzień w roku zastanów się, jaką jesteś osobą i za co można Cię kochać (nie wbrew czemu). Nie sięgaj po butelkę wódki tak od razu. Każdy ma zalety – i każdy może zwiększać ich ilość. Niekoniecznie powiększając sobie cycki, czy zarabiając 30 tysięcy na miesiąc. Jeżeli nie jesteś – to stań się osobą, którą będziesz sam/a kochać.

A tym czasem obiecany przepis na lepszy Snatch Test. Enjoy!

Czas: 30 minut

Ćwiczenia:
1. Martwy ciąg
2. Double Swing
3. Double Clean

Rozpiska:
Trening wspomagający przygotowania do instruktorskiego wymagania – Snatch Testu (100 powtórzeń w 5 minut). Jeżeli wciąż masz problem ze zmieszczeniem się w wyznaczonym czasie – spróbuj trenować balistyczne ćwiczenia na większych ciężarach. Używaj bioder i oddechu siły – przy dwóch kettlach nie da się nie przypinać, więc skup się na tych biodrach.

Zielona: Najpierw potrenuj jednym kettlem, zwracając uwagę na duże przypięcia w ciele. Ilość ta sama, procedura ta sama: 5 powtórzeń na rękę. Ogółem 12 serii na rękę.

Pomarańczowa: Możliwe, że wystarczą Ci dwa kettle, 8kg i 12kg. Zwiększ ilość serii do 6.

Czerwona: Jak na filmiku: 8kg, 12kg i 16kg. 3 serie.

Odpoczynek vs regeneracja – czyli co ty wiesz o zabijaniu

Standardowy

Więc myślisz, że umiesz odpoczywać? *nigdy nie zaczynaj zdania od „więc”

Nic nie umiesz. I wkurwiasz się, przez co wszystko staje się jeszcze trudniejsze.

Może i umiesz leżeć cały dzień na kanapie, gapiąc się na powtórki Dextera. Ale to nie regeneracja. Może masz wolny dzień w tygodniu - ale to nie odpoczynek. Może lubisz chwalić się swoim lenistwem lub mamtowdupizmem. Zaraz Ci coś wyjaśnię.

Istnieje dobry stres i zły stres.

Dobry stres zwiększa Twoje możliwości. Zły stres Cię zabija.

Od każdego stresu trzeba odpocząć.

Jak uwolnić ciało i mózg? Nie mamy naturalnego przełącznika, nasz instynkt przetrwania nie działa w tym zakresie. Przesadzamy i proces samozniszczenia nabiera tempa, nie pozostawiając ładnych zwłok po sobie.

Najbardziej kreatywni z nas, największe medialne gwiazdy i najsympatyczniejsze dusze towarzystwa łapią się czasem na tym, że tępo patrzą w ścianę i mają ludzio-wstręt. Kładą się spać i wstają – dokładnie w tym samym stopniu wyczerpania fizycznego. Czemu?

Bo stres fizyczny i stres psychiczny niczym nie różnią się dla organizmu.

Nieważne, czy miałeś dzisiaj swój PR (personal record) w przysiadze, czy jeden z Twoich podwładnych popłynął ze zleceniem na amen. Nieważne, czy przebiegłaś 25km czy Twoje dziecko ma wysoką temperaturę.

Jeżeli masz stresującą pracę, a potem idziesz „się wyładować” na ostry trening – no cóż, możliwe, że na krótką metę działa, ale gdy pojawi się „szklany sufit”, taki trening zacznie Cię zabijać całkiem dosłownie.

Odpoczynek jest wtedy, gdy nie ma ruchu – zarówno fizycznego jak i mentalnego. Lubię ten stan nazywać „byciem w warzywniaku” – jeżeli znasz teorię myślowych pudełek, to to jest pudełko nicości.

Regeneracja jest wtedy, gdy uczestniczysz w procesie odnawiania swoim pokładów witalnych i emocjonalnych. Często proces taki jest czynny, mimo iż zakłada w sobie część zwykłego „nie ruszam się dzisiaj” odpoczynku. Jako, że pojęcie „normalność” nie dla wszystkich jest takie samo, regeneracja jest procesem powrotu do stanu, który uważamy za „zdrowy”.

Większość kontuzji w sporcie rekreacyjnym nie bierze się z wypadku, tylko z zaniedbania procesu regeneracji. Dlatego mówi się tyle o „REST DAY” i dobrym odżywianiu – co zwykle przekłada się na „szkoda mi czasu na leżenie do góry dupą” i „mam 15 minut na szybki obiad na mieście”.

Dopływając do brzegu – bardzo długo uważałam, że  jeden/dwa dni w tygodniu gdy nie mam „normalnego” treningu, to cały REST jaki mi się należy/jest potrzebny. Oczywiście, fakt, że w te dni zapierdalałam nadganiając wszystkie inne czekające mnie „obowiązki” nie miał dla mnie znaczenia. Że większa ilość dni, gdzie nie poświęcam minimum 1,5h na duży wysiłek fizyczny, to już dupo_rośnięcie, odpuszczanie sobie, cipowacenie, proces jamochłożenia.

Że WSTYD.

Że wszystko co powiem na uzasadnienie większej ilości czasu ‚nie treningowego’ prowadzi do tłumaczenia się z opierdalania lub spowiedzi z kontuzji, w którą się wrąbałam.

Że chyba się kończę, że słaba, że cienias, że… dopisz_swoje.

I najśmieszniejsze, że nikt nie musi Ci tego powiedzieć! Sama/sam to sobie robisz. Autokrytyka w głowie na cały regulator, jak po zjedzeniu trzeciego pączka z adwokatem.

Nie odpuszczasz więc i ciśniesz. Pojawiają się chroniczne zakwasy lub „coś z barkiem/łokciem/kolanem”. Zły trening rujnuje Ci dzień. Budzisz się w nocy bez powodu. Zaprzyjaźniasz z energetykami lub trzecim espresso. Odżywiasz się zdrowo, ciężko trenujesz, a fałdka ma się jak miała. Zaginasz czasoprzestrzeń, by z 24h zrobić 32h. I gdzie jesteś?

Pozwól, że zadam Ci ważne pytanie:

Może nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo stresujące życie prowadzisz?

Jasne, wiesz, że masz stresów „wchooj” i jeszcze trochę. No i co z tym robisz? Robisz alkoholowy restart raz w miesiącu? It’s not going to work.

Wypisz na kartce rzeczy dnia codziennego, które Cię stresują. Sprawy, które mogą pójść źle. Może wtedy dostrzeżesz, ile stresu Cię zabija. Może wtedy łatwiej będzie Ci znaleźć balans psychiczno-fizyczny, gdy wykreślisz kilka rzeczy z listy. Nie musisz „wszystkiego” i „teraz”. Może zaczniesz lubić swoje życie bardziej, gdy trochę odpuścisz..?

Anyway, jest duże prawdopodobieństwo, że czytasz bloga będąc już sportowcem. Niby to wszystko powyżej jest takie oczywiste. Jednak, szczerze, czy umiesz tak odpoczywać by się regenerować? Czy może popełniasz błąd i widzisz swój rozwój w zwiększeniu stresu na treningu, by jakoś przełamać ten zastój który być może odczuwasz?

Nie stajesz się sprawniejszy są treningu. Czy jesteś sztangista, tańczysz Zumbę, swingujesz kettlami czy biegasz w maratonach. Stajesz się sprawniejszy, gdy regenerujesz się po tym wysiłku.

Wiem, że podobał Wam się mój ostatni  pokaz pole dance. Zapomnijcie jednak na chwilę o gołych pośladkach. Wsłuchaliście się w słowa piosenki?

Gotta slow up, gotta shake this high
Gotta take a minute just to ease my mind
‚Cause if I don’t walk then I’ll get caught out
And I’ll be falling all the way down

Jeżeli nie czujesz, że twoje rest’y są skuteczne – zacznij eliminować stres nie tylko związany z treningiem. Zwolnij. Gdy wszyscy biegną – zacznij iść. Gdy stoją – usiądź. Gdy się dokształcają – przeczytaj kryminał. Gdy wrzucają zdjęcia z hardcorowych przepraw – sfotografuj swoje skarpetki. Gdy pokazują płaski brzuch – idź na masaż. Możesz wszystko, zawsze i wszędzie – ale nie musisz.

Żeby nabrać energii, pobudzić koncentrację i rozluźnić napięcie w szyi/kręgosłupie możesz użyć kettla. Kiedy akurat nie masz pod ręką – użyj swojego ciała.

Czas: 25 minut

Ćwiczenia:
Pracujemy nad grzbietem (gięcie), stabilizacją i mobilnością barków, zakresem pracy stawu skokowego.
Obserwuj filmik i trenuj wraz ze mną. Kiedy już ogarniesz podstawowe ruchy – rób we własnym tempie.

Rozpiska:
Oddychanie – to taka umiejętność, którą rzadko kto z nas szkoli. Nie rób tego błędu. 9 na 10 osób które znam, ma problemy z oddychaniem – choć to zabrzmi dziwnie, bo wszyscy żyją nie od wczoraj. Skup się na oddechu jak tylko wejdziesz w pozycję. Niech Twoja głowa zajmie się ruchami klatki piersiowej i brzucha. Pamiętaj, są w życiu rzeczy nad którymi nie masz kontroli – oddech nie jest jedną z nich.

Ogarnij swój brzuch! O bojlerach i kołach zapasowych.

Standardowy

Gdyby „Chcę zrzucić z okolic brzucha” było złotówką, w tydzień można by wypełnić dziurę budżetową nie tylko kraju, ale i spłacić wszystkie kredyty we frankach. Absolutna większość społeczeństwa patrzy na swojego „macieja”, „oponkę” czy „cholerny zwał tłuszczu” i próbuje choć raz w życiu ogarnąć, jak szybko i bezboleśnie się sadła pozbyć.

Zanim więc tkniemy temat kijkiem, zauważmy, że typów „zbędnego” brzuszka jest kilka. Jeżeli należysz do wąskiego grona odbiorców nie rozumiejących tematu, zapraszam do obejrzenia filmiku na końcu notki. Jeżeli natomiast bezskutecznie walczysz z tym co w okolicach pępka wizualnie Ci przeszkadza, oto streszczenie artykułu z:  DailyMail

1. Zimowa oponka.

Przykro mi* *wcale nie, ale nie ma innych winnych jak Ty. Siedzisz za dużo, jesz zbyt wiele&pusto. Zauważysz różnicę po dwóch tygodniach stosując się do absolutnych podstaw:
- ogranicz alkohol
- zrezygnuj z przekąsek, nawet tych „dietetycznych”
- zostaw przetworzone żarcie gotowe w 5 minut – spędź 30 minut w kuchni by wykombinować coś zdrowego – internety pełne są przepisów odpornych na anty-kucharskie-umiejętności-przypalania-wody
- rusz dupę – nie musisz od razu wybierać ćwiczeń, które upodlą Cię i zeszmacą radośnie – chyba, że chcesz.
- nie nagradzaj się żarciem, chyba, że jesteś psem.

2. Brzuszek prawniczy.

Jesteś rybką, a stres jest Twoim codziennym pokarmem. Miotasz się, miotasz, a koniec końców i tak poddajesz. Twój brzuch nie przypomina galarety, gdzie tam, może być nawet całkiem twardy w dotyku. Tym gorzej dopiąć Ci spodnie. Oprócz pozornie bezużytecznej porady „przestań się tyle denerwować”* *to, że to naprawdę jest TWÓJ wybór, ciągle muszę sobie przypominać. Oddychanie takie trudne., i trudnych do zastosowania „nie musisz być najlepszy, nie musisz być doskonała”, spróbuj tego:
- kawa to nie zamiennik posiłku,
- jeden śmieciowy posiłek to nie zastępstwo dla trzech zdrowych,
- hormon leptyny jest Twoim przyjacielem – chcesz go wydzielać by lepiej kontrolować apetyt i regulować swój metabolizm, dlatego do jasnej stokrotki – ŚPIJ 8h. Doba jest tak samo krótka dla wszystkich na tym świecie.
- nie pobudzaj się słodyczami ani energetykami – dają kopa, ale również Twojemu brzuchowi. Kiedy jesteś zmęczona – zdrzemnij się, zamiast szukać energii w kaloriach.
- ćwiczenia nastawione na szybkie spalanie nie są dla Ciebie, masz wystarczająco wysoki poziom kortyzolu w sobie. Praca na ciężarach, joga i długie spacery – to jest Twoje lekarstwo na wystający brzuszek.
- pij melisę oraz rumianek, ucz się długich oddechów i wydechów, daj sobie szansę – zamiast wkurwiać się ciągle na siebie.

3. Mały kangur.

Trenujesz regularnie, zdrowo się odżywiasz, wysypiasz, a i tak ciągle Ci coś tam wisi zbędnego? Przestań zaciskać zęby i napierdalać brzuszki. Mam coś lepszego:
- rozluźniaj odcinek lędźwiowo-biodrowy (patrz dzisiejszy filmik!), bo bardzo możliwe, że od tych miliona brzuszków przeciążyłaś dolny odcinek pleców i dlatego brzuch Ci „odstaje”
- sprawdź, czy Twoja dieta ma wystarczającą ilość błonnika w sobie – zaparcia i wzdęcia sprawiają, że wyglądasz na grubszą niż jesteś
- zamień brzuszki na deseczki (plank’i)
- pijesz więcej wody i lubisz zielone warzywa. Przynajmniej od dzisiaj – lubisz.
- trenuj z kettlami metodą HardStyle – masz jakieś 100 filmików w dziale WORKOUTS do wyboru, lub program PowerWorkout Premium.

4. Brzuszek_młodych_mam* *czyli nie podejmuję ryzyka obrażenia twórców kolejnych płatników ZUSowskich

Po ciąży macica zmienia trochę swoje położenie, a do tego jest cięższa niż przed ciążą. O ile wszystkie te zdjęcia młodych mam z sześciopakami mogą być inspirujące, o tyle proces pozbycia się brzuszka nie jest standardową procedurą:
- interesują Cię ćwiczenia oddziaływające na mięśnie dna miednicy
- we wzmocnieniu rozluźnionych mięśni podbrzusza pomocne będą np. odwrócone brzuszki (podnoszenie pupy a nie barków)
- nie spiesz się – odczekaj minimum 3 miesiące po porodzie, nim zajmiesz się regularnymi ćwiczeniami
- łykaj tran oraz inne rybie oleje – pomoże to Twoim hormonom na szybsze spalanie tłuszczów
- zorganizuj sobie przekąski w postaci „dobrych tłuszczów”: orzechy czy oliwki,
- omijaj przysiady, pomijaj wykroki
- śpij kiedy możesz (wiem, wiem, wiem) – korzystaj z rolet nie przepuszczających światła
- rozciągaj się! poszukaj stretchingów w dziale WORKOUTS.

5. Bojler tudzież Worek na kartofle.

Pamiętasz moje zdjęcia „przed” i „po”? Dość łatwo je znaleźć. Brzuszek, który pamiętasz z pierwszego zdjęcia to typowy przykład wzdęcia bez pierdzenia. Problemy z trawieniem może mieć każdy – nietolerancja pewnych pokarmów objawia się czasami jedynie napuchniętym nagle brzuchem. Jeżeli masz tak, że rano Twój brzuch jest płaski a im później tym więcej go jest – żarcie jest Twoim zmartwieniem. Na szczęście nie chodzi o jakieś top diety – bardziej o znalezienie produktów, z którymi sobie Twój organizm nie umie poradzić.

Co może Ci nie służyć? Cała masa rzeczy:
- pszenica i gluten (chleb, makaron, ciasta, pizza, ciasta i zboża), alkohol, drożdże (babeczki, piwo i wypieki) i przetworzony nabiał (sery, mleko, masło) idą wpizdu. Wyeliminuj na dwa tygodnie i zaobserwuj swoje ciało.
- nocne wietrzenie lodówki również odchodzi w przeszłość.
- śniadanie jest największym posiłkiem, gdyż do godziny po przebudzeniu organizm najlepiej radzi sobie z trawieniem.
- żujemy żywność, a nie ją pochłaniamy.
- badamy jelita – czasem potrzebujemy suplementów probiotycznych i prebiotycznych, by odbudować dobrą florę bakteryjną.
- oddychamy metodą Power Breathing nie tylko gdy trenujemy. Oddychanie przeponą będzie przynosiło świetne efekty nie tylko wydolnościowo – sprawnościowe.

Dzisiejszy trening – operator gdzieś uciekł, więc Angela nie ma głowy przez całą połowę. Hope U don’t mind.

Czas: 35 minut

Ćwiczenia:

1. Rozgrzewka: 2 rundy po 40 pajacyków, szerokich przysiadów z głębokim wdechem, po 5 głębokich wykroków z tylną nogą prostą i wiatrakiem na obie strony.
2. Rozciąganie odcinka bioder i czworogłowych uda, rozciąganie w oparciu o kanapę
3. Skłon w przód stojąc, skłon z lekkim bujaniem
4. Skłon w przód siedząc, skłon na nogach rozłożonych szeroko
5. Wykrok z dociągnięciem, wejście do szpagatu poprzecznego

Rozpiska
Jeżeli nigdy nie lubiłaś rozciągania – witaj w klubie Sztywnych Człowieków!
Z początku będzie to doświadczenie bardzo żenujące, jednakże pamiętaj, że każdy od czegoś musi zacząć. Rozciągam się od roku dość systematycznie, bardzo instynktownie i w oparciu o wszystkie moje lęki dotyczące pleców i przepuklin. Nigdzie mi się nie spieszy, nie mam naturalnych uwarunkowań gdyż nie rozciągałam się w dzieciństwie, a już na pewno nie mam kompleksów, że przez pierwsze 10 minut wyglądam równie pociesznie jak żółwik na plecach. Za pomocą stękania, dyszenia i niewyjściowych wyrazów twarzy jestem w stanie dorównać niektórym żwawym emerytkom – ale już za 10 lat będziemy rozmawiać inaczej.

Stretching jest w głowie. Więc musisz ten durny łeb przekonać, że opłaca Ci się rozciągać. Nie odwlekaj tego. Zacznij pomału, przykładając się do detali technicznych. Po to tyle gadam na filmiku, byś nie trenowała źle. Słuchaj się, jak nie mnie, to kogoś mądrzejszego. Nic na siłę, ale wszystko z determinacją.

Zielona: Zacznij od trzymania 20 sekund każdej pozycji. Nie spiesz się, oddychaj. Masz mieć odczucie, że wciągasz kręgosłup w głąb ciała. Dysz, dychaj, tylko nie zdychaj.

Pomarańczowa: Niczego nie przyspieszaj – Twoim głównym problemem będzie brak cierpliwości do własnego ciała. Jeżeli wkurzają Cię własne ograniczenia – rób sobie zdjęcia co jakiś czas. Efekty zobaczysz po miesiącu rozciągania. 30 sekund pozycji będzie bardzo optymalne.

Czerwona: 40s -do minuty, ale nie zmuszaj się do trzymania tak każdej pozycji. Wybierz mało wygodne i skróć czas do 30s. Pracuj nad głową – myśl „przyjemne” myśli. Staraj się wizualizować jak Twoje ciało się rozciąga. Wyobrażaj sobie gumę, która powoli staje się dłuższa. Oddychaj.

A to najnowsze popisy na rurze. Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy od podnoszenia ciężarów urosną Ci mięśnie.

Kobiety rowerki i mężczyźni dętki.

Standardowy

Ptaszki ćwierkają, że moje bicepsy są przedmiotem ożywionych dyskusji, jak nie przedmiotem sporu bądź wręcz potępienia.

Sporej liczbie kobiet, moje ręce nigdy nie będą się podobać – kategoryzuję je, wcale nie złośliwie, jako „kobiety-rowerki”. Fanki sportów, gdzie ręce broń cię batman nie pracują i „nie puchną”. Gdzie nie ma najmniejszego zagrożenia, że ramiona staną się zbyt wielkie, masywne, nie kobiece.

To, że takie ręce potrafią wnieść dziecięcy wózek na trzecie piętro bez problemu, nie stanowi przynęty – bo w końcu, której babie marzy się tachanie wózka po schodach. Płaski brzuch z którego przystojny milioner może spić tequilę – to co innego. To już jest interesujące.

Są też i mężczyźni, a raczej chłopcy, dętki. Tacy, co to lubią zamknąć palce dłoni na bicepsie dziewczyny.

Niekoniecznie są to zawsze płazo-łajzy z małym przyrodzeniem i udem wielkości, nie przymierzając, mojego bicepsa. #zaczynasięhejting!  żart. Czasami to zwykli faceci, którzy „siłkę” widzą częściej niż w styczniu i we wrześniu.

Nie to jest piękne, co jest piękne – a co się komu podoba. Takie czasy. Jeżeli lubisz siebie – wszystko inne może Ci skoczyć. A zmieniać się pod czyjś gust..? Nie sądzę.

Mimo, iż moje bicepsy darzę niewątpliwą sympatią, chciałam niniejszym wyjaśnić.

Moje bicepsy NIE są tworem kettlowym.

Seriously. Przestań się martwić* *lub mieć nadzieję 

Moje dwa kiełbasiane szczęścia przybrały całe 2cm w obwodzie, na przestrzeni 4 lat. Czemu więc są takie duże? Tajemnica tkwi w pływaniu.

Zdarzyło mi się urodzić w rodzinie pływackiej. Wszyscy u mnie trzaskają pełne długości basenu na czas w celach rozrywkowych. Moje wakacje od małej kijanki polegały na ściganiu się z braćmi i ojcem przez jeziora (topiłam się całkiem poważnie w życiu 3 razy) a dzięki „delfinowi” mam teraz niesamowitą mobilność barków i ładną ich szerokość w proporcji do bioder (czyt. szerokiej dupy).

W pełni możesz więc również zrozumieć moje pukanie się w czoło, gdy słyszę, że na bolące plecy przepisuje się „basen”.

Basen, podobnie jak jezioro, to dla mnie wcale nie duża wanna. To 25 metrów pod wodą w wieku 12 lat. To rozwalone nadgarstki o ścianę w stylu grzbietowym. To woda w mózgu przy zbyt szybko skręconych kozłach w kraulu i brak czucia w palcach przy stylu klasycznym.

To problem z opychaniem się jedzeniem, po maksymalnym wysiłku fizycznym w wieku gdy w niekontrolowany sposób rośnie Ci wszystko, prócz mózgu.

Anyway! Wiem, że lubicie zdjęcia „przed” i „po”. Dlatego, skoro już i tak umarliście ze śmiechu widząc jak kura biega seriously – nevermore , prezentuje Wam swoje przed_kettlowe skrzydło. I’m loving it. zapewne będę przez to biegać po kawę do końca życia, ale nie mogłam się powstrzymać.

Po lewej mamy śliczny rozmiar 40 zmierzający długą prostą w stronę 42, okropne bóle pleców, drętwienie dłoni i stóp, początki zaawansowanych chomiczych policzków. Cycki też mamy!

Po prawej jest rozmiar 36 z powoli odznaczającym się powodem do robienia ciężkich przysiadów, mniejszy zarys drugiego podbródka, umiejętność poruszania wszystkimi kończynami bez bólu, szpagatowania, itp. I Darth Vader bez makeupu… będę biegać, wiem.

No. W każdym razie – łapsko to samo. Więc nie, nie obawiaj się, że od kettli będziesz miała taką łapę. Ta łapa już tam była (podobnież jak słusznej wielkości udko), gdy kettle weszły i pomogły odessać mnie z pierwszej i drugiej warstwy tłuszczu.

To była MOJA decyzja, by rozwinięty w młodości mięsień utrzymać w swej objętości – mnie naprawdę chude rączki się nie podobają. Moje ciało i mam prawo o nim decydować.

A w dzisiejszym odcinku – informacja prasowa o CKB INTRO. Szkolenie wywołuje masę pytań z Waszej strony, stąd gadająca głowa. Nie chciałam byście zasnęli, dlatego próbowałam streścić się maksymalnie.

Pamiętajcie, że INTRO to inny materiał niż szkolenie StrongFirst. Nie bójcie się go. Przybywajcie na dobrą kawę i słowo, do Iron Church.