Jestem w ciąży. Szkoda że z obiadem.

Standardowy

Rozpisywałam się nie raz na temat węża, który zamienia mój mózg w papkę, za każdym razem gdy widzę bardzo puste kalorie. Przez węża tak w ogóle, nie wierzę, że mogłabym utrzymać coś choćby podobnego do diety. Sama taka myśl, a co dopiero decyzja, jest alergiczna. A jak węża coś swędzi – to idzie atakować słodycze.

Stąd wszelkie zarzuty dotyczące mojej puchowatości rozważam na poziomie zainteresowanej sowy („hu hu – hu”) i odżegnuję się od chęci figury per kawałek rzemienia. Lubię swoją warstwę ochronną.

Jest tylko jedno ALE.

Ludzie przywiązują większą wagę do tego co widzą, niż do tego co się mówi. Ciężko więc reklamować hasło „trenuj z kettlebell a schudniesz”, upychając fałdkę w spodnie. Podobnież wiarygodna jest chuda kozica, której kopytka się nie stykają w żadnym miejscu prócz kolan.

Straszne w zawodzie instruktora jest to, że po prostu MUSISZ dobrze wyglądać. Możesz nie mieć rozległej wiedzy motorycznej, możesz mylić dwugłowy z czworogłowym i na poczekaniu wymyślać ćwiczenia które nie mają sensu (pozdro dla „stepu z kettlebell”). Jeżeli dobrze wyglądasz – dostajesz pieniądze. Nie – lepiej poszukaj pracy na uczelni/Tesco/plantacji winogron.

Pozbawiona złudzeń, iż można coś jeść by chudnąć – przeszukałam internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu systemu, który wąż by zaakceptował, a który przynosił by efekty. Jako cyniczna racjonalistka nie nastawiałam się na cuda, choć muszę przyznać, iż kusiła mnie teoria „kradzione nie tuczy”.

Znalazłam system, który działa na mnie i w ogóle.

Testuję go od ponad miesiąca i tylko raz zaliczyłam przysłowiowy kryzys i jedną wywrotkę (zło w postaci babeczek z Lidla). Dla osoby która jest otyła, system ten przyniesie widoczniejsze zmiany, niż dla osoby która przeszła z poziomu tkanki tłuszczowej 24% na 17% (TAK, TO JA!) i się tam ewidentnie zatrzymała. I co ważne – jest to ZDROWY system, który w dodatku WYMAGA by trenować siłowo..

I ostatnia z zalet – nie wymaga myślenia.

Czego nie można powiedzieć o wielu dietach zakładających planowanie i mierzenie posiłków z użyciem elektronicznej wagi. Nie. Nic z tych rzeczy. Żadnych tabelek, małych druczków, latania po ekofarmach i chomiczej dowolności w wyborze pomiędzy sałatą a nasionkami. Wszystko dozwolone, tyle że zgodnie z logiką.

Co jeszcze mogę powiedzieć o tym wspaniałym systemie?

Miałam duże obiekcje. Pukałam się w głowę (ale nie kettlem). Do pierwszego testu podchodziłam jak do taniego fryzjera – z podejrzliwością, nieśmiałością i niezdecydowaniem acz ze szczerą nadzieją, iż może tym razem się uda. Ale musiałam znaleźć coś, co odpowiedziało by na masę pytań dotyczących efektów moich ćwiczeń. Okazuje się bowiem, iż większość kobiet w swój „dzień treningowy” wpierdala ponad miarę zgodnie z teorią „dzisiaj mogę, bo dzisiaj trening”. A potem CZEKA NA EFEKTY… Cute, but wrong.

No. Jeżeli więc podsyciłam Twoje zainteresowanie magicznym systemem, który nie jest dietą a działa jak dieta, jest REALNY w utrzymaniu, służy treningom siłowym i ogólnie same „za”, to.. do zobaczenia w następnej notce!

A na zgrzytające zęby polecam: Mordercze Brzuszki cz.II

Czas: 8 minut

Ćwiczenia:
1. Brzuszki eLki
2. Rosyjskie brzuszki
3. Skosy w podporze

Twoja rozpiska:

Zielona: 16 powtórzeń każdych brzuszków, przerwa dopiero po wszystkich trzech – 2 rundy.

Pomarańczowa: 20 powtórzeń każdych brzuszków, przerwa dopiero po wszystkich trzech – 2 lub 3 rundy. Obciążenie do ćwiczeń – 8kg

Czerwona: 20 powtórzeń każdych brzuszków, przerwa dopiero po wszystkich trzech – 4 rundy. Obciążenie do ćwiczeń – 12kg

Enjoy!