Sensual Pole Dance czyli pomiędzy kulką w rurką.

Standardowy

Myślę, że „robieniem” rur trochę sobie strzeliłam w kolano. Wiedziałam, że to będzie strzał w stopę. Nie spodziewałam się jednak, że mogłam też niechcący zapisać się na amputację nogi.

Powiedzmy sobie wprost – jeżeli ktoś myśli, że pole dance to taka tam zumba na kiju, to jest ciołkiem. Ciołkiem, powtarzam.

By zmieścić 24h w dobie, musiałam odstawić na bok kettle. Kiedy zaczęłam szybko słabnąć na rurze (podczas treningu), tłumaczyłam sobie, że z dźwigania dwudziestu paru kilo, przerzuciłam się na pięćdziesiąt parę kilo – stąd i szybsze wypalenie mięśni. Ma sens, n’est-ce pas?

Jako iż w Polsce pole dance są tak świeże jak kettle, to nie ma na ten temat porządnej rozprawki – będę więc przecierać ślady, uczyć się na własnych błędach, programować, zmieniać, doszkalać się, improwizować, eksperymentować i takie tam. Jestę pionierę. Git. Potem zęby w ścianę – gdy następne pokolenie, pomniejsze o moją wiedzę z krwi i potu zrodzoną, będzie traktowało jak wiedzę z zakresu przygotowania zupki chińskiej. Ogólnodostępną w sensie. Bez padania na klęczki i chwalenia Kury Naczelnej Wszystkich Kur.

Odcinając się chwilowo od nieubłaganej przyszłości, smaku goryczy i zapachu popiołów, chciałam powiedzieć, że Pole Dance jest zajebiste i nie zamierzam rezygnować. POMIMO, iż:

1. zaczęcie rozciągania się w wieku 28 lat to cały głęboki temat do niejednej rozprawki,
2. brak odpowiednika dla StrongFirst na rynku rurkowym, a wręcz pełna dowolność treści i filozofii,
3. mięśnie są ciężkie, a jak je napniesz to ważą wręcz podwójnie*, *mówimy oczywiście o odczuciu.
4. nie ma innego sposobu utwardzenia ciała jak przejście poprzez katorgę siniaku na siniakach,
5. temperatura Ciebie, sali i rurki muszą współgrać, inaczej odnajdujesz w sobie osobę bardzo wulgarną,
6. nie można wziąć lżejszej rury – jeżeli coś nie wychodzi, musisz zapierdalać z tym co masz*. *np.ciężki dupskiem
7. bez giętkiego kręgosłupa i rozjechanych w szpagat nóżek – wszystko wygląda gorzej.
8. można się obrazić na rurę. Serio serio.

Masa ludzi nie nadaje się na pole dance. Tudzież na wspinaczkę wysokogórską, kąpiele przy ujemnych temperaturach czy biegi przez wygasłe wulkany. To sport (czasem niestety bardziej sport niż forma sztuki) bardzo wymagający. Dla upartych, zaciętych i chcących – a nie „szczupłych, silnych i wysokich”. Zrozumiałaś?

Bo tak jak kulki sprawią, że zniknie celulit, plecy przestaną boleć a cycki będą wyżej – tak rurki sprawią, że polubisz siebie.

Naprawdę. To daje tyle radości tak zupełnie różnej od tej, jaką czerpiesz z dobrego treningu – że musiałam się o tym przekonać na własnej skórze. I nie kwękaj, że Ty już lubisz siebie i Ci to nie potrzebne – nie uwierzę*. *chyba, że jesteś facetem, wtedy to bardzo prawdopodobne.

Jakie dziewczyny przychodzą na zajęcia? Kompletnie różne. Jeżeli spodziewasz się modelek w pełnym makijażu prosto od fryzjera, których strach dotknąć bo są tak gorące – to się akurat zawiedziesz. A co najśmieszniejsze, to to, że i tak muszę regularnie myć szyby w drzwiach, bo faceci się do nich przylepiają. Jest coś takiego w rurze, że magnetyzuje na sposób seksualny – i uważam, że wielkim błędem jest paniczne uciekanie od tego, i robienie z pole dance AKROBATYKI pozbawionej cech TAŃCA. Ale to ja i moje mało ważne, kurze opinie.

Wracając jednak do „co kulki mają do tego?”, widzę swój spadek kettlowej formy. Podejrzewam silnie, że głównie ma to związek z faktem iż za dużo trenuję. Ot co. Robię za dużo, oczekuję zbyt wiele. Podchodzę do takiego SSST i myślę – „Przybyłek, pierwsze podejście i MIAŻDŻYSZ temat.” No. I miazga była, ale ego. Poważnie, to dłużej zabrała mi rekonwalescencja duchowa niż fizyczna (ał, motyl, ał). A że bardzo bardzo, chcę dostać czerwoną koszulkę Top Team, to i będę musiała przemyśleć swoje strategie treningowe z rurką. Bo nie da się działać w obu kierunkach na 100%.

Żeby osiągnąć więcej, trzeba robić mniej, ale z poświęceniem i planem.

Zatem poniżej mój ikarowski upadek – w skrócie, zostało mi 20 powtórzeń Snatch’a (z 200) i tylko 30 sekund do końca 10 minut. Wolałam pokornie odłożyć kettla, niż zrobić bezsensu 190 powtórzeń w 10 minut. Czemu? Bo 200 Snatchy w 10 minut to TEST a nie trening. A kto zdaje codziennie testy, nie poświęcając czasu na naukę?

Masz ochotę się sprawdzić? Oto wymagania instruktorskie: 100 powtórzeń w 5 minut
kobiety: waga do 56kg – 12kg kettla; powyżej 56kg – 16kg kettla.
mężczyźni: waga do 60kg – 20kg kettla; powyżej 60kg – 24kg kettla.

Masz ochotę dołączyć do najsilniejszych w Polsce? Oto wymagania Top Team: Musisz wykonać trzy dowolne z poniższych ćwiczenia, z czego SSST jest obowiązkowy: 200 snatchy w 10 minut (kobiety 16kg, mężczyźni 24kg)
kobiety: kettlebell 1/3 wagi ciała: Pull Up (podciągnięcie brodą nad drążek), Military Press, Pistol (przysiad na jednej nodze), Turkish Get Up.
mężczyźni: kettlebell 1/2 wagi ciała: wszystko powyższe.

Chcecie treningu, oto on: mniej znaczy więcej.

Czas: dowolnie

Ćwiczenia:
1. Military Press
2. Push Press
3. Jerk

Twoja rozpiska:
Jeżeli masz więcej niż jednego kettla – czad. Lżejszego używaj do Military Press, cięższego do Push Press, a najcieższego do Jerka. Wtedy ten trening poczujesz dużo bardziej!
Korzystaj z wskazówek zawartych w nagraniu.

Drabina powtórzeń: 5-4-3-2-1-1 ręce wyciskają na zmianę!

Zielona: Weź 8kg.

Pomarańczowa: Weź 12kg. Walcz z tym Pressem. Jeżeli nie idzie – zamiast niego rób pompki. 10 pompek na wąsko rozstawionych rękach, łokcie przy ciele.

Czerwona: Bierz 12kg – 16kg (Dla Panów 24kg-28kg)

Enjoy!

Gdy ktoś złamie Ci serce

Standardowy

złam mu nogi i ręce! tamdaradam! temat z dupy by zachęcić do wchodzenia. Jestem kobietą/blondynką/młodzikiem i zamierzam to wykorzystać. Poza tym, żadne poważne czasopismo nigdy nie będzie mnie drukować, więc mogę być frywolna. O tak, „frywolna”.

Kocham ten obrazek. Myślę o nim namiętnie w chwilach, gdy coś staje mi na drodze.

Lubię się tłumaczyć sama przed sobą, odpuszczać własne grzechy, utyskiwać na słabości charakteru. Przytyło mi się? Oh jej, oh jej! Mam oddać tego chipsa? Odłożyć kozie mleczko? (TAK! kupiłam kozie mleczko, identyczne z ptasim mleczkiem, jest genialne i czuję mocno, że ma mniej kalorii) Nieeee, wolę płakać sobie dalej i siorbać latte z likierem orzechowym. Dopóki to moja decyzja – umiem żyć z konsekwencjami.

Kiedy jednak coś dzieje się przeciwko mnie – no do jasnej anielki. Kiedy jestem żałosnym jamochłonem, to jestem. Kiedy jednak czuję Wielkiego Brata, zrywam się niczym gepard na widok tłustej antylopy. GALOPUJĘ. I myślę, że większość ludzi ma podobnie, tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. Żyją swoim życiem umartwiając się, że ciągle im czegoś brakuje. Że są słabi. Że są nieudolni. Przepraszają wszystko wokoło, że tak bardzo są do dupy. Jakby brak jakiejś umiejętności dyskwalifikował ich do jej nauki.

Nie ma zajęć, by nie przyszła kobieta i czegoś nie umiała zrobić. Rzadko która ma odruch z obrazka powyżej. Sporo po prostu ucieka w ten czy inny sposób – odmawiając ćwiczeń, rezygnacją z zajęć lub głośnym zaprzeczaniem jakoby coś było możliwe. Nie udało się od razu? Walić to. Innym wychodzi lepiej? Walić to. Nagle się okazuje, że bezpieczniej trzymać się pobocza i nigdy nie osiągnąć pełnej prędkości. A pełna prędkość – nie ważne co robisz – to coś, dlaczego się żyje.

Zaufaj mi, nikt, NIKT, kto przychodzi pierwszy raz na jakieś zajęcia, nie okazuje się Mozartem sportu. Każda dyscyplina jest wymagająca w innym obszarze. Korzysta z innych mięśni lub w innym zakresie. Nie da się uprawiać jednego sportu i z palcem w dupie wykonywać zupełnie innego tak od razu. Wie o tym każdy sportowiec, nieważne jak dobry w swojej dyscyplinie – musi być pokorny w innej.

Jest wiele przykładów jak osoby niepełnosprawne osiągają mistrzostwo w danej dziedzinie sportu – czemu więc miałabyś tłumaczyć siebie tzw. ruchowym kalectwem?

Nie przepraszaj za to, że nie odróżniasz lewej nogi od prawej – ćwicz, byś zaczęła je odróżniać. Nie masz kondycji? Od siedzenia przy kompie się jej nie nabywa, nie wiem skąd pomysł więc by oczekiwać, że nie zmęczysz się na zajęciach, albo że wykonasz wszystko na 100%. Jeżeli nic nie trenujesz – Twoje ciało będzie krzyczało, płakało i groziło. Z czasem jednak trochę słabiej, trochę ciszej. To naturalny proces, przez który trzeba przejść. A im szybciej ruszysz dupę – tym szybciej dotrzesz tam gdzie celujesz.

Jeżeli potrzeba Ci motywacji – pomyśl o wszystkich przeszkodach które masz przed sobą, jak o wilku z obrazka.

A potem je ukatrup swoim wysiłkiem.

Samo myślenie i chcenie nie przynosi efektów. Jeżeli chcesz się gdzieś znaleźć nie możesz stać w miejscu. Jeżeli nie możesz biec – idź, jeżeli nie możesz iść – czołgaj się. Kryzysy są zawsze chwilowe. Nie poświęcaj im swojego cennego czasu. Kształć się, próbuj, nie poddawaj. Jeżeli nie drzwiami, to oknem.

Idź na trening!

Różnica między klientem a studentem.

Standardowy

Mam to fantastyczne szczęście, że pracuję z naprawdę fajnymi babkami, które nie mają oporów w powiedzeniu „Ale pierdolisz” w twarz i których nie urazi, jak zacznę drzeć na nie treningowego ryja o ruszaniu dupsk. Ale zdarza mi się *czasem* chlapnąć coś głupiego na sali. Jestem w końcu człowiekiem, mam swoje upodobania i swoje zdanie niekoniecznie poprawne politycznie. Nie jestem sztucznym tworem* oklaskującym wszystko i wszystkich.*a przynajmniej ku temu odpowiednich dragów nie wciągam Problem więc pojawia się wtedy, gdy to co mówię w mojej głowie brzmi zupełnie inaczej niż w uszach dziewczyn i nikt mi o tym nie powie.

Może dlatego, iż nie mam umiejętności natychmiastowego obrażania się i brania wszystkiego do siebie – zakładam posiadanie tego rodzaju dystansu wśród innych. Batman mi świadkiem, jak wiele klientek straciłam poprzez swój niewyparzony pysk. I tu przechodzimy do sedna.

Możemy sobie dyskutować, czy obowiązkiem instruktora jest być miłym, uśmiechniętym i pełnym współczucia. Czy w zawód wpisany jest ciągły dobry humor, entuzjazm i pewnego rodzaju nawiedzenie. Znam wielu wspaniałych instruktorów, którzy są introwertykami i nie umieją panować nad emocjami tłumu za pomocą ukazywania własnych emocji. Czy można nauczyć się manipulować i sterować grupą ludzi tak, by osiągnąć zamierzony efekt treningowy? Oczywiście. Nie uważam by tego rodzaju socjotechnika była czymś złym*. *chyba, że doprowadza do kontuzji

Jest masa poradników treningowych dla osób trenujących – jak trenować. Nie znalazłam jednak wielu poradników dla instruktorów – jak trenować innych. Oczywiście to jest jedno z bezwzględnych praw dżungli, które sprawia, że jedni instruktorzy będą mieli więcej klientów, inni mniej. (Ważną oczywiście sprawą jest rodzaj treningu jaki się prowadzi – jednych kręci wioślarstwo, ale zdecydowanie więcej osób pójdzie na jogę. Ilość klientów niekoniecznie świadczy o tym, czy instruktor jest dobry. Nie ma znaku równości pomiędzy profesjonalizmem a popularnością. Kurdę, ale ja nie o tym.)

Nie chcę wchodzić w zakres kompetencji i wiedzy instruktora – chcę Wam dzisiaj przedstawić kilka punktów pomocniczych dla świeżych instruktorów oraz bardzo ważne zagadnienie dla osób trenujących. Czemu groszek z marchewką? Z jednej strony będę pisać o „oczywistych oczywistościach”, które bardzo często gdzieś leżą zignorowane, a z drugiej strony o temacie może jeszcze zbyt trudnym dla Polaków. Edukacja ponad wszystko.

DROGI INSTRUKTORZE.

- Twój wygląd to Twoja wizytówka. -
Nie ważne ile razy więcej podciągniesz się na drążku od swojego klienta. Jeżeli ubierasz się byle jak – będziesz odbierany, iż pracujesz byle jak. Twój klient ma prawo przyjść w uwalonych spodenkach i ciapatej koszulce. TY NIE. Nie nakłaniam Cię, byś chodził jako żywa reklama Nike czy UnderArmour – nie chcesz przepłacać za ciuchy? Kup zapas czarnych koszulek bez „fajnych nadruków ulubionej kapeli” i dwie pary jednolitych spodni, w którym dupa ci się nie odciśnie i które nie będą z ciebie zwisać kozacko. W jakim stroju trenujesz sam siebie – nobody cares. Trenujesz innych – wszyscy „paczą”.

- Ucz się imion. -
Wymówka „nie mam pamięci do imion” to w wolnym tłumaczeniu tyle co „mam wyjebane na tyle, by nie troszczyć się o zapamiętanie”. W tym zawodzie trening jest dla ciebie podstawą – trening pamięci również. Rób pamięciowe zakładki, kojarz, powtarzaj sobie, wbij do łba. Możesz się pomylić. Nie możesz sobie pozwolić na olewatorstwo.

- Przypominaj, że wół cielęciem był. -
Szczególnie na początku, kiedy twoim podopiecznym coś kiepsko wychodzi – nie pocieszaj ich zwykłym „będzie lepiej”. Daj przykład. Mam szczerą nadzieję, że zostałeś instruktorem kettlebell przez wzgląd inny niż morze hajsu i panienki. Przypomnij sobie swoje wzloty i upadki i dziel się własnym doświadczeniem, nie tylko wiedzą. Często klient przychodzi i patrzy jak Tobie to lekko wychodzi i myśli, że sam jest zbyt wielką pierdołą i się nie nadaje. Uświadom go, że to nie dar od Wielkiego Potwora Spaghetti, tylko własna ciężka praca i zaangażowanie – ale przede wszystkim: wielka frajda, bo jak się kocha to co się robi, to zaczyna się być coraz lepszym.

- Pragnienia i potrzeby. -
Dopóki ktoś ma dwie ręce i dwie nogi, możemy założyć, że indywidualny tok nauczania pod spersonalizowanym kątem to czyste trzepanie kasy z naiwniaka (ups, sorry, wydało się). To tak samo z różnicami w treningu kettlebell dla kobiet i mężczyzn. Przypomnę nieśmiało, że wszyscy jesteśmy ludźmi*. *choć różnica jest w poziomie zajebistości Jedni z nas tylko ruszają się lepiej od innych. KAŻDY potrzebuje silnych mięśni. Tylko zawodowi sportowcy potrzebują sprecyzowanych treningów. Ilu takich masz na sali? Jasne, że przychodzą ludzie z pragnieniem zrzucenia oponki i oczekują miliona ćwiczeń na brzuch. Ty masz być mądrzejszy. NIE olać ich potrzeby, tylko poprzez dobry przykład nakłonić do rozumienia, czemu mają ćwiczyć również ręce i nogi. Jeżeli zaczniesz ulegać presji „klienta który wie lepiej” wkrótce znienawidzisz ten zawód.

..i tym sposobem doszliśmy do puenty notki:

DROGI KLIENCIE.

- Przestań być klientem, zacznij być studentem. -
(W języku polskim słowo „klient” nie ma wielu dobrych zamienników, dlatego zapewne pojawi się cała masa nieporozumień po tym fragmencie. Postaraj się jednak przeczytać tekst i wydobyć sens z wierszy, zamiast samych znaczeń słów. Nie baw się również w konotacje związane z wiecznie głodnym i narąbanym studentem z polskiej uczelni państwowej. Chodzi mi tutaj o osobę pragnącą wiedzy i doskonalenia siebie w danym zakresie.)

Przekonanie, iż „skoro płacisz, to wymagasz” zabiło wiele w zajęciach sportowych. „Klient nasz pan” z kolei skopało niejednego instruktora.

Chcę żeby było krótko, by uniknąć wątpliwości: płacisz za wiedzę – wiedzę masz otrzymać. NIE rozrywkę. Instruktor nie ma Cię zabawiać, sprawić że poczujesz się lepiej czy lepszy, nadskakiwać i się przymilać. Nie płacisz za bycie cheerleaderką czy wodzirejem. I NIE rezultaty. To jest Twoje życie i Twoje decyzje, czy oszukujesz przy powtórzeniach, czy jesz w McKwaku, czy ćwiczysz regularnie. Za każdym razem gdy cheatujesz – cheatujesz siebie, nie instruktora.

Za co więc płacisz? Instruktor ma zadbać byś nie popełniała błędów i uniknęła kontuzji, byś miała dobry ciężar do ćwiczenia i możliwości, by ciąg ćwiczeń w treningu miał sens, by ułożyć program pod cele treningowe. Instruktor ma służyć Ci w zakresie polepszania Twojego ruchu, ma wskazywać drogę która wiedzie do danego celu. Ma objaśnić ćwiczenie, jego mechanikę i powód dla którego je robisz.

Przy wspólnym zaangażowaniu rodzą się więzy głębokie i silne - nie możesz jednak tego kupić, płacąc za karnet.

Dla osób długo trenujących zazwyczaj jest to zupełnie jasne – problem tylko w tym, że aby mieć na miseczkę ryżu, trzeba pozyskiwać wciąż nowych, „świeżych” trenujących. Jeżeli więc jesteś instruktorem, który utknął w jakiejś korporacyjnej siłowni, musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: chcesz mieć klientów rozliczających Cię z każdej minuty, czy studentów czerpiących z każdej minuty? Bo w molochu przez który przetacza się tłum anonimowych twarzy nie znajdziesz paliwa dla swojej pasji. A bez paliwa daleko nie zajedziesz.

Zdjęcie przed i po, moja magiczna przemiana!

Standardowy

Przemilczałam w sezonie letnim wzmożoną modę na „przed” i „po”. Z przyczyn postanowieniowo-noworocznych zawrócę kopytka i ogarnę krótko temat. Masa pytań z gatunku „jak długo muszę to robić by wyglądać tak jak ty?” sprawia, że nie chcę rozmawiać z ludźmi i wychodzę na arogancką pipę. Skoro więc już i tak jestem arogancką pipą, to mogę być cytowaną arogancką pipą.

Oto JA, w samojebkach – czy jak kto woli „słitaśnych fociach”. Przed i po, magiczna przemiana!

Podoba Ci się zmiana? Chcesz wiedzieć jak mi się udało uzyskać takie efekty w szybkim czasie? Ćwiczysz pół roku i wciąż nie widzisz takich fenomenalnych efektów jakimi chwalą się niezidentyfikowane panny na różnych portalach?

Po pierwsze: nigdy nie wiesz, ile w zdjęciu jest prawdy. Zarówno w tym „przed” jak i w tym „po”. Powyższe zdjęcia, „zupełnie przypadkiem”, zostały zrobione w odstępie 10 godzin. teraz się okaże, kto czyta uważnie! Nie, nie używałam photoshopa, żadnych filtrów, kontrastów, skali Jaki jest sekret? Co robiłam? Spałam. Zatem spanie odchudza! Śpij jak najwięcej. oczywiście dobre światło też pomaga.

Po drugie: zdjęcia „przed” i „po” są ważne dla Ciebie, jako pokarm dla mózgu. Dlatego dobrze je sobie robić. Źle, gdy są jedynym wyznacznikiem Twojego progresu. Jeszcze gorzej, gdy oglądając czyjeś „przed i po” zapychasz frustrację ciastkiem/wafelkiem/orzeszkiem.

Po trzecie: nie daj się bujać marketingowcom. Żyją z tego, byś uwierzyła, iż można w 30 dni za pomocą jednego*, jedynego** programu zmienić całą swoją aparycję na lepsze. *jednego dla wszystkich, nie zależnie od tego kim jesteś. **jedynego, bo co prawda są inne, ale „ten” jest super sprawdzony i na pewno zadziała. Jeżeli postanawiasz zadbać o swoje ciało zaczynając od poszukiwań, które ćwiczenia „najbardziej się opłacają” – które dają najszybsze efekty, nie pokażą światu (zebranemu na sali) jaką jesteś kondycyjną miernotą, które ogarniesz szybciej niż paczkę chipsów i NAJLEPIEJ, które jeszcze są na kartę Benefit – to sorry, właśnie strzeliłaś sobie w kolano. Wilki Cię dopadną.

Niby wszystko wiesz, ale podejrzewam, że i tak dajesz się złapać. Czasem po prostu chcemy uwierzyć w bajki, by życie nie było takie ponure. Przypomnę Ci jednak ważny fakt: w świecie, gdzie wszystko masz teoretycznie na wyciągnięcie ręki/portfela/karty kredytowej, nie możesz mieć figury jakiej pragniesz od zaraz. Żadne wibropasy czy elektrostymulacje, dźwiękowibracje czy tortury na drewnianym wałku z wypustkami, bądź też okładanie się błotem i naświetlanie – nie zrobię z Ciebie smukłej dziuni. Wiem. Kaplica.

SEKRET SPALANIA TŁUSZCZU to: Poświęcenie, Dedykacja, Zapieprz, Czas i Motywacja.

Kiedy ktoś mówi mi, że „próbowałam, ale to nie dla mnie, tak ciągle trenować. Nie mam czasu, boli mnie kręgosłup, mam takie geny.” to grzecznie się zamykam. Patykiem rzeki nie zawrócisz. Samemu trzeba dojść do chwili, gdy czeka się na trening, gdy trening szybko zlatuje oraz gdy trening daje Ci więcej, niż Ty jemu.

Poza tym, magia robienia zdjęć to nie tylko Photoshop. To również magia ustawienia ciała. UWAGA! Pełna nagość! Wrażliwi nie klikają

I tak zupełnie przypadkiem (tym razem na serio) pochwalę się moją instruktorką. A co. Figurę też ma od kettli. I tak, kazałam jej się uśmiechnąć*. *to raczej kobieta, której w niebie nie chcą, a w piekle się boją.

P.S. Całkiem fajny artykuł na temat zdjęć przed/po znajdziecie również tu:
http://www.huffingtonpost.com

Na efekty warto poczekać.

Standardowy

Samo czekanie jednak efektów nie da. Work that ass. Love your body. Always.

NOW GO TO WORK!

Czas: 45 minut

Ćwiczenia:
1. Squat
2. Pompka Spidermana
3. Swing

Twoja rozpiska:
Diabelska piramida, czytamy wzdłuż, nie w pionie:
40 squat, 30 pompki, 20 swing
35 squat, 25 pompki, 15 swing
30 squat, 20 pompki, 10 swing
25 squat, 15 pompki, 5 swing

PO TYM:

40 swing, 30 pompki (zwyczajne!), 20 squat
35 swing, 25 pompki, 15 squat
30 swing, 20 pompki, 10 squat
25 swing, 15 pompki, 5 squat

Przerwy w serii nie ma. Przerwy są po całym rządku ćwiczeń – ok.4 minuty. Jeżeli potrzebujesz dłuższych – ok. Nie martw się jak spuchniesz – to chwilowe. Trening ma na celu zwiększenie obwodów Twoich mięśni, żeby było gdzie upchnąć całą tą Twoją nadludzką siłę.

Zielona: Twoja piramida przedstawia się tak: 30 – 20 – 20, w drugiej rundzie (nie serii!) lecisz 30 – 20 – 20. Weź 8kg. (Dla Panów 16kg)

Pomarańczowa: Weź 12kg. Jeżeli pompki Cię miażdżą, rób damskie, bez spidermenka. Masz zrobić wszystkie! Nic Ci nie odpadnie, zaufaj mi. (Dla Panów 20kg-24kg)

Czerwona: Bierz 12kg. No excuses. (Dla Panów 20kg-24kg)

Enjoy!

P.S. NIGDY nie daję treningów, które są nie przetestowane na mnie lub na moich klientkach, więc nie jęcz, że to niewykonalne. TO właśnie odróżnia moje treningi od wielu innych dostępnych w sieci. Są efekty, nie ma kontuzji. Mogą wyglądać niepozornie, ale zawsze mają w sobie wyzwanie. Przekrojowość sprawi, że wciąż będzie progress, różnorodność da Ci wszechstronność ruchową, a funkcjonalność przełoży się na wszystkie inne aspekty ruchowe w Twoim życiu. That is PowerWorkout.