Autoreklama nie hańbi.

Standardowy

Żyjemy w kraju, w którym ciągle uczą, że nasze dokonania krzyczą za nas samych. Że powinno się cicho zapierdalać, a sukces sam buchnie podczas gdy my w pełnej pokorze* *i z obowiązkowym pąsem będziemy „znosić” zachwyt publiczności.

Przepraszam, ale tak to nie działa. Jeżeli nie gdaczesz, to nikt nie zwróci uwagi na Twoje jajko. I nie ma znaczenia, że myślisz, iż Twoje jajko jest zwyczaje, albo że lepszych lub większych jajek na świecie jest masa, a do tego mają lepsze kolory.

Wiesz, komu najbardziej przeszkadza to, że się pochwalisz własnym osiągnięciem?

Zakompleksionej miernocie.

Normalnej osobie, która lubi siebie i swoje życie, która spełnia się w swoich pasjach, nie gardzi swoją pracą oraz otacza się ludźmi, którzy są dla niej wartościowi i dobrzy - NIGDY nie będzie przeszkadzać Twój sukces! Dlaczego? Bo takie osoby, nawet jeżeli nie będą szczać pod siebie z zachwytu nad Tobą i Twoimi osiągnięciami – nie będą ciągnąć Cię w dół przykrym komentarzem, złym słowem czy degradującym podsumowaniem. Nawet jeżeli Twój sukces jest dla nich przeszłym dokonaniem lub rozgrzewką.

Denerwuje Cię, że koleżanka chwali się, że przebiegła 3km lub podniosła 8kg i wszyscy jej klaszczą, a Ty codziennie ciśniesz 15km albo wywalasz 20kg i wszyscy mają to w dupie? Odwróć te naturalne emocje. Pogratuluj również. To dla niej będzie dużo znaczyć, jeżeli podzielisz się swoim doświadczeniem, jeżeli z entuzjazmem będziesz mówić o kolejnych etapach, które ona sama może osiągnąć.

NIGDY nie przyćmiewaj czyjegoś szczęścia i blasku. ZAWSZE wspieraj czyjś sukces. Dlaczego? Nie, nie dlatego że to się opłaca, czy dlatego że samemu możesz na tym blasku zyskać. Dlatego, że IT’S A GOOD THING TO DO. Dlatego, że otacza nas za dużo zawiści i złośliwości, i jeżeli będziemy do tego sami dolewać, to nas żółć zaleje na amen.

Zauważyłam, że gdy ktoś się chwali, rozstępuje się Morze Czerwone. Jedni słodkopierdząco piszą/mówią „Najlepsza!”, nie mając pojęcia o temacie, ale pragnąc utożsamiać się z Jakimś Mistrzem (bo to podobno nobilituje – taka znajomość). Drudzy albo rzucą kąśliwą uwagą, albo zmilczą, kumulując w sobie poczucie niesprawiedliwości na świat, który ich nie docenia. I tak w zależności od liczby papierowych przyjaciół*, usłyszysz, że albo jesteś Bruce Lee, albo Pizdą kopiącą w cytrynę**.

*papierowy przyjaciel – jest gdy jest dobrze, nie ma go gdy jest źle

**żarcik ze starych internetów

Proces warunkowania podobnego społeczeństwa to temat na kilka prac magisterskich. Ważne by zrozumieć, że nagradzając czyjś wysiłek NIC nie tracisz. Twoje umiejętności nie maleją. Twoje osiągnięcia się nie dewaluują. Twoje plany się nie przedawniają.

Są miliardy ludzi na świecie – nie, nie jesteś wyjątkowy. Zawsze znajdzie się chociażby jakiś Chińczyk, który umie coś lepiej, robi coś lepiej, skacze gdzieś wyżej. Zawsze będzie ktoś lepszy z rachunku prawdopodobieństwa. Jeżeli masz zamiar się porównywać – to tylko po to, by planować własną drogę na szczyt. Jeżeli masz konkurować, to tylko po to, by osiągnąć swoje 300%.

Masz obowiązek wobec własnego ego, do cieszenia się publicznie ze swoich umiejętności, ze swoich osiągnięć, ze swojego progresu. Jeżeli tego nie robisz – a nie mówimy tu o wpychaniu innym ludziom własnego sukcesu w gardła – nie dziw się, że „jesteś dla ludzi nikim”. Każdy jest własnym pępkiem wszechświata. Daj się poznać jako zajebiście duża planeta w ich systemie, a bardzo się zaskoczysz.

Niniejszym chciałam pochwalić się swoją boską Marlenką – znając ją nie od wczoraj doskonale zdaję sobie sprawę, co ten bieg (Puchar Polski Skyrunning 2015 -> Chojnik Maraton.) dla niej znaczył. Kto śledzi mojego funpage’a na pewno odsłuchał ostatniej audycji, w której Marlenka mówiła o kettlebell i bieganiu. Przypomnę: KLIK KLIK

No. A teraz mam elegancki powód by siebie/się pochwalić.

W ramach wsparcia – wysyłam kettlowy kubek* mocy. *a co to? tu: http://powerworkout.blog.pl/sklep/

A dlatego, że nastąpiła miłość od pierwszego wejrzenia, dorzucę to:

Tam z kolei wspierająco-motywująco wysyłam ostatnią koszulkę PW jaka mi została.

Trening na czczo, czyli pytanie o śniadanie

Standardowy

UWAGA! ZAWIERA OBRAZY DRASTYCZNE! #nomakeup #morning #zombiegirl #readytokill #donttalktomeunlessyouhavecoffee

Przez dobre 4 miesiące testowałam na sobie metodę T.Ferrisa („24 godzinne ciało”) na obecność śniadania w śniadaniu. Dla tych, co nie czytają mnie od czasów wyginięcia dinozaurów przypomnę, że Angela śniadania jeść nie umie, za to jebitna kolacja nie sprawia jej trudności. Od czasów gdy biegała za wymienionymi już dinozaurami w małych badejkach, śniadanie to była abstrakcja czyniona jedynie przez mojego ojca. Reszta familii miała mleko z kawą i plany na zawładnięcie świata, ewentualnie włączała komputer przed pierwszym otworzeniem oczu i rzeczywistość docierała do niej późnym popołudniem.

Zatem śniadanie to był posiłek w okolicach godziny 13:00, w kręgach ludzi pracujących popularnie zwany lunchem. Warto jeszcze napomknąć, iż nigdy nie przydarzyło mi się z własnej woli trenować przed tą godziną, inaczej.. aaaa właśnie. Dochodzimy do sedna. Czy trening na czczo to katalizator palenia kalorii? Czy taki trening nie liczy się podwójnie? Czy to nie sekret pilnie strzeżony wszystkich bodybuilderów i modelek bieliźnianych?

Gdy chodzi o podejście do topienia tłuszczu (i nie jest to ten obejmujący krewetki), łatwo rozpętać shitstorm. Jedni będą zaciekle bronili, drudzy wyśmiewali, a trzeci spróbują i tak. Gdy mówimy o opiniach czy umiejętnościach, nikt nie dziwi się, że ludzie są różni. Jednak kiedy zaryzykujesz stwierdzenie, że w dietetyce na jednych działa coś inaczej niż na drugim – kabom! Masz dyskusję o wyższości jednych racji nad drugimi.

Dlatego nie wchodzę w dietetykę. Dlatego nie doradzam, co najwyżej proponuję popróbować. Działa na Ciebie „5-6 małych zrównoważonych posiłków dziennie”? Good for you! Próbowałam, oszalałam, podziękowałam. Nie masz problemu z IF 16/8*? Good for you! Nie zmuszaj partnera.

*intermittent fasting – post okresowy, w metodzie 16/8 nie jesz przez 16h by móc jeść wszystko co chcesz w ciągu 8-godzinnego okna żywieniowego.

Stosowałam IF 1/7 (dni tygodnia) przez rok czasu z powodzeniem. Czułam się świetnie, miałam napiętą skórę, wyostrzone kubki smakowe, małe obwody no i 55kg mięcha na wadze. Jednak pazerność i zachłanność mnie zgubiły, dlatego zaczęłam szukać innej drogi. Natknęłam się na Ferrisa, dałam się ponieść. Niestety nie wyszło – w dużej mierze przez to cholerne śniadanie, które trzeba zjeść w godzinę po obudzeniu.

 Ale co z tym treningiem, no?

Zawsze słyszałam sportowców spierających się o tą kwestię z równą zaciętością, co o najlepszy smak białka. Wiele bzdurnych teorii krąży w świecie fitnessu, obalenie niektóre jednak łatwo znaleźć w nowych badaniach. Jako, iż miałam ostatnio do czynienia z wmuszaniem śniadania w siebie (już mi przeszło, dziękuję), zainteresowałam się koncepcją „spal więcej tłuszczu trenując na czczo”. Jak to zwykle bywa, najpierw patrzyłam na zwolenników takich, co na zdjęciach wyglądają po spartańsku. A potem sięgnęłam po badania, o tu: KLIK KLIK

Jako, że artykuł stał się płatny, a i tak wolelibyście podsumowanie po polsku, oto jego key points:

- intensywny trening cardio na czczo nie jest odpowiedni w przypadku, gdy chcesz zachować masę mięśniową (dla wszystkich tych, co koksują siłę – pamiętajcie, że spadek mięśni, oznacza spadek siły)

- spalając więcej węglowodanów podczas treningu (czyli po posiłku), spalisz więcej tłuszczu w fazie PO treningu. Więcej energii = więcej do wydania.

- zjedzenie śniadania przed treningiem nie wpływa na spowolnienie lipolizy (w dużym skrócie: lipoliza odpowiada za proces utleniania się tłuszczy w naszym organizmie służąc nam za źródło energii)

- zjedzenie śniadania przed treningiem przyczynia się do aktywowania efektu termicznego (organizm traci energię na „poradzenie sobie” z żarciem) w organizmie

- intensywny trening na brakach glikogenu w mięśniach przyczynia się do zwiększenia proteolizy (czyli kontrolowanego rozpadu białek wewnątrzkomórkowych), co degraduje siłę mięśnia

PODSUMOWUJĄC podsumowanie: Twoje życie, Twój wybór. Z badaniami jednak ciężko się kłócić. Zjedz mały posiłek, nim zaczniesz harce. Dorzuć do tego jeszcze BCAA, by rzeźbić w masie!

Czas: 45 minut (+rozgrzewka)

Ćwiczenia:
1. Martwy ciąg + pompka
2. Swing + Press
3. Front Squat w Clean x2

Rozpiska:
Jeżeli trenujesz z jednym kettlem, rozpiskę znajdziesz w sekcji Zielonej – nie oznacza to łatwiejszego treningu, jeżeli machasz więcej niż 8kg! Mogę wręcz zaryzykować stwierdzeniem, że jedną kulką wykończysz się bardziej. Dwie pilnują przypięć za Ciebie – czas odpoczynku będzie też dłuższy. Jeżeli więc uwielbiasz czołganko – weź 12kg lub 16kg (ladies).

Zielona:
Weź 8kg. Wykonaj martwy ciąg jednorącz (pilnuj by się nie przekręcac na stronę ręki obciążonej – mocno spięty brzuch!) a następnie pompkę (jedna ręka na kettlu, podpór możliwie wąsko; nie rób pompek damskich, zepnij brzuch i pośladki). Idziesz drabinką 1-1, następnie 2-2 (dwa razy swing, potem dwie pompki), etc. zmieniając ręce. Drabina od 1 powtórzenia do 5.
Przy drugim combo zwróć uwagę na brak ugięcia kolan. Drabina od 1 powtórzenia do 4. Mocno przypnij pośladki i brzuch.
Przy trzecim combo przed przysiadem zrób Swing jednorącz a następnie clean. Przytrzymaj drugą dłoń na tej z odważnikiem, dupa w dół. Zmieniaj strony. Drabina od 1 powtórzenia do 5.

Pomarańczowa:
Weź 8kg i 12kg. Słabsza ręka idzie na większy odważnik. Pilnuj by nadgarstki w pompce nie uległy załamaniu – na małych kettlach robienie pompeczek tricepsowych może być wyzwaniem! Drabina od 1 powtórzenia do 5.
Upewnij się, że masz opanowany clean zanim przejdziesz do double clean. Wyjście mocne z bioder jak zwykle jest tutaj największą tajemnicą – kopyta w ziemię, brzuch gotowy na przyjęcie ciosu Chucka Norrisa. Uważaj na palce, jeszcze Ci się mogą przydać. Przy Press nie puszczaj mięśni brzucha, inaczej siądzie Ci grzbiet. Drabina od 1 powtórzenia do 4.
Przy przysiadach pamiętaj, że szerokość Twojej pozycji jest szersza gdy „podbierasz” kettle. Zrezygnuj ze swingu, wchodź od razu w clean. Dupa do ziemi, hej! Drabina od 1 powtórzenia do 3.

Czerwona:
Wskazówki z powyżej. Weź 12kg i 16kg, chyba że jesteś mężczyzą: 20kg i 24kg. Drabina od 1 powtórzenia do 5 powtórzeń dla pierwszego combo. Drabina od 1 powtórzenia do 4 powtórzeń dla drugiego combo (jeżeli Military Press nie wchodzi – rób Pushpress). Drabina od 1 powtórzenia do 3 powtórzeń dla trzeciego combo. Zmieniaj strony po każdej serii.

Enjoy!

 

P.S. T.Ferris mi się nie sprawdził z uwagi na potrzebę szamy w pierwszej godzinie po obudzeniu (still, I like him very much). Jeżeli jednak nie masz ze śniadaniem problemu, gorąco doradzam jedzenie w obrębie 30 minut od przebudzenia. Ferris przytacza badania, że pomaga to schudnąć.

Jak zaoszczędzić na instruktorze?

Standardowy

Jedni mogą nazywać to dojrzewaniem w zawodzie, inni – cynicznym stetryczeniem – ale czy to tylko ja, czy świat głupieje coraz bardziej na punkcie Fit Gwiazd i Gwiazd Fitnessu? Nie jestem fitnessowym nazistą, by głosić Czystość i Wyższość jednego trendu nad drugim* *yes, who am I kiddin’? Kettlebellz Rulez! Handluj z tym. ale mdłe „rób cokolwiek, ważne że robisz!” zawsze nagradzałam odruchem wymiotnym. Powoli wkraczająca tendencja by ćwiczyć dla zdrowia a nie wyglądu – bardzo mnie cieszy.

Nie cieszy mnie jednak, iż teraz każdy jest instruktorem wszystkiego. Każdy doradza, uczy i inspiruje, włącznie z mą nader skromną osobą* *która ma wystarczająco dużo dystansu do siebie i zdrowego rozsądku by popełnić poniższą notkę. Żodyn jednak nie ponosi odpowiedzialności za to, co mówi/pisze/objaśnia. Żodyn.

Czym się różni kiepski instruktor od dobrego? Nie papierkiem, o dziwo nie latami doświadczeń. Ilość odbytych szkoleń to też nie świadectwo JAKOŚCI wiedzy, jaką instruktor posiada. Wartości z jakimi się identyfikuje i narzędzia, którymi się posługuje – to już jest jakieś okno na świat tego instruktora. A przynajmniej diagnoza, jakie skrzywienie posiada.

Dobry instruktor przed każdym ćwiczeniem odpowie sobie na pytanie – co owe ćwiczenie ma mi „dać”? Przed ustaleniem ilości powtórzeń – co chcę osiągnąć? A przed zaprojektowaniem rozkładu i kolejności ćwiczeń – co chcę uzyskać? Jak jedno ćwiczenie w takiej ilości serii wpłynie na drugie i trzecie?

Ale tego Klient nie wie. Klient widzi to, co jamochłon chce widzieć:

- czy Instruktor/ka dobrze wygląda?

- czy składa obietnice równie szybko co polityk?

- czy jest silniejszy/wytrzymalszy/szybszy?

- czy na zajęciach jest „fun”?

- czy się pocę jak świnia, a zatem spalam milion kalorii?

- czy puchnę w bajsepsie, a zatem rosnę?

- czy na drugi i trzeci dzień mam zakwasy, a zatem był DOBRY TRENING?

- czy motywuje mnie, głaszcze, klaszcze, lub spank’uje?

Co do zakwasów – to tak, temat głęboki, więc będzie w następnej notce. Co do różnic pomiędzy cheerleaderką a instruktorem, to wypowiadałam się nie raz, trzeba sobie odkopać. Co do wyglądu instruktora – no cóż, jestem za tym, by swoją sylwetką popierać to, co się propaguje* *ja, na przykład, propaguję posiadania mięsa na kościach.  więc jeżeli Instruktorka jest chudsza niż ustawa przewiduje, a uprawia łagodny pilates z elementami zawierającymi żywsze bicie serca – to niech się wypowiada w kwestii diety, a nie ćwiczeń na zrzucenie 5kg. Nie wiem jak do Was, ale do mnie trafia zawsze historia, a nie utrzymywanie statusu quo.

Wracając jednak do tematu przewodniego – Jak zaoszczędzić na Instruktorze?

Otóż sposobów jest sporo. Można gwałcić przyciski na Youtube lub aplikacji na mądrym telefonie. Można samemu wymyślać sposoby aktywności i uczyć się (lub nie) na własnych błędach (hello bieganie!). Można czepiać się różnych zajęć i po kilku zajęciach, odtwarzać proces samemu w domu/siłowni. Można wysyłać maile do różnych instruktorów, obowiązkowo z własną historią, problemami i dziesiątką pytań, wraz z prośbo-żądaniem. Post scriptum: to jest BARDZO w złym tonie, uwierzcie mi.

Można również zaopatrzyć się w KSIĄŻKĘ. A nowości wydawniczych w empiku – jak na wiosnę przystało – jest płodnie.

Nie zajmuję się bieganiem, więc tematu książek dot. biegania nie poruszę. Dość powiedzieć, że znajdziecie ich cały regał.

Dokładnej recenzji nie napiszę, nie powiem co sądzić. Nie zajęłam się treningiem w celu zmiany wyglądu, tylko ze względów zdrowotnych – dlatego wiele z przywar fitnessu mnie ominęło i omija. Przejrzałam książki i kojarzę nazwiska. Wypowiem się obiektywnie, bez udawania Ą i Ę.

Co tam mamy? Dobre (jakościowo) zdjęcia, wiele wiele WIELE ćwiczeń (jako zwolennik klasyki nie będę komentować). Sporo tekstu – ciężko powiedzieć czy jednego czy więcej autorów. Są porady, są przepisy, są inspiracje. Niejednokrotnie doszukać się sensu w planie treningowym (jeżeli takowy istnieje) to nie łatwizna dla osoby początkującej, choć nazwiska mają poparcie w tytułach i chciało by się móc zaufać w pełni, bez zbędnego myślenia.

Chcę jednak nadmienić, że myślenie jest zawsze niezbędne.

W pierś (młodą i jędrną) się biję, bo też miałam epizody, gdy trening układałam w myśl zasady: to jest fajne i to jest fajne, więc razem z tym trzeci, to już w ogóle zajebiste będzie. Po tym jednak natchnionym dążeniu do fajności przyszło orzeźwienie. Mniejsza o okoliczności przyrody i postacie drugoplanowe.

Zawsze będzie moda na bycie Fit, tak jak zawsze będą kolejki w McKwaku. Nie zaoszczędzisz na dobrym instruktorze, zaoszczędzisz na bylejakim instruktorze. Warto poszukać dobrego, nie z uwagi na możliwość odcięcia się od procesów myślenia, ale dlatego by nauczyć się myśleć ‚treningowo’ i by móc być niezależnym od dobrego instruktora.

Dobry niekoniecznie oznacza „fajny”, „ładny” czy „miły”.

Dobry instruktor to taki, który nauczy Cię myślenia, techniki i proporcji. Czy zostaniesz z nim/nią, czy postanowisz trenować samodzielnie – to będzie Twój wybór, nie konieczność.

Kiepski instruktor będzie wiązał Cię ze sobą czy to poprzez emocje (tylko on/a zmusza Cię do ruszenia dupy!), system nagradzania, brak rzetelności w tłumaczeniu (w sumie, to nie wiesz czy dobrze robisz?), zatajanie (nie ma ‚sekretów’, ale są poważne niedomówienia) lub manipulację (masz efekty dopóki płacisz). I na takim możesz zaoszczędzić.

 

p.s. najnowszym sponsorem braku odcinka z treningiem jest Dmitry Glukhovsky ze swoim „Futu.re”. Zażalenia i skargi proszę kierować do niego.

Kurs na Instruktora Strong First

Standardowy

Zbliżamy się coraz szybciej do tegorocznego kursu StrongFirst Kettlebell Instruktor (29-31 maj). Jako, że ciągle mam do czynienia z pytaniami na temat wymagań oraz pytaniami odnośnie radzenia sobie z odciskami na dłoniach – notka będzie fachowa*. *to nie moja wina

Zacznijmy od wymagań – i najczęstszych obaw kandydatów na kettlowych zawodowców. Jako, że swoje egzaminy miałam 2 lata temu i właśnie kończą mi się uprawnienia, musiałam uaktualnić moje dane – a przy okazji wczytać się odnośnie kursu StrongFirst Girya level II. Zanim rozpiszę się o technikaliach, poruszę ważną kwestię. Instruktor SF to nie tylko technika i siła. To przede wszystkim umiejętność bezpiecznego nauczania – co jest oceniane równie krytyczne, co Wasze swingi i pressy.

I co może Was zaskoczyć – a wierzcie mi, już przynajmniej jedną osobę „zaskoczyło” – to ostatni punkt ogólnych wytycznych:

ZACHOWUJ SIĘ JAK PROFESJONALISTA. *albo załatw dublera

Oznacza to między innymi, że jesteście oceniani podczas CAŁEGO kursu, a nie tylko części egzaminacyjnej, która ma miejsce w ostatnim dniu szkolenia. „Ale jak to?!!” Normalnie. Senior SF ocenia Wasze zaangażowanie, Waszą pilność, Wasze słuchanie wskazówek, Wasze nastawienie, Waszą wolę walki (pomimo, np. braku siły czy umiejętności), Wasze podejście. Jeżeli nie umiesz zostawić telefonu komórkowego w szatni, żujesz gumę w trakcie zajęć lub nie robisz notatek – możesz się zdziwić.

Czy można wydać prawie 5 tysięcy złotych i mieć wyjebane podczas kursu? Czy można wydać prawie 5 tysięcy złotych i dalej robić „po swojemu” demonstrując kompletna głuchotę na wskazówki instruktora? Czy można wydać prawie 5 tysięcy złotych i żądać certyfikatu za sam fakt wydania pieniędzy? Można. Można też przeznaczyć zamiast tego te 5 tysięcy złotych na jakieś schronisko i liczyć na to, że karma wróci. Bo tak po prostu wyrzucić – to szkoda.

Jakim jesteś człowiekiem – tego z dnia na dzień nie zmienisz. Jak jednak przygotować się do kursu w sensie technicznych umiejętności? Jeżeli byłeś/aś na INTRO w Zielonej Górze to masz z górki. Na kursie SF nie uczą absolutnych podstaw ruchowych – skupiają się na zakresach technik nauczania innych osób. Jeżeli więc sam nie potrafisz poprawnego Martwego ciągu, to Twoje życie będzie piekłem.

Pierwsza sprawa: Jaka jest moja kategoria wagowa i jakie odważniki mnie obowiązują?

Odpowiedź:
a) W przypadku kobiet, jeżeli ważysz mniej niż 56kg (ważenie przed egzaminem) bierzesz 12kg do Snatch Testu (100 powtórzeń w 5 minut), Swing’a jednorącz (5 powt na stronę), Pressa (5 powt) i 16kg do TGU (1 powt na stronę). Bierzesz 2 odważniki po 12kg do podwójnego Clean (5 powt), podwójnego Squat (5 powt).

b) W przypadku kobiet, jeżeli ważysz więcej niż 56kg (ważenie przed egzaminem) bierzesz 16kg do Snatch Testu (100 powtórzeń w 5 minut), Swing’a jednorącz (5 powt na stronę), Pressa (5 powt) i 20kg do TGU (1 powt na stronę). Bierzesz 2 odważniki po 16kg do podwójnego Clean (5 powt), podwójnego Squat (5 powt).

c) W przypadku mężczyzn, jeżeli ważysz mniej niż 60kg (ważenie przed egzaminem) bierzesz 20kg do Snatch Testu (100 powtórzeń w 5 minut), Swing’a jednorącz (5 powt na stronę), Pressa (5 powt) i 24kg do TGU (1 powt na stronę). Bierzesz 2 odważniki po 16kg do podwójnego Clean (5 powt), podwójnego Squat (5 powt).

d) W przypadku mężczyzn, jeżeli ważysz więcej niż 60kg (ważenie przed egzaminem) bierzesz 24kg do Snatch Testu (100 powtórzeń w 5 minut), Swing’a jednorącz (5 powt na stronę), Pressa (5 powt) i 32kg do TGU (1 powt na stronę). Bierzesz 2 odważniki po 24kg do podwójnego Clean (5 powt), podwójnego Squat (5 powt).

Druga sprawa: Co jeżeli nie mogę wykonać któregoś z zadań egzaminacyjnych?

Odpowiedź: Czy to za sprawą kontuzji, braku siły czy umiejętności – masz 3 miesiące by dosłać swój filmik z poprawnie wykonanym ćwiczeniem/ćwiczeniami. Jeżeli więc przeraża Cię Snatch Test lub Press – nie obawiaj się, 3 miesiące treningów (dzięki wskazówkom z kursu) umożliwi Ci osiągnąć wymagany poziom. I co lepsze – żaden z treningów na siłę nie sprawi, że umrzesz z wyczerpania.

Trzecia sprawa:  Ale ten Snatch test….

Odpowiedź: Po INTRO powinienieś wiedzieć, jak trenować siłę snatcha. Jeżeli masz problemy z dłońmi – poniżej zamieszczam świetny zestaw „opatrunkowy” pierwszej, drugiej i trzeciej pomocy.

Nie trenuj w rękawiczkach – przyzwyczajaj dłonie do magnezji w kostce (nigdy w płynie!!!). Możesz pod gorącym prysznicem maszynką do golenia delikatnie ścinać martwy naskórek – grunt to jednak dobrze i zdrowo natłuścić dłonie na noc (czaderskie „magiczne” mazidło możesz kupić na FB – robi furorę w naszym klubie). Taśma opatrunkowa – koniecznie ta w niebieskiej rolce, żadne Viscoplastry, to najskuteczniejszy i najzdrowszy opatrunek podczas zdarcia pęcherzy na treningu. Taśma jest ‚papierowa’ więc przepuszcza powietrze i ciało szybciej się goi. Proszek służy do odkażania. Jeżeli używasz już Tribioticu – nie musisz zmieniać przyzwyczajeń. Prawda jest również taka, że im silniejszy/a się staniesz, tym będziesz mniej kurczowo ściskał rączkę kettla – a tym samym powodował mniejsze tarcie na dłoni.

Jeżeli zaś chodzi o sam egzamin – robiąc w tempie 10 powtórzeń na rękę w 1 minutę – spokojnie kończysz przed czasem. Liczą się powtórzenia techniczne, czyli bark do ucha, ręka wyprostowana, wybicie z bioder, brak bujania na stopach, oddychanie pod ciśnieniem. Jeżeli zrobisz 100 powtórzeń w 3:50 – nikt nie da Ci medalu. Jeżeli w 4:59 – wszyscy będą klaskać.

Czwarta sprawa: Nie za dobrze u mnie z językiem angielskim…

Odpowiedź: Nie stresuj się. Na sali jest doświadczony tłumacz i asystent Egzaminatora mówiący po polsku. Musisz tylko słuchać i zadawać pytania gdy czegoś nie jesteś pewien lub nie rozumiesz. Masz prawo nie wiedzieć, masz prawo drążyć. Płacisz tyle po to, by wynieść z kursu nie tylko dyplom ale przede wszystkim – WIEDZĘ.

Piąta sprawa: Boję się egzaminu pisemnego.

Odpowiedź: Egzamin dotyczy tylko spraw i zagadnień poruszanych podczas kursu. Nie musisz wykazać się znajomością szczegółowej anatomii, wiedzy fizjoterapeutycznej czy właściwości leczniczych małych gówienek nietoperzy. Nikt Cię też nie będzie pytał o przekonania czy historię. Masz robić notatki – tłumacz postara się podkreślać, które zagadnienia są kluczowe, a które dygresyjne lub ponadprogramowe. Zdroworozsądkowe myślenie również Ci się przyda.

Szósta sprawa: Czemu tak drogo?!!

Odpowiedź: Cennik ustalany jest przez Zarząd StrongFirst. Wiemy, że średnia krajowa w Polsce nie ociera się nawet o najniższą krajową innych krajów – ale to nie zmienia faktu, że wiedza jaką dostaniesz jest na poziomie światowym. To wiedza, która nie wynika z jednego podręcznika. To wiedza, która obejmuje wiele zagadnień spoza świata kettlebell, to dostęp do elity profesjonalistów o dużej renomie. To również program tworzony i uaktualniany przez rzesze specjalistów – nie doświadczenia jednego zawodnika. Jakość zawsze kosztuje.

Siódma sprawa: Czy dam sobie radę na kursie, jeżeli nie jestem zawodowcem?

Odpowiedź: Kurs instruktorski to nie zawody. Nie ma tu mowy o konkurencji, o ściganiu się czy udowadnianiu kto ma dłuższego. StrongFirst kształci doskonałych nauczycieli, a nie psy do walk w klatkach. Kurs jest ciężki ze względu na objętość wiedzy (musisz być mentalnie sprawny, jeżeli masz zdolność utrzymania uwagi złotej rybki – zginiesz). Jeżeli ma być mowa o jakiejś dużej trudności, to chyba tylko ze względu na duuuuuużo pisania odręcznego. Fizycznie? Gorzej jest mieć grypę. Oczywiście, nie twierdzę, że będziemy siedzieć przy kawie i nadgryzać ciasteczka. Jednak WODów tam nie będzie.

Ósma sprawa: Czy trzy dni wystarczą, bym został dobrym instruktorem?

Odpowiedź: Dobrym instruktorem się „staje” a nie „zostaje”. To ciągły proces, to ciągła nauka. Jednak nikt w Polsce nie da Ci tak kompleksowego i dobrego przeszkolenia jak Strong First. Jeżeli myślisz o tym, by z pasji zrobić zawód – to szkolenie jest konieczne i wystarczające do prowadzenia zajęć zarówno prywatnych jak i grupowych przez przynajmniej dwa lata.

Dziewiąta sprawa: Nie mogę przyjechać teraz na kurs, czy jest jakaś szansa podszkolić się w międzyczasie?

Odpowiedź: Oczywiście! Największe zgrupowanie doświadczonych Instruktorów i Asystenów ma miejsce co roku w Łagowie, w terminie 22-26 lipiec. Jest to świetna okazja, by się nie tylko wyhasać z bandą miłośników żelastwa, ale i by nawiązać super znajomości z kumatymi ludźmi o ciekawych doświadczeniach, nie wspominając, iż to najtańszy sposób na nabycie poprawnych umiejętności technicznych czy podpatrzeniu Top Team’owców w akcji. Ponadto wielkodusznie rozdaję autografy, a kto by nie chciał!

Dziesiąta sprawa: Czy nie lepiej zainwestować w seminarium Pavla Tsatsouline w Vicenzie (6-7 czerwiec) ?

Odpowiedź: Zainwestować – jak najbardziej. Czy lepiej? Jeżeli nie jesteś instruktorem, który zna metodykę HardStyle i nie pracuje w zawodzie już kilka lat – to szkolenie to będzie dla Ciebie po chińsku, nie po angielsku. Pavel będzie prowadził wykład o programowaniu siły w oparciu o sowiecki system podnoszenia ciężarów. Nie będzie uczył technik. Będzie oczekiwał atletów i sportowców (mała różnica, ale jest), oraz doświadczonych instruktorów z konkretnymi pytaniami (bynajmniej nie „Jak poprawić siłę snatcha/pressa/TGU?”).

Przeszkoda wodna bez wartości technicznej

Standardowy

Nie jest kozacko, Szanowni Państwo. Zapomniałam co to choróbsko i teraz, kiedy się na mnie zwaliło w pełnej krasie, użalam się nad sobą jak dorosły mężczyzna, tudzież bardzo głodne zombie. I żeby nie było – jutro daję pokaz na rurce dla 150 samców z piwem*, więc mam wszelkie podstawy do jęczenia.

*tak, wyczołgałam się z łóżka tylko po to by się pochwalić.

Zupełnie przy okazji – czy jesteś Fit_Addict kiedy masz wyrzuty sumienia, że chorujesz i nie trenujesz? Tak. Dlatego cieszę się, że choruję z godnością i trening mam totalnie w dupie. Zresztą, ciężko by było o godny trening, gdy kończyny odbierają przekaz od mózgu z prędkością Poczty Polskiej – dosłownie, zamiast szumu silników zwojów myślowych mamy, proszę państwa, świerszcze. I do tego leniwe.

Normalny człowiek nie zrozumie, w czym rzecz. Normalny człowiek, jak choruje, to wścieka się, że mu dni urlopu przepadają (lub właśnie ktoś go w robocie podkopuje/obsmarowuje/podpierdala), że nie będzie od kogo notatek dobrych wziąć (bo jak nie wyścig szczurów, to kserokretynizm), lub że omijają go plenerowe piwopikniki.

Fit_Addict drży, bo czuje jak: dupa rośnie, biceps maleje, siła spada, bebzol się wylewa.

Czy Fit_Addict to pozytywny przejaw nadużyć? Nie. To wciąż przejaw nadużyć. Spoko – można debatować ile to „za dużo, za często, za mocno” oraz „gdzie jest granica” pomiędzy leszczem/pizdą/koksem. Czy masz się zacząć martwić, że szukasz ruchu z powodu wyrzutów sumienia? Tak. To pierwszy dzwonek przywracający Cię na łono ludzi zdrowych psychicznie*, a tylko trochę zakręconych. *nikt nie twierdzi, że to duże łono.

Najczęściej spotkasz się z trzema odmianami objaw choroby:
- ze słomianym zapałem ludzi spieszących się, nadużywających sportu w celu osiągnięcia jakiegoś im znanego rekordu (czuć ich bardziej na wiosnę, milordzie);
- z ludźmi wyśmiewającymi w ogóle istotę treningu, lub też usprawiedliwiających własny ciężki stan i niemoc;
- z ludźmi, którzy tracą grunt pod nogami i punkt zaczepienia w kosmosie, gdy trening im przepada, bo „życie się zdarza”.

Wiem, że bardzo usilnie mrużysz oczy wgapiając się w podpunkt drugi.

Wyjaśniłabym, czemu uważam tych drugich za F_A, ale będzie bardziej interesująco, jak w komentarzach sami coś zaproponujecie. Zawsze też trochę autodiagnozy może wywołać poczytny temat z lasu.

Jak już nadmieniłam, mózg ma przerwę w dostawie inteligencji a monitor regularnie przecieram ze smarków, więc… Wiem, że Was to interesuje jak pogoda na Laos, ale notka się tu kończy. Nakręciłam Wam kolejnego ‚odcinka’. Święto Dnia Zielonej Angeli.

Czas: 45-60min

Ćwiczenia:
1. Swing x10
2. Dolne Halo x10 x na obie strony
3. Swing x10
4. Ósemka x 10

Rozpiska:
Ściągnij buty i w każdym ćwiczeniu łap stopami podłogę. Postaraj się wygenerować mocne napięcie brzucha w fazie swingu. Ósemek nie ciągnij rękoma tylko „wybijaj” skośnymi brzucha. Zacznij od słabszej ręki – zrób powtórzenia na oba ciężary. Przejdź do silniejszej – zrób dwa ciężary. To jest JEDNA seria. Postaraj się pomiędzy ćwiczeniami nie odstawiać kettla na długo. Pomiędzy ciężarami masz 30s przerwy. Pomiędzy rękami masz 2 minuty przerwy.

Zielona: 8kg i 12kg, 2-3 serie

Pomarańczowa: 12kg i 16kg, 3-4 serie

Czerwona: 16kg i 20kg, 2-3 serie

Enjoy!

Życie z wariatami, czyli: Puk puk. Kto tam?

Standardowy

(z serii: kurze wygłupy)

Iwonka – „Hipopotam.”

Jośko – „Ale ja jestem w domu sama i się boję hipopotama.”

(dłuższa chwila namysłu)

Iwonka – „Mnie to nie obchodzi, hipopotam wchodzi!”

….tararaBUM!

Ja to jednak mam farta do ludzi. A do kur, to już naprawdę. Czemu dobrze jest znaleźć sobie klub, do którego chcesz się dostać nawet oknem? Czemu warto jest nie poddawać się, szukać i próbować, i czemu (uwaga Instruktorzy i Asystenci) DOBRZE jest mieć konkurencję na rynku?

Pisałam już nie raz, że trenować można z różnych powodów – i że najczęstszym jest miłość do jedzenia. Można szukać ucieczki od problemów w domu/pracy/związku, można szukać sposobu na zrzucenie kilogramów, można chcieć się nauczyć pewności siebie. Można przyjść przez wzgląd zarówno na lepsze samopoczucie fizyczne jak i psychiczne. Z czasem można odkryć, że powody definiowane na wstępie „Chcę mieć lepszą kondycję” to nic innego jak niewyartykułowane „chcę mieć powodzenie u płci przeciwnej”* *patrzcie, powstrzymałam się od „chcę zaruchać wyższy poziom”!  No dobra, w sumie nie.

Oczywiście nie twierdzę, że każdy kto wchodzi do świątyni siły i sprawności ma na celu rozsiewanie genów czy zemstę na ex-partnerze* *oh, so many stories, bro. To jednak naprawdę są dobre powody. I znacznie łatwiej się na nie odpowiada, niż na, powiedzmy, „czuję, że w pracy/życiu jestem nikim, proszę nadajcie mi nowy sens istnienia”* *apage satana!

A że często ludzie mylą instruktora z terapeutą? Że podpinają się pod ten piękny fizycznie okaz szczęścia i dobrobytu, niczym pijaweczka wysysając z niego/niej owe „światło”? Nigdy nie ukrywałam, że mój piękny zawód nie ma ciemnych stron i mrocznych momentów. Jednak o tym dzisiaj nie będzie. Będzie o tych cudownych zaletach znalezienia sobie miejsca wśród „swoich” psychopatów.

Zdarzyło Wam się iść do klubu tylko dlatego, że wiedzieliście, że będzie tam ciepło/jasno/przytulnie/wesoło? My point exactly. Klub nie powinien być utożsamiany jedynie z wysiłkiem fizycznym, sukcesem treningowym bądź porażką. Klub to nie sklep spożywczy, gdzie płacisz i masz. Klub do którego chcesz wracać, to nie super nowy nie_śmigany sprzęt elektroniczny, to nie draperie i dywany perskie, to nie kamerdyner podający białe ręczniki w ekskluzywnie urządzonej łazience.

Klub to ludzie – zarówno kadra instruktorów jak i kursantów.

Wielu właścicieli o tym zapomina, upatrując swoje fiaska finansowe w „specyficzności” miasta bądź też sporej liczbie konkurencji na rynku. Wiele osób, mając kontakt z sieciówkowymi siłowniami, nie rozumie, jak można wybrać karnet bez All Inclusive (sauny, „all you can eat” czy open24h na dobę), i płacić spore pieniądze za trening, na którym nie jesteś anonimowy i ludzi autentycznie interesują Twoje postępy, a nie to jak wyglądasz.

Owszem, u nas patrzy się na Twoje nowe legginsy i komentuje, gdy zawzięcie coś shake’ujesz lub gwałcisz mikser. Czasem przed/po treningu nie da się szybko przebrać swojego dupska i łapiesz się na tym, że gawędzisz w szatni jak bezdomny przy parkometrze.

Tego nie da się wcisnąć w biznes plan. Tego nie da się zaplanować. To dzieje się pod wpływem dobrych ruchów, przy odrobinie szczęścia, a przede wszystkim wtedy gdy to jest Twoja pasja i nie boisz się nią zarażać.* *więcej o tym, oraz o budowaniu i utrzymywaniu Teamu – na platformie CKB Support już wkrótce.

Jako kursant musisz współtworzyć ten „klimat”. Nie możesz oczekiwać, że przyjdziesz na gotowe i od razu znajdziesz brakującą „rodzinę”.

Nikt sobie nie życzy, gdy do paczki zgranych przyjaciół nagle dokleja się jakaś niemota z pretensjami roszczeniowymi. Zarazem nikt nie ma problemu, gdy nowa osoba pokazuje swoją wartość, dedykację, charakter i chęci na treningu. Klub jest jak stado – daj się obwąchać. A gdy to stado jeszcze nie istnieje – dąż do tego, by stworzyć jego zalążek.

Nikt nie oczekuje, że okażesz się najlepszy/najlepsza we wszystkim co robisz. Że będzie Ci za każdym razem wszystko wychodzić, będziesz wyglądać jak Top Model czy błyskotliwość i inteligencja wyleją Ci się nosem (Angela jest tylko jedna). Bądź sobą, bądź lepszą wersją siebie – nie staraj się na siłę, nie wymagaj nie oczekuj, a wszystko zaprocentuje.

Fajni ludzie przyciągają fajnych ludzi. Silni – silnych. A w przypadku kettlebell – Ci silni są fajni, a ci fajni są silni. I również dlatego, uwielbiam ten sport, bo przesiewa ludzi i zostawia tych, z którymi chcę przestawać – i nimi się stawać.

 

I Tobie, Tobie i jeszcze Tobie – życzę tego samego. Byś znalazł, znalazła, jedno ze swoich miejsc na ziemi. Może nie permanentne, może ze zmieniającymi się ludźmi, może pełne wyzwań, uczące pokory czy też klejące po godzinach pracy Godzillę z origami. I byś, gdy już znajdziesz, nie przywiązywał/a się „na śmierć i życie”.

Klub to klub/siłownia/box/studio. NIE ma Ci zastępować jakości Twojego życia, ma je tylko polepszać.

Może stanowić okazjonalne miejsce ucieczki, może stanowić pociechę – ale niebezpiecznie, gdy przysłania Ci inne rzeczy, makabrycznie, gdy nakłada klapki na oczy. Jesteśmy jednostkami, nie kolektywem. Dobrze jest w kupie, ale to Ty jesteś odpowiedzialny/a za swoje życie, i na nikogo tej odpowiedzialności zrzucić nie możesz.

I ostatnia sprawa – przychodząc na trening, zostaw rzeczywistość za drzwiami. Instruktor nie jest od czytania Ci w myślach, by wiedzieć czemu masz dzisiaj zły nastrój, podobnie jak nie ma obowiązku go Ci poprawić. Jeżeli cały dzień nie miałaś czasu zjeść, nie pojawiaj się na wieczornym treningu. Instruktor nie jest cudotwórcą, nie położy na Tobie rąk i nie prześle Ci energii. A gdyby Ci przyszło na myśl by nie słuchać instruktora prowadzącego zajęcia, pamiętaj – z klubu, podobnie jak z własnego domu, można wyprosić każdego.

Współtwórz, zamiast tylko wymagać. Nagle może się okazać* *hell, daję Ci 300% gwarancji niezawodności, że sport w Twoim życiu, będzie prawdziwą przyjemnością, zamiast tylko drogą do celu. Siua z Tobą!

p.s. Miałam przyjemność wystąpić jako „Kobieta Inspirująca” – KLIK KLIK. Swoją drogą, wpadłam w taki ciąg gadulczy, że zastanawiam się nad własnym podcastem. Co Wy na to?

Kettlebell pod Pole Dance

Standardowy

Jak na marcowym Intro dało się zobaczyć, zapowiedź nowej serii książkowej już poszła w świat. Dużo osób prosiło o uchylenie rąbka tajemnicy. No to będzie. Rąbek. Taaaki maaaaluuuutkiiiii.

Tak, jestem świnia i lubię trufle.

O co chodzi z „Kettlebell pod…”?

Wiadomo, że nie każdego interesuje Pole Dance, tudzież Taniec na Rurze. Pierwsza książka wynika jednak z mojej najnowszej potrzeby – szybkiego wzmocnienia ciała kursantek pod jeden z najbardziej wymagających, akrobatycznych sportów w który bawią się osoby dorosłe, z różnymi naleciałościami fizycznymi* *ładne stwierdzenie na „jesteś bezmięsnym flakiem”, skostniałą tkanką łączną i brakiem koordynacji ciała.

Skoro więc zajęłam się swoimi dziewczynami, by im pomóc w pracy z rurką, postanowiłam uprzedzić książkę Dariusza Waluś „Kettlebell pod.. Sporty Walki” i wydać coś, co przybliży tancerkom i tancerzom bezpośrednie benefity związane z machaniem w stylu HardStyle.

Uprzedzę pytania – tak, książka jest stricte HardStyle – z objaśnionymi podstawowymi ćwiczeniami i ich najpotrzebniejszymi wariacjami. Nie ma tam ozdobników dostępnych z bloga. Nie ma tam zaawansowanej anatomii czy języka specjalistów. Jest napisana przystępnie i dostępnie – jednak bez ironii czy sarkazmu, głębokich metafor czy potrzeby czytania między wierszami*. *yes, it’s boring

Jako, że nie należę (i należeć nie będę już) do elity świata Pole Dance, nie zajmuję się kwestiami rozciągania – tylko wzmacnianiem mięśni, więzadeł i stawów – by uniknąć wielu kontuzji związanych ze sportem jakim jest pole dance. Książka ta nie ma również na celu spektakularnej redukcji wagi – ani rozwoju objętościowej masy mięśniowej. Jest tak zaprojektowana, by nie odciągała od treningów pole dance, a by tylko je ułatwiała pod względem siłowym i sprawnościowym. Jest SIUA, mobilność i pot na dupie.

Najważniejsze zaś – efekty są mega szybkie. Zarówno te krótkoterminowe jak i długofalowe.

Kiedy wyjdzie i jaki będzie prajs? Zobaczymy. Tekst jest już w składzie, grafik już swoją robotę wykonał. Ostatnie poprawki ciągle dochodzą – gdyż ciągle dodaję i dodaję ważne wskazówki, a życie „się zdarza” i odciąga mnie od monitora. Jak na przykład to:

 

Jeżeli chcesz pomóc w konkursie, proszę wystaw nam pozytywny komentarz pod filmikiem na stronie organizatora! STRONA ORGANIZATORA

Nie chcesz krytyki? Bądź nikim! O współczesnych Zombi.

Standardowy

Jestem potworem. Będzie ględzenie. No i może wspomnę coś na koniec o treningu.

Mój uśmiech w oczach i młody wygląd daje ludziom wrażenie, iż jestem nieszkodliwą, miłą dziewczynką, której można wejść na głowę, zatoczyć trzy kółeczka i wymościć sobie legowisko na 6 sekundowego pierda po którym nawet pies będzie musiał opuścić pokój.

No cóż. Wszyscy powinni wiedzieć, czemu oko ludzkie rozróżnia tak wiele odcieni zielonego.

Czytając sobie różne komentarze na fan_page’ach, wypowiedzi na forach czy rozmów w sklepie (o pubach nie wspomnę) mam* bardzo złe** wrażenie, że otaczają mnie idiotki i kretyni, zarażający wirusem ogłupienia i bezradności drogą kropelkową.

**”Złe” – bo tak nie jest. Jakiś procent społeczeństwa zawsze się broni.
*”Mam” – bo wszystko co mnie otacza, na to wskazuje. I nie, nie uważam się za homosuperior, szybciej za homo_wiecznie_zdziwiono* *najnowszy tekst utyskującej ekspedientki – waży 68kg BO MA KOŚCI CIĘŻKIE. Jak Batmana kocham, AUTENTYCZNE utyskiwanie z historią życiową z pierwszych stron Faktu.

Nie piję jednak do aktywności fizycznej, bądź jej braku. Nie mówię o poglądach religijnych czy politycznych. Nie o gustach. Nie o słabościach. Każdy ma swoją dupę i punkt siedzenia.

Piszę o byciu współczesnym Zombi. O pułapce stania się „nikim” w celu uniknięcia krytyki.

Zdarzyło mi się raz czy może dwadzieścia, przyklasnąć ogółowi by mieć „spokój dupy”. Nie zaprzeczyć w odpowiedniej chwili, nie skomentować, nie pstryknąć z zęba jadem. Czasem wręcz myślę, że dla zdrowia swojego lub bliskich, przy moim niewyparzonym pysku – powinnam częściej udawać kaczkę na deszczu. 

Jednak nie tego mnie książki nauczyły (buntujsiębuntujsiębuntujalbozdychaj), nie to we mnie gry komputerowe wyrobiły (Go for the eyes, Boo!). Paskudny charakterek zawdzięczam również dwóm starszym, cudownym braciom – czasem skończonym baranom. Wracając do meritum: doskonale wyczuwam nosem swąd współczesnych zombi, które idą po Twój MÓZG, WOLĘ i SERCE.

Dlatego wyjaśnijmy sobie, jak rozpoznać symptomy choroby zwanej „Nikim”, oraz jak uchronić siebie i potomstwo przed modern zombie.

1. Zawsze kroczysz wybrukowanym szlakiem, by nie zabłądzić.
2. Często sprawdzasz i wyznajesz opinię większości.
3. Nie masz / Nie wyrażasz odmiennego zdania / Nie stawiasz się.
4. Wszyscy są fajni i każdemu klaszczesz.
5. Każdy i wszystko co wymienione w mediach, to SUKCES.
6. Oburzenie przychodzi Ci naturalnie.
7. Nie było w Twoim życiu 2 tygodni bez focha.
8. Ciągle na coś czekasz.
9. Odkładasz zmianę na potem, gdy zaburza Twoją wygodę.
10. Plagiatujesz bez emocji i bez zrozumienia.
11. Nie pomagasz, gdy jest Ci to nie na rękę.
12. Nie przejawiasz inicjatywy, nie przejmujesz sterów.
13. Pragniesz zgody i akceptacji ponad inne wartości, wycofując się przed konfrontacją.
14. Nie szukasz samemu. Nie eksperymentujesz na sobie.
15. Nie oszczędzasz pieniędzy, nie inwestujesz czasu w siebie.
16. Podzielasz powierzchowne zdania bez pomyślunku a z wygody lub strachu przed kompromitacją.
17. Jesteś regularnie ofiarą shoppingu, gdyż nabywanie czyni Cię najszczęśliwszym.
18. Przywłaszczasz sobie cudzy styl bez wstydu.
19. Boisz się angażować.
20. Uważasz, że coś Ci się NALEŻY.

Po co to wszystko? By uniknąć krytyki. By nie iść na wymianę ciosów ani z ludźmi, ani z życiem.

Czy taki człowiek jest złym człowiekiem? Znam gorszych, więc nie o potępienie społeczne tutaj idzie. Idzie o Ciebie. Nie musisz być „nikim”. Nie musisz w wieku 78 lat płakać, że życie Ci przeciekło przez palce. Nie musisz pocieszać się faktem, że wielu ludzi ma przejebane. Nie musisz dołączać do grona stetryczałych pań w poczekalni do rodzinnego, grających w bingo nazwami chorób.

Stworzyłam (niekoniecznie wymyśliłam ogień, ale nie spotkałam się z tym wcześniej) hasło „Siła jest moją religią” na potrzeby klubu Iron Church. Jego (hasła) korzenie sięgają we mnie głęboko.

Siła, nie tylko fizyczna, jest tym, co pozwala mi nie załamać się pod wpływem naporu współczesnych zombi, złodziei czasu i dusz. Kiedy czuję się najsłabsza psychicznie – najwięcej trenuję siłę fizyczną* *nie wspominając o tym pieprzonym Top Teamie, na co to komu kurwać mać potrzebne, gówno takie… ja jebie. Nigdy nie wycisnę tej jebanej 20stki. Natomiast dzięki rosnącej sile fizycznej – staję się pewniejsza psychicznie, odporniejsza i odważniejsza życiowo.

Jeżeli jesteś na początku treningowej drogi, nie ważne co zaczynasz trenować – nie zrozumiesz połowy z powyższego tekstu. Możesz docenić wartość rozrywkową, jednak do pewnego poziomu zrozumienia dochodzi się tylko poprzez doświadczenia własne. Życzę Wam wszystkim, byście odnaleźli swoją religię. Byście byli kapłanami z powołania, nie z certyfikatu. By retrowirus tworzący współczesnych zombi nigdy nie skaził Waszej krwi, byście nie kończyli swojego życia zbyt wcześnie i byście zawsze wstawali z padłych.

Jeżeli będziecie na Intro w Zielonej Górze – macie moralny obowiązek zawrócić mi dupę.

A propo dupy, here U go!

Czas: 30 minut

Ćwiczenia:
1. Heavy Swing
2. Front Squat w Clean x2
3. Sikający Pies Combo x2

Rozpiska:
Każdy z poziomów, ze względu na rosnące obciążenie, ma inny typ treningu.

Dla lekkich ciężarów (8-12kg) idziemy w drabinie: 3-10 powtórzeń
Dla średnich (12-20kg) drabina wychodzi: 3-8 powtórzeń
Dla większych (16-24kg) to już: 3-7 powtórzeń.
Obowiązują dwie serie (w 30 minut). Jeżeli masz czas, zrób trzecią w bonusie.

Zielona: 12kg ~ 16kg Swing, 8kg Front Squat

Pomarańczowa: 16kg ~ 20kg Swing, 12kg Front Squat

Czerwona: 24kg lub ciężej przy Swing 16kg Front Squat

Enjoy!

Czemu baby nie powinny dźwigać? I jak bardzo tego chcesz?

Standardowy

(Jeżeli nie masz poczucia humoru, wyjdź już teraz. Jeżeli masz – przylep gałki oczne w miejsca krzyżyków.)

X                    X

Każdy wie, że od ciężarów baby robią się wielkie. Mięsiste. Z przytyranymi barami, naroślami wokół szyi, żyłami i wielkimi udziszczami. Że przestają wyglądać kobieco, mówią coraz grubszym głosem a w drogeriach stoją przy dziale męskich maszynek do golenia. Inną stroną medalu jest, że przestają być obiektem erotycznych fantazji tych miliona w pełni anonimowych mężczyzn na internecie. Tyle stracić…

Jaki przykład dają swoim (i nie swoim) dzieciom? Że kobieta jest czymś więcej niż żebrem mężczyzny? Że ma wolę, umiejętności i potencjał do wykorzystania nie tylko w kuchni, w łóżku czy na zalando.pl?

Jako iż pracując z ciężarami nie da się jednocześnie śledzić świata mody i plotek, sama siebie ograbiasz z bezcennej i wartościowej wiedzy, pozbawiając siebie możliwości wyrażenia opinii na temat wężowego wzoru w najnowszej kolekcji Gino Rossi, raptem przywróconego do łask po 2 letniej przerwie. Jednak to nic w porównaniu z powolną utratą pozycji wśród psiapsiółek clubbing’ujących trzy noce w tygodniu, stosujących dwie diety jednocześnie i umawiających się z facetami rzędu bic_tric_klata_auto_pożyczone. Zaczyna Cię mierzwić pseudo_intelektualny bełkot koleżanek z korpo, które na koncie rocznych dokonań mają jedynie wycieczkę all inclusive do Egiptu? (Nie, nie wspomnę o Matkach Polkach.) Uwaga, jesteś w grupie podwyższonego ryzyka.

Kobieta genetycznie jest bardziej narażona na osteoporozę. Trening z ciężarami zwiększa gęstość kości, stąd też jest wbrew naturze! Skoro hormony każą nam chorować na starość, to kim Ty babo jesteś, by chcieć inaczej?

Czy dźwigające baby są lepsze od tych nie dźwigających?

Nie. Ale żyje im się łatwiej.

Kiedy rozmawiam z Wami twarzą w twarz, udajecie silne. Kiedy zwierzacie mi się drogą pisemną – nieświadomie odkrywacie wszystkie swoje kompleksy i lęki. Zamiast je nazwać – chowacie się za powodami. Tworzycie usprawiedliwienia, które całkiem logicznie brzmią – choć do rozwiązania problemów się nie przyczyniają.

Czy to chęć podjęcia treningów, zmiany własnego życia w kwestii swojego wyglądu, przebranżowienia, nabycia nowych umiejętności czy może wręcz wkroczenia na zupełnie nową ścieżkę życia – ZAWSZE trafiacie do mnie bo CHCECIE, a nie dlatego, że MUSICIE*. Skoro więc chcecie, to czemu trzeba Was zmuszać…? *nie jestem dentystą

W swojej pracy nad klubem spotykam się z osobami, które pragną dostać w zamian za pieniądze gwarancję, że im w życiu wyjdzie – że osiągną 100% sukcesu. Drodzy kochani. Żadne pieniądze nie są gwarancją, że Wam wyjdzie. Dla jednych 100zł lub trzy miesiące to dużo, dla innych to 100 tysięcy lub 30 lat. Liczenie finansowej inwestycji powinno służyć temu, by się przekonać, jak bardzo czegoś chcesz. Natomiast Twoja umiejętność pokrycia tej inwestycji powinna wynikać z Twojej samodyscypliny i planowania.

Dość jednak psychoanalizy, mogę mówić do ściany równie dobrze jak do chóru. Kiedyś zależało mi by zmieniać ludzi i świat, przekonywać, nakłaniać, popychać. Jestem szczęśliwa i jeżeli ktoś szuka tego szczęścia w podobnym kierunku – ja mu pomogę, bo byłam-próbowałam-dźwigałam-wygrałam. Nawet produkt zrobiłam, nie by wyjechać za zyski na Dominikanę (Hej! jak się dołożycie, to się nie pogniewam), tylko po to by dać Wam konkretny plan i wytyczne, jak zacząć zmieniać swoje myślenie, swoją sylwetkę i swoje priorytety.

Czy możecie mi zaufać? To może być pierwszy krok na Waszej nowej drodze. Monika nie żałuje, że zaciągnęłam ją za włosy (taaa, o tym to się już nie chwali) z zajęć Kravki do mojego kościoła.

A na deserek gadająca głowa – jeżeli kiedykolwiek miałaś jakieś wątpliwości co do swojej techniki w swingu czy martwym ciągu, pozwól że trochę Ci je teraz rozwieję. Jeżeli po treningach czujesz, że dół pleców daje Ci w kość – obejrzyj odcinek uważnie i zastosuj się do wskazówek. Może będziesz potrzebować treningu bez kettla, tak by bardziej poznać swoje ciało. Nie poddawaj się, gdyż to co z początku będzie chaosem informacji, potem stanie się czynnością automatyczną.

Czas: 45-60min

Rozpiska:
By utrwalić sobie prawidłową technikę, posłuż się drabiną powtórzeń – pilnując spięć ciała!

SERIA A
5x Martwych ciągów – 1x Swing
4x Martwe ciągi – 2x Swing
3x Martwe ciągi – 3x Swing
2x Martwy ciąg – 4x Swing
1x Martwy ciąg – 5x Swing

SERIA B
5x Martwych ciągów jednorącz – 1x Swing jednorącz
4x Martwe ciągi jednorącz – 2x Swing jednorącz
3x Martwe ciągi jednorącz – 3x Swing jednorącz
2x Martwy ciąg jednorącz – 4x Swing jednorącz
1x Martwy ciąg jednorącz – 5x Swing jednorącz

Zielona: 8kg seria A x 3, 8kg seria B x 2 na obydwie ręce

Pomarańczowa: 12kg seria A x 5, 8kg seria B x 4 na obydwie ręce

Czerwona: 20-24kg seria A x 5, 16kg seria B x 4 na obydwie ręce

Nie gniewaj się, że nie mogę powiedzieć Ci wszystkiego od razu. Wiem, że skoro blog jest darmowy, to DARMOWA powinna być wiedza, która się na niego składa. Nie jest. Pamiętaj o tym za każdym razem, gdy wydaje Ci się, że o czymś (technicznym) nie mówię. Chcesz wiedzieć więcej? Idź do naszego instruktora.

Wiedza Instruktora StrongFirst lub Asystenta CKB to nie jedna mądra książka. To nie doświadczenie jednego, silnego człowieka. To nie „wydaje mi się”, „powinno” czy „chyba”.

Mam silną wolę – robi ze mną, to co chce.

Standardowy

Odkąd pamiętam, w życiu za każdym razem trafia mi się większy przeciwnik. Ale może po prostu nie ma łatwych challenge’y, gdy jesteś arogancką dziewczynką z 158cm wzrostu o niewyparzonym języku.

Obóz Krav Maga, Szklarska Poręba, 2005r.

 

Ty też walczysz całe życie. I nawet jeżeli dostajesz przeciwnika na miarę swoich możliwości, życie nie staje się łatwiejsze. A wygrana nie wystarcza na długie, szczęśliwe życie. Po chwili wytchnienia, znowu musisz się szarpać.

Obóz Krav Maga, Szklarska Poręba, 2007r. To moje ulubione, obciachowe, zdjęcie

Mogłabym pozaciemniać o sensie życia. Ale jako, iż moje problemy z histaminą sięgają już ponad 25% mojego ciała, jestem zbyt rozdrażniona, by bawić się w subtelną sztukę uwodzenia czytelnika. Trzeci rodzaj tabletek również nie pomaga i zastanawiam się coraz poważniej nad oskórowaniem.

Z przyczyn technicznych, duże wagi w treningu mnie przerosły (mam na myśli powyżej 20kg) i musiałam przeprosić się z małymi.

Wrażenie takie, jak gdybym zaczynała przygodę z kettlebell od początku. Restart sponsorowany przez rurę oczywiście, która znowu zablokowała mi dynamikę bioder i przerzuciła siłę na prawą stronę. Początkowo złość i niedowierzanie, urażona duma i nadszarpnięta ambicja. Ale problemem nie jest problem, tylko moje do niego podejście – WHO CARES? Korona mi spadła? Klub zamknęli?

Przynajmniej nie zaczynam w ostrym bólu. Nie zaczynam na ślepo, nie wierząc czy mnie to nie dobije i nie przykuje do wózka inwalidzkiego. WTEDY to był przeciwnik – teraz to tylko dziura w asfalcie.

Będąc więc z natury sentymentalną osobą… Ah, pierdolić to. Dobrze wiesz, że nie z każdej potyczki wychodzi się silniejszym, że nie wszystko co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Ale ze wszystkiego da się wyciągnąć nauczkę i być o ciut mądrzejszą osobą.

Masz problem by zacząć trenować? Chcesz, ale ciągle tylko się „czaisz”?

Już powinieneś przeskakiwać na większe wagi, ale wciąż to się nie dzieje?

Nie schudłaś jeszcze tak jak to sobie wyobrażałaś i zaczyna męczyć Cię wrażenie porażki?

Zauważ, że czas ciągle mija. Nie rozdrabniaj się, nie możesz robić wszystkiego jednocześnie. Zdecyduj o swoich priorytetach, rozlicz się obiektywnie z podejmowanych czynności. Początkujący w każdej dziedzinie, mają szybko-i-od-razu. Ale to nie początkujący są największą motywacją, medalem na olimpiadzie czy bohaterem we własnym domu.

Czy masz swój szczyt formy, chwilowy kryzys czy jakieś poważniejsze załamanie na tle innym niż sportowe – to minie, poradzisz sobie. Radziłeś i radziłaś sobie z większymi i brzydszymi demonami. Jest sens w tym co robisz, możesz to zmienić i z perspektywy ocenić własne życie – bądź swoim szefem.

Tylko pamiętaj, na spotkanie z szefem nikt nie powinien się spóźniać. Idź na trening i czerp z niego przyjemność.

…..tu normalnie byłby trening, ale jako iż zaczynam przypominać trochę ghoula i naprawdę nie chcę tym epatować, będziecie musieli ułożyć coś swojego, lub poszperać wśród tych ponad stu odcinków jakie dla Was nakręciłam. Przy okazji – proszę, nie proście mnie mailowo, by ułożyć Wam program z numerami treningów. Od tego jest PowerWorkout Premium, które wciąż możecie nabyć o tutaj: SKLEP na maila

A żeby nie było tak szaro i smutno, postanowiłam wkleić jednego z maili od Was. Zawsze ciężko mi było ugryźć temat Testimonial’sów, ale chyba się przełamię. Oto pierwszy, z powodu mojego lenistwa – również najnowszy!

P.S. Fajnie takie rzeczy dostawać, nie? Człowiekowi lżejsze kettle się potem wydają.