Napaliłaś się na kettle?

Standardowy

Poczekaj aż Ci przejdzie.

Poważnie. Może i strzelam sobie w kolano, ale robię to w imieniu Wyższego Dobra – Twojego Dobra. Dobra dobra.

Rozwińmy tę myśl.

Słyszysz od koleżanki/tv/youtube’a jakie to kettle są wspaniałe, czego to nie zrobią z Twoją sylwetką, jak szybko i jak łatwo się nimi pracuje. Kupujesz kettla śmiesznej wagi w odcieniu różowym (powiedzmy 4-5kg) bądź też odważnie wciskasz się na zajęcia do męskiej grupy wyciskającej pot na sali przy wtórze jęków i stęknięć znanych Ci dotychczas tylko z filmów porno.

I CZEKASZ NA CUDA.

Czy machasz bez sensu jakiś zumbo-aerobik czy też wytrwale stękasz z facetami – cuda nie nadchodzą po pierwszym tygodniu. Po drugim tygodniu waga w łazience jest wciąż na tyle bezczelna, że dodaje Ci co najmniej 5kg.

Sfrustrowana słuchasz porad, by zwiększyć ciężar. Ewentualnie dopinguje Cię napompowana płeć brzydka. W każdym bądź razie jest PRESJA NA WYNIKI. Po kolejnych dwóch tygodniach szału nie ma. Ale jest przepuklina.

Zostawiasz te kettle w pizdu i czekasz tylko na moment, by ktoś Ci wyskoczył z tematem Kettlebell, by mściwie i z pogardą wyrazić o nich swoją mikrą ekspertyzę.

Wróżka Angela mówi Ci już teraz „Nie idź tą drogą!”.

Treningi z kettlebell wymagają niestety inteligencji. Nie jest to rowerek na którym możesz wyłączyć myślenie i włączyć w dupie motorek. Ćwiczenia balistyczne z obciążeniem są genialne w rozumieniu jednoczesnej pracy wielu grup mięśniowych, jednak trzeba przy nich pozostać trzeźwo myślącym.

Nie zrobisz SIŁY trenując wielkimi ciężarami „do porzygania”.

Nie WYTOPISZ zalegających fałd tłuszczu obciążeniem dla chiuaua.

Dobór odważników jest cholernie ważny zarówno by osiągnąć cele jak i uniknąć zagrożeń. Nie ma tanio, szybko i dobrze. Liczy się to, czym, jak, ile i w jakim obuwiu – ćwiczysz. Jeżeli masz fajne najki/adasie/jeboczki, które może i sprawiają, że łydka smuklej wygląda a dizajn w oczy kole, to wierz mi – robisz sobie krzwydę. Jeżeli nie chcesz ćwiczyć na boso (dorabiana ideologia nie robi na mnie wrażenia), zainwestuj w trampki o najbardziej płaskiej/cienkiej podeszwie. Ewentualnie w ciepłe skarpetuńcie.

Noże ceramiczne są ostre i skutecznie kroją – nikt jednak nie daje ich dzieciom do zabawy. Zanim więc sięgniesz po coraz to bardziej modne kettle, przemyśl, czy nie lepiej Ci kupić hula hop.

23 przemyślenia na temat “Napaliłaś się na kettle?

  1. ~DaGaDa

    Ogólnie lubię czytać tą stronę. To co piszesz z reguły ma sens, ale dlaczego według ciebie tylko ten kettlebell daje jakieś efekty. Ja rozumiem, że Ty z tym ćwiczysz i sobie chwalisz, ale tysiące ludzi na całym świecie ćwiczy inne rzeczy i też są zadowoleni. Ten znienawidzony przez ciebie aerobic daje efekty i przekonało się o tym na prawdę dużo dziewczyn, a zumba – czy Ty kiedykolwiek byłaś na takich zajęciach, bo ja tak i nie są one jakimś tam lajcikiem. Tam też trzeba się zmęczyć i mieć kondycję i siłę żeby wytrzymać godzinę zajęć i wykonać dokładnie to co pokazuje instruktor.

    Moim zdaniem dobrze, że dziewczyny ćwiczą cokolwiek i nie ważne czy jest to aerobic, zumba, kettlebell czy inne cudo – najważniejszy jest ruch bo to on zapewnia nam zdrowie.

    • an_ge

      Widzisz, podpierasz się sloganem, że każdy ruch to dobry ruch „bo to ruch”. Głębszego sensu on nie ma, ale jest szalenie popularny.
      Oczywiście, że po różnych treningach są wyniki (różne). Chodzi mi bardziej o to, że przy różnej budowie ciała, różnych umiejętnościach i różnym podejściu do życia (czyt. są ci co kochają aikido, i są ci, co kochają boks), różne sporty będą dla różnych ludzi. Trening kettlebell zaś to świetny suplement do WSZYSTKICH treningów, by zwiększyć swoje możliwości w danej dyscyplinie.

      Zabolało Cię moje szyderstwo z Zumby, rozumiem. Wynika ono nie z podejścia „moje jest najlepsze inne to syf”, a z faktu, że Zumba prócz zabawy – nic nie wykształca poprzez trening. I zauważ, że mówimy o merytoryce ćwiczeń, a nie „fajna, niefajna” czy „ciężkie zajęcia, łatwe zajęcia”. I argument o wzmacnianiu kondycji jest żaden – taki poziom można uzyskać rezygnując z auta, windy, etc w życiu codziennym.

      Nie zniechęcaj się moim sarkazmem, mam duży dystans do wszystkiego co robię, więc to nie kompleksy i zawiść przeze mnie przemawiają. Żadna z moich wypowiedzi nie celuje w obrażanie personalne – jeżeli jesteś 100% pewna tego co robisz, sprawia Ci to przyjemność, etc., to po prostu ignoruj przytyki na ten temat.

      Pozdrawiam!

  2. ~nefrytowa_lisica

    Ja się już zdąrzyłam napalić na kettle ;) i nie oczekuje rezultatów po tygodniu czy dwóch :D martwi mnie jedna sprawa, niedawno miałam CT i okazało się,że mam przepuklinę międzykręgową w przypadku dwóch kręgów i początki w 3cim i nie wiem czy mi „wolno” wziąć się za kettle…:/ jak to się ma do dyskopatii? można czy nie?

    • an_ge

      Powiem streszczając: miałam dwie przepukliny i groziła mi operacja, bo ledwo się ruszałam. Po niecałych dwóch latach kettli ruszam się lepiej niż kiedykolwiek, i przepuklina daje o sobie znać sporadycznie. Kwestia odpowiedniego ruchu.

  3. Hmm… „Obciążenie dla (zapewne miało być:) chichuachua” to fajne i chwytliwe hasło, ale proszę Cię, trochę konkretów. Np.: „dobierz obciążenie stanowiące 15-30% Twojej masy”- w sumie to nie wiem, nie znam się. :)
    A za 2 tygodnie będą pierwsze urodziny PW! Szacuneczek! :)

  4. ~Nikita

    Podbijam pytanie Snajperki, o co kaman z tą podeszwą? Pytam bo chodzę na crossfit i tam też trenujemy z keetle i chciałabym wiedzieć dlaczego mam robić z siebie widowisko i ściągać moje omg so fucking gorgeous najki zanim chwycę keetle? Tłumaczenie typu, przeczytałam na blogu raczej do mojej narowistej trenerki nie dotrze, bo albo mnie wywali z sali albo będzie szydziła do końca świata.
    Przeszłam przez wszystko oferowane w klubach fitness, od siłowni, przez klaskane aerobiki, joge i pilatesy na TBC kończąc. Teraz czas na trening funkcjonalny i to się okazało strzałem w 10.

    • ~Nikita

      I z tego wszystkiego babola walnęłam, kettle oczywiście miałam na myśli. eh

    • an_ge

      Pozwólcie mi o tym napisać na blogu przy okazji wrzucenia zdjęć moich i Blondyny :)

    • ~Maciek

      Zumba – srumba. Ostatnio na mój prywatny trening przyszła koleżanka. Kręciło się biedactwo bez sensu, łaziło po bieżni ze sztangielkami, robiło jakieś dziwne brzuszki itp. Zlitowałem się (bo mi ta cholerna bieżnia zagłuszała myśli) i powiedziałem jej tak: „Weź sobie odważnik, – całe 8 kg – zrób 20 swingów (pokazałem jak) i wskocz na bieżnię. Przebiegnij 400 metrów, złap za odważnik i znowu strzel 20 swingów. I tak trzy razy. Potem sobie odpocznij i weź cięższy odważnik” Minęło pół godziny i dziewczę orzekło – z trudem łapiąc powietrze – że: zumba, aerobik (naziemny i podwodny), nordic walking to są jakieś wygłupy, a nie trening. A przecież ona zrobiła tylko jedno z setek możliwych ćwiczeń. Jako, iż akurat skończyłem trening to się razem porozciągaliśmy i ponowny szok: po tych wszystkich wygłupach (na które chodziła) nikt nie prowadził z grupą nawet namiastki stretchingu. Była zaskoczona samopoczuciem po „najcięższym treningu jaki odbyła w życiu” :-)
      I tu dochodzimy do sedna całej sprawy: 90% treningu to wiedza jak trenować, bo nawet dysponując kompletem ślicznych kettli w różnych wagach możemy zrobić trening o efektywności zabiegów rehabilitacyjnych w domu starców („zawsze to jakiś ruch”).
      Jeżeli wiemy o co chodzi w treningu, albo wiedzę taką posiada nasz instruktor/-ka, to zrobimy wspaniały workout używając jedynie obciążenia własnego ciała.

      A co do ćwiczeń na bosaka… Im mniej pośredników pomiędzy układem nerwowym, a siłą (ziemią i mięśniami) tym lepiej :-) Ale nie odbierajmy Autorce materiału na ciekawy wpis :-)

      • ~avelaa

        A ja się nie zgodzę z Tobą. Po pierwsze wierz mi, że są dziewczyny, które nawet na najcięższym treningu z kettlami nie spocą się. Po prostu się oszczędzają. Podobnie na zumbie. Są osoby (tak osoby bo na zumbę chodzą też faceci i to całkiem dobrze zbudowani :)), które ćwiczą intensywnie i takie które stoją praktycznie w miejscu lekko poruszając nogą. Po każdym treningu jest rozciąganie i to porządne. Sama chodzę na różne zajęcia – na zumbę, TBC, Kettle, body workout, trening funkcjonalny i powiem Ci, że dziewczyny z Zumby wcale nie odstają. „Napakowani” kolesie przy stretchingu nie mają z kolei z nimi szans. Sami sięgną zaledwie do kolana, podczas gdy laska daleko za pięty. Fajnie jest się dowartościować ale bez przesady. Ja nie neguję żadnej aktywności pod warunkiem, że ktoś się przykłada. Śmieszą mnie natomiast takie osoby, które przyszły poćwiczyć a stoją w miejscu, żeby tylko się nie zmęczyć – i w tedy fakt nie ma ani efektów, ani siły ani mięśni.

        • ~XD

          Każdy nawet nie rozciągając się ale prowadzący normalny tryb życia, umiarkowanie aktywny i nie będący za gruby zrobi skłon i dotknie kostek.

          Napakowany facet napewno robi martwy ciąg, który znajduje się w prawie każdym kompletnym planie treningu z wolnymi ciężarami, ćwiczenie to mocno rozciąga, więc nie możliwe żeby robili skłon do kolan jeżeli w martwym z prostym kręgosłupem a nie wygiętym jak w rozciąganiu schodzi przynajmniej do połowy piszczeli.

          I tu wychodzi brak wiedzy, niektóre kobiety potrafią zrobić nawet szpagat bez rozciągania, takie są cechy tej płci, mężczyzna podniesie dużo większy ciężar ale przeciętnie zrobi skłon do kostek (osobiście obejmuje stopy wokół nasady palców, te poduszki przed palcami), a kobiety rozciągną się te kilka centymetrów dalej ale podniosą kilka razy mniej.

          Co jest bardziej przydatne.
          Gdzie wykorzystasz tak mocne rozciągnięcie? Kopiąc wojownika ninja dopuszczającego się do Ciebie po linie nad twoją głową (chociaż i tak by tego nie poczuł bo potrzeba siły do dobrego kopnięcia).

          Mocne rozciągnięcie na codzień nie jest przydatne (no mi może do kopnięć na głowe, ale częściej nie przydatne, a zbyt duze rozciągnięcie naraża na kontuzje).

          A kto będzie narzekał kiedy trzeba przenieść/przestawić/przesunąć coś ciężkiego?

          Zagadka, ktoś kto jest silniejszy i jego progres jest dobrze widoczny, czy ktoś kto skacze na zumbie przez godzine i nie ma tam progresu, zawsze to jest godzina +/- kilka minut i ta sama intensywność ale rozciągnie się kilka centymetrów więcej (i to ze względu na anatomię a nie trening)

  5. ~ogoorek

    Ja też się napaliłem na kettle ale w Sz-nie nie ma gdzie na nie pójść. A przepraszam, znalazłem 1 miejsce z jedynymi zajęciami które dokładnie pokrywają się z moja dyscypliną podstawową tak więc odpada.

      • ~ogoorek

        Powiem tak: no oby tym razem się udało.
        Wskazany przez Ciebie instruktor już chyba z rok temu zapowiadał na GL start sekcji, a potem pomysł jakoś się zahibernował. Rozumiem, że jakieś obiektywne trudności stanęły na przeszkodzie i mam nadzieję, że tym razem się uda.

    • ~Gnacińska

      Ja od prawie roku chodzę do RKF-u w Szczecinie (wiem że prowadzi też w Uniwersum i gdzieś na Lewobrzeżu). Prowadzi Marcin Szymczykiewicz. Jestem Bardzo zadowolona z jego zajęć. Po 2 porodach udało mi się odzyskać dawną dobrą formę i sylwetkę. Każde zajęcia są inne. Bardzo pilnuje by ćwiczenia były poprawnie wykonane i daje nam popalić. Gorąco polecam

  6. ~Monika

    Moje pierwsze spotkanie z kettlami odbyło się dzięki Tobie. Przez przypadek trafiłam na YT na filmik, potem na stronę i się zakochałam. Mam kettle 3, 8 i 16 kg. Ten malutki jest do dosyć lajtowych ćwiczeń fitnessowych, ale po 40 minutach nawet nim można się zmachać… Najbardziej mi odpowiada 8 kg i nim najczęściej ćwiczę. 16 jest dla mnie za ciężka. kilka lat temu miałam operację kręgosłupa, a od dosyć dawna znów mam te same dolegliwości. Podejrzewam, że znowu dyskopatia i przepuklina w odcinku. lędźwiowym. Trenuję z Wami, Ryanem Shanahanem i te treningi najbardziej mi odpowiadają. Przerobiłam też kilka innych. Nie rezygnuję jednak z fitnessu, bo od tego zaczęłam w styczniu zmiany w swoim życiu. Najpierw kettle, potem Ewa Chodakowska lub Tomek Choiński albo Tone it up!, czasami Gym Ra lub Mel B. Widzę efekty tych ćwiczeń, a kettle po prostu uwielbiam. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dojść do takiej sprawności, że nielubiany 16 kg stanie się tak bliski jak jego o połowę mniejszy brat. W każdym razie dziękuję Ci za świetne filmiki. Nie ukrywam, że chciałabym, żebyś nagrała taki długi, z całym treningiem, a najlepiej płytę :)

    • an_ge

      Cieszę się, że trenujesz! Zawsze twierdziłam, że kettle same rozkochują w sobie swoje ofiary – trzeba tylko pomacać!

      Rób cokolwiek sprawia Ci radość, a nie przyczynia się do kontuzji. To sekret wytrwałości i najwspanialszych efektów. Myślę, że z odpowiednią korekcją Twojej techniki, 16kg było by Twoim konikiem w Swingu!

  7. ~Scarlett

    Witam. Ja chciałabym spróbować treningu z kettlami,ale mam skoliozę ;/ Sądzicie,że podczas treningu mogę pogłębić wadę postawy?

  8. ~Kachaw

    Witaj
    Trafiłam na twoje filmiki i blog przypadkiem, gdy szukałam informacji jak dobrać powiednio ciężar Kettla, po obejrzeniu Ciebie zakupiłam 8 kg i ćwiczę z twoimi workoutami.
    Mam pytanie czy w Opolu jest ktoś, kto mógł by mi pokazać technikę np snatcha, i kilku innych, bo oglądam Twoje filmiki, ale boję się, że jednak nie wykonuję niektórych ćwiczeń poprawnie.
    Pozdrawiam

    • an_ge

      Miał być instruktor Tomasz – niestety zajął się budową domu ;) Będzie informacja na FB Centrum Kettlebell Polska – gdyby wystartował z zajęciami, więc tak możesz śledzić.

      Cieszę się, że połknęłaś bakcyla – kettle metodą HardStyle to naprawdę „efekty na życie”. Nie wyobrażam sobie siebie, gdybym na nie się nie natknęła – i życzę Ci tego samego :)

  9. ~balzak

    Witam was dobrzy ludzie. Mój problem. Kocham kick boxing, ale zaatakowała mnie DYSKOPATIA LEDZWIOWA i się zastanawiam nad terapią ketlami. Czy to dobry pomysł? Pizdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>