O miastach „specyficznych” i kiepskim marketingu.

Standardowy

Ci, którym brakuje odwagi, zawsze znajdą jakąś filozofię, by to wytłumaczyć. Albert Camus

Dzisiaj pogadamy* *mój ulubiony typ rozmowy – ja pognębię klawiaturę, reszta poczyta o kettlowym biznesie. Zamiar jest taki, żeby pomóc zrozumieć, że nie musisz być koniem, by przez niektóre przeszkody umieć przeskoczyć. Jeśli natomiast zamierzasz nie zrozumieć tekstu, wziąć coś z niego do siebie, obrazić się i zwyzywać mnie od aroganckich krytycznych miernot – be my guest. Jeżeli zaś jesteś „klientem” i po tym tekście, z bliżej niewiadomych mi przyczyn, poczujesz się jak zmanipulowana i strzyżona owca – przepraszam, nie takie jest zamierzenie. Ok, zaczynamy.

Zanim zaczniemy zgłębiać meandry biznesu z kulkami, chciałam zauważyć, że prawdopodobnie nie jestem lepszym instruktorem niż Ty. Równie jednak prawdopodobne jest to, że jestem bardziej świadoma pewnych reguł rządzących marketingowym bytem. Skoro wybrałaś/eś zawód skrajnie różniący się od pracy na poczcie, musisz zdawać sobie sprawę, że:

1. Żaden papierek nie sprawi, że klienci sami przyjdą.

Nawet, szersza publiko, nie zdajecie sobie sprawy, jak często słyszę z okazji różnych szkoleń pytanie „A jakiś papier po tym jest?”, w domyśle oczywiście sugerując potrzebę dostania certyfikatu/dyplomu/zaświadczenia. Tak jakby transakcja obejmowała kupowanie (za papierki narodowe bądź elektroniczne) poświadczenia umiejętności, a nie dostęp do wiedzy. Tak jakby obecność na kursie/warsztatach/szkoleniu gwarantowała, że grupa na sali treningowej zbierze się tłumnie, by słuchać „naszych” mądrości z otwartymi dziubkami, gotowa na szczodre opłacenie karmienia pelikanów. That’s just crazy. Nie ważne jaki papierek dostaniesz – ważna jest wiedza, która za nim stoi.

Wiedza jest jedną z podstaw tego zawodu. Wiąże się z tym jednak błędne przekonanie:

2. Masz się znać na wszystkim od dietetyki po masaż sportowy, z uwzględnieniem boksu, stepu i kulturystyki.

Bitch, please. Jeżeli wciąż szukasz na czym da się trzepać siano, zajmij się przemytem fajek. Nie będziesz dobry w jednej dziedzinie, jeżeli wciąż będziesz się rozdrabniać. Albo jesteś hydraulikiem albo złotą rączką. Przy czym pamiętaj, że nawet szampony w dzisiejszych czasach mają specjalizacje. I zanim złapiesz oddech do dłuższej dyskusji – nie mówię tu o własnym rozwoju, o interesowaniu się innymi dziedzinami, o pogłębianiu wiedzy z wielu źródeł. Mówię o Twoich usługach, o tym co reklamujesz swoją osobą i za co chcesz otrzymywać zapłatę.

Pomijając drażliwy aspekt per ‚jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego’, moją ulubioną wymówką na brak klientów na sali jest:

3. „Moje miasto jest specyficzne”.

Och. Sorry. Nie wiedziałam. Jecie tam kamienie zamiast chleba? Dusicie noworodki jak nie mają sześciu palców u dłoni? Argument o specyficzności miejsca czy klienteli, jest tak samo powtarzalny i nudny jak damskie torebki z Kazar’u*. Wyjaśnienie dla panów: każda kurka o aspiracjach pokazania się z torebką z lekkim posmakiem luksusu, będzie miała torebkę firmy Kazar, będzie do tego podchodzić z lekceważeniem mającym świadczyć o jej wysokich zarobkach i nienagannym guście łączącym tradycję z nowymi trendami w modzie. True story. Moja matka ma trzy. Proszę Cię, nie rób sobie tego i nie usprawiedliwiaj swojej marketingowej porażki działaniami zewnętrznymi na które nie masz wpływu. Mała ilość osób na sali treningowej niekoniecznie musi świadczyć o tym, że jesteś ciulowym instruktorem, przestań się więc wstydzić i zacznij działać. Niekoniecznie brak klienteli świadczy o tym, że los Ci nie sprzyja. Prawie zawsze natomiast świadczy o tym, że byłaś jak tania i głupia prostytutka – dałaś gdzieś ciała, i ani pieniędzy ani przyjemności nie miałaś.

Ilość klientów (dobry wyznacznik poziomu instruktora, lecz nie jedyny) w naszym kettlowym biznesie zależy od wielu czynników związanych z reklamą. Kettlebell to nie sól, społeczeństwo nie widzi, że jest potrzebna „w każdym obejściu i zagrodzie”. Gdyby na Polsacie i w TVNie nagle zaczął się boom na kulki – byłaby wspaniała reklama, ale rynek naprodukowałby takich instruktorów, że długo lizalibyśmy rany. Ach, a propo lizania emocjonalnych ran:

4. Otwierasz zajęcia i ogłosiłaś to tylko na Facebook’u, mając 1500 znajomych.

To, że TY odkryłaś jakie są zajefajne te kettle nie oznacza, że wszyscy inni też. Nie musisz mi wierzyć, i tak Cię to zaboli. Namawianie koleżanek dookoła do treningów z ciężarami w 98% odniesie jeden i ten sam skutek – nikt nie przyjdzie. Dlatego liczenie na to, iż świeżo upieczony instruktor rozpocznie swoją działalność mając 30 znajomych na sali – to strzał w stopę. Nie w tym kraju, gdzie ludzie wybaczą Ci wszystko oprócz sukcesu, i gdzie będą wspierać Cię tak długo, aż do czegoś nie zaczniesz dochodzić. Nie ma się co obrażać, trzeba brać to pod uwagę i atakować z innej strony.

I tak przechodzimy do najważniejszego moim zdaniem punktu:

5. Usprawiedliwianie się obecnością konkurencji to sygnał, że jesteś słaby.

Prawdziwa wiedza i profesjonalizm zawsze się obronią. Jasne, że na początku rodzi to frustracje, że klient ma wybór i może zadecydować, gdzie mu lepiej – bo jeżeli klient jest w cudzysłowie głupi i nie wie sam, po co idzie na zajęcia – to niekoniecznie wybierze od razu lepszego instruktora. Prawda jednak jest taka, że bez odpowiedniego tła nie da się błyszczeć. Żeby Cię doceniali, muszą znać Twoją wartość, a wartość poznaje się przy możliwości odniesienia jej do jakiegoś punktu. Rób swoje, nie zadręczaj się, nie usprawiedliwiaj, przyj do przodu. Nie wszystko jest dla wszystkich, nie dasz rady zadowolić wszystkich, nie dasz rady obsłużyć wszystkich, nie wszystkich potrafisz uszczęśliwić. Ta grupa jednak którą zbierzesz, doda ci skrzydeł, a konkurencja jedyne co będzie mogła robić, to naśladować wszystkie Twoje ruchy.

Jak poradzić sobie z brakiem klientów? Co robisz źle i co masz zmienić?

Jeżeli zainwestowałaś czas i pieniądze i nic Ci się nie zwraca, oznacza, że jeszcze raz musisz zainwestować czas i pieniądze – tym razem sprytniej. Pamiętaj, że nie ważne jest jak dobra jesteś, ważne, jak dobra chcesz być. Jeżeli raz coś źle zrobiłaś, nie poddawaj się i broń Cię batman, nie powtarzaj błędu. Nie idź w zaparte. Bycie instruktorem to nie tylko godzina czy dwie spędzone na sali treningowej. To nie tylko odpowiedzialność za zdrowie i fun klienta.

Gdybym teraz wymieniła rzeczy na które musisz zwrócić uwagę, czynności które należy podjąć i akcje, których za wszelką cenę unikać – straciłabym swój czas. Nic, co ma znaczenie w marketingu, nie jest darmowe. Ceny za kursy na których powiedzą Ci same oczywiste rzeczy są często kosmiczne – czemu? Bo tylko jak za coś słono zapłacisz, jesteś w stanie temu zawierzyć. Wszystko inne przejdzie koło ucha i oka. Każdy musi odczuć porażkę na własnej dupie, by potem docenić podsuniętą poduszkę.

Z początku chętnie się dzieliłam swoją wiedzą, kilka razy się sparzyłam, teraz już tylko współczująco kiwam głową. Selekcja naturalna. Jeżeli ktoś uważa, że samo się tak dzieje, że ludzie do mnie przychodzą, to luz. Jestem pierwszą Polką promującą HardStyle, długo byłam jedyna w kraju* *która uczyła inne kobiety jak machać połową wagi swojego ciała, wciąż mam największą wśród kobiet w Polsce wiedzę w zakresie metodyki StrongFirst* *największej i najpoważniejszej instytucji niesportowych kettli na świecie, i to ja odwalam największą robotę przy promocji ciężkich kettlebell wśród kobiet. Jeżeli ktoś miał najbardziej pod górkę, to właśnie ja. Lecz jeżeli chcesz we mnie widzieć głupią szczęściarę, która głośno kłapie jadaczką – spoko, mam to gdzieś. Nie będę startować w konkursie na najdłuższego pindola.

Żeby nie było, że się uniosłam i zaperzyłam, proszę przeczytać wszystko jeszcze raz, mając przed oczami mojego roześmianego pyska. Enjoy the training!

Czas: od 30 do 60 minut

Ćwiczenia:
1. Swing jednorącz
2. Snatch
3. Żuraw
4. Martwy ciąg jednorącz + boczek

Od dwóch do czterech rund, w zależności od możliwości.

Twoja rozpiska:
Założenia na rundę: każde ćwiczenie po pięć razy na rękę – dwa razy (5+5+5+5) bez odkładania kettla – zerknij w filmik, by się upewnić że rozumiesz. Bardzo dobrze jest, gdy raz zaczynasz słabszą ręką, a drugi raz mocniejszą. Pomaga to w sytuacji, gdy masz wrażenie, że jedna ręka jest silniejsza, ale ta druga ma lepszą technikę – więc w sumie nie wiadomo, która jest słabsza. Starałam się tak robić na filmie, ale nie zawsze mi wychodziło. Koko-ko.

Trening po którym czujesz więcej mocy, niż przed jego rozpoczęciem – to najlepszy trening. Miej to na uwadze.

Zielona: Weź 8kg i rób każde ćwiczenie 5+5 dwa razy. Możesz spróbować również robić 5+5+przerwa+5+5, dwa razy.

Pomarańczowa: Weź 8kg i rób zgodnie z rozpiską, lub weź 12kg i rób 5+5 zamiast 5+5+5+5

Czerwona: Bierz 12kg. Jedziesz z tematem.

Enjoy!

4 przemyślenia na temat “O miastach „specyficznych” i kiepskim marketingu.

  1. ~Klaudia

    To dzięki Tobie odkryłam kettle i mimo że czasami boli, to zawsze jak na nie patrzę to się uśmiecham.
    Dziękuję i wytrwałości życzę! :D haters gonna hate

  2. ~Kaz

    Wesołych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Dbajmy o nasze ciała i dusze. To bardzo ważne. Alleluja!

  3. ~agatamusz

    Noo, konkretnie napisane i w Twoim stylu. Zapierdalać trzeba. Moc z Tobą! PS. Ostatnio wracałam z zajęć i myślałam o Tobie. Że chyba nie masz czasu pisać, bo albo kettle albo rurka. :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>