Zawsze chciałam wyglądać jak

Standardowy

……… Jessica Simpson.

Już nie.

Może nie wiesz kto to Jessica S., ale konia z rzędem tej, która patrząc na poniższy teledysk nie pomyślała „łaaaa, ja też taaaaak…” (mężczyzno nie wnikaj).

W moim przypadku było to jeszcze basowe „E E E E E E E!” i ruszanie bioderkiem.

W ‚the making of..’, na planie teledysku z telefonem, wypowiedział się krótko trener personalny gwiazdy: „Głównie zajmuję się pilnowaniem jej, by nie wpierdalała”. Pomyślałam wtedy niczym kambodżańskie dziecko „DZIWNE. Płacić komuś by nie wpierdalać..”.

Najwidoczniej jednak, pomimo pożądanych efektów, trenera zwolniono.

Nie pocieszaj się, że wszyscy wpierdalają.
Nie tłumacz się, że nie stać Cię na trenera personalnego.
Nie rozgrzeszaj się, gdy po całym dniu niejedzenia, wpierdalasz na noc.

Głupie ciastko kokosowe o średnicy 3cm potrafi mieć 150kcal. A co dopiero paczka. Twoje próby zaprzeczenia i wytłumaczenia, że jak cos jest małe to nie może pomieścić tylu kalorii są słodkie. Ale złe.

Abstrahując od faktu, iż grube babsko zawsze powie, że prawie nic nie je, prócz braku logiki dostrzegam jeszcze pogoń za nowością.

// Rozmowa dwóch kobiet w sklepie sportowym:
A) No, teraz jestem na diecie i schudłam już 2 kilo.
B) Ojej, a jakiej?!
A) Na MŻ’ecie.
B) Łee.
[fanfary dla pointy]

Może 5 lat temu hasło „dieta MŻ” była dość tajemnicza, by wzbudzać sensację. Powrócono jednak do tajnych diet, tajnych treningów i sekretów gwiazd Hoolywood’u. Nie jestem na bieżąco. Podobno dieta składająca się z jedzenia paszy ze słoiczków dla niemowląt była modna w zeszłym roku. Jeżeli więc ktoś ma bardziej aktualnego hiciora – please, share.

Tak czy inaczej – Nie jesteś głodna. Żresz, bo jesteś znudzona. Bo gryzienie związane jest z uczuciem sytości, a sytość z błogością.

Zajmij się więc treningiem. Kocim treningiem.

Twoja „trucizna” kici kici

Czas: 15 minut

Ćwiczenia:
1. Kot skacze
2. Kot poluje
3. Kot idzie
4. Kot spada
5. Kot wspina się

Twoja rozpiska:

Rozgrzej kolana przed skakaniem. Wypręż ciało. Bądź kotem.
Postaraj się być jak najbliżej ziemi. Jeżeli nie dajesz rady – rób pompki. Będziesz głodnym kotem.
Idąc – zachowuj się jak na wysokich szpilkach – zepnij brzuch, tyłek, uda, ściągnij łopatki. Postaraj się maksymalnie kręcić biodrami, by uzyskać napięcie w nogach. Bądź seksownym kotem.
Spadaj na cztery łapy.
Weź coś ciężkiego, może być słownik terminologii medycznej. Będąc na palcach – zepnij wszystkie mięśnie i na sekundę przytyrzymaj ciało w górze. Bądź ciekawskim kotem.

Zielona: 10 powtórzeń każdego ćwiczenia, 2 rundy.
Pomarańczowa: trening na czas – 20sekund ćwiczenie, 5s odpoczynku. 3 rundy.
Czerwona: trening na czas – 20sekund ćwiczenie, 5s odpoczynku. 4 rundy.

Enjoy!

I don’t want to live on this planet anymore.

Standardowy

Zrobiłyśmy (ja i obiekt eksperymentu nr2 czyli Blondyna) (tak, to taka ironia) zdjęcia. Zrobiłyśmy pomiary. Zawiało grozą.

Obrobiłam zdjęcia, nie dodałam nam wyszczuplającej opalenizny, nie odjęłam ostrości na skórze, nie majstrowałam ze światłocieniem. W ostrym, białym świetle jarzeniówek prawda walnęła nas prosto między oczy.

I jak u każdej z kobiet, włączył nam się instynkt przeżycia.

NIE DAJEMY.

O wielki fotoszopie. W naszych głowach, my naprawdę lepiej wyglądamy. W końcu trenujemy cztery razy w tygodniu, ostro pocąc dupę. Uchodzimy za szczupłe.
Nasuwa się więc pytanie – jak wyglądały by… no właśnie.

Wstrzymałam rękę nad guzikiem „Udostępnij”, z rezerwą przewidzianą na „Strzel sobie w kolano”.

Co się więc zmieniło?

Weszłam na publicznie akceptowaną stronę do śledzenia innych osób i natknęłam się na burzliwą wymianę komentarzy pod dość mało szczęśliwym zdjęciem pani, prezentującej swoje „przed” i „po” związane z jakimś komercyjnym programem dla ludzi bezrobotnych (prawdopodobnie „Pytanie na śniadanie”). 678 ludzi nie pogryzło się w palce i wyraziło swoje zdanie.

W skrócie: 90% wykazało się niesamowitą spostrzegawczością w stylu „ona oszukuje bo wciaga brzuch na bezdechu….hahaha…amatorka” czy „jak przestanie wciągać brzuch to znów wraca 8 kg, ale ściema”. Reszta procentów to łańcuszki i słowa motywacji do dalszej pracy. Oh, I don’t want to live on this planet anymore.

Może sama zbombarduję swoje szanse na „sławę”, może Blondyna straci okazję do miliona propozycji matrymonialnych. A może ktoś dzięki temu stanie przed lustrem lub z centymetrem i powie – kurdę! (słownictwo podsumowujące jest tu dowolne) i jego dzień będzie lepszy*.

*Lepszy, bo albo będzie wyglądał lepiej, albo nabierzesz motywacji do pracy.

Tak więc dwa typy zupełnie różnej sylwetki:
(goście na blogu przodem ;)

Stats’y Blondyny przed spalaczem (redukcja tkanki tłuszczowej):
Wzrost: 167cm
Waga: 57kg
Talia: 69cm
Pas: 84,8cm
Biodra: 97cm
Udo: 53cm
Łydka: 35,4cm
Ręka: 26,2cm

Stats’y Angeli przed BCAA (wzrost siły i więcej energii):
Wzrost: 160cm
Waga: 54kg
Talia: 67cm
Pas: 80cm
Biodra: 94cm
Udo: 55cm
Łydka: 34,7cm
Ręka: 27,4cm

Mała errata: statystyki nie są z rana-przed-śniadaniem, nie są po wyposzczeniu czy obżarciu. Są z godziny 18:00. Po miesiącu, w tym samym miejscu i czasie dowiemy się co zadziałało, a co nie. Umówiłysmy się, że nie zmieniamy planów treningowych, nie przechodzimy na specjalną dietę. Badamy skuteczność Thermo Fat Burner MAX – Trec Nutrition oraz BCAA Xplode – Olimp.

W swoim dążeniu do celu pamiętaj, że trenujące kobiety nigdy nie będą wyglądać jednakowo. Nie dąż do wyimaginowanego obrazka. Zobacz co działa dla Ciebie. I pamiętaj, że wiek to tylko cyfra. Nigdy nie jest za późno, by zacząć trenować.

PS. Nowe combo już w sobotę. Mnie wykończyło. Nazwałam je „Pretty Kitty”.

I’m like honeybadger. I don’t give a shit.

Standardowy

Ciężko żyć w tym świecie, gdzie człowiek odczuwa większą przyjemność mieszając kogoś z błotem, niż klaszcząc mu w ramach uznania. Gdzie szybciej usłyszysz „Ale po co ci to?” niż „Dobra robota! Tak trzymaj!”. Gdzie priorytetem większości jest umniejszyć Twoje zasługi, zdeptać motywację i wytrzeć sobie śliskie z buta Twoimi osiągami.

Nie żebym zamierzała jęczeć – informuję, że rozumiem. Rozumiem, że poddałaś się, bo Kaśka powiedziała to i tamto, że Michał NIE ZAUWAŻYŁ, że mama skrytykowała, a tato jeszcze bezmyślnie dowalił. Rozumiem. Ale i tak mam ochotę kopnąć Cię w te estetyczne powierzchnie użytkowe, na których siadasz. Ty słaba księżniczko, Ty. Obrażona na świat, który Cię nie rozumie. Osaczona przez towarzystwo, które wyrywa piórka z Twoich skrzydełek. Leżysz już? Leżysz i kwiczysz?

TO WSTAŃ DO DIABŁA!

Wydaje Ci się, że nie jesteś wystarczająco twarda? A wiesz że beton się kruszy, a stal koroduje?
Każdego można posłać na deski – kwestia czasu i techniki. KA-ŻDE-GO.
Wygrywa ten, który za każdym razem się podnosi. Szybciej, wolniej, ale dupa w górę.

Ludzie mogą rzucić Cię na kolana, przygnieść, zgnieść i rozdeptać samymi słowami. Haters gonna hate. To jednak Twoje życie, i nikt nie przeżyje go za Ciebie. Podejmuj decyzje. Żyj z konsekwencjami. Nie uciekaj przed światem.

Tak, wyglądam tak sympatycznie, że wielu ludzi żałuje, że się odzywam. Nie muszę udawać, ja mam charakter paskudnej wiedźmy. Podam Ci rękę, ale nie wniosę na szczyt. Powiem, że było warto. Popchnę wyżej. Ale windy nie wskażę. Będę natomiast oczekiwać, że dasz z siebie wszystko.

Nie gryzę. Ale mogę kopnąć.

Standardowy

Mój spam na poczcie znowu mnie zaskoczył. Tym razem pod hasłem „Stwórz Meżczyznę Marzeń”. I jeżeli JUŻ Cię zabolały zęby, to pozwól że Ci je wybije następnym zdaniem. „Wyobraź sobie mężczyznę, który codziennie zadziwia Cię poradami dotyczącymi pielęgnacji twarzy i zaskakuje niespodziankami.” Mocne, nie? Szczególnie rano.

Będąc w temacie wymarzonych mężczyzn więc, chciałabym wygłosić apel.

Drogi mężczyzno, nie podchodź do mnie z prośbą „Weź namów moją dziewczynę przy przyszła ćwiczyć”. Rozważ jak byś się czuł, gdyby podszedł do Ciebie instruktor Zumby (seriously, wtf?) i powiedział, że Twoja dziewczyna prosiła go, by zaciągnął Cię na Zumbę. Przemyśl, jak byś wyglądał przy rurze, gdyby Twoja kobieta namawiała Cię do Pole Dancing’u – ona tak widzi siebie z ciężarami. Niekoniecznie coś co krwawi siedem dni w miesiącu i nie umiera, zaufa Ci, że przewalanie złomu jest FAJNE.

Drogi mężczyzno, nie pójdę i nie zaciągnę Twej lubej na salę za rączkę, nie będę stała nad nią i darzyła uwielbieniem/zachętą/pochwałami, i nie, nie będę jej wciskać kitu jaka to ona zdolna, jak szybko robi postępy i że w ogóle to jest piękna. To Twoja robota. Jeżeli Ci się nie chce, to zapłać za jej instruktora personalnego. Najlepiej takiego z okładki Men’s Health. Na pewno nie opuści żadnych zajęć.

Drogi mężczyzno (już kończę), nie mów mi jak mam prowadzić zajęcia na których jest Twoja lepsza połowa „Ale ostro ją tam styraj!”. Jeżeli masz problem ze swoją kobietą, to albo zmień kobietę, albo siebie. Nigdy nie robię bezcelowego treningu-rzeźni tylko po to, by pokazać kto na tej sali ma większe jajca (metafora), tak jak nigdy nie robię klaszczącego aerobiku.

Podobno jest to udokumentowane, że facet więcej informacji naraz nie jest w stanie przyswoić, więc na tym zakończę. I zmienię temat na.. tamtamtadaaam! Rozciąganko.

Na drugi dzień, po satysfakcjonującym treningu siłowym, pewne partie ciała mogą wysyłać nerwowo informację do mózgu o tym, że jesteś pojebana. Zazwyczaj odczujesz to jako zakwasy, lub to co u mnie dominuje, pewne otępienie mięśni. Z tych głównie powodów osoby prowadzące aktywny tryb życia (WTF is that?), poruszają się często z prędkością żwawego 90-cio latka z balkonikiem. Ale. W tzw. dzień zakwasów, nie powinnaś leżeć i jęczeć, pocieszając się sernikiem. Powinnaś się ruszać.

„Ale JAK?!” zapytasz.

 

Jedną z technik „na zakwasy” jest rozciąganie. Jeżeli kumasz jogę – rób jogę. Jeżeli nie, spróbuj tego co ja.

Twoja „trucizna” na zakwasy
Czas: 15 minut

Ćwiczenia:
1. Naciągnij brzuch
2. Rozgrzej mięśnie grzbietu
3. Naciągnij nóżkę i plecy
4. Wzmocnij mięśnie grzbietu

Twoja rozpiska:

Ćwiczenia dobrane są tak, by zniwelować najczęstszy ból przy kettlach – ból pleców.
Szczególnie przy SWINGACH, jeżeli robisz je źle, lub masz mięśnie małej glizdy, doskwierać ci może odcinek lędźwiowo-krzyżowy (czyli tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę). Jeżeli SWING robisz dobrze – na pewno będziesz czuła brzuch – zaopiekuj się nim.
Nie zrażaj się, jeżeli drugie ćwiczenie wychodzi Ci kulawo – to NAPRAWDĘ dobre ćwiczenie, jedyne które rozgrzewało moje ciało do ćwiczeń w czasach, gdy miałam dwie świeże przepukliny na kręgosłupie i przez nieustający ból jadłam z podłogi.

Ile razy po ile razy? Sama zobaczysz. Enjoy!

Mój pierwszy raz.. ze spalaczem.

Standardowy

Na pewno szukałaś.

Albo siedziałaś na internecie trzy dni z rzędu wspomagając skupienie czipsami/paluszkami/orzeszkami, albo poszłaś do sklepu, by po Twojej iście łzawej historii życia, miły pan mile się uśmiechając („I don’t give a shit, grubasie”) wcisnął Ci czerwone tabletki.

Ewentualnie zachowałaś się jak przestraszona kura i poszłaś po to samo do apteki, bojąc się wyśmiania własnych fałd tłuszczu przez pozbawionego szyi sprzedawcy.

Każdy, to przeżył. Nawet męskie glizdy ludzkie, szukające magicznego preparatu zwiększającego z dnia na dzień masę, ufające jedynie nazwom typu „Mutant Mass”.

Każdy miał taki dzień, w którym podjął decyzję o suplementacji.

Porozmawiajmy więc o Twoich problemach*.
(* I don’t give a shit, but oh well.)

Jeżeli nie zapuściłaś się do momentu gdy ludzie zaczynają bać się przechodzić obok Ciebie by nie wpaść na Twoją orbitę i nie zostać uwięzionym jak ten blady kawałek sera nad naszymi głowami – daruj sobie chemię i przestań żreć. Przestań żreć tyle pieczywa i produktów mącznych. Przestań chlać to bąbelkowe gówno w kolorze pomarańczy. Odstaw puste kalorie i jedz jak człowiek, a nie ofiara McDonalda.

NIE MA słodkich koklajli pomagających schudnąć.

NIE MA batoników musli, których kalorie się nie liczą.

NIE MA urządzeń do spalania tłuszczu podczas robienia manikiuru.

No. Przypominam dla zasady. A teraz słowo o suplementacji.

Spodziewając się świeczek, atłasu, muzyczki i truskawek w szampanie, rzeczywistość mnie zawiodła. Spędziłam dużo czasu na czytaniu o spalaczach, by tak od razu, za pierwszym razem, odnieść oszałamiający sukces. Jednak oczy kobiety niekoniecznie zawsze połączone są z mózgiem. Jeżeli napiszę tu i teraz, że spalacze pomogą Ci w około 4-6% zgubić sadło, to na pewno to do Ciebie nie dotrze. Przecież to cholerstwo tyle kosztuje, że musi działać! Tyle tego jest na rynku! Tak dobrze się sprzedaje!

Tak, tysiące much nie może się mylić.

Jestem upartym osłem i to jedna z tych POZYTYWNYCH rzeczy o mnie. Sama muszę przekonać się na sobie, innym nie ufam. Kiedy więc dowiedziałam się na szkoleniu instruktorskim z ust doktora z AWFu, że l-karnityna w tabletkach/proszkach/soczkach NIE DZIAŁA, przez trzy miesiące karmiłam się dużymi dawkami za jeszcze większe pieniądze.

L-karnityna nie działa.

Następny był ów magiczny spalacz, wybrany z miliona, na podstawie ekscytujących opinii i naprawdę ładnej kampanii reklamowej w USA, który miał zastarzałe pokłady tłuszczu (czyli nie te nowe) we mnie spalić w płomieniach treningu. Płomień treningu azaliż był. Prawie się wypaliłam trenując dwa razy dziennie 4 dni w tygodniu, by zobaczyć te spektakularne efekty. Nawet dietę zaczęłam trzymać, bo jak już się powiedziało „a” i „b”..

Skuteczna chemia jest na receptę.

Zawiedziona straszliwie, odpuściłam sobie nadzieję na to, że w telewizji jednak nie kłamią. By jednak być w tym swoim eksperymencie dokładna, podjęłam się przetestowania innego spalacza na innej osobie. Osobie o zbliżonej masie, ilości i jakości treningów, oraz oryginalnemu podejściu do diety:

By towarzyszyć jej w testach suplementacyjnych, zamówiłam dla siebie BCAA (już i tak długa notka wyszła, więc zgogluj sobie). Od poniedziałku więc zaczynamy eksperyment – ona ma schudnąć, ja mam się wyrzeźbić. Trenujemy tak samo, nie trzymamy diety. Wyniki po miesiącu.

Tak jak powiedziałam – nie Ty jedna szarpiesz się ze swoimi jeansami. Aż dziw, że jeszcze nikt nie opatentował łyżki do spodni, pomagającej wsunąć je na dupę, jak stópkę do bucika. To że jesteś gruba i nieszczęśliwa to tylko i wyłącznie Twoja wina. Nie ma nikogo kto by bronił Ci być grubą i szczęśliwą. Nie ma nikogo, kto sprawi że schudniesz i będziesz szczęśliwa. To wszystko to TY, Twoje decyzje, Twoje wybory i Twoja praca. Pomyśl o tym, nim zaczniesz miauczeć.

Idź zrób trening z piłką.

Czekolada nie pyta. Czekolada rozumie.

Standardowy

Są takie rurki oblane czekoladą, którym nie przepuszczę. Ale każdy superbohater ma jakąś słabość, więc w sumie się tym nie martwię.

Naprawdę podziwiam osoby, które LUBIĄ a NIE JEDZĄ. Ostatnio na przykład kolega instruktor, widząc jak mało poetycko wpierdalam bezę, będąc w lekko ironicznym szoku zapytał „A to ty możesz jeść takie rzeczy?!”. Zrobiło mi się naprawdę przykro. Chciałam potrzymać go za rękę i porozmawiać o tym strasznym dążeniu do perfekcyjnie odtłuszczonego ciała, jednak bezę je się dwoma rękoma coby nic się nie zmarnowało.

Ludzie na diecie są przerażający. W kółko myślą o jedzeniu, preparują jakąś trawę, piją wodorosty. I szukają w utraconych kilogramach szczęścia, podczas gdy powinni poszukać go w głowie.

Wymiary to nie szczęście.
Kilogramy to nie wytyczne.

Gdyby tak wymiary ciała przekładały się na szybkość procesów myślowych, to Wybory Miss były by naprawdę ekscytujące. A tak nie są. Nudzą. Prawdopodobnie 60 najpiękniejszych panienek pomiędzy 19 a 24 rokiem życia, jest najnudniejszą grupą społeczną świata. Nawet jak wywijają rączkami na scenie, z perfekcyjnym brakiem mimiki twarzy.

Dlatego jeżeli CHCESZ to ZJEDZ.
I zrób trening na seksowne plecy.
Niech się gapią!

Twoja „trucizna” na wyrzeźbione plecy
Czas: 15 minut

Ćwiczenia:
1. Małyszki
2. Japończyk
3. Martwy ciąg
4. Goblet Squat
5. Supermenki

Twoja rozpiska:

Małyszki – pilnuj kolan, bądź dynamiczna.
Japończyk – twoje kolana uginają się DELIKATNIE, tak, byś czuła pracę pleców.
Martwy ciąg – twoje kolana się NIE uginają – tak, byś czuła nogi.
Skombinuj jakiś ciężar – improwizuj!
Przy przysiadach – pilnuj by kręgosłup był prosty – wyciągnij szyję, klata do przodu, zejdź tak nisko jak potrafisz i prostuj się najszybciej jak potrafisz.
Jeżeli latanie na krześle jest dla Ciebie zbyt dużą ekstrawagancją, Supermenki zrób na podłodze.

Zielona – 3 serie: po 15
Pomarańczowa – 3 serie: po 20
Czerwona – 5 serii: po 20

Enjoy!

Lubisz się bić? Nie? Dobrze trafiłaś.

Standardowy

Po ponad 8 latach (tak, słownie: osiem) treningu Krav Maga nie jestem niezniszczalna. Pozostałam delikatną kruszynką z tą jednak różnicą, iż w sytuacji kryzysowej nie biegam dookoła niczym kura przeznaczona na rosół.

Nie da się tego powiedzieć o wielu trenujących mężczyznach (vek Krav Maga Wpierdol). A Ty przecież nie chcesz być mężczyzną, nie? (chyba że już jesteś – a to ci peszek)

Nie chcesz etykietki babochłopa, co to kapsle zdejmuje oczodołem a nogę podnosi by łatwiej się pierdziało.

Z drugiej też strony, nie chcesz tracić czasu na aerobik i nauczyć się czegoś co autentycznie pomoże ci w sytuacji podbramkowej, gdy „Księcia” zabraknie.

I po to właśnie jest Krav Maga Cardio, gdzie „Cardio” nie oznacza „aerokickboxing”.

Zdążyłam się przyzwyczaić, że kiedy zapraszam na zajęcia dziewczyny/kobiety pojawiające się na sekcji mieszanej (u trenera Darka), reakcja jest ta sama: „Eee, dzięki, ale wiesz, ja wolę tu.*”
(*bo z facetami się więcej nauczę).

Przyznam szczerze, że na początku bardzo mnie to irytowało. Trudno wytłumaczyć w sposób grzeczny i nie napastliwy, że:
1. Droga babo, męża na sali nie znajdziesz, ponieważ facet przychodzący na trening TRENUJE i ostatnie co mu w głowie to dupy.
2. Jeżeli będziesz waliła z całej siły w faceta, to on albo przypadkiem ci odda (i to już koniec twoich treningów), albo zostaniesz bez partnera – gdyż nikt nie będzie chciał z wariatką ćwiczyć.
3. Jeżeli trafisz na początkującego, to na 95% on nie będzie chciał cię w ogóle uderzyć, ergo nic się nie nauczysz.
4. Jeżeli trafisz na kumatego/zaawansowanego, to wtedy on traci trening na uczenie Ciebie – a wierz mi, nikt nie przychodzi zapłacić za swój trening by go potem zmarnować.

Jeżeli już strzeliłaś na mnie focha, to nie czytaj, bo będzie gorzej.

5. Na mieszanej grupie panuje absolutny zakaz wydawania ultradźwięków, głośnych chichotów i jeszcze głośniejszych „ałaaaaa!”. Dekoncentracja kosztuje zęby.
6. Jeżeli umiesz dostać w pysk i nie uciec po tym z płaczem, a siniaki sięgające połowy przedramienia traktujesz z filozoficznym spokojem – odnajdziesz się na zajęciach koedukacyjnych. „Księżniczki” nie.
7. 1,5h naprawdę ostrego wycisku na sali nie jest dla każdego. Może warto spróbować od 1h?
8. Zapytaj siebie, czy chcesz nauczyć się bronić przed potencjalnym atakiem, czy dostawać regularny łomot dwa razy w tygodniu. (pozdrowienia dla wszystkich trenujących)

Treningi Krav Maga różnią się od treningów Krav Maga Cardio. Te ostatnie wynikły z przygotowania programu pod kobiecą psychikę, z wyboru technik z zakresu WIELU STOPNI SZKOLENIOWYCH, tak, by kobiety w ciągu trzech miesięcy miały do czynienia z wieloma najczęstszymi zagrożeniami na jakie są narażone.

Tu nie nauczymy Cię jak się bić na ulicy – nauczymy Cię, jak się obronić.

Jeżeli po zajęciach KMC stwierdzisz, że jesteś gotowa na treningi z mężczyznami – znajdziesz wiele dziewczyn na sekcji, które będą Cię wspierać. Bo Kravka to Kravka.

Chęci były, ale lenistwo się wpierdoliło.

Standardowy

Nie uwierzysz, ale to prawda. Większość rzeczy dookoła Ciebie nie jest tym, na co wygląda, ani tym co by chciało przypominać. Włącznie z pastą jajeczną, która w składzie ma 11% jajek.

Twoje biadolenie to pozór.

Tak naprawdę chciałabyś wypowiedzieć życzenie do spadającej gwiazdki i cieszyć się ze spełnienia chwilowego wyniku emocji. Oddałabyś nerkę i szpik kostny, gdyby ktoś tu i teraz powiedział Ci, że machnie różdżką i Twój Tymczasowo_Największy_Problem zniknie. Że jest prosty sposób na każdą bolączkę, tylko ściśle tajny, a ja za 9,99zł podam Ci rozwiązanie.

To, że chcesz mieć płaski brzuch, nie oznacza, że będziesz miała. To oznacza, że MOŻESZ MIEĆ.

Nie ma prostej drogi. Musisz wybrać pomiędzy długą drogą i krótką drogą. I krótka droga nie oznacza Jedynej Słusznej i Skutecznej Metody. Oznacza dużo zapierdalania i mało jedzenia. Dlatego każdej raszpli, która jęczy mi jak to bardzo chciałaby schudnąć ale NIE MOŻE, polecam pracę pokojówki w niemieckim hotelu. Gwarantowane 10kg w dwa miesiące. I nie musi za to płacić.

Te wszystkie „ajm sooo haaapiii” odtłuszczone trenerki fitness podejrzewam o Vicodin. Dlatego nie martw się i nie użalaj nad sobą, kiedy coś Ci nie wychodzi tak zgrabnie jak tym wszystkim BodyRockom i Chodakowskim. W końcu na nich patrzą miliony, a na Ciebie co najwyżej sąsiadka z bloku na przeciwko.

Ja, na przykład, jestem jak Hulk – wkurwiona permanentnie w środku i zielona na krawędziach. Do momentu treningu. Na treningu jest koncentracja na zadaniu/ciężarach/równowadze. Stąd ten uśmiech na filmikach i dlatego właśnie

nie jestem Twoją instruktorką fitness.

Nie oczekuj po mnie że Ci powiem co masz jeść, kiedy ćwiczyć i z czego zrezygnować. W Internecie co druga osoba to EXPERT. Aż czuję się jak dmuchana sex zabawka robiąc te wszystkie zaskoczone och i ach, czytając treningowe rady-porady. Jeżeli spędzasz więcej czasu na czytaniu niż stosowaniu – to musisz poszukać innego bloga.

Pamiętaj, że tutaj żelazo ma większą wartość niż cukier, dlatego częściej przeczytasz RUSZ TĄ TŁUSTĄ DUPĘ niż „och jak świetnie Ci idzie, zachęcam Cię gorącuśko, na pewno potrafisz! cmok cmok!”.

Jeżeli Twój pamiętnik rozpoczyna Prolog: „Nienawidzę siebie i chcę umrzeć”, to pozwól że ci zaproponuję ten trening jeszcze raz:

Czas: 10 – 30min

Ćwiczenia:
SERIA A
1. Swing z dostawianiem nogi x10 na stronę, 8kg
2. Przekątna w podporze x 10 na stronę
3. Pompki z nóżką w górze x5 na stronę
4. Nogi do klaty x20

SERIA B
1. Podciąganie kolan wisząc x10/lub Brzuszki x20
2. Podciąganie kolan na piłce z pompką x10/lub Odwrócone brzuszki x20

SERIA C
1. Snatch x10 na stronę, 8kg
2. Brzuszki skrzyżne w pionie x10 na stronę, 8kg
3. Bungee z piłką x10

Twoja rozpiska:

Twoim celem jest zrobić swoje maximum.

Zielona – Twój max to zrobić raz wszystkie serie.
Pomarańczowa – Twój max jest pomiędzy dwoma razami wszystkich serii.
Czerwona – Maximum oznacza trzy razy po trzy serie.

 

Na początku wszystko boli

Standardowy

a potem już CHCESZ żeby wszystko bolało.

Mówię serio. Możesz mnie cytować.

Jeżeli dopiero zaczęłaś i zachłystujesz się wszystkimi ćwiczeniami jak mały kociak śmietanką, to wiedz, że te pierwsze „najgorsze” treningi, są najlepsze. Sprawiają, że czujesz wszystkie swoje mięśnie. A wręcz mięśnie kilku innych osób. Mięśnie, których nie byłaś świadoma, że masz. Mięśnie, które spały tak długo, że teraz obudzone głośno krzyczą „WTF?!!” i próbują przesłać milion negatywnych sygnałów do Twojego mózgu, byś ich więcej NIE TYKAŁA.

Ekstra, powiem Ci.

Po miesiącu zaczynasz zastanawiać się, czemu „nie boli”, a po dwóch – wkraczasz w obszar paniki, że „nie boli”.

Jeżeli wiesz o czym mówię, to zrób 3 serie po 20 brzuszków. Czemu? A czy na tym etapie musisz mieć jakieś „ponieważ”?

Wracając do NIE WIERZĄCYCH, stękających i żalących się istot. Ból jest tylko informacją. Podobnie jak rachunku za prąd, nie możesz go ignorować. Co jednak z nim zrobisz (z rachunkiem i bólem) będzie wskazywało na to, z jakiej gliny Cię ulepiono.

Jeżeli Twoją odpowiedzią na zakwasy jest leżenie, jojczenie i pocieszanie się wafelkami – sory, ale jesteś małżą. Znajdziesz sobie jakiś blog kulinarny i naprawdę będziesz szczęśliwsza.

Jeżeli Twoją odpowiedzią na zakwasy jest szczękościsk, uporczywe trzymanie się rutyny dnia i myśli z gatunku „I po co mi to? I PO CO MI TO?!” – walnij 20 pompeczek, 20 brzuszków i 20 przysiadów – boli bardziej? No widzisz? Może boleć bardziej, więc ciesz się, że nie boli. Jeszcze coś z Ciebie będzie.

Jeżeli Twoją odpowiedzią na zakwasy jest co najmniej 20 pompeczek, 20 brzuszków i 20 przysiadów – witaj w klubie Twardzielek. Wiesz już, że najlepszą odpowiedzią na zakwasy jest ruch, więc co Ci będę słodzić. Jesteś boska i wiesz o tym.

Jeżeli Twoją odpowiedzią na zakwasy jest „Co to są zakwasy?” to albo robiłaś coś źle, albo jesteś nienormalna. Hej!

Próbowałam się powstrzymać, ale to było równie skuteczne jak powstrzymania własnej stopy od przymierzenia wyrobu Manolo Blahnika. Nie dałam rady. Dlatego teraz się bezczelnie pochwalę.

Grupa PowerWorkout’u liczy 20 zdeterminowanych dusz płci pięknej, z czego prawie połowa robi trening 16stką i zerka w stronę 20stek kiedy nie patrzę. Tak. Delikatność, kruchość i wrażliwość z gatunku „ale ja nie chcę urosnąć!” i „JA TEGO NIE UDŹWIGNĘ!” zerka w stronę ton zimnego żelastwa, które nawet nie jest w modnym odcieniu magenty. Wariatki.

Po treningu z nimi wychodzę mokra jak szczur, zachowując Poker Face że niby takie serie to ja trzaskam przed śniadaniem. A jak ćwiczą beze mnie, to rozpisuję im trening z rodzaju „będziesz się czołgać” i patrzę jak na koniec dowalają sobie jakieś Snatch’e czy inne Turki. I jeżeli teraz masz przed oczami stado zmutowanych babo-koksów, to przyjdź na trening by paść na klęczki z wrażenia.

Twój trening jest dla nich rozgrzewką.

Kiedy masz jeden z tych dni

Standardowy

kiedy czujesz, że na Twoich ramionach złożono ciężar całego świata…

RÓB PRZYSIADY

Zdarza mi się namiętnie oglądać programy przyrodnicze o dzikich kotach. Drżę o życie antylopek, dopingując w tym samym czasie skradającego się tygrysa. Podobnie traktuję kobiety mówiące o tym, że chcą schudnąć A NIE POTRAFIĄ. Współczuję im tych dodatkowych kilogramów jak bluzki, na którą rozlał się lakier do paznokci.

Nie pytajcie mnie o diety. Naprawdę. Strata czasu. Jedyna jaką znam, to ta „mediolańskich modelek”, gdzie jesz plasterek pomarańczy, płytę paździerzową i pijesz szklankę wody.

Publicznie zaś przyznaję się, że miewam OBŻERKI po godzinie 22:00. Ostatnia, wczorajsza, składała się z jednego pomidora.. haha!… dwóch buł* (bułki to ich mniejsze siostry), PUSZKI tuńczyka w oleju, dwóch kopiastych łych majonezu (pełnotłustego), połowy słoika kaparów oraz jednej wspaniałej tłustej mozzarelli złożonej wyłącznie z tłuszczu.

ZANIM powiesz, że to przecież żaden wyczyn, policz wartość tego posiłku. Potem zastanów się nad dietą „1000 kalorii” i policz, kiedy wypada mój następny posiłek. Mi wyszło na połowę września.

Jasne, że potrzeba diety by szybciej zobaczyć rezultaty ćwiczeń. Trzeba jednak nie traktować uczucia permanentnego głodu jako choroby. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że „to dobre” musi się zmarnować* (*nie trafić do naszego brzuszka). Boli serce, bolą oczy, a wola musi być niezłomna.

Wtedy jednak zaczyna padać, ktoś Ci przykrość robi, wszystko leci Ci z rąk, a gdzieś tam umiera mały kotek.

Kiedy więc jest Ci źle, bo jesteś gruba – nie myśl o dietach. Myśl o tym, by zmniejszać porcje które jesz, i zwracać uwagę na to co jesz. Jesteś kumata, więc nie szukaj cudu. Dieta to nie wpierdalanie wszystkiego co smaczne, a nie jakieś tajne techniki wpierdalania tego co smaczne. I tak, kalorie istnieją i to one zwężają Ci ubrania.

NIE MYŚL „przechodzę na dietę”. Wtedy w sposób *magiczny* jesz naprawdę więcej. W końcu lata ewolucji są mądrzejsze.

Twoja nowa „trucizna”
Czas: 10 minut

Ćwiczenia:
1. Brzuszki twarzą w dół
2. Przysiady
3. Przysiady bez nóżki (na obie nóżki)
4. Brzuszki na piłce

Twoja rozpiska:

Jeżeli nie masz piłki (nie masz? naprawdę nie masz?) wykorzystaj kanapę (kanapę na pewno masz)

Brzuszki twarzą w dół możesz zamienić na łatwiejsze ćwiczenie: ta sama pozycja, ale podciągasz raz jedno kolano pod brodę, raz drugie. Nie radzę obu jednocześnie bez piłki.

Przy przysiadach Twoje kolana nie idą w przód, to Twój tyłek idzie w tył. Najgorzej będzie z jedną nogą – kolano pójdzie w przód ALE nie przekroczy linii Twoich palców. Jasne?

Zielona: 2 serie po 10 powtórzeń
Pomarańczowa: 4 serie po 20 powtórzeń
Czerwona: ty to właściwie do śmierci. Jedziesz!