Jazz i orzeszki.

Standardowy

Uwaga, notka z tak zwanej dupy, gdyż siedzę głęboko w życiowej rzyci i jedyne co hamuje mnie przed wyjściem na ulicę i strzelaniem do przypadkowych ludzi jest.. CEZIK!

JAK MOŻNA NIE ZNAĆ CEZIKA?!

Jego cover na „Open your eyes” to jak czekolada z Belgii, ta z musem kawowym i malutkimi orzeszkami której Ci nie wolno żreć na tej Twojej [wstrzymanie oddechu] … diecie. Nie żebym przypominała co sobie obiecywałaś na Nowy Rok. W końcu, jeżeli nie trenujesz z ciężarami, to ciężko mi Cię posądzić o wolę ze stali. Chociaż mówiąc szczerze, stalowa wola to dobra jest dla chrześcijan, co by nie uciekać jak lwy na arenę wpuszczają. Ja też sięgam po słodycze w chwili rozdrażnienia – dlatego jeżeli się spasę, będę winić za to stresujący świat nie rozumiejący moich kobiecych potrzeb. HA! Przeszło mi przez palce. WHAT A BULLSHIT.

Tak czy inaczej, szykuje się trening specjalny z kettlebell – jak tylko przestanę spać 4h na dobę i spędzać 16h przed Autocadem, to go nakręcę. Zdradzę tylko, że będzie o budowaniu siły przy średnio zaawansowanym i bardziej niż średnio zaawansowanym poziomie. Co to jest budowanie siły? To odpowiedź na nieprzemyślane przerzucanie żelastwa w myśl idei „aby było ciężko, aby się porzygać” (pardon my french). (Oczywiście nie ma to związku z JAWNĄ PROWOKACJĄ ze strony kolegi instruktora z CentrumKB Wschód jakoby opierdalam się z ciężarami. Pozdrówki.)

No. Przypomniałam Ci, że znowu prawdopodobnie pasiesz się jak tucznik na wiosnę, popłakałam nad własnym losem zombie_architekta, naobiecywałam 300 baniek i wbiłam szpilkę – wszystko załatwione. Mogę nie wyłączać Cezika i pracować na ciężkie zwyrodnienie nadgarstka dalej.

Life is joy. Pamiętaj, k-rwa!

Nie jesteś wyjątkowa, chyba że jesteś jednorożcem.

Standardowy

Skoro jeszcze czytasz tego bloga, to zapewne masz twardą dupę i dobry wzrok. Ewentualnie się zabłąkałaś, ale moje poczucie humoru zaraz Cię zawróci na drogę blogów o gotowaniu i modzie.

Nie jesteś wyjątkowa, wbrew temu co wszystkie reklamy starają się wcisnąć Ci do mózgu.

Takich jak Ty są tysiące – takich, które postanowiły więcej się ruszać, zdrowiej odżywiać i czy edukować w zakresie treningu siłowego. „Boże, ile one ćwiczą!” oraz „Boże, zdechłabym z głodu!” naprzemiennie w Twojej głowie. Może to być demotywujące, szczególnie wtedy popychasz jedną chrupkę drugą chrupką przeglądając strony z „odchudzaczami”.

I teraz, uwaga, sedno notki:

Przychodzi baba do instruktora i prosi o SPECJALNY zestaw ćwiczeń dla NIEJ.
Instruktor odpowiada: „Przysiady, wyciskanie, martwy ciąg, rwanie.”
Baba zaczyna mu szczegółowo opisywać problematykę swojej figury – trochę z boczków, nic z cycków, mniejsze uda, szczuplejsze ręce, właściwie to większe cycki, płaski brzuch, jędrna mała dupa.
Instruktor odpowiada: „Przysiady, wyciskanie, martwy ciąg, rwanie.”
Baba zmienia instruktora.

BO JEST JEDNOROŻCEM w krainie koni i powinna trafić na stół renomowanego chirurga plastycznego, a nie do gościa od chirurgii dla ubogich.

Jednocześnie sięgnie do portfela by zakupić sobie środek odchudzający dzięki któremu już schudło MILIONY KOBIET. A jak się kto zapyta po co łyka jakieś niezidentyfikowane gówno w najlepszym razie pochodzenia ziołowego, odpowie, że to sytuacja wyjątkowa, że ona nie może utrzymać diety, że ćwiczenia po miesiącu ją już męczą, że nie znalazła idealnych dla siebie bo tyje zamiast chudnąć, i że zmieni sposób odżywiania na zdrowy jak tylko schudnie, a schudnąć musi szybko BO TO SYTUACJA WYJĄTKOWA.

Czuję się taka zwykła, że aż beznadziejna. Poprawia mi tylko humor filmik dzisiejszy, na którym wyglądam jak wyliniała foka wyrzucona na brzeg piaszczystej plaży. Czemu? Bo będziesz wyglądać dokładnie tak samo w zaciszu swojego domostwa.

Jeżeli już doszłaś do japońskich przemyśleń i medytacji z gatunku po-co-mi-to, to wiedz, że PO COŚ CI TO. I ćwicz dalej. Trening to spotkanie z najważniejszym Szefem w Twoim życiu – z Tobą. Nie spóźnij się.

A gdyby było Ci mało motywacyjnie, to proszę, oto aktualne zdjęcie mojego brzucha. Możesz się dowartościować lub pozazdrościć, jak wolisz. Oprócz tego że chcę się pochwalić nowymi czaderskimi spodenkami, chcę siebie zmusić do lepszej pracy, tak by za dwa miesiące zobaczyć zmiany. Bo tak możesz wyglądać bez świetnej przemiany materii, dobrych genów, z wężem zadowolonym z kolacji o 1-wszej w nocy, ze słabością do wina i Toffifee.


Czas: 5 minut

Ćwiczenia:
1. Pełne brzuszki
2. Brzuszki baletowe
3. Brzuszki baletowe skośne

Twoja rozpiska:
Zielona: 14 powtórzeń każdych brzuszków, przerwa dopiero po wszystkich trzech – 2 rundy.
Pomarańczowa: 20 powtórzeń każdych brzuszków, przerwa dopiero po wszystkich trzech – 2 lub 3 rundy.
Czerwona: 20 powtórzeń każdych brzuszków, przerwa dopiero po wszystkich trzech – 4 rundy.
Enjoy!

CEL bez PLANU jest jedynie ŻYCZENIEM.

Standardowy

Planu Ci nie dam, ale doradzę Ci w kwestii rękawiczek treningowych. Wbrew pozorom zaorane jak pole buraków dłonie nie są świetną wizytówką kobiety, i wręcz WCALE nie pasują do manikiuru z kryształkami swarovskiego. Naprawdę. Z kolei czasy gdy brałaś do ręki 2 kilo należy uznać za słusznie minione i otarcia/pęcherze/twarde „cosie” po prostu muszą się pojawić prędzej niż później.

Jeżeli zarabiasz na swoją miseczkę ryżu masując odwłoki innych ludzi, strzygąc ich futro czy podając im żarło – wiedz, że spracowane dłonie, chociażby pracą uczciwą, odstraszają, irytują, obrzydzają. U faceta to jeszcze może świadczyć o męskości (pomijając wygryzione paznokcie), jednak u kobiety świadczy o tym, że jeżeli ni karmi krokodyli w zoo, to po prostu jest babochłopem.

Nie jesteś babochłopem. Jesteś kobietą i możesz walnąć focha by to udowodnić.

Ok. All clear, jak powiadają komandosi. Przejdźmy zatem do Testu Rękawiczki. W obrazkach. (I dla świętego spokoju powiem to: nikt mnie nie sponsoruje. A powinien.)

1. Producent: TREC, używane: ponad rok czasu, regularnie 2-3 razy w tygodniu
Wnioski: Pierwsze rękawiczki o sentymentalnej historii. Do końca swojego żywota niemiłosiernie barwiły mi ręce na truposiny kolor, trudny w spraniu. Wytrzymałe, dość wygodne do przerzucania ok.12kg żelastwa i jakichś pierwszych zabaw z 16kg. Do regularnego, dynamicznego machania 16kg – raczej się nie nadają. Skóropodobny materiał wytrzymały, choć na tyle solidnie śmierdzący, że można nim uprawiać samoobronę.

Ocena: 4/6

2. Producent: TREC, używane: prawie rok czasu, regularnie 2-3 razy w tygodniu
Wnioski: Po czarnych przyszła kolej na białe, ciut zbyt lukrowate jak na mój gust. Plus: nie barwią, trudne do zdarcia, niska cena (ok.29zł), dostępne w mikrorozmiarach. Minus: za grube do większych ciężarów (paradox), dłonie jak w małej saunie. Jak zaśmierdną po tygodniu, tak będą śmierdzieć na lata.

Ocena: 4/6
*** Ostatni model z TRECa, szary, też był testowany – bez szału co do kettli. Raczej skóropodobne lepsze.

3. Producent: OLIMP, używane: rok czasu, sporadycznie raz w tygodniu
Wnioski: całkiem niezły design, porządne wykonanie, szlufki do wyciągania dłoni (BARDZO dobry pomysł), niska cena (ok.37zł), damska rozmiarówka. ABSOLUTNIE nie nadają się do dynamicznego machania żelastwem. Wnętrze dłoni, wbrew temu że pozbawione żelów-srelów, będzie Ci zawijać się pod kettlem i szorować o skórę. Do crossfitu pewnie jednak będą niezłe.

Ocena: 2/6
*** Dostępne również w kolorze różowym.
** Używałam sporadycznie również skórzanego modelu męskiego – biało-czarnego. Spisywał się nieźle, pomimo iż był ewidentnie za duży. Podejrzewam więc, że OLIMP ma dobre rękawiczki, tyle że nie damskie.

4. Producent: POWER SYSTEM, model: NO COMPROMISE, używane: 4 miesiące, regularnie 2-3 razy w tygodniu
Wnioski: brak damskiej rozmiarówki, dla niektórych kobiet męskie S może być za duże. Żel we wnętrzu – jednak da się go „ubić”. Bardzo ładny design, który jednak da się szybko obedrzeć z wyglądu „świeżości”. Wytrzymałość poddana w wątpliwość, choć wykonanie staranne. Całkiem niezłe rękawiczki, które niedawno zaczęły utwardzać się na końcówkach od palców, co przyczyniło się do bardzo niefajnych odcisków. Cena jeszcze nie zaporowa (ok. 45zł).

Ocena: 3/6

5. Producent: Carrefour (!), używane: miesiąc czasu, dwa razy w tygodniu
Wnioski: śmieszna cena (22zł), kobieca rozmiarówka, przewiewność i całkiem niezłe wykonanie skłoniły mnie do kupna na zapas – dwóch par. Pozornie doskonałe, jednak dopasowanie do dłoni to nieznane terytorium na którym polują smoki. Do treningów 8kg idealne, przy 16kg odpadają. Jeżeli jesteś małym freakiem na punkcie higieny i nie machasz ciężkimi czajnikami, to jest to strzał w 10 dla ciebie.

Ocena: 3/6

6. Producent: Harbinger, używane: miesiąc czasu, 4 razy w tygodniu
Wnioski: jeszcze zbyt krótko używam, by pokazały się niedociągnięcia owych rękawiczek. Wstępnie nie widziałam szału, jednak po kilku treningach z dynamicznymi snatchami uznałam, że są to rękawiczki na wyższym poziomie. Damska rozmiarówka, świetne wykonanie, niepowalający design który dla niektórych może się okazać idealny. Cena to pierwszy minus (39zł), gdyż model ten dostępny jest tylko wysyłkowo, a Poczta Polska pilnuje ubóstwa w kraju.

Ocena: 5/6

W najbliższym czasie (gdy już Harbinger pójdzie w rezerwę) kupię MadMaxy.

(Ktoś używa?)

Pomimo bogactwa wyboru na allegro, możesz siedzieć 3 godziny i nie znaleźć nic dla siebie. Czemu? Głównym problemem jest rozmiarówka, która na wąskie kobiece dłonie nie przewiduje zbyt wielkiego wyboru (męskie XS to jest 20cm obwodu, gdzie Ty masz pewnie 17,5cm), a rękawiczki rowerowe niestety nie zdają egzaminu przy poważniejszym niż 8kg machaniu.

Jeżeli macie swoje typy – please share. I nie wstydzić się „wyglądem” rękawiczek. Poprzez zdjęcie ewidentnie nie wyczuję jak bardzo walą, a porozrywany materiał wiele powie o wykonaniu i wytrzymałości.

Podsumowanie: nie ma rękawiczek wyjątkowych – przy każdych będziesz miała jakiś stopień odcisków na dłoniach. Rękawiczki jednak pozwolą Ci kontynuować trening w momencie, gdy gołe dłonie by Cię powstrzymały. Dodatkowo powstrzymają Cię przed puszczeniem kettla ślizgiem w stronę luster, a po kilku takich eventach na sali wierz mi - wolisz sobie darować tego rodzaju adrenalinę.

I tak w ogóle, to trening sobie wisi:

Czas: do 15 minut

Ćwiczenia:
1. Kick It!
2. Biceps + Martwy ciąg
3. Wykrok z podaniem
4. Triceps + Squat

Twoja rozpiska:

Zielona: 2-3 serie po: 1.x40, 2.x8, 3.x10x2 (bo masz dwie nogi), 4.x8
Pomarańczowa: 3-4 serie po: 1.x40, 2.x10, 3.x10x2 (bo masz dwie nogi), 4.x10
Czerwona: 4-5 serii po: 1.x60, 2.x15, 3.x15x2 (bo masz dwie nogi), 4.x15

Enjoy!

Sprawdziłam swoje BMI

Standardowy

„i okazuje się, że jestem za niska.”

Czyli odwieczny problem kobiet, które popadając w depresję z powodu własnych wymiarów, zaglądają do lodówki. Bo ZŁO trzeba zwalczać ZŁEM. I ja, nie dziwcie się, dokładnie tak też mam. Im bardziej wydaję się sobie tłusta, tym więcej ptasiego mleczka znika w podejrzanych okolicznościach.

Z drugiej jednak strony, ta dodatkowa warstwa ciała to może być ten airbag dany od boga, gdyż jestem ZBYT CENNA.

Drugim powodem przez który czasem łatwiej mnie przeskoczyć niż obejść, są REKORDY. Rekordy, czyli wyjątkowo ciężki trening, nowy wynik, nowy ciężar. Czasem również sam fakt nowego WYZWANIA. Zgubne w skutkach jest robienie „dobrego” treningu, po którym wszystko boli a morda cieszy. Wtedy najczęściej samokontrola pada na pysk i włącza się tryb jamochłona. Na końcu zawsze włącza się Pan Wyrzut i gryzie po dupie. Tak jakby nie mógł włączyć się przed i nałożyć nam torbę na twarz.

Milion kobiet będzie trzymało dietę, zaciskało zęby na orbiteku i umartwiało się dziwnymi poradami w stylu „pij herbatę z kminku a cycki ci nie schudną”, by po dojściu do wymarzonego rozmiaru/diety/kości, wrócić tam skąd się przybyło, tyle że pospiesznym.

Tia. Przydługi wstęp tylko po to by móc napisać, że

ZROBIŁAM 100 SNATCHY 16KG W 5 MINUT

Skorzystałam z faktu że prądu na sali zabrakło, a faceci w świetle dwóch małych latarek robili trening śpiewając „Ona tańczy dla mnie”, więc tak jakby byli bardziej zajęci sobą niż mną. I tak, po raz pierwszy podeszłam do tematu z nastawieniem „cóż, najwyżej umrę bez świadków”. Rok temu dopiero zaczynałam próby z 16kg i pamiętam jakim dzikim entuzjazmem wypełniło mnie 6 powtórzeń na silniejszą rękę. Bo powiedzmy sobie jasno – 16kg to waga dla instruktorki ważącej powyżej 57 kilo (dla jasności – ważę 53kg). Jeśli więc nie zrobisz 100 snatchy w 5 minut, nie martw się - jesteś normalna, a nie wybrakowana.

Jeżeli zaś bardziej Cię interesuje jak bardzo nażarłam się ze szczęścia to wiedz – że bardzo.

Najwspanialsze uczucie trwało jakieś 7 sekund (nie mówię już o żarciu), tuż po odstawieniu kettla – mój brzuch był płomieniem, którego żadne brzuszki nie umieją rozpalić. Czułam wszystkie żebra swojego kaloryfera – ostateczny dowód jak dla mnie, że gdzieś tam jest i tylko przez wzgląd na swoją nieśmiałość, nie afiszuje się przed światem.

Ciągle słyszę na sali dwie rzeczy „Koooonieeeeeec juuuuuuż?” (nadzieja ćwiczących) oraz „Robimy brzuszki!” (moja zgroza w ciapki). Nie wiem czemu chociaż wciąż powtarzam, że najładniejsze brzuchy obywają się bez brzuszków, to kury dalej swoje. Więc robią te swoje brzuszki na koniec każdego treningu, a ja im sadystycznie liczę w trybie spowolnionym, z przestojem, pomyłką i korektą. Nie wiem co w tym magicznego, że twardo i hardo żądają takich tortur. Zamierzam więc zrobić ten cholerny brzuch na lato i kłóć nim w oczy kogo popadnie. A czym? A Snatch’ami. Bo Snatche naprawdę miażdżą mięśnie brzucha, a przy okazji rzeźbią plecy, barki i uda.

Jeżeli więc szukasz magicznego sposobu na brzuch bez poniżającego podrygiwania na podłodze – rób snatch’e. Dużo snatch’y. Niekoniecznie 16kg kettlem. A żeby nie rozerwać sobie przy tym dłoni – kup sobie rękawiczki. Jakie? Napiszę już jutro. Jeszcze tylko ogłoszenia duszpasterskie:

Niedziela, 13 stycznia, stadion żużlowy, Zielona Góra. Od 14:00 do 20:00 pobijamy nieoficjalnie rekord w SWINGu. Nie da się nas przegapić! Wpadnij zrobić sobie słitfocię.

Train. Harder.

Standardowy

True story. U mnie dziewczyny klamki od toalet regularnie przynoszą mi w ręce „Się urwało się, proszę pani”.

Nowy odcinek z kettlem w roli głównej już wkrótce – podobnież Wielki Test Rękawiczki (bynajmniej nie białej, choć Perfekcyjna Pani Kettla to było by coś dobrego na koszulkę), dla wszystkich tych kobiet, które nie mogą z rożnych względów pokazywać się publicznie z rękami feudalnego wyrobnika*.*chyba że noszą najbrzydsze buciki świata – emu.

Z wiadomości w pigułce, to odkrywam w sobie głęboką ciekawość i chęć zgłębiania Kraju Kwitnącej Wiśni, a konkretniej szlifuję swoje naturalne umiejętności codziennego alkoholizowania się japońskim winem. Fascynujące jest, ile rzeczy zaczyna smakować gdy człowiek myśli nad dietą. Zamierzam jednakże ukrócić ten maraton jamochłona i zainwestować w zdrowsze cukry – kupiłam bowiem.. JuiceMaker’a! I teraz znienawidzone śniadanie będę mogła wciągnąć przez słomkę. Jeśli więc jesteście w posiadaniu przepisów na różne smootchies (niekoniecznie pożywne, wystarczy tylko obrzydliwie słodkie i dobre), please share.

Dzięki kilku fachowym poradom na maila jakie od Was dostałam, moja herbateka wzbogaciła się o dwie yerba mate, które niestety końskiego kopyta nie mają. Nadal dożylny żeń-szeń rządzi. I amino, amino też rządzą. (I jak zobaczę KTO mi je podpierdala na sali, to mu amazing fcf krav maga skills nie pomogą.) (I tylko SPRÓBUJ pić z mojego bidoniku..!) (Dziadu.)

Z nowych zabawek zamierzam jeszcze uzbierać finanse na takie sprytne ufo co to jeździ i samo sprząta pod nogami, by kręciło się w kuchni, gdzie to Gracja i Wdzięk umierają w progu, jeżeli chodzi o chrupkie/sypkie i drobne. No poważnie, jak można szarpać się w solniczką gdy się Snatche 16stką robi? Albo taki makaron – zgroza jak to łatwo eksploduje.

Tak więc pitu pitu, notka fachowa w drodze. Motywacji też nie będzie, bo sorry (pauza na oddech)*serduszka* (dziubeczek), ale ludzie dzielą się na trzy typy:
- na tych co trenują „bez względu na”
- na tych co trenują „aby coś”
- i na tych, co trenują, „jak góra przyjdzie do Mahometa”
Tak więc, Allach akbar i do przodu (kto ogląda „Homeland” ten puentę zakminił).

RUSZ DUPĘ.

Siła woli jest mięśniem.

Standardowy

Im więcej ją trenujesz, tym silniejsza się staje. Im więcej ciastek odmówisz, tym łatwiej będzie Ci zmieścić się w spodnie, drzwi czy miejsce parkingowe.. (poważnie, parkowanie teraz pod supermarketami to kwestia wciągnij-brzuch-i-ślizgnij-się-bokiem)

Jakieś nie kretyńskie Postanowienia Noworoczne?



Napisałam notkę, ale byłam pod wpływem (bynajmniej nie pięknych kobiet) (i nie, rum nie poszedł w cycki). Było dużo motywacji, prawie „całuski i buziole”, potem trochę wulgaryzmów i ze dwa dowcipy. Nawet dużą czcionką było coś mądrego. Potem jednak doszłam do siebie.

Happy New Year!
I tak pewnie go przeżresz i przeleżysz.

..na wszelki jednak wypadek, mały tłusty leniu, nakręciłam coś dla Ciebie (zanim pochłonęły mnie naleśniki z syropem klonowym i bitą śmietaną)(nienawidzę)(czemu to musi być TAKIE DOBRE..?!!)(dieta, boże, dieta)(diet też nienawidzę, choć wcale nie są dobre).