Brzuch robi się w kuchni, chyba że..

Standardowy

lubisz czuć, że żyjesz. Albo nie chcesz obrzydzić sobie tego co robisz z entuzjazmem i zapałem. W tym jednak wypadku bądź uzbrojona w całe morze cierpliwości.

Zewsząd usłyszysz, że bez odpowiedniej diety nie będziesz mieć sześciopaka. Potwierdzam. Zgadzam się. Rezygnuję z pięknie zaznaczonej rzeźby mięśni brzucha, bo cycki mam coraz mniejsze. Patrząc na różne okładki babskich gazet oraz na wypowiedzi wielu mężczyzn, dochodzę do wniosku, że „wymarzony sześciopak” to zakres „Fajnie by było mieć Lamborghini. W Polsce. Albo jednak nie.” No i te nieszczęsne cycki.

Operacja powiększenia piersi jeszcze nie jest na akceptowanym przeze mnie poziomie. Dodajmy, że akceptowany przeze mnie poziom to dwa obroty w jedną stronę, dwa obroty w drugą, wyciągnięcie broni z kabury i skok do przodu* *jestem nerdem. Bo teoretycznie można już przenosić tłuszcz z tyłka do piersi bez skalpela, ale dopóki takie placówki nie rosną jak grzyby po deszczu, to się nie piszę na żadne igły.

Jakbyś się zastanawiał czemu znowu o cyckach – ewidentnie nie jesteś kobietą. Trzeba Cię poinformować, że cycki rządzą światem. No i zawsze lepiej to o cyckach, niż fejsbukowych statusach per „Jestem głodna”, „Znowu pada” czy „Ja już więcej tego nie wytrzymam!”. Oprócz kociąt, jest to najsłodsza forma pokazania jaką życiową ofiarą się jest i jak bardzo potrzebuje się silnej ręki chwytającej za sierść na karku. A jako iż najwięcej moich myśli krąży teraz wokół zabijania smoków i odczarowywania strzyg, nie jestem dobrą motywacją treningową.

Sapkowski wydaje nowego Wiedźmina.

To zmienia w moim życiu tyle, co śmierć papieża Polaka w życiu 80-letnich kobiet w beretach. I nie robię sobie tutaj jaj. Nie naśmiewam się, nie szydzę. Jestem w fazie euforii, głębokiej depresji i melancholicznego spleenu jednocześnie. Zdołałam się ogarnąć po wieści o trzeciej części gry przy której marnuję swój potencjał życiowy. Jednak to, że Sapkowski wyda jeszcze w tym roku – trzęsą mi się ręce. Anyway.

Wracając do mojego brzucha, który miał się robić, a jakoś po angielsku temat wyszedł z imprezy. Próbowałam od stycznia, bez diety, zrobić sobie fitnessową wizytówkę. Szanowni państwo, poległam, choć nie z kretesem.


Tak wyglądał brzuch w styczniu.


Tak wygląda teraz, a jest październik. (no, zbladło mi się.)

Jakaś zmiana? Nie sądzę. Biorąc jednak pod uwagę ile ja jem – jest sukces! Mogę być fitnessowym pulpecikiem z zatrważającym poziomem tkanki tłuszczowej – Honey badger don’t care. To że mogę jeść pizzę o 22:00 jest tego warte. Jak mówił Logan Dziewięciopalcy, trzeba być realistą. Poza tym, nieśmiało sądzę, iż faceci wolą przytulać się do miękkiego acz silnego. Kości nie są miękkie, węzły mięśni podobnież. Obiecuję, że jeżeli zostanę gwiazdą internetu, to zgubię swoje sadełko. Musi to być jednak warte więcej* niż podziw obcych ludzi. *Najlepiej w euro. Młoda dziewczyna musi w końcu umieć sobie dać radę w tych brutalnych czasach.

Na osłodę faktu, że może mnie „wsiąknąć”, wrzucam nową część morderczych brzuszków. Dla wszystkich tych, co lubią mieć problemy ze śmianiem się, z pozdrowieniami. Enjoy!


Czas: 7 minut

Ćwiczenia:
1. Nóżka w górze
2. Rowerek
3. Nóżka po okręgu – do wewnątrz

Twoja rozpiska:
Nie trzymaj się za kark – możesz dotykać potylicy. Nie ściągaj rękoma głowy. Już lepiej połóż ręce na ziemi lub na klacie.

Znajdź swój limit. Będzie on różny w zależności od zrobionego wcześniej treningu. Mi najczęściej wystarczą 2-3 serie po 10 powtórzeń każdych brzuszków.

Jak żyć w zgodzie z wężem i nie tyć.

Standardowy

Filozofia żywienia według „Jem/Nie jem” jest prosta. Wymaga tylko od Ciebie braku czasu i chęci do stania nad garami, wiecznego myślenia o zbilansowanej porcji, czy miłości do żarcia mało ale często. Wymaga też trochę odwagi, wiary i zajęcia myśli, ale o tym za chwilę.

Minęło 8 miesięcy od kiedy zaczęłam dietę bez diety. Czas na konkretne podsumowanie.

1. Gofry, naleśniki, pierogi i dużo makaronu. Widzisz co piszę? Jeszcze raz. GOFRY, NALEŚNIKI, PIEROGI, DUŻO MAKARONU. Jestem zwierzęciem mączno-mleczano-cukrowym odkąd nie mogę być mięsożercą. Moje żywienie to everyday is cheat day. Zaczynam jeść o 12:00 i kończę gdzieś tak w okolicy 01:00 w nocy. W dupie mam „trzeba jeść śniadanie” oraz „po 18stej się nie je”. Nie reklamuję stylu żywienia – mówię, co robię JA. JA nie planuję mieć tkanki tłuszczowej na poziomie 8%. 10% wystarczy

2. Na zachodzie bez zmian, czyli na wadze łazienkowej mi nie ubyło. Centymetr pokazuje mniej na milimetrach. Ludzie mówią, że schudłam. Pojawiły mi się prawie-zupełnie-widoczne mięśnie na nogach. Czyli jakiś fałd tłuszczu musiał zginąć. Wyczekująco też patrzę na obwód brzucha.

3. Po dwóch miesiącach postu 2 razy w tygodniu, przeszłam na post 1 raz w tygodniu gdyż zwiększyła mi się ilość treningów i pojawiła skłonność do owoców i orzechów. Jak wąż chce bezy z truskawkami i śmietaną to nie popuści, będzie -50% do inteligencji. Wąż nie jest zainteresowany mediacjami z mózgiem. Tak, wiem, bezy ze śmietaną nie są owocami.

4. Nie straciłam nic na sile, nie ubyło mi mięśni. Staram się pamiętać o BCAA i brać regularnie, gdyż NAPRAWDĘ działa. Odstawiwszy BCAA częściej czułam przepalenie i wypalenie. Niestety, oszczędności trzeba szukać gdzie indziej. Chcesz mieć mięśnie – przyjmuj BCAA. Niekoniecznie w końskich dawkach sugerowanych przez producenta.

5. Nie mam żadnego problemu z dniem postnym. Jem obiad o 16:00, trenuję, piję wodę/herbatę, śpię, wstaję, pracuję umysłowo do 15:00, robię i jem obiad o 16:00. Jeżeli mam kryzys – skracam post i piję mleko* (wiadomo z czym) o 14:00. Kryzys najczęściej związany jest z mózgiem, który CHCE jeść, a nie z potrzebami ciała. Jeśli jem X kcal w ciągu zwykłego dnia, to po dniu postnym przyjmuję taką samą porcję kcal. NIE CZUJĘ POTRZEBY „WYNAGRADZANIA SOBIE” POSTU.

*Wąż kocha mleko. Poważnie. Z kawą lub z adwokatem. Nawet jak jest ożarty i śpiący. Tak więc, nie ma czegoś takiego jak „nie jestem głodna, nie potrzeba mi tych zbędnych kalorii”. Wiecie jak powstają zombie? Właśnie tak. Skłonność do sabotowania nieprzekraczalnej liczby kcal (tj.2500) ładowanych w siebie mnie wykończy, wąż zmartwychwstanie i będzie szukał mleka. Z kawą. Albo adwokatem.

6. Jeżeli mnie skręca z głodu – szukam zajęcia trudniejszego i bardziej wymagającego uwagi. Czasem nawet potrafię się przemóc i posprzątać mieszkanie. Częściej jednak włączam Wiedźmina lub szukam nowych tekstur. Prawda jest taka, że atak głodu jest chwilowy i da się przeczekać. Pomyśl o tym jak o bardzo niezadowolonym wężu, który nagle zaczyna zwijać ci żołądek i przylepiać go do kręgosłupa, a po Twoim braku reakcji – wąż obraża się śmiertelnie, wali focha i idzie spać, odwrócony do Ciebie plecami.

7. Mój tydzień treningowy wygląda tak:

Poniedziałek, po 16:00, jest dniem postnym. W ten dzień trenuję na siłę przez godzinę.
Wtorek jest dniem spocenia się z kettlami, przez godzinę. Dobry obiad świetnie się pali.
Środa jest treningiem z własną masą ciała (albo pole dance, albo konkretny bodyweight) oraz lekkimi kettlami, przez dwie godziny.
Czwartek jest dniem spocenia się z kettlami przez godzinę. Jest również dniem porządnej kolacji.
Piątek jest dniem obijania się, opierdalania, lenienia i uciekania od wszelkich obowiązków.
Sobota-niedziela to stretching i okazjonalny trening na rurze. Bez pocenia się, przez godzinę.

Jestem najmniej zalatanym instruktorem świata. I jak mówię, że jestem leniem, to mam na myśli, iż jestem leniem. Nie wyobrażajcie sobie, że poświęcam swojemu ciału przesadnie dużo uwagi. Trenuję – bo sprawia mi to przyjemność. Występowanie na konkursach Miss Fit jest daleko poza moim obszarem zainteresowania. Przeżywanie dodatkowego centymetra w biodrach zawsze kończy się większą ilością bitej śmietany na gofrze. Mój wąż ze swej strony właśnie pozdrawia gorąco producenta gofrownicy DEZAL, Chiquitę, Nutellę, Paturages, wszystkie kury, kozy i młynarzy.

Czy Jem/Nie jem jest dla Ciebie?

Nie wiem. Nie wiem co chcesz osiągnąć. Jeżeli masz czas, i tak będziesz trenować, chcesz jeść to co CHCESZ jeść, nie umiesz liczyć kcal, masz swój rytm dnia, chcesz mieć więcej energii do życia i przede wszystkim nie tyć – a wręcz robić coś dobrego dla swojego zdrowia i figury – to dieta bez diety jest dla Ciebie. Pamiętaj jednak, że nic nie zastąpi treningów z wolnymi ciężarami.

A jeżeli chcesz poznać trening z masą własnego ciała, który wzmocni Cię i odstresuje, patrz poniżej.


Czas: do 45 minut

Ćwiczenia:
1. Power joga combo
2. Slow Squat
3. Plank
4. Rosyjskie brzuszki
5. Supermen
6. One hand side push

Twoja rozpiska:
Zrób ulubioną rozgrzewkę. Naciągaj się po każdym ćwiczeniu tak długo jak potrzebujesz. Jeżeli myślisz, że nie potrzebujesz – MASZ SIĘ ROZCIĄGAĆ.

Zielona: 1. po dwa na stronę, 2. 8 powtórzeń, 3. 1 minuta, 4. 10 powtórzeń, 5. 1 minuta, 6. po 8 powtórzeń na stronę.

Pomarańczowa: 1. po dwa na stronę, 2. 10 powtórzeń, 3. 1,5 minuty, 4. 20 powtórzeń, 5. 1 minuta, 6. po 10 powtórzeń na stronę. Powtórz rundę jeżeli masz czas.

Czerwona: 1. po cztery na stronę, 2. 10 powtórzeń, 3. 2 minuty, 4. 20 powtórzeń, 5. 1 minuta, 6. po 10 powtórzeń na stronę. Powtórz rundę jeżeli masz czas.

Enjoy!

Pitu pitu, czyli co widzisz w lustrze.

Standardowy

Dobre lustro to podstawa dobrego samopoczucia. Dobre lustro w łazience, w garderobie, w oczach drugiej osoby. Mój umysł jest chorym miejscem, w które myśli chodzą by umrzeć, ale tak sobie myślę, że dobre lustro dużo zmienia w naszej psychice. Na lepsze.

Miałam koleżankę z lat szczenięcych, u której w domu każde pomieszczenie miało lustro. Każde. Niektóre nawet kilka. Przyznaję, iż z moją tendencją do mordy w kolorze wykrochmalonej pieluchy, kluskowatością i obwisłym owłosieniem z początku bałam się tam chodzić. Ona z kolei była najmniej zakompleksioną osobą na świecie. Istny pierdolony promyczek słoneczka w pochmurny dzień. Tak, lubiłam ją przeokrutnie. W jej towarzystwie moje cyniczne ponuractwo remisowało wszechświat.

Zapewne wydrapała by mi oczy za kolejne stwierdzenie, ale i tak to powiem – nie była pięknością, bo duży uśmiech i błyszczące oczka to dalej oszukiwanie brzydkich kobiet nt. piękna zewnętrznego. W ostrym kontraście do lansowanej figury, jako nastolatka miała kiepskie włosy, lekko krzywe nogi, za wąskie biodra, minimalną talię i niespecjalny biust. Faceci za nią wodzili nie tylko oczami ale i łbem całym. I to w moim pokoleniu, które makijaż rezerwowało na weekendową imprezę, czuło się zbyt młodo i swobodnie na szpilki, a cycki jeszcze miało zgodne z zakazem faszerowania kurczaków sterydami.

Nie była głupia, nie była pusta. Z pełną determinacją kochała swój wygląd. Brało się to z tego, że..miała bardzo dobre lustra.

Widziała ładniejszą wersję siebie. Lekko opaloną, lekko wysmukloną, lekko wyretuszowaną. Zaczęła zachowywać się jak ładniejsza wersja siebie. I mało kto widział coś innego niż to co ona. Magic. Socjotechnika.

Do czego zmierzam – znajdź dobre lustro. Oszukuj własny mózg. Poczuj się lepiej – będziesz lepszą osobą. Odstaw tego batonika na pocieszenie. Zobaczysz, że lustro działa lepiej. Nie zaprzepaszczaj swojej pracy na treningu tylko dlatego, że czasem nie widzisz efektów. One się robią, tylko wymagają czasu. Nie wierzysz? A ile czasu pasienia się zajęło Ci, byś nagle zobaczyła jak przytyłaś? Raczej nie miesiąc.

Wygląd to nie wszystko, ale wpizdu dużo.

Kiedy użalasz się nad swoimi boczkami czy oponką, lepiej pocieszyć się widokiem zajebistego tyłka albo seksownego obojczyka niż słoikiem nutelli (co jest paleo i rośnie na drzewach). Nawet jeżeli miałabyś mieć magiczne lustro wielkości dłoni – spraw je sobie. W międzyczasie wejdź na
http://www.fullbeautyproject.com/
. Gwarantuję, że spędzisz tam więcej czasu niż na stronie z modelkami fitness. I może poczujesz się lepiej we własnej skórze.

Przygotowania treningowe pod Spartan Race – cz.2

Standardowy

Druga część przygód na szlaku – zdjęcia będą, jak zacznę lepiej ogarniać czasoprzestrzeń. Za to bardzo przyjemny* trening jest na końcu! *jeżeli definiujesz przyjemność poziomem zasapania i ilością przerzuconych kilogramów. Pamiętaj, że trenujesz dla siebie – nigdy nikogo nie zmuszaj do treningu. Trenuj sama. Jak najwięcej różnych rzeczy. Na pewno kiedyś Ci się przyda.

16. Log

Opis: Kłody drewna rozłożone na trasie, które należało przeskoczyć. Bynajmniej nie hardcorowy parkour.

Jak się przygotować: Myślę, że gdyby uciekać przed goniącym Cię grizzly, to przeszkoda ta miała by sens. W każdym innym przypadku to ciężej jest w szpilkach chodzić po naszych chodnikach. Amaaaatooorka. W Polsce mamy większe dziury w drogach i progi spowalniające na osiedlach.

17. Tube

Opis: Czyli przejście pod zakopaną w ziemi rurą – coś na kształt podziemnego przejścia dla małych leśnych stworzonek. Jeżeli masz problemy z klaustrofobią to mam dla Ciebie dobra wiadomość – rura jest tak krótka, że nie zdążysz się przestraszyć.

Jak się przygotować: Zwykła umiejętność chodzenia na czworakach rozwiązuje sprawę. Bardzo przydają się tutaj ochraniacze neoproenowe na kolana. Przyznam, że liczyłam na większy fun. Jakieś metro podziemne, czy coś. Chociaż jedno zombie.

18. Cargo net

Opis: Siatka linowa zawieszona pionowo na drzewach. Twoim zadaniem jest przebyć ją górą. Kwadratowe oczka siatki są rozsądnej wielkości, grubość liny jest nieprzeszkadzająca w zadaniu. Optymalna przeszkoda, której główna trudność polega na braku stabilności siatki.

Jak się przygotować: Jeżeli masz szczęście, to rezolutni koledzy Spartanie napną dół siatki i wtedy bez problemy wdrapiesz się na szczyt i równie bezproblemowe zejdziesz w dół. Jeżeli natomiast nikomu się do tego nie spieszy… Potrenuj wchodzenie po drabince linowej. I może nie tyle skup się na wchodzeniu, co na schodzeniu.. Nieźle buja!

19. Tire carry

Opis: Dostajesz oponę samochodową (na szczęście nie od auta terenowego), którą w dowolny sposób masz przenieść w górę wyznaczonej trasy a następnie w dół. Opona jest lekka i poręczna, więc możesz sprawdzić czy wolisz ją nieść na barku, na plecach czy wokół pasa.

Jak się przygotować: Znowu kłania się umiejętność pokonywania stromych wzniesień. Biegi po schodach lub dużo High Knee, wykroki z ciężarami, spacerki farmera, etc. Myślę, że poległabym w tym zadaniu dopiero, gdyby okazało się, że na szczycie wzgórza czeka auto, w którym trzeba owa oponę wymienić.

20. Ballance beam

Opis: No skończone dziadostwo! Tyle powiem! … wyobraź sobie że po 20stu paru kilometrach ostrego pomykania pod górę i w dół góry, masz przejść po deseczce wbitej na sztorc (w sensie tym wąskim do góry) jakieś 10 metrów. Co 2 metry masz zmianę kąta – czyli, jak wąż w Nokii, musisz pójść w bok. Istne szataństwo, mówię Ci.

Jak się przygotować: Umiejętność zachowania balansu ciała pomimo drgających Bethoveena mięśni jest tu nieodzowna. Musisz umieć zebrać swoje dupsko do kupy i mentalnie nakazać celną pracę mięśniom. Robienie 30 Burpee na tym odcinku to po prostu skończony sadyzm. Wstyd jak nic. Ból, że żadna maść na tyłek nie pomoże. Prawdziwy test potęgi woli. Więc albo to masz, albo musisz nad tym popracować. Spróbuj na przykład otworzyć ulubioną czekoladę, wziąć kosteczkę, i trzymając ją cały czas na widoku i pod ręką, nie wziąć następnej przez cały dzień. Czekoladę oczywiście można wymienić na bagietkę z masłem czosnkowym, albo paczkę chipsów, torbę solonych orzeszków, etc. you get the point.

21. Traverse wall

Opis: Wyobraź sobie pionową ścianę z absurdalnie małymi kawałkami drewna przyczepionymi w szachownicę, o absurdalnie szerokich polach. Możesz dotykać tylko owych śmiesznie małych drewienek o szerokości 6cm. Celem jest przetransportowanie cielska na drugi koniec ściany. Nie, w dole nie czeka stado głodnych aligatorów.

Jak się przygotować: Umiejętności wspinaczkowe trzeba albo podszkolić, albo w błyskawicznym przebłysku świadomości nabyć (yep, it’s possible, szczególnie przy silnej motywacji nie robienia 30 karnych Burpee). Siła rąk i technika – najważniejsze w tym zadaniu. Musisz umieć podwiesić się całym ciężarem na rękach, podczas gdy odklejasz nogi z małego kawałka drewna i przenosisz na inny mały kawałek drewna. Nie do końca jest to ścianka wspinaczkowa, ale zaznajomienie się z nią może pomóc.

22. Rolling Mud

Opis: Góry błota połączone z dolinami wody. Góry tak na 0,8m, doliny na -0,8m. Tyle że łączą się w węża i w pewnej chwili nie wiesz czy nie szybciej było by się sturlać.

Jak się przygotować: Nie nastawiaj się na przejście suchą nóżką. Błoto będzie wszędzie. Po wszystkich tych wspinaczkach i wyczołgiwaniach się, powinnaś już być ekspertem.

23. Slipery wall

Opis: Śliska ściana z linami pomocniczymi. Oczywiście – śliskimi. Kąt nachylenia około 60 stopni. Nic przerażającego.

Jak się przygotować: Uważaj na zęby. Zaprzyj się nogami. Trzymaj liny i po prostu wspinaj do góry. Ściana nie jest wysoka – pamiętaj tylko, by zejść z niej w ładnym stylu, a nie jak worek ziemniaków.

24. Rope climb

Opis: Lina rozsądnej szerokości, z węzłami na różnych wysokościach, zawieszona jest ok. 7~8m nad kałużą sięgającą rozsądnej młodej kobiecie w okolice pasa. Tak, metry policzyłam sobie spadając. Na końcu liny zawieszony jest krowi dzwonek w który trzeba uderzyć, by zadanie było wykonane. Tak, dzwonek będzie mi się śnił jeszcze po nocach.

Jak się przygotować: Nie ma bata, musisz trenować podciąganie się na linie. Potrzebne Ci będą silne ręce i silny brzuch. Silne nogi bardzo się przydadzą tuż przed ostatnim węzłem. Jako iż raczej trudno znaleźć miejsce na 7 metrowa linę – trenuj zawzięcie na 4m. Jeżeli i 4m są poza Twoim zasięgiem, przerzuć sobie linę nad drążkiem i podciągaj się bez użycia nóg. Zwykłe podciąganie może nie załatwić sprawy.
Mała errata: nie bądź tym przerażona. Bardzo dużo w tym zadaniu zależy od umiejscowienia węzłów oraz od Twojej zadziorności. Bez problemu dotarłam 3 razy na przedostatni węzeł, pomimo iż byłam kompletnie przemoczona i plułam ziemią. Warczałam, krzyczałam, przeklinałam wspinając się za każdym razem po ześlizgnięciu się z ostatniego węzła. Ale uwierz mi, to jest do przejścia!

25. Barber wire crawl low

Opis: Czołgasz się w zimnym błocie, na ostrych kamieniach, polewana zimną wodą, z butami innych zawodników wciskającymi się w twarz, a do tego masz drut kolczasty (tak, prawdziwy drut kolczasty) 50cm nad podłożem, czyli 5 cm nad głową, vel naddupiem. BEST FUN EVER!

Jak się przygotować: Grzeszący wzrostem mają przerąbane. Nogi i ręce w siniakach, i jeszcze trzeba pilnować by drut nie ściągnął nam gaci, rysując tatuaże na gołych nerkach. Za to przedstawiciele wysokich karłów mogą popierdalać w zawrotnym tempie, chyba że akurat coś je przyssie do podłoża. Ewidentny brak sprawiedliwości za który mogę wypić. Trening czołgania się na miękkim podłożu warto zaliczyć, by opracować styl na pełzającą rozgwiazdę i uniknąć blokowania kolejki własnymi pośladkami w przypadku zaplątania się w drut.

26. Slip slide

Opis: Na stromej górce rozłożona jest zjeżdżalnia wodna. Twoim zadaniem jest przeżegnać się, sprawdzić czy żadne zwłoki nie pływają w, nazwijmy to z rozmachem, basenie i.. po prostu ślizgasz się dół.

Jak się przygotować: Nie bój się. Pamiętaj, że tylko na sam koniec warto zamknąć oczy i zatkać nos/usta. Z góry to może wyglądać kiepsko, ale to naprawdę jest pikuś. „Woda” jest na tyle głęboka, byś nie zrobiła sobie krzywdy w siedzenie. A na akrobacje i tak nie pozwalają. Chociaż oczywiście Przybyłek nie mogła sobie odmówić walenia poz na zjeżdżalni i prężenia się do fotografów. Sława w końcu ogłupia.

27. Hercules hoist

Opis: Dostajesz linę, na końcu której zawieszony jest worek z piaskiem. Lina przewieszona jest przez słup hen hen u góry. Twoim zadaniem jest podciągnąć worek, ciągnąc za linę. Coś jak wieszanie pirata na szubienicy, tylko bez efektownej zapadni.

Jak się przygotować: Wytrzyj ręce z błota przed przeszkodą. Zaprzyj się piętami i zacznij ciągnąć – jakbyś próbowała psa zaprowadzić do weterynarza, albo kota do wanny. Zapewne w siłowni znajdziesz sprzęt z takimi linkami za które możesz pociągać, ja jednak wolę zaczepić o coś taśmy elastyczne i stojąc tyłem do mocowania przeciągać je raz nad lewym ramieniem a raz nad prawym. Nie tyle chodzi tutaj o ciężar worka (bo ciężki nie jest, jakieś 8kg), tylko o umiejętność wykorzystania innych mięśni niż te na rękach, do wykonania ściągającego ruchu.

28. Spear

Opis: Dostajesz włócznię, całkiem lekką i długą na ok.1,20~1,30m. Liczy się trafienie w manekina (nieruchomego, dodajmy) który stoi jakieś 10 metrów dalej. Jeżeli jesteś dupa wołowa i nigdy nie celowałaś brudnymi skarpetkami w uciekające rodzeństwo, lepiej nastaw się na 30 Burpee.

Jak się przygotować: Z początku lekko spanikowałam, gdyż nigdy nie trenowałam wbijania ostrych przedmiotów w odległe cele (proce i łuki samoróbki się nie liczą). Do tego byłam ślepa na jedno oko. Wystarczyło jednak dobrze złapać włócznię, tak mniej więcej w połowie i zainicjować ruch rzucania śnieżką w uciekającą ofiarę (okrzyki bojowe mile widziane). Jako iż włócznia naprawdę była lekka, lepiej nie trenować na małych i zwartych obiektach. Rzucania patykami po lesie jakoś sobie nie wyobrażam, ale hej! możesz spróbować! Wydaje mi się, że silne ramię w zupełności wystarczy. Ewentualnie tydzień na bezludnej wyspie bez żarcia.

29. Fire jump

Opis: Ewidentnie nie było jeszcze doświadczeń ze Spartan Race Polska Wieś. W przypadku imprez Rebooka, wspomniane wyżej ognisko to bardziej trochę tlących się węgli. Bardzo również prawdopodobne, że ostatni dobiegający przeskakują już tylko nad makietą ogniska.

Jak się przygotować: Ogól nogi, podwiń nogawki, zrób ten ostatni heroiczny wysiłek i unieś pupę w górę. Z godnością osobistą.

30. Gladiator pit

Opis: Biegniesz ostatnie metry do mety, a ludzie w hełmach i pelerynach próbują trafić Cię maczugą w głowę. Just kidding. W jaja.

Jak się przygotować: Będąc laską? Nie musisz. Zauważyłam ewidentne wysiłki, by brońboże nie trafić biegnącej dziewczyny. Podejrzewam dwa możliwe scenariusze – rozeźlone kobiety rzucały się na biedną ekipę i ciężko potem było je oderwać od masakrowania twarzy, lub też panowie w kostiumach nie dają psychicznie rady w towarzystwie zapłakanej dziewoi. Tak, ja też stawiam na bramkę numer 1. Będąc kolesiem? Rugby. Po prostu biegnij, Forest.

I obiecany trening, pełna runda – real time.

Czas: do 45 minut

Ćwiczenia:
1. Swing 5+5 (dwa ciężary)
2. Swing 10+10 (dwa ciężary)
3. Knee overhead 10 x 2 (mniejszy ciężar)
4. Knee 10 x 2 (większy ciężar)
5. High knee 25s/6s 6 serii
6. Pushup burpee 10

Twoja rozpiska:
Jeżeli jesteś purystą i brzydzisz się swingami ponad głowę – rób snatche! Będzie trudniej.

Zielona: obciążenie 8-12kg, 3 rundy

Pomarańczowa: obciążenie 12-16kg, 3 rundy

Czerwona: 4 rundy

Enjoy!

Worry less – train more!

Standardowy

Próżnia, panie, próżnia. Wiszę, macham przeszczepami, nic się nie dzieje a czas upływa.
Nagrałam dwa odcinki, lecz za bardzo przypominam zwłoki podpuchnięte od zbyt długiego leżenia w wodzie, by mieć odwagę to upublicznić. Przy okazji nagrałam też swoją pierwszą choreografię do tańca na rurze i jakoś czas mi zleciał bez notki.

WRÓĆ! Że co? JAK?!!

Myślę, że zbyt ciężkie kettle w końcu do tego doprowadzają. Gdy zaczynasz biec do kettli by nikt nie skubnął Ci wagi sprzed nosa (jakkolwiek króliczy by nie był, pozdro!), zaczynasz przepychać barami i warczeć – to znak, że chyba za dużo testosteronu w powietrzu (tak, nazywamy to testosteronem, mimo, iż podejrzanie przypomina stare, przepocone skarpetki). Poza tym, trochę głupio się wygląda z 48kg między kolanami, drepcząc krokiem spasionej kaczki. Szczególnie, gdy stara się dreptać bardzo szybko.

Myślę, że zbyt ciężkie kettle, nawet nie upadając na głowę, mogą pewne rzeczy w niej poprzestawiać.

Nie zagłębiając się w meandry ludzkiej psychiki (choć często to tylko szukanie zębów po skokach na główkę do intelektualnej kałuży), trening z wolnymi ciężarami zmienia podejście do siebie, do ludzi i do wnoszenia kanapy na trzecie piętro. Chwile, gdy zaskoczone dziewczyny mówią o 8kg „ale to nic nie waży!” są bezcenne. Jest jednak granica własnych możliwości, po której przekroczeniu nie widzi się postępu – jest więc również frustracja, wątpienie w siebie i żadne hasła motywacyjne nie potrafią uciszyć niepokoju. Nie trenujesz siły po to, by samej móc popchać samochód „by zaskoczył”. Nie trenujesz siły po to, by pokazać chłopowi, że umiesz lepiej niż on, więcej niż on, szybciej niż on. Facet przecież wciąż ma prawo być „tym silniejszym”, którego partnerka wspiera, ale nie niesie.

Trenujesz siłę dla siebie – jednak co to oznacza tak naprawdę?

Chcesz być bardziej niezależna? Czary mary dzikie węże, chodzi wszystkim o schudnięcie. Eksploatowane hasło „Strong is the new skinny” jest jednak ogłupiające. Sorry, ale „skinny is the new skinny” i nigdy inaczej nie będzie. Nikt nie będzie pokazywał na reklamie pod tym hasłem pani Agaty Wróbel, a bez wątpienia możemy mówić tu o sile.

Chcesz schudnąć? Zacznij jeść przed lustrem. Nago. Pamiętaj jednak, że chude nie oznacza piękne. A siła zawsze się przydaje. Nie tylko ta w mięśniach – przede wszystkim ta w głowie. Jak zobaczyć ich przyrost?

Sytuacja trenujących jest prostsza, gdy chcą być silniejsi by wzmocnić coś innego – wspinaczkę, pływanie, jeździectwo, taniec, czy choćby noszenie dzieci przez cały dzień. Wtedy przełożenie efektów jest bardzo widoczne. Wtedy stajesz się lepsza w tym, w czym chciałaś. Wtedy nie chodzi już tylko o lepszą figurę, ale świadomość dokonania czegoś w życiu.

Moje dokonania w postaci lepszego walenia po mordach są zamrożone tak mniej więcej od roku. Chyba w końcu uznałam, że robię się bardziej męska niż ustawa przewiduje. Jest bowiem cienka granica pomiędzy trenowaniem samoobrony a radosnym tłuczeniem się po pyskach, a ja nie lubię popadać w skrajności. Musiałam więc dla równowagi znaleźć coś bardzo dziewczyńskiego, a jako iż dzierganie na ręczniczkach nie bardzo łączy się z kettlami (ha! o to mnie na pewno nie posądzaliście! zajebiście dziergam), zaczęłam odrzucać kolejne pomysły.

Przez wzgląd na mój trudny charakter i ciężką rękę, w grę zawsze wchodzą tylko wyzwania dla jednostek. A że bardzo dużo się martwię – lepszy jest dla mnie sport niż jakakolwiek niewymagająca forma rekreacji. Sport pozwala wentylować. Taniec pozwala się zatracać. Rura nie wybacza rozkojarzenia. Sounds good?

No. Więc pomiędzy machaniem kettlami, poganianiem innych do machania kettlami, uczeniem jak roznosić klejnoty rodzinne w pył, architekturą, gotowaniem i czytaniem, wsadziłam taniec na rurze. Przyznam, że strasznie śmiesznie* *jeżeli śmieszy Cię worek ziemniaków rzucający się na rurze jak foka na rybę jeszcze wyglądam, ale mam duży zapał i świetną instruktorkę (pozdrowienia dla Bereniki!), nie wiem więc czy na kanale YT nie znajdzie się też miejsce na „kręcenie dupą w takt muzyki”. I tu dla wszystkich anty-pole-dance wiadomość:

Honeybadger doesn’t give a shit.

Nie, kettle mnie nie znudziły – widzę tylko swoje ograniczenia i chcę je przeskoczyć, inkorporując nowy rodzaj treningu. Bycie instruktorką też mi nie zbrzydło, a wręcz moje kury mi wypiękniały. See it for yourself.