Dobieranie odważnika kettlebell, wiedza tajemna.

Standardowy

Joker mówił mądrze. Jeżeli jesteś w czymś dobry, nie rób tego za darmo. Dlatego długo kłóciłam się ze sobą, czy rozpowszechnić wiedzę wcale nie oczywistą, niezbyt tajemną, bardzo przydatną, a mało znaną.

Po tym poście, każdy będzie wiedział i każdy będzie udawał, że wiedział wcześniej.

Frustracja jak przy świeżo pomalowanych paznokciach, gdy dzwoni dotykowy telefon a ty masz rozpuszczone owłosienie głowy.

W każdym razie dostaję masę pytań w związku z tym tematem, i już mnie boli szyja od wykręcania się od odpowiedzi w sposób dyplomatyczny (per „dawaj siano! DAWAJ SIANO!” wbrew oczywistym pozorom nie jest rozumiane). Będzie więc krótko i na temat, o dziwo bez soczystych ozdobników.

Przed zakupem odważnika, przed machaniem czymkolwiek co akurat znalazłaś u dziadka w składziku a co było przypięte łańcuchem do łódki (true story), idź do sklepu lub na siłownię. Podnieś to ukochane dziadostwo tak jak pokazałam Ci na filmiku:

.

Jeżeli nie ma akurat kettli, możesz to zrobić ze zwykłą hantlą. A jeżeli pan sprzedawca patrzy na twoje podnoszenie ciężaru z ewidentną pobłażliwością, powiedz żeby się gonił.

Tym samym masz załatwiony problem swingu. A co z resztą? Naprawdę potrzebna Ci wiedza o dobrej technice danego ćwiczenia (a że nie znam Girevoyu, to wypowiadam się na temat Hard Style Tsatsouline’a) (tak, fitness z 2,5kg to nie technika) (no chyba że rozpatrujesz trening w granicach podnoszenia kufla z piwem na przemian z pilotem od TV).

Nie dopasujesz jednego odważnika do wszystkich ćwiczeń.

Ale na szczęście, możesz wybrać jeden odważnik, którym jesteś w stanie zrobić wszystkie ćwiczenia – i na początek załatwiać nim cały trening. Jeżeli jesteś babeczką – to prawdopodobnie sięgniesz po 8kg i dokupisz 12kg jak już się rozhulasz. Jeżeli jesteś średnio umięśnionym facetem – zaczniesz od 16kg. (Prawdopodobnie, nawet jako silny początkujący zostaniesz od 16kg, bo snatche na czas to nie przelewki.)

Naczelną zasadą bezpieczeństwa i progresu jest, iż musisz być w stanie wykonać minimum 5 poprawnych ruchów danej techniki (np. pressu)by zwiększyć ciężar.

Oczywiście możesz porwać się na robienie 3 ruchów i zwiększyć ciężar – JEST TO MOŻLIWE, choć niekoniecznie bezpieczne. Rekompensatą za rozwalony łeb może być tylko satysfakcja z wyciśnięcia 48kg.

Ok. Było krótko. Zapraszam na trening niezbyt zaawansowany technicznie, ale z niezłym kopem. I niezłym gościem.

Czas: 25 minut

Ćwiczenia:
1. Swing oburącz
2. Stretching
3. Żuraw
4. Stretching

Twoja rozpiska:
Złap ciężar który masz, a który nie wyrywa się w panice z ręki.
Jeżeli jesteś początkująca i masz tylko siebie – wykonuj ćwiczenia z butelką wody, pamiętając by oszukiwać mózg co do ciężaru butelki.
Nie ściemniaj by tych swingach, a efekty będziesz odczuwała *kosmiczne*.

Zielona: swing – 8-10 powtórzeń w 3 seriach następnie rozciąganie, po czym 1 seria żurawia, po 10 powtórzeń na nogę, i stretching. Powtórz wszystko dwa razy.

Pomarańczowa: swing – 15-20 powtórzeń w 3 seriach następnie rozciąganie, po czym 1 seria żurawia, po 10 powtórzeń na nogę, i stretching. Powtórz wszystko dwa razy.

Czerwona: swing – 20 powtórzeń w 3 seriach następnie rozciąganie, po czym 1 seria żurawia, po 10 powtórzeń na nogę, i stretching. Powtórz wszystko trzy, cztery razy.

Enjoy!

Wznosy nóg w zwisie.

Standardowy

Wbrew poważnym zarzutom natury „jesteś podróbą Chodakowskiej”, muszę zaprzeczyć jakobym była chociażby trenerem personalnym. Zaznaczę przy tym stanowczo, iż szanuję ten zawód (chirurga plastycznego dla ubogich), lecz jest on mi zupełnie nie po drodze. Nie jestem kaczką, chociaż chodzę jak kaczka i kwaczę jak kaczka, i w sumie nawet w ciemnym świetle można mnie uznać za podobną do kaczki. TRENEREM PERSONALNYM NIE JESTEM I NIE BĘDĘ. Czymże więc jestem, oprócz tego że wredną małą szowinistyczną kurą? Tak, laski są głupie. Czasami są tak bardzo głupie, że aż można je pomylić z facetami. ..wróć…!

Pamiętam jak trzy lata temu zmuszono mnie do prowadzenia grupy kobiecej z gatunku samoobrony. Wyobraź to sobie. Banda przestraszonych histeryczek bez żadnej kondycji, nie mówiąc już o formie, z poziomem motoryki ciała pozwalającej nie zabić się na schodach ruchomych. Czekająca aż je nauczę się bronić. Najlepiej werbalnie. Bez robienia sobie wstydu w miejscu publicznym. I ja – osoba, która od dziecka uważała, że książki są ciekawsze od ludzi.

Zakochałam się w tej robocie z miejsca.

Dostałam łomot na treningach Krav Maga wystarczającą ilość razy, by rozumieć, że jestem na przegranej pozycji w przypadku napaści – i dlatego nikt się nie spodziewa, że może być inaczej. Nikt nie posądza cię o jakieś umiejętności, nikt nie oczekuje nic po tobie prócz krzyku rozpaczy i łez poniżenia. Dlatego, gdy na treningu uzyskuję od kobiet agresję i protest przed takim stanem rzeczy – to jak nielegalny doping. Zmieniam rzeczywistość. Widzę sens w zadawaniu się z drugim, obcym człowiekiem.

Treningi z wolnymi ciężarami niosą tą samą przyjemność, co nauczanie technik samoobrony – you feel like a boss. Nie uczę jak podskakiwać w rytm muzyki i „szukać pozytywnej energii w sobie”, tylko jak robić krzywdę. Komuś. Serduszko ty moje.

Nieporozumienie.

Mnie nie jara czy Ty schudniesz 2 kilo. Nie przejmuję się Twoimi boczkami lub oponką. Nie leży mi na sercu wielkość Twojego tyłka. Mam to absolutnie gdzieś, że chciałabyś mieć mniejsze uda, ładniejsze łydki czy jeden podbródek, ale dla Twojej miłości własnej jestem w stanie utrzymać poker face. To wszystko produkt uboczny. Dbam o to, byś była silniejsza i by Cię nie bolało. Byś była sprawniejsza, zwinniejsza i czerpała radość z własnych możliwości. Byś radziła sobie w życiu nie za pomocą zgrabnych czterech liter, a siłą charakteru, którą wykuwasz razem z siłą własnych mięśni.

Instruktorzy kettlebell, a przynajmniej Ci nie odwalający formy zajęć tanecznych, to nie odmiana instruktorów fitnessu. Deal with it.

Moje dziewczątka nie machają kettlami, a (i tu cytuję) „napierdalają żelastwem”. Nie potrzebują miliona postów dziennie pt.”dzisiaj zrobimy słitaśny trening na nóżki!” czy „kto pali ze mną dzisiaj brzuszek?”, bo wiedzą po co idą na zajęcia. Od zazdrości jeszcze nikt formy nie zrobił, dlatego nie spamuje obrazkami modelek wszystkich dostępnych kanałów. Nie ma we mnie potrzeby mówienia do klientów obcym językiem AWFu, dlatego niektóre nazwy ćwiczeń są wręcz „anty-profesjonalne”. Męczy mnie, jak znajomi przeklejają po raz setny artykuł o tym samym, chwalą się każdym zrobionym treningiem i ogólnie dręczą innych swoją aktywnością fizyczną. Tylko proszę, nie obrażajcie się na mnie, bo nie mam siły udawać, że mi zależy. Całuski i takie tam. PowerWorkout to system dojścia do treningu z wolnymi ciężarami, a nie program zmniejszenia rozmiaru spodni. Ja tego całego „ćwicz by schudnąć” nie za bardzo kumam. Dlatego materiał na trenera personalnego – ze mnie żaden. Nie ta psycha.

Za to na sadystę – mam predyspozycje wrodzone.

I dzięki wszystkim bogom i bożkom, trafiłam na swoich!

Pad płaski na wyro nie jest ćwiczeniem.

Standardowy

To nie jest pełnoprawna notka, raczej taki excuse na notkę.

W planach miałam kręcenie drugiej części morderczych brzuszków – ale podjęłam walkę z pizdowatym przeziębieniem, które mnie od jakiegoś czasu męczy, a porządnie rozłożyć nie potrafi.

Przez weekend mamy szkolenie CKB, więc zajęta będę okrutnie udawaniem prezenterki, kamerzysty i fotografa. Wszystko oczywiście wyląduje na YT, z reklamami włącznie, ponieważ potrzebuję na fryzjera. PONIEWAŻ JESTEM KOBIETĄ i golić głowy mi nie pozwalają, muszę raz na jakiś czas wydać w pocie zarobione pieniądzore. I jak to zwykle bywa, dobry fryzjer jest zarówno nieosiągalny jak i bardziej pożądany od przyszłego męża i ojca moich nienarodzonych dzieci. Btw. po ostatnich rozmowach z moimi kociczkami na sali (tak, najpierw jesteście kurami, potem kociczkami, a potem lachonami) mam permanentny uraz w kwestii chowania pasożyta w ciele przez 9 miesięcy, a potem utrzymywanie szkodnika do 18 roku życia.

Byłabym świetną matką.

Na razie nie mam nawet chomika (oprócz węża, oczywiście).

No. To do wtorku.

P.S.Rusz dupę zamiast składać wiewiórki na ołtarzyku całopalnym. Zima musi odejść. Grube swetry zakrywające Twoje focze ciało, muszą odejść.

P.S.2 Która ma tatuaż?

Prawdziwa depresja dopada cię wtedy

Standardowy

gdy kupujesz hula-hop – i pasuje.

Przysięgam, że ostatnimi czasy doba wcale nie ma 24 godzin. Prawdopodobnie wraz z metabolizmem, zwolnił mi i mózg. Śnieżyca pod koniec marca. Ludzie. To już nie jest zimno na dworze, to już pizga złem. Nic dziwnego, że w dwie godziny potrafię wrąbać opakowanie chałwy, miskę ruskich pierogów, paczkę popcornu, pączka z czekoladą i torbę żelek i nie żygać tęczą. Mam wrażenie, że jestem niedźwiedziem, który właśnie wyszedł z hibernacji i jest w ciężkiej dupie (pardon za mój francuski). A do tego moja poczta wita mnie codziennie spamem w postaci „Chciałbyś schudnąć?”.

Cześć, jestem Andrzej i nie wpierdalam od dwóch miesięcy. I wciąż nie mogę schudnąć..

Cała ta szopka związana z odchudzaniem się na wiosnę ma aktualnie poważną zapaść. Sryliony firm oferujących herbatki, zastrzyki, kompresy, maści i plasterki zapewne odprawia wszelakie możliwe gusła by tę wywłokę, w sensie Słońce, wywlec na firmament. W radiu wciąż grają „Co mam jeść by schudnąć?!” i prawdę mówiąc, I don’t want to live on this planet anymore.

Stoję sobie na targach, gwiazdorząc niemiłosiernie jak to mam w zwyczaju, i liczę kobiety opowiadające mi swoje historie. Nie. Poważnie. Każda kura, choć z początku nie ufna i pełna wątpliwości, w końcu chce się wygadać czemu siedzi na dupie i tyje próbując schudnąć. Oczywiście wkurwiam wszystkich w około, obnosząc się swoimi pośladami w obcisłych trykotach, ale i tak podchodzą. Im trudniejszą nazwę swojej przypadłości znają (a najlepiej z łaciny coś dorzucić), tym bardziej chcą we mnie poczucie winy obudzić, że ja COŚ ROBIĘ, a one TAK NIE MOGĄ. Naiwne.

Znam wszystkie taktyki lenistwa, gdyż wszystkie je przerabiałam. Kto chce, ten znajdzie sposób. Kto nie chce – ten znajdzie wymówkę.

I tak, mam czarny pas w opierdalaniu się, zaniedbaniach i pobłażaniu sobie.

Jestem 100% kobietą. Wolę własne (i nie tylko) fundusze przeznaczyć na opłacenie kogoś, kto zrobi mnie piękną i szczęśliwą. Mogę poświęcać się i leżeć cały dzień, próbując belgijskich czekoladek. Byłam u manikiurzystki, bym nie musiała dbać o paznokcie, u fryzjera by zajął się za mnie moimi włosami, byłam nawet w SPA na peelingu całego ciała – bo mi się samej trzeć siebie nie chciało. Inni ludzie też muszą jeść, więc ja im na tą miskę ryżu dam – byle bym piękna była i pożądana. (znajome..?)

Ludziom się wydaje, że jak dziewczyna trenuje z wolnymi ciężarami to „ma specyficzną psychikę” co w skrócie przekłada się na – CHŁOPEM JEST. I abstrahując od tego, że nie – nie należy przy niej swobodnie pierdzieć, smarkać głośno i bekać, to że nie wie jak być kobietą. Wszystkie „paniusie” obnoszą się swoją delikatnością i słabością, jakby typowały wygrane w totka, nie myśląc, że dziewczyna która podnosi 107kg w martwym ciągu, też lubi masaż dłoni czy czekoladowy żel pod prysznic, płacze na Wally’m, śpiewa „Golden eye” Tiny Turner czy psika się perfumami z Avonu.

Dziewczyna, której widać mięśnie, jest już „niekobieca”.

Głupie, jęczące pindy, szukające w „Shape” ostrego wycisku zgadzają się ze słabymi charakterem metroseksualistami, że kobiecość to cielesność. I potem są w ciężkim szoku, że po pół roku aerobiku dalej wisi im cellulitis. Ale spoko, w końcu TO jest zupełnie kobiece. W sensie – NIE DO OGARNIĘCIA.

Anyway, Ty niekobieca kobieto Ty, gdybyś chciała finansowo zaszaleć i oddać się w dobre ręce, spróbuj Luxury World. Autentycznie nie wiedziałam czy przywalić masażyście, czy mu za to zapłacić, ale rozmasował moje zwłoki nadzwyczaj boleśnie, po tym jak już prawie odpłynęłam w krainę złotych kucyków Pony na wodnym łóżku. (Nie wiem kto wymyślił wodne łóżko, ale musiał być gejem hedonistą.) W końcu jeżeli już masz się „odmężczyźniać”, to z wypasem, nie?

I nie, nie obrażaj się (+10 do kobiecości?) za prymitywne podejście do Twojego „skomplikowanego” problemu z wagą. Prawdę, tak jak tran, najlepiej szybko i prosto z mostu podawać. Wszystko co sobie komplikujesz, staje się wyolbrzymioną przeszkodą, która Cię hamuje. Let it go.

(A gdybyś miała ochotę zagłosować, to tak zupełnym przypadkiem ktoś zgłosił mnie do plebiscytu Gazety Lubuskiej, skandaliczny koszt 3zł – SMS na nr 72069 o treści kobieta.27 )

„..lecz jak wiemy, nasza Ania, słabość ma…”

Standardowy

do podjadania. (wersja cenzuralna. Każdy wie, jak jest naprawdę.)

Czy Ty też cierpisz na głodofobię? (nie googluj, sama to wymyśliłam)
Czy też myślisz, że jak nie będziesz jeść cały dzień, to prawdopodobnie umrzesz? Albo, CO GORSZA, pierwszy posiłek od razu odłoży się w tkankę tłuszczową? Ponieważ nie będziesz, po prostu NIE BĘDZIESZ, w stanie zjeść normalnego posiłku – zjesz wersję dla 120 kilogramowego drwala z Syberii?

It’s all in your head.

Godzina 15:00, rozmowa dwóch ekspedientek w sklepie -
- No, a ja jeszcze nic nie jadłam!
- Nic?!!
- No dwie bułki tylko, więc co to jest.

Właśnie, suche to one (bułki, nie ekspedientki) nie były. Więc czemu nie liczą się jako posiłek? Bo co, bo wszędzie mówią, że należy jeść mało, ale często? Jako iż nie ma ku temu medycznych podstaw, chodzi tu głównie o „jeść mało”. Jasne, że możesz się nie zgadzać, BO WSZYSCY MÓWIĄ CO INNEGO.

Osobiście – gdyby ten wykres miał rządzić w mojej kuchni, to wąż by mnie powiesił za nie powiem co, a jest tego para. Ale poważnie – zastanów się, czemu jedzenie „często” miało by być naturalne..? Może i urodziłaś się z cyckiem w ręku, ale to nie oznacza, że nie możesz się od niego odkleić. I nie daj sobie wmówić, że możesz znacząco przyspieszyć metabolizm żarciem. Gdyby to było takie proste, to stało by na półce w Biedronce. A nie stoi. Wiesz czemu? Bo częste żarcie to częste odwiedziny sklepów i częsta sprzedaż – a zgadnij kto bardziej na tym korzysta. Możesz rozejrzeć się po mieszkańcach USA i porównać ze zdjęciami z polskiego PRLu, gdzie są fajniejsze lachony.

Jako dziecko mogłaś należeć do tego typu „niejadków”, co to ciągle zbolałe grymasy u babć i cioć wywołują na twarzy. Zauważ, że nie przeszkadzało Ci to, i bynajmniej na otyłość nie narzekałaś. Jedzenie było Ci wciskane. Prawdopodobnie idąc tropem Zewu Natury, wciskałaś owo jedzenie nie tyle w siebie, co w kąt lodówki, kanapy, łóżka. „Dieta” przychodziła Ci całkiem naturalnie, jako iż czekoladki, chipsy i ciasteczka były pilnowane przez stwory uporczywie wysokie.

No więc ja takim dzieckiem nie byłam. Moje kubki smakowe od lat najmłodszych wymagały stałych podniet, a rodzicielka miała paskudny zwyczaj przygotowania 7 posiłków wraz z deserem dzień w dzień. Ponadto mam taką nienormalną rodzinę, że jak otworzyli czekoladę, to nikt jej nie jadł. I przez to poświęcenie kulinarne z mojej strony to i się mi w szybkim czasie urosło. Wszerz.

Siła, proszę państwa, rodziła się w zapłakanej poduszce i kopaniu chłopaków po jajach. Ok, dygresja.

Sporo naczytałam się w obcojęzycznej prasie poważniejszej od Men’sHealth na temat częstych-małych-posiłków, gdyż zawsze czułam, że są sprzeczne z moją wężową naturą. Odkąd darowałam sobie 6 posiłków dziennie, jestem szczęśliwsza i nie tyję – a jem naprawdę to co chcę (TRZYMAJ SIĘ Z DALEKA OD BABECZEK Z LIDLA, BOŻE JAKIE ZUOOOO!), często po godzinie 1:00 w nocy. I żadne bonusy w postaci genetyki czy chemii mnie nie wspierają.

Jeżeli więc bardzo chcesz schudnąć – po prostu ogranicz jedzenie. Widziałaś grubą anorektyczkę? Nie? Więc chyba ograniczenie żarcia działa. (Zanim jakaś niespełna bystrości kura oskarży mnie o propagowanie anoreksji – KOCHAM jedzenie, czczę je, wielbię, ale mną NIE RZĄDZI bo jestem SILNA*.) Siła nie dotyczy babeczek z Lidla.

Pozwól sobie poczuć głód – poczuć i zapanować nad nim.

PIJ WIĘCEJ WODY. Nie szukaj diet, zmień styl żywienia. Kup mniej i drożej, ale zdrowiej. Jedzenie fastfoodów świadczy o Twojej biedzie, nie obnoś się więc z tym kebabem. Są smaczniejsze rzeczy, musisz je tylko znaleźć.

P.S. Czy wiedziałaś że trzy szklanki popcornu z mikrofali to mniej niż 100kcal? Tak. Więc idź teraz zmierzyć ile szklanek wejdzie do tego wiaderka w którym go robisz.


…oni patrzą, czy idziesz do lodówki…

SIŁA jest dla kobiet!

Standardowy

[Dwóch ostatnich składanek niestety nie mogę załadować - trzeba się kopsnąć na FB!]

Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy „normalna” dziewczyna może machać dwoma odważnikami po 12kg, wyciskać je nad głowę, robić z nimi przysiady, pompki i inne dzikie węże – to mam dowody w postaci krwi i kości (oczywiście nierozerwalnie złączonych z podmiotem osobowym). Jeżeli zastanawiasz się, czy 5kg to nie za dużo jak na pierwszy ogień – IDŹ SIĘ WSTYDZIĆ. Albo lepiej – idź po kettla i zacznij ćwiczyć. Pamiętaj – po kettla – nie po jakąś popierdółkę.

Inne Twoje ulubione pytanie: Czy ja od tego urosnę/spuchnę/będę większa? Zadaj je sobie za każdym razem jak sięgasz po frytki i colę, i nie rób siary na siłowni. Bo jeżeli już chodzisz na jakąś (siłownię) i jeszcze nie miałaś w ręku wolnych ciężarów, to do tej swojej bieżni/orbitreka/rowerka załóż sandały ze skarpetkami do połowy łydek. Przynajmniej będziesz świadoma swojej nieświadomości i może jakiś przystojniak odlepi się od sztangi, by Cię poinstruować, pomacać i pościemniać. Jeżeli zaś pozostaniesz w tym kurzym świecie aerobicznego zaślepienia – nie licz na płomienny romans z właścicielem szerokiej klaty zakończonej sześciopakiem bynajmniej nie piwa. Każda dziewczyna która zaczyna interesować się wolnymi ciężarami jest przedmiotem zainteresowania płci przeciwnej obecnej na sali. Tak więc wiosna wiosną, otwieramy sezon polowań na towary*. >*kolekcje z „zimowej wyprzedaży” się w to nie wliczają. Pozdro dla mężczyzn w ciąży!

Jeżeli zaś masz problem z goła przeciwny – nie chcesz bardziej schudnąć, bo już Cię ledwo widać – trenuj z kettlami w krótkich seriach i dużo odpoczywaj pomiędzy. Nie żeby od razu Ci mięcho wywaliło na tych Twoich kościach, ale wraz z zainteresowaniem się shake’ami proteinowymi (wbrew pozorom to smak Tiramisu jest najsłodszy), rośnie też pula tematów wszystkich „znawców”, którzy chętnie podejmą się dyskusji przy kaw.. no. Zawsze to temat wdzięczniejszy od piłki nożnej, boksu i F1.

Każdy powód jest dobry, by zacząć trenować z kettlebell.

IdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettleIdźnakettle. Tylko nie do mnie, bo grupa początkująca marzec-maj 2013 jest już obłożona. Idźnakettle. I napisz jak było! an-ge@o2.pl

6 najlepszych rzeczy… cz.2

Standardowy

iiiii… po krótkiej przerwie na reklamy, powracamy!

4. „..bo co inni powiedzą?”

Paraliż związany z opinią innych o Tobie, jest.. Twoim wyborem. Nie robisz tego co chcesz robić z obawy przed tym co inni MOGĄ sobie pomyśleć? A może, tylko MOŻE, kij ich obchodzisz mały pępku świata?

Jeżeli wszyscy myślą, że jesteś kaczką – pokaż, że jesteś łabędziem.

Czy boisz się, że podążanie własną ścieżką narazi Cię na ostracyzm, wyśmianie, opuszczenie przez najbliższych przyjaciół? Czy może idziesz do pracy której nienawidzisz, by zarobić pieniądze tylko po to by kupić rzeczy które nie są Ci potrzebne, ale mogą stanowić powód do zazdrości osób które w sumie to mało Cię obchodzą..?

Możesz być najpopularniejszą osobą w szkole, ale wierz mi, to krótka droga do codziennego udawania, że wszystko jest ok. Bo gdy nie jesteś sobą, nie realizujesz SWOICH celów i marzeń, to jesteś tak naprawdę aktorem w kiepskiej masce w kiepskim show – zostaniesz zdjęta z anteny prędzej czy później. I nigdy nie będziesz szczęśliwa, robiąc rzeczy pod dyktando innych. Christian Grey NIE ISTNIEJE, deal with it.

Rób rzeczy dla siebie nie krzywdząc innych
to Twoje życie, i nikt inny nie przeżyje go za Ciebie.

5. Lew nie traci snu przez opinię owcy.

To moje życiowe motto. Pomogło mi w najczarniejszych godzinach pełnych zwątpienia, zniechęcenia i duchowego kryzysu, choć długo trwało, nim do niego „dorosłam”. Wciąż pomaga, gdy natykam się na mur ignorancji, intelektualnej zapaści czy zwyczajnej złej woli. (Poza tym, jak sobie czasem rykniesz, to tak lepiej się robi na duszy.)

Jeżeli spędzasz 80% swojego czasu w poczuciu permanentnej krzywdy „bo on powiedział” czy „bo ona zrobiła” widząc we wszystkim złośliwość i krytykę pozbawioną sensownych podstaw, to strasznie marnujesz swój czas, którego żadne pieniądze Ci nie zwrócą. Branie wszystkiego do siebie, przeżywanie przed snem wszystkich domniemanych przykrości czy rozgrzebywanie na nowo ran wraz z posypywaniem ich solą, jest domeną większości ludzi. Świadczy niestety o tym, że są słabi – a skoro Ty chcesz być SILNA, musisz PRZESTAĆ.

Na początek – Przestań słuchać jak masz/powinnaś wyglądać!

Może Ci się wydawać, że są jakieś ideały. Możesz przez to patrzeć na siebie ciągle przez pryzmat komentarzy innych osób i żyć w ciągłej depresji, że „tak nie wyglądasz” lub „taka nie jesteś”. Sięgnięcie emocjonalnego dna jest w porządku. Pozostanie na dnie – już nie. Masz się odbić za każdym razem, gdy znajdziesz się w tym dole. Nawet gdy zaczniesz panikować, że nie czujesz gruntu pod nogami. „Stało się, było, musi minąć”. Idź dalej, tylko nie na kolanach chcąc dosięgnąć czyichś pięt.

6. Wszystko co było, sprawiło że jesteś jaka jesteś -teraz.

Nie ma co wymawiać sobie tego ciastka, które tak jakoś samo się zjadło. Jesteśmy gliną całe nasze życie. Wszystko co dobre i co złe kształtuje nas, odciska swoje piętno, zmienia formę. Żałując ciągle tego co było czy wymawiając sobie przeszłość pozbawiasz się urody życia. Owszem, za złe rzeczy powinno się czuć skruchę (ja czuję skruchę po dzisiejszym befsztyku z sosem kawowym – samo zuoooo), jednak nie pustą i pozbawioną sensu. Wyciągnij lekcję z życia, pogódź się, że nie zmienisz przeszłości i postaraj się, by przyszłość była lepsza. Żyj więcej dniem dzisiejszym.

Pewien profesor w czasie lekcji ze studentami podniósł szklankę wypełnioną wodą do góry. Uniósł ją tak wysoko, aby każdy mógł zobaczyć i zadał pytanie uczniom:
- Ile według Was waży ta szklanka?
- 10 dag, 20 dag, niewiele – zaczęły padać odpowiedzi.
- A co się stanie, jeśli będę trzymał tę szklankę przez godzinę w ręku? – zapytał profesor.
- Zaboli cię ręka – odpowiedzieli studenci.
- A co, jeśli będę ją trzymał tak przez cały dzień – ponownie zapytał profesor.
- Nadwyrężysz mięśnie, nabawisz się bólu, bolesnych skurczy, odrętwienia… będziesz musiał iść do lekarza – zaczęli wyliczać studenci.
- Macie rację – odpowiedział profesor, – z całą pewnością te wszystkie oraz podobne im objawy i dolegliwości wystąpią. Ale powiedzcie mi, czy w międzyczasie waga szklanki się zmieniła? Stała się cięższa i dlatego wywołała takie problemy?
- Nie – odpowiedzieli studenci.
- Więc co wywołało napięcie i ból moich mięśni?
- Trzymanie jej przez zbyt długi czas!
- A co mógłbym zrobić, aby tego uniknąć? – zapytał profesor
- Odstawić ją… po prostu… – odpowiedzieli ze śmiechem studenci.
” Z problemami w życiu jest dokładnie tak samo. Gdy pojawiają się i myślisz o nich tylko przez chwilę – nie wydają się być ciężkie i przytłaczające. Gdy skupisz się na nich przez kilka godzin – zaczynają wywoływać napięcia i ból. Gdy towarzyszą Ci przez kilka dni paraliżują Cię i pozbawiają siły i chęci do działania. Dlatego ważne jest, aby nie tylko zauważać problemy, ale także, aby umieć „odstawić je”, zareagować odpowiednio szybko, aby nie nabrały „zbędnej wagi”.

I obiecany trening!

Czas: 20 minut

Ćwiczenia:
1. Bieg o pośladki
2. Przysiad na jednej nodze
3. Pompka do dłoni
4. Jackson na kolanach
5. Drabina SWING

Twoja rozpiska:

Zielona: 1. 3×20, 2. 5 powtórzeń na nogę w 3 seriach, 3. 10 zwykłych pompek w dwóch seriach (mogą być damskie!), 4. Twój maks lub 10 głębokich oddechów w 3 seriach, 5. Drabina 1-10 w dwóch seriach (do 8kg).

Pomarańczowa: 1. 3×20, 2. 5-6 powtórzeń na nogę w 3 seriach, 3. 10 pompek w 3 seriach (mogą być damskie!), 4. Twój maks lub 10 głębokich oddechów w 3 seriach, 5. Drabina 1-10 w trzech seriach (do 12kg).

Czerwona: 1. 3×20, 2. 5-7 powtórzeń na nogę w 3 seriach, 3. 10 pompek w trzech seriach (ostatnie mogą być damskie!), 4. Twój maks lub 10 głębokich oddechów w 3 seriach, 5. Drabina 1-10 w trzech seriach (ok 16-20kg).

Enjoy!