Bo gdy za dużo jesz – to i rośniesz, ale wszerz.

Standardowy

My jedziemy po was w necie
Tak społecznie i za darmo
Więc nawet jeśli grasz na flecie
Płać za swoją popularność

(Strachy Na Lachy)

Twój wzrok i tak zaraz podąży do zdjęcia, więc nie zatrzymuję Cię przydługim tekstem.

Jeżeli jesteś kobietą, prawdopodobnie pomyślałaś „O kurna!” i że owa pani ze zdjęcia do najszczuplejszych nie należy. Jeżeli jesteś facetem, pomyślałeś – „CYCKI!”

Anyway. Zdjęcie zostało zrobione na jednym z licznych konwentów fantastyki, na konkursie „przebraniowym”, czyli tzw. Cosplay’u, w którymś z anglojęzycznych krajów. Zostało następnie umieszczone na stronie FB jednego z portali i skomentowane (po 7 godzinach, na dzień 28.02.2013, godzina 14:20) 176 razy, z 220 ponownych udostępnień i 1.145 „lajkami”.

Chcesz wiedzieć ile komentarzy było per „ale gruba”?

1

Znalazła się również tylko jedna osoba, która skrytykowała kobietę ze zdjęcia, przez wzgląd na epatowanie nagością.
Reszta składa hołd, propozycje małżeństwa, wyrazy podziwu, pożądania i szacunku do odwagi oraz dbałości w odwzorowaniu przebrania (dla nie kumających tematu – Witchblade). A TERAZ POMYŚL O POLSKICH REALIACH. Poświęć autentyczną chwilę na wyobrażenie sobie analogicznej sytuacji.

Niesamowite, ale bycie „hejterem” wydaje się być gorsze od faszyzmu. Przynajmniej w cywilizowanych krajach. W naszej polskiej biedzie (bynajmniej nie materialnej) wciąż schodzimy z drogi 14letnim fachowcom od wszystkiego którym nie podoba się nic oprócz nich samych, zamiast tępić i wyrywać chwasty. Kultura słowa pisanego to często abstrakcja co w połączeniu z mało inteligentną złośliwością, leczeniem kompleksów i analfabetyzmem wtórnym daje mieszankę zaiście toksyczną.

Koleżanka wrzuca na FB zdjęcie hamburgera i ma 46 „lajków” oraz 21 komentarzy. Ty wrzucasz swój życiowy rekord i.. „lubi to” tylko Twoja mama.

Zaczynasz czuć się bez znaczenia. Przestajesz próbować dzielić się swoimi sukcesami. Przestajesz o tym mówić, z czasem może nawet przestajesz to robić – widząc jak świat nagradza miernoty i szczęśliwe zrządzenia losu, a nie poświęcenie, upór i wytrwałość.

Nie wierz w to, że praca ma znaczenie tylko wtedy, gdy przynosi pensję.

W całym morzu gówna musisz po prostu ROBIĆ SWOJE. Nawet gdy jest Ci strasznie ciężko i nikt nie klepie po plecach. A właściwie – szczególnie wtedy. Bo SIŁA to nie tylko umiejętność podniesienia cholernie ciężkiej rzeczy. Bądź silna. Nikt Ci tego nie odbierze. Tylko Ty możesz to stracić.

No. Trening wrzucę jutro. Może macie jakieś petycje? Zażaleń nie przyjmuje się. Dziękuję za uwagę, teraz ogłoszenia dusz pasterskie:

Facet – suplement diety wspomagający odchudzanie.

Standardowy

Kiedy ktoś słyszy, że kobieta uprawia „męską dyscyplinę sportową” (wtf?), nie jest w stanie uciec od refleksji, iż najwidoczniej czegoś owej kobiecie brakuje pomiędzy nogami. A nie daj boże jeszcze jej owa dyscyplina wychodzi i sprawia przyjemność!

To już musi być babochłop.

Taką nalepkę się wtedy nie nakleja na czoło, tylko na kark – chyba że panna widocznego karku już nie ma. Wtedy się niewiele dyskutuje, gdyż pizdowatość wśród mężczyzn jest ostatnio chorobą przenoszoną drogą kropelkową. A najśmieszniejsze, że trend ten (trąd, innymi słowy) jak i moda na męskie rajstopy, to nie wynik coraz silniejszych kobiet, tylko jojczących dziewoj o galaretowatym ciele i flakowatym charakterze. I choć oba gatunki posiadają parę piersi, odróżnić je jest łatwo.

Silna kobieta potrzebuje silnego mężczyzny.

Nie potrzebuje dominować - lwica w końcu poluje dla lwa, ale to lew jest królem dżungli. Potrzebuje faceta, który będzie twardy i charakterny, dlatego często kończy na jakimś cwanym ruchaczu z przedmieścia, który łamie jej serce, podczas gdy pan „ja-bym-dla-ciebie-zrobił-wszystko” męczy się w związku z rozgoryczoną, rozhisteryzowaną i rozczarowaną rzeczywistością księżniczką-megierą.

Ale ja nie o związkach damsko-męskich, ja o „męskich” sportach.

Każdy ma jakieś guziczki, które po wciśnięciu wywołują w nas konkretne zachowania. No więc mnie absolutnie doprowadza do szewskiej pasji gadanie typu „ciężary? to nie dla mnie, ja delikatna jestem” oraz „krav maga? ja się nie lubię bić”.

Zgadnij co, kuro domowa od wylęgu trzymana dupą na miękkim sianku – JA TEŻ JESTEM DELIKATNA. I też się bić nie lubię. Nie mogę uczciwie powiedzieć, że bóg mnie stworzył, bym leżała i pachniała – bo zbyt mnie jara życie, by tracić czas na egzystencji. A życie, jakby je nie definiować i przed czym by nie klękać, polega na doświadczaniu świata i sprawdzaniu samego siebie. Trening z ciężarami wywołuje proste reakcje chemiczne w ciele, które sprowadzają się do naszego pojmowania „uczucia szczęścia i satysfakcji”. To samo ludzie odkrywają w bieganiu czy tańcu.

Nie przewalam żelastwa dlatego że skąpa ilość moich komórek mózgowych ogranicza mnie w czytaniu książek – przewalam żelastwo, bo praca mięśni mnie fascynuje. Bo udoskonalanie własnego ciała by było w stanie robić więcej, szybciej i lepiej powinno być wpajane wraz z tabliczką mnożenia w wieku szczenięcym ZAMIAST podprogowego przekazu „jesteś fajny jak się najebiesz, naćpasz czy pokażesz cycki na necie” (tak Jacku, widzę Twój sprzeciw, ale pokazywanie cycków facetom nie jest tożsame z posiadaniem miłego charakteru i obycia).

Gdy widzę komentarze pt. „mięśnie zostawmy facetom” mam ochotę napisać „Mózg też, za dużo problemów z tym myśleniem! Właściwie to bądźmy tylko kosztownymi klaczami rozpłodowymi i mierzmy swój sukces życiowy na skali dostępu do droższego koryta”. Albo to rozumiesz od razu, albo nigdy nie będziesz. Idź focha walnąć gdzie indziej. Albo lepiej – dołącz do marszu przeciwko przemocy na ulicy i ludzkiej znieczulicy – NA PEWNO MA TO SENS, a i fotkę możesz walnąć na fejsa jako ta uwrażliwiona i przejęta.

Pojęcie „kobieca” nie ma wymiarów ciała, ustalonej wagi, długości włosów ani paznokci.

Dlatego nie czuj się „niekobieco” za każdym razem jak wybierzesz trening zamiast manikiurzystki. Prawdziwy pazur jest w osobowości, a te które go nie mają, muszą nadrabiać sztucznymi tipsami.

6 najlepszych rzeczy, które możesz zrobić dla swojego ciała, duszy i umysłu.

Standardowy

Część pierwsza. (podparte doświadczeniem Marianne Kane oraz moim własnym)

1. Przestań skupiać się na spalaniu tkanki tłuszczowej.

Jeżeli pozostajesz w radosnym znienawidzeniu własnego ciała a na porady „Pokochaj siebie” odpowiadasz z uczuciem „Pocałuj mnie w dupę”, to.. witaj w klubie! Niestety jest to zły i głupi klub, trochę tylko lepszy od klubu tłustych bab publicznie macających się w rytm „sexi sexi sexi”. (Zuooo! Zuooo!)

Jeżeli uraża Cię moje zjadliwe poczucie humoru – zmień stronę, to dopiero około 20 sekund straconego życia. A będzie WIĘCEJ.

Dostrzeganie innych zalet ruchu ponad „ile kalorii dzisiaj spaliłam” czy „straciłam 0,5cm w obwodzie” jest ZDROWE i dostępne bez recepty. Jeżeli nie interesuje Cię wydolność organizmu (brawo, mnie też nie), inwestuj w siłę, inwestuj w brak bólu pleców, inwestuj w lepszą koordynację ciała, inwestuj w szybkość reakcji. Jest multum rzeczy za które możesz się pochwalić, a których nie dostrzeżesz przed lustrem. Chwal się sama, bo jak kura nie zagdacze że zniosła jajko, to nikt nie będzie wiedział. CHWAL SIĘ. BĄDŹ NIESKROMNYM JAMOCHŁONEM. I nie utożsamiaj szczęśliwego życia z idealną sylwetką, gdyż to wszystko jest w Twojej głowie…

2. Nic nie pomaga w odniesieniu porażki, jak wiara w porażkę (copywright! No co. Czasem powiem coś mądrego.)

Jeżeli stojąc przed lustrem widzisz tylko rzeczy które byś zmieniła, to się nakręcasz. Zaczynasz wmawiać sobie więcej i więcej, gdyż mózg tak właśnie działa – przyczepia się do idei i ją żuje. Więc Twój mózg sobie żuje, a ty czujesz że zaraz się porzygasz z tego nieszczęścia.

PRZESTAŃ.

Zamęczanie siebie oraz innych własnymi kompleksami świadczy zarówno o ubogim życiu duchowym jak i intelektualnym. Więc nie dość, że jesteś gruba, to jeszcze głupiejesz i przynudzasz. Trochę dużo, nie sądzisz? Jeżeli w dodatku masz choleryczny charakterek, to lepiej by było Cię gdzieś zamurować, bo broń boże zaczniesz przekazywać materiał genetyczny.

Akceptowanie siebie nie wiąże się z rozmiarem – wiąże się z lubieniem siebie POMIMO swoich „niedociągnięć”. Ja na przykład, strasznie się lubię – pomimo tłustych ud, ledwo widocznych kolan, łap morświna, słusznego wzrostu kurdupla czy.. No wiecie do czego zmierzam. A jednak – nie idę się wieszać! Skoro jednak nie umiem tego wyeliminować, to staram się nadrabiać tymi lepszymi cechami. (Dlatego mówiąc niemiłe rzeczy staram się dużo uśmiechać, gdyż mam miły uśmiech)

Jeżeli więc nie wiesz od czego zacząć, by zacząć zmieniać swoje nastawienie do siebie – przez tydzień, codziennie, zapisuj nową rzecz którą lubisz w sobie, lub która Ci się podoba. Początek będzie trudny. Potem pójdzie hurtem. Śliczne kostki liczą się podwójnie.

3. Nie porównuj się do innych. A przynajmniej bardzo staraj nie porównywać.

Nie bez powodu zazdrość jest wymieniana pośród siedmiu grzechów głównych (czyli streszczenia życia większości znanych mi osób). Zazdrość zatruwa mózg. Zatruwa związki z innymi ludźmi. „Ona ma łatwiej”, „ona ma lepiej”. Standard. A wiesz co? Nie, nie ma. Jeżeli ma bogatych rodziców, to pewnie i dużo problemów w rodzinie. Jeżeli jest superszczupła, to możliwe że zdrowie jej nawala. Jeżeli myślisz, że ją to wszyscy kochają, to pewnie jest strasznie samotna. I tak dalej. Każdy ma swoją historię, której nie znasz.

Dzięki bogu, nie jesteś krową co tylko trawę uznaje za słuszną – masz wolność wyboru i komfort zmiany decyzji, przekonań, nastawienia.

Pamiętaj, że nic nie gwarantuje szczęścia w życiu.

Po prostu *medżik*

Standardowy

Grunt to znaleźć dobrego grafika komputerowego.

…odpakowałam ptasie mleczko.

PRZESTAŃ SIĘ PODŁAMYWAĆ ZDJĘCIAMI Z INTERNETU, PRZESTAŃ KWILIĆ NAD ZDJĘCIAMI SIEBIE.

Myślisz że faceci biegają za kobietami z sześciopakiem na brzuchu? Że im to imponuje bardziej niż Twoja wyrozumiałość ich słabości, radość z ich starań czy akceptację ich przywar?
Pokaż poniższe zdjęcie facetowi i zapytaj, która sukienka ładniejsza.

Zapytaj siebie, czy psy lecą na kości czy na mięso. I przestań być taką suką dla siebie.

Jeżeli jesteś tłusta, to żal nic nie zmieni. Bynajmniej tyłka Ci nie ściśnie do rozmiaru upatrzonych pary jeans. „Ja chceeee” też nie jest magicznym zaklęciem, więc przestań to powtarzać.

Twój wybór. Za każdym razem.

Jeżeli nie będziesz dążyć do tego czego pragniesz, nigdy tego nie będziesz miała. Jeżeli nie zapytasz – nie uzyskasz odpowiedzi. Jeżeli nie zrobisz kroku naprzód, zawsze będziesz w tym samym miejscu.

Nie trać wiary – trać na objętości.

Nie gadaj ciągle o tym co Ci się nie udaje – gadaj o tym czego jesteś w stanie dokonać.

A teraz idź dokonywać!

Czas: do 15 minut

Ćwiczenia:
1. Małyszki
2. Kowalczyki
3. Żołnierz
4. Mountain Climb

Twoja rozpiska:
Przy Małyszkach wyskocz w górę i wyciągnij się jak struna (warto wciągnąć brzuch inaczej może Ci zęby wybić). Nie kończ skoku na prostych nogach.
Kowalczyki – jeżeli jesteś początkująca – wykonuj bardziej jako wykroki niż przeskoki.
Żołnierz – kopytko wysoko – nisko się nie liczy. Zamachnij się, tylko upewnij, że za tobą nikt nie stoi.

Zielona: 15 sekund każdego ćwiczenia, 5 sekund przerwy. Trzy rundy.
Pomarańczowa: 20 sekund każdego ćwiczenia lub po 15 powtórzeń każdego ćwiczenia „na nogę”, 5 sekund przerwy. Trzy rundy.
Czerwona: 20 sekund każdego ćwiczenia, 5 sekund przerwy, minimum 4 rundy.

Enjoy!

Alergia na szejki z McDonalda

Standardowy

nie objawia się puchnąca dupą. Tak tylko mówię, żebyś nie była ZDZIWIONA.

Anyway, marnuję swoje „ferie”, „urlop”, czy jak to nie nazwać. Nie spędzam czasu na fit_gotowaniu, większej świadomości zdrowego odżywiania, pilnowaniu godzin posiłków, pełno-wartościowości posiłków, dodatkowym treningom czy specjalnym zabiegom cielesnym.

Czyli – WSZYSTKO W NORMIE, jestem robalem.

Obżeram się leżąc do góry brzuchem i zaczytując w książkach o podziemnym rosyjskim metrze – ale mogło być gorzej, bo na rynku zadrukowanego papieru pojawiły się Greyo-podobne wytwory, a w każdym niewinna kobieta jest ofiarą sadystycznego superkochanka, którego jedynym celem w życiu jest przekroczenie granic przyjemności cielesnych owej niewiasty. Drzewa wymierają na naszych oczach.

Pozostając w temacie radosnej tajemnicy (czy ktoś na sali przyzna się do czytania sadoporno lub wampiroporno?), zagadka poniżej:

Moja pierwsza reakcja na znalezisko:

SABOTAŻ I DYWERSJA!

Po przemyśleniu zasadnicze pytanie do kolegów instruktorów:
„Który z Was coś zjebał i co zjebał?!”
Urażone spojrzenia kolegów instruktorów – zapewne by nawet nie wpadli na to, by próbować mnie przeprosić – tylko chyłkiem pos..wymykali się z sali.

Chwila refleksji i następujące wnioski: mam fankę! (lub jakiś samobójca macha u nas kettlami) W każdym bądź razie – DZIĘKUJĘ! Mój wąż obiecuje poradzić sobie z ptasim mleczkiem dzielnie i bez wątpliwości.

Chociaż dalej mi to pachnie sabotażem i dywersją, jako że Blondyna wróciła na salę treningową. (Żadne zdjęcie płaskiego brzucha tak nie motywuje jak ten szczególny uśmiech drugiej kobiety. Machinalnie oczka się zwężają, ząbki zaciskają i OGIEŃ! Love it.)

Skoro więc już droga Czytelniczko nawiązałyśmy nić porozumienia na poziomie platonicznym, wyznam Ci, że naprawdę wiele się nie różnimy.
Lubię wcinać, nie odmawiam sobie często, jestem leniwa i bardzo lubię, gdy ktoś wykonuje pracę za mnie. Urodzony krytyk ze mnie. Chciałabym mało robić, dużo mieć i podróżować bez ruszania tyłka. Kocham biżuterię i buty. Miewam migreny, czuję się niedoceniona i zazdroszczę innym. Mam dziwne poczucie humoru i wrażliwość moja wraz z wyczuciem często są w zaniku jeżeli chodzi o ludzi. I jeszcze w 2011 byłam wredną kluseczką.


(nie, to nie ja trzymam piłkę – ja jestem na drugim planie)

Pozostałam wredna. Ale nie zakłamana – wiem jak to jest, gdy wylewa Ci się coś za pasek spodni, gdy bułeczki na plecach przypominają drugą parę piersi, zamiast rąk ma się płetwy morświna, a uda.. nawet nie mówcie mi o udach. JA WIEM. I dlatego, patrząc na te wszystkie CHUDE instruktorki jakiegokolwiek fitnessu, też czuję się poirytowana. Mam ochotę złamać je w rękach, a przynajmniej podnieść i wrzucić do kanału, bez otwierania kratki ściekowej. A jak już słyszę „plasterek chudej szynki i pieczywo dietetyczne” to muszę cudzić węża, bo biedne stworzenie omdlewa z przerażenia.

Nie mam za wiele zdjęć siebie sprzed dwóch lat, które by obrazowały to o czym mówię – jako zapobiegliwa kura wszystkie usunęłam na dobre. Wszystkie ciuchy zaś dobierałam tak, by sam papież mody nie mógł stwierdzić jaki mam rozmiar. Jednak trening z kettlami zawsze dawał mi tyle radości i satysfakcji, że jakoś tak sama z siebie schudłam. I tylko najstarsi znajomi ledwo mnie poznają, pytając, kiedy przestałam być pyzą.

Nie miej wątpliwości, czy trening kettlebell „coś da”. Jestem żywym przykładem jak duchowe zaprzeczenie fitnessu może być „fit”.
Jestem leniem.
Jestem hedonistką.
Nie mam czasu.
Nie mam ochoty jeść jak chomik.

P.S. Szkolenie z kettlebell za trzy dyszki już w sobotę! – 16 luty, godz.15:30, Zielona Góra.

Cichy drapieżca.

Standardowy

Czujnie obchodzi swoją ofiarę.
W przyczajeniu, w pełni pod kontrolą każdego mięśnia, analizuje jej zachowanie.
Wybiera moment na atak i…!

A nawet nie lubię pączków.

Cała ta nagonka związana z Dniem Pączka, Faworka, Chruścika, etc. trochę mnie zwykle irytuje. Odmawiasz pączkowi i od razu „NA DIECIE JESTEŚ!”. Nie, nie jestem. Nieważne.

Pamiętam z jakim poświęceniem ślinił się mój pies. Uwierz mi, nie jesteś w stanie tak pragnąć pączka jak on. A jeżeli nie jesteś – to po co jesz? Bo tradycja?

Bo w piekarni tak pachnie..

Uległam. A jak ulegam, to na całego – kupiłam 7 różnych. I jeżeli ktoś myśli, że poprzez wychowanie z rodzeństwem dziecko łatwiej się dzieli z innymi – sorry, nie ta rodzina. U mnie zawsze zwyciężał najszybszy i najsprytniejszy. Stąd moja cecha kitrania wszystkiego co dobre po kątach i kryjówkach. Obecnie więc to co zostało z pączków jest w.. AHA! MAM CIĘ!

Jeżeli już zamierzasz hołubić pogańskie obrządki związane z gromadzeniem tłuszczu, to NIE SZUKAJ usprawiedliwienia. NIE PYTAJ o to czy możesz. NIE ULEGAJ stereotypowi, że „możesz bo”. Skoro nie żyjemy na plantacji bawełny z cieniem Dozorcy na mocno opalonym karku, to bądźmy odpowiedzialni za swoje decyzje. Chcesz pączka? Zjedz pączka. jesteś na diecie? NIE JEDZ PĄCZKA. Nie płacz że nie możesz – to TWÓJ wybór. [powiedziała Angela, upychając trzeciego pączka z kremem w policzki]

Oczami wyobraźni widzę dzisiejszy trening. TE OCZY które będą na mnie patrzeć i mówić „Angela, zrób coś! NIECH TO ZNIKNIE!”. Oczywiście, potem będą mnie nienawidzić za owo ‚zrobienie czegoś’. Dzisiaj na przykład, tuzin kobiet na pewno nienawidzi mnie za odkrycie przed nimi tajemnicy posiadania kapturów. Bynajmniej nie tych od bluz i kurtek.

Tak więc dla rozluźnienia, zupełnie nie jako pokuta za pączki, podrzucam Wam trening. Nie taki do śmierci klinicznej co prawda, ale uczciwie męczący. Jedno ćwiczenie – czas treningu nieograniczony. Enjoy!

Ćwiczenie:
1. Ósemka z kettlem 8kg

Twoja rozpiska:
Zielona: runda: 40sekund, ile rund: 5, przerwa pomiędzy: 20 sekund
Pomarańczowa: runda: 50sekund, ile rund: 5, przerwa pomiędzy: 20 sekund
Czerwona: runda: 1 minuta, ile rund zapragniesz, przerwa pomiędzy: 20 sekund

A potrafisz podnieść traktor?

Standardowy

Często znęcam się w notkach nad kobietami, które szybko i bez wysiłku chcą schudnąć. By puchło równo, dołożę dzisiaj facetom, którzy szybko chcą być więksi i silniejsi. I najlepiej, gdyby mogli dojść do tego poprzez pigułki, proszki, napoje i trening do_pożygania.

Nie mówię nic nowego, nie? A jednak.

Od internetowych „ekspertów” topią się gałki oczne, nie wiadomo już w co wierzyć, a tym bardziej – co robić. Na sali treningowej czy siłowni, często panuje przeświadczenie, że jeżeli możesz się ruszać „po”, a na drugi dzień nic cię nie boli – to się opierdalałeś i nic z tego nie będzie. To tak GŁUPIE, że podejrzewam iż wymyślił to jakiś poseł w sejmie, pomiędzy ustalaniem diet poselskich a kwotami przeznaczonymi na szkolnictwo wyższe.

To jednak dlatego trenujących jest zawsze dużo w jednym rzucie na taśmie, a potem równie szybko ich ubywa. Nikt bowiem nie może utrzymać tempa treningu, w którym niszczysz siebie i oczekujesz, że będziesz szybszy, lepszy lub silniejszy. Jeżeli tego nie pojmujesz, to znaczy że późno się urodziłeś – ale gdzieś tak po czterdziestce, kiedy przestaniesz powoli wierzyć w swoją nieśmiertelność, dotrze do Ciebie ta szalenie skomplikowana koncepcja treningu NIE_do_pożygania. Tymczasem..

Jeżeli przez miesiąc będziesz chodził z balkonikiem i prosił o zawiązanie butów, to wiedz, że siły tak nie zrobisz.

Siła nie jest umiejętnością, którą wytrenujesz poprzez zarżnięcie własnych mięśni. Warto byś sobie gdzieś to zapisał. I czytał za każdym razem, gdy wybierasz drogę do kontuzji.

Mądry trener wie jak budować treningi, jak rozdzielać te na maksimum możliwości od tych na maksimum efektów – gdyż, o ironio, nie są one tożsame. Napalony klient natomiast chce od razu góry przenosić i bić rekordy z tygodnia na tydzień. Nie pozwól więc zepsuć siebie – w końcu nie rodzisz się z częściami zamiennymi - i nie trenuj do zajechania dla samej istoty „zajechania”. Własne kompleksy lecz logiką, a nie ambicją.

I najpiękniejszy tekst w tym roku:
(sytuacja PO treningu, gdzie nasze TopTeam guys znęcają się nad sobą)
TT – Chodź X! Spróbuj wziąć 40kg w press’ie!
X ze stoickim spokojem – Panowie, nie zrozumcie mnie źle, siła by wziąć to w press’ie jest, tylko jeszcze za słabą psychikę do tego mam.
(mówiąc to postukał się w głowę i z godnością poszedł do szatni)

Twój trening na siłę:

Czas: 15 minut

Ćwiczenia:
1. SWING
2. Martwy ciąg

Twoja rozpiska:
Najoptymalniej jest ćwiczyć z ciężarami, które pomiędzy sobą przeskakują o 4kg. Niekoniecznie odnosi się to do innych technik DLA KOBIET, gdzie np. w takim Pressie różnica 2kg to już rozstrzał. Jeżeli jednak nie masz takiego wyboru wśród obciążenia – ćwicz z tym co masz.

P.S. Ćwiczenie z czymś co waży mniej niż 8kg to TWOJA strata czasu.

Obowiązuje od 4 do 6 ruchów KAŻDYM ciężarem, i nie, nie możesz zrobić 6 najlżejszym a 4 najcięższym. Musi być po równo. W ilu seriach? 3 to minimum, 5 to maksimum. I nie, nie rób z tego treningu „dobitki” innego treningu, ani nie dodawaj do niego jakiegoś długiego cardio. Rozgrzewka, trening, prysznic, fajrant.

Zielona: Swing: ciężary pomiędzy 8kg a 16kg, Martwy: ciężary pomiędzy 8kg a 16kg
Pomarańczowa: ciężary pomiędzy 12kg a 20kg, Martwy: ciężary pomiędzy 16kg a 32kg
Czerwona: Swing: ciężary pomiędzy 24kg a 32kg, Martwy: ciężary pomiędzy 32kg a 60kg

Enjoy!

Wszyscy jesteśmy.. uzależnieni.

Standardowy

Ty narkomanko. Jeżeli myślisz, że sama decydujesz od czego, to wieje od Ciebie naiwnością z mocą halnego. Najpopularniejszą bowiem używką naszych czasów jest.. cukier.

Szprycujesz się cukrem jak masz doła. Dostajesz niezłego kopa i świat wydaje Ci się piękniejszy. Wmawiasz sobie, że możesz przerwać kiedy zechcesz, ale akurat nie chcesz. Cukier bowiem, zagłusza złe emocje, a ty, DELIKATNY KWIATUSZKU, bronisz się przed czuciem źle. Jeżeli naprawdę uważasz, że zostałaś stworzona do kochania, to po prostu musisz być uzależniona – bo jeżeli nie jesteś, to by oznaczało, że osiągnęłaś nowy poziom własnej świadomości i siły charakteru.

Brutalnie, wiem.

Każdy mnie pyta o dietę, jakby aspirowanie do miana sportowca czyniło ze mnie osobę wyedukowaną w jej zakresie. ORIENTOWANIE się, to niestety nie fachowa wiedza (pomimo tego ile milionów osób w Sieci próbuje ten fakt lekceważyć). Świetnie jednak zdaję sobie sprawę z tego, kiedy grzeszę. A wrażenie mam takie, że większość kobiet – nie. A potem są ZDZIWIONE jak wchodzą w przestrzeń lustra. ZDZIWIONE, powiadam.

I żadna z nich, przechodząc na cud dietę – a zatem świadomie niszcząc swój mechanizm w imię lżejszych celów – nie ma odwagi odpowiedzieć sobie na pytanie: Dobra gruba krowo, teraz schudniesz, a za dwa lata – co? A co po 40stce? Wbrew pozorom życie się na niej nie kończy, a wręcz BARDZIEJ chce się żyć. Chociaż jak wiadomo z męskich źródeł.. nieważne.

Skoro umiesz się martwić na zapas, to zacznij na zapas myśleć.

Zrób sobie NO SUGAR DAY. A potem NO SUGAR WEEK, eliminując tylko cukier z napojów i przekąsek (co nie oznacza że solone chipsy są dozwolone).

Potraktuj to jako wyzwanie dla Twojej silnej woli, które nie ma nic do czynienia z dietą, a wszystko – z Twoim zdrowiem i charakterem. A kiedy najdzie Cię przemożna ochota na cukier – włącz sobie Disneya: (jeżeli Cię zęby nie rozbolą – witaj narkomanko!)

Zgodnie z maksymą, iż jeżeli nie zmienisz nic, to nic się nie zmieni, rozpocznij weekend lub tydzień. Zmień coś drobnego. Nie oczekuj WIELKICH zmian w swoim życiu i nie pilnuj terminu kiedy one w końcu nadejdą. Rozkoszuj się pierdołami (nowy lakier do paznokci to straszna łatwizna, nierobie jeden).

A teraz dość pseudofilozoficznego bełkotu i puenta, którą na pewno zrozumiesz:

Po tygodniu bez cukru, lody czekoladowe smakują.. zobaczysz jak.

Ona ograniczyła cukier. Ogranicz i Ty.

*Panów uprasza się o nie lizanie monitora.