Jak zacząć by nie przestać.

Standardowy

Jesteś początkująca? To notka do Ciebie. Bez szyderstw, po babsku, po prostu.

By zacząć – przestań komplikować życie i po prostu zacznij. Zrób to. Wstań i zacznij. Nie ma „ale”. Tak zaczyna KAŻDY.

By nie przestać – znajdź w tym głębszy cel i przyjemność. Znajdź ludzi z którymi będziesz chciała dzielić się pasją, którzy wesprą Cię gdy masz zakwasy lub gorszy dzień – a nie zaczną powątpiewać w sens Twojej pracy. Nie słuchaj szyderstw, bo ludzie którzy poświęcają swój czas na doskonaleniu siebie, nie mają go na hejtowanie innych osób. Pisz dziennik by widzieć swój progres – namacalne dowody zawsze działają budująco.

Masz pytania? Zanim je zadasz, przeczytaj:

„ale ile muszę ćwiczyć by zobaczyć efekty?” – wszystko zależy od tego, z czym startujesz.

„jak dodam to i to, to kiedy zobaczę efekty?” – zależy jak uczciwa w swoich treningach będziesz.

próbowałam już wszystkiego, co mam robić by schudnąć?” – może przestań jeść puste węglowodany i zacznij trenować?

„chcę zrzucić z brzucha i wewnętrznej strony ud, jakie ćwiczenia są dla mnie?” – regularne, te są najbardziej skuteczne.

„mam tendencję do dużych mięśni, czy mogę trenować ciężarami?” – pod warunkiem, że nie będziesz jadła bochenka chleba dziennie.

„chciałabym zacząć trenować, ale nie wiem co/jak/ile” – dobrze trafiłaś.

Zawsze, gdy mam mało czasu i podły humor* *bardzo często mój dobry humor też uchodzi wśród ludzi za podły, doradzam obkupienie się w zieloną herbatę, zieloną kawę i zieloną kiełbasę. Wyniki na wadze gwarantowane, a i lekkość bytu zapewniona bez kropelki potu. Ogólnie to czasem złoszczę się na fakt, że 85% kobiet chce schudnąć i wybiera metody z kraju, gdzie odsetek osób chorobliwie otyłych jest największy.

Metody jak NAPRAWDĘ schudnąć i cieszyć się szczupłą, wysportowaną sylwetką, są jednak za trudne do stosowania. Tak ciężko jest utrzymać tryb regularnych treningów jak i odmówić babeczkom z Lidla. Wiem co mówię, nie odmawiam babeczkom. Jednak nie mam problemu z regularnym treningiem. JAK to robię?

Znalazłam narzędzie treningowe, które daje mi masę efektów, masę frajdy i pozwala zaoszczędzić czas oraz czasem oszukiwać na żarciu.

Jeżeli więc szukasz czegoś co sprawi, że będziesz CHCIAŁA trenować dwa razy w tygodniu, to jest właśnie to. Pomaga absolutnie na wszystko i szkoda tylko, że nie odkurza i nie parzy kawy.

Poniżej znajdziesz trening – prosty i przyjemny, w systemie zwiększającego się wyzwania. Jako osoba absolutnie początkująca, będziesz robiła „Martwy ciąg” zamiast „Swing” – tak więc nie ma wymówek – jesteś w stanie przy każdej formie lenistwa i braku kooperacji własnych kończyn zrobić ten trening. A co lepsze – poczuć jego efekty.

By zachęcić Cię bardziej – spróbuj wykonać ten trening z koleżanką, robiąc powtórzenia na zmianę. Dzięki temu nie będziesz musiała się zastanawiać ile czasu masz przeznaczać na odpoczynek. Jeżeli jesteś sama – rób najszybciej jak potrafisz, koncentrując się na poprawnym ruchu i przypięciu – bezsensowne powtórzenia się nie liczą, musisz być skupiona.

Ten trening, pomimo iż wymaga ciężarów, nie sprawi że zrobisz się większa. Pomoże Twoim nogom stać się szczuplejszymi i silniejszymi, szczególnie jeżeli masz problem z sadełkiem po wewnętrznej stronie nóg. Możesz do tego dorzucić skakankę – i zobaczysz efekty bardzo szybko.

Przestań nienawidzić się za to jakiej figury nie masz, zacznij kochać się za efekty na które zapracujesz.

Nie ważne z czym startujesz. Ważne, że jesteś twarda. Jeżeli nie jesteś twarda – możesz się twarda stać. Pomogę Ci wyhartować ciało i ducha bez polewania zimną wodą.

Czas: ok 30 minut

Ćwiczenia:
1. Żuraw bez obciążenia – 10 na nogę
2. Swing małym ciężarem 10
3. Swing większym ciężarem 10
4. Żuraw bez obciążenia – 5 na nogę bez zmiany
5. Swing małym a następnie większym ciężarem po 5
6. Żuraw bez obciążenia – 10 na nogę bez zmian
7. Swing małym a następnie większym ciężarem po 10
8. Żuraw z małym ciężarem – 5 na nogę

Twoja rozpiska:
Zaczynamy od spokojnej pracy i pniemy się w górę naszej drabiny trudności. Nie będziesz zhasana na koniec, ale pracuj z przypięciem pośladków a poczujesz efekty po trzeciej rundzie. Masz moje zapewnienie, że taka seryjka jest lepsza na celulit niż połowa apteki, z drogerią razem wziętą. Jeżeli nie znasz swingu metodą HardStyle, poszukaj wśród moich workoutów martwego ciągu – to naprawdę świetne ćwiczenie zamienne, które możesz wykonać z jeszcze większym ciężarem.

Ten trening nie obciąży Twoich kolan, ani nie rozbuduje muskulatury nóg. Zapewniam Cię, że moje są duże nie od tego.

Zielona: Obowiązuje Cię cała runda. Używaj takich obciążeń jakie masz, ale nie pozwalaj sobie na relaks mięśni podczas ćwiczeń! Powtórz rundę minimum raz.

Pomarańczowa: Twoje ciężary to 12kg i 20kg, chyba że chcesz rozbudować mięśnie nóg – wtedy sięgnij po 16kg i 24kg. Dwie lub trzy rundy.

Czerwona: Zamiast żurawi bez ciężaru spróbuj przysiadów ze sztangą ok 20~30kg (oczywiście na dwóch nogach, bez podziału na dwie części). Jeżeli nie masz dostępu do sztangi – rób goblet squat. Pamiętaj by skończyć trening, gdy czujesz że Twoja technika zaczyna kuleć!

Enjoy!

Trening a workout – czyli w czwartki się nie pocę.

Standardowy

W języku polskim nie ma rozróżnienia pomiędzy „training” a „workout”, dlatego też nie dziwię się, że ludzie każdy niemal rodzaj fizycznej aktywności wrzucają do jednego worka. I chociaż trening z Chodakowską nierówny jest treningowi Paula Wade’a, nie słyszałam jeszcze by ktoś zwał rzeczy inaczej niż treningiem. A w sumie różnica jest i żałuję, że nie poznałam jej przed publikowaniem jako PowerWorkout. Tak. Auć. No ale.

Chcąc jak najszybciej wrócić do formy* na wiosnę *zawsze proszę o opisanie jaka była rzekoma forma, zanim się zgubiła wielu ludzi widzi jedynie sens w „wypoceniu hektolitrów tłuszczu” ewentualnie „ma boleć!”. I don’t really care, niech każdy robi to co lubi lub uważa, że powinien – mamy niepodważalne i niezbywalne prawo do pie..szczenia się z własnym życiem. I zanim ktoś posądzi mnie o hejt, bo go w czułe zabolało – walcie się, też robię workouty.

Jeżeli jednak nie wiesz, że szukasz treningu a nie workout’u – to dobrze trafiłaś.

Kura Angela wytłumaczy po kurzemu, ale bez obrazków. Można zgłaszać poprawki lub przemyślenia – jest to autorskie odczucie Angeli, więc może się mylić.

WORKOUT JEST WTEDY, GDY:
- masz dużą liczbę powtórzeń w danej serii – duża oznacza więcej niż 8
- wykonujesz ćwiczenia bez obciążenia lub z obciążeniem mniejszym niż 5kg – obciążenie masą własnego ciała to też obciążenie (np. pompki)
- nie dbasz o zrównoważony rozwój fizyczny – ważne by się zmęczyć, nieważne czym
- pewne rzeczy robisz bez sensu, tylko dlatego że sprawiają Ci radość z robienia
- masz Burpee w rozpisce
- jesteś nastawiona na spalanie tkanki tłuszczowej PODCZAS ćwiczeń
- nie odpoczywasz aż uspokoi Ci się oddech pomiędzy seriami
- podczas workoutu dochodzisz do swoich granic i często je przekraczasz
- po workoucie czujesz się jak wyżęta szmata

TRENING JEST WTEDY, GDY:
- liczba powtórzeń w serii waha się pomiędzy 1 a 7
- ciężar jakiego używasz prawie nigdy nie jest 100% Twoich możliwości
- odkładasz siłę do banku – liczą się dla Ciebie efekty, a nie gnanie do przodu
- robisz racjonalnie długie przerwy pomiędzy seriami, nie zaczynając ćwiczenia na skróconym oddechu
- po treningu czujesz się silniejsza niż przed nim
- spędzasz czas na przyzwyczajaniu stawów do obciążenia i zwiększaniu ich mobilności
- hamujesz apetyt na więcej, przede wszystkim słuchając swojego ciała
- nie idziesz w różnorodność dla samej różnorodności – podstawowe ćwiczenia są najlepsze
- tkanka tłuszczowa nie jest twoim targetem, ginie przy okazji

Ok. Zapraszam do przemyśleń. A w międzyczasie – NA TRENING!

Czas: ok 40 minut

Ćwiczenia:
1. Military Press 60% maksa
2. Back Squad 25% – 40% maksa

Twoja rozpiska:
Press – skoncentruj się na jednym powtórzeniu, czystym technicznie, bez wybicia, z przypięciem całego ciała. Twoim głównym zadaniem jest jak najszybciej wycisnąć w górę kettla, oraz ściągnąć go w drodze powrotnej – ściągnąć, nie opuścić. 5 powtórzeń pojedynczych w serii.
Drabina powtórzeń przysiadów – zacznij od 2 powtórzeń, potem zrób 3, 4 i skończ na 5. Koncentruj się, by iść powoli w dół i szybko wybić się w górę. Stań na szerokości barków, ale nie myśl o wysuwaniu bioder w tył, tak jak robisz to przy przysiadach z kettlem. Sprawdzaj tylko, by kolano nie wyszło poza Twoje palce u stóp. Kolano oczywiście kieruj w stronę palców stóp, nie na boki i nie do środka.
Tak wygląda seria.

Zielona: Trzy serie. Do Pressa weź 8kg, zamiast gryfu od sztangi możesz wziąć cięższy drążek lub położyć te 8kg kettla na karku (obwiń w ręcznik by nie uciskał kostki na karku).

Pomarańczowa: Trzy serie 8kg lub 12kg do pressa, gryf 10kg do przysiadów – ewentualnie możesz dorzucić po 5kg bumperów LUB robić po 5 powtórzeń w 5 seriach, rezygnując z drabiny.

Czerwona: Trzy serie. Jeżeli robisz pressy 20kg, to weź 16kg do treningu. Jeżeli nie robisz pressów 20kg – ogranicz się do 12kg lub do 8kg – w zależności od siły swoich rąk. Jeżeli jesteś dobra w przysiadach – możesz wziąć 10 lub 20 kilo na gryf (chociaż jeżeli jesteś dobra, to umiesz już dobierać ciężar), LUB robić po 5 powtórzeń w 5 seriach, rezygnując z drabiny.

Enjoy!

P.S. I really love this training.

Pomiar tłuszczu w ciele czyli czy jesteś masłem naprawdę maślanym?

Standardowy

Tak sobie robię czasem dziwne rzeczy. Ku potomności, oczywiście.

Tak, to taka przerwa na reklamę, a teraz do rzeczy.

Przygotowuję się obecnie z Pull up’a. Idzie powoli. Nieodgadnione pozostaje, kiedy uda mi się podciągnąć w nachwycie z 18kg. Nie sądzę, by udało mi się schudnąć. Why? Bo kobieta piękna to taka, która jest szczęśliwa – a kobieta szczęśliwa jest wtedy, gdy jest najedzona. Ergo, dbam o siebie. Chociaż rozglądając się czasem po hipermarkecie mam przemożne wrażenie, że niektóre kobiety, według powyższej teorii, postanowiły powalczyć o tytuł Miss Universum.

Jako, że w planach jest czerwona koszulka TT Ladies, muszę się użyjmy tego brzydkiego słowa ważyć:
a) bo muszę znać swoją 1/3 masy ciała
b) bo nie mogę przypakerzyć

Z tejże więc racji, iż aktualnie z niechęcią prawdziwą zwracam uwagę na cyferki i staram się ich pilnować bardziej niż babeczek z Lidla, wróciły mi myśli o pomiarach tkanki tłuszczowej. Najlepiej darmowych i zaniżających autentyczne wyniki do jakichś ładnych, mało obciachowych procent. Unfortunatelly, na rynku jest co jest, więc się bierze co jest. Czyli dziwne wagi i pseudo kierownice F1.

Po tym jak Iwonie na „badaniu” wyszło, iż ma ALBO 14% tłuszczu ALBO 12% – w zależności czy we wprowadzonych danych ujmie się treningi czy nie (proszę, zdecydujmy się, czy jesteśmy w ciąży czy nie), postanowiłam znowu wyruszyć na „badanie”. Nigdy nie sądziłam, że w zależności od informacji przez nas udzielonych, możemy mieć mniejszą tkankę tłuszczową (hej! w takim razie poproszę w dowodzie 165cm wzrostu). Widać jednak, takie mamy czasy (nie, komentarza o kobiecie z brodą nie będzie).

Mój dzisiejszy, świeży świeżuteńki, jeszcze ciepły pomiar tłuszczu w ciele = zrobiony głównie przez wzgląd na to, jak łatwo manipulować światłem i kontrastem na zdjęciach, oraz fakt, że obwody w ciele, w ciągu dwóch lat, mi się NIE ZMIENIŁY nie wiem czy mam się żalić, czy chwalić.

Biorę na wszystko poprawkę, bo że te maszynki wiarygodne nie są, to chyba każdy zdaje sobie sprawę intryguje mnie, czy jak ktoś ma duże stopy i zakryje całe płytki na wadze, to będzie miał więcej prądów w ciele dokładniej mierzących opór? a jakby trzymał kettla podczas ważenia to prądy wykryją więcej masy beztłuszczowej?. Zamierzam jednak mieć bazę i za rok zrobić porównanie wyników tych metod – w sumie chyba najbardziej dostępnych na rynku. A jak tylko odkopię swoje stare wyniki z innej metody pomiaru składu ciała, to kopnę się po prawdę na Uniwersytet Zielonogórski po nowe badania i swój dyplom magistra inżyniera architekta... Obecnie podejmuję życiową decyzję o wierzeniu we wskaźnik 17% tłuszczu, ignorując ten drugi, wskazujący na 18,4%. Btw. czytaliście co mi grozi przy tych wynikach? Same straszne rzeczy, miedzy innymi spadek masy mięśniowej (sic!).

Jeżeli więc jesteś sportowcem i masz chwilę zwątpienia – proszę, porównaj swoje wyniki do moich bez zbędnej krępacji. Jeżeli wyrazicie taką chęć poznawczą, postaram się zgnębić Iwonkę o jej wyniki. 12%. DWANAŚCIE. Jebana.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Standardowy

Dupa niestety też.

Jest tak czasami, że byle pierdoła jest w stanie Cię zirytować i zatruć Ci mózg. Jak bardzo byś chciała wyznawać religię środkowego palca, zawsze znajdzie się coś co trafi w czuły guziczek. Czy to kolana masz za grube, czy pachę obwisłą. Nieważne ile rzeczy w życiu Ci się udaje, pamiętasz porażkę i dłubiesz w niej, co nie pozwala Ci iść dalej. Motywacja na wyczerpaniu.

Jesteś nieruchawym jamochłonem? Wiotką glizdą? Spasionym jednorożcem?

No i co?

Jeżeli chcesz coś w życiu zmienić, to zacznij działać. Działać, nie myśleć o działaniu. Nie szukaj natychmiastowych efektów, bo znajdziesz natychmiastowe klęski. Nie możesz oczekiwać rezultatów, jeżeli nie podjęłaś akcji, ale i nie możesz udawać, że nie ma rezultatów wcześniej podjętych akcji – nikt nie obrasta tłuszczem zassanym z powietrza.

Co zrobić, gdy nie możesz znaleźć motywacji, a chcesz zmian?

Po pierwsze, zabija Cię negatywne myślenie. Grzebanie w tym co byś „chciała” a czego nie masz, zamiast dawać Ci kopa, wkopuje Cię w głęboki dołek, z którego jeszcze trudniej Ci wypełznąć. Sukces rodzi się wtedy, kiedy przestajesz się jego osiągnięciem przejmować i po prostu robisz swoje. Jestem absolutnie przekonana, że nie byłabym dzisiaj tu gdzie jestem, gdybym to zaplanowała i czekała na rezultaty.

Strasznie widoczne jest to na zajęciach Pole Dance, gdzie dziewczyny spinają się o nowe tricki, i gdzie nikt nie świętuje, że ładnie wychodzi figura sprzed miesiąca. A kiedy przychodzi ktoś świeży jak oddech przed pierwszą randką, widzi same ‚profesjonalistki’ bagatelizujące trudność spinu* *spin to figura obrotowa i czuję się jak żółw na karuzeli.

To nie magiczne moce, to ciężka praca – powtórzenia, upadki, otarcia, siniaki. Wszystkich boli tak samo, ale niektórzy nie poddają się temu. To jest właśnie punkt drugi: nie liczy się „wzięcie za siebie”, tylko wytrwałość w tym dążeniu. Rób, rób, rób. Nie wyglądaj mety, ciesz się podróżą.

Mam to szczęście, że udało mi się w końcu zrozumieć i zapamiętać, że
zawsze będzie ktoś lepszy/ładniejszy/fajniejszy od Ciebie.
Głównie dlatego, że jest tyle miliardów ludzi na świecie, ale również dla tego, że nie umiemy spojrzeć na drugą osobę tak, jak patrzymy na siebie. I tak w ogóle, to kto Ci powiedział, że musisz dążyć do tego, co ma ktoś wyżej by być szczęśliwa?

Każdy ma kompleksy. Jeżeli uważasz, że Twoje są większe – mylisz się. Jeżeli uważasz, że są ważniejsze – pamiętaj, że jesteś kosmicznym pyłkiem we wszechświecie. Nobody gives a shit. Jeżeli wciąż martwisz się czymś po tygodniu, to możliwe, że po miesiącu nie będzie miało takiego ładunku emocjonalnego. A po roku będzie śmieszne. Życie jest jak polskie drogi – ma wiele dziur. Nie uda Ci się ich wszystkich załatać, ale nie oznacza to że musisz wjeżdżać w nie na ślepo.

Trzy: nie musisz ciągle symulować szczęścia – jest OK, że masz gorszy dzień. Bądź jednak szczera i przemyśl, czy ten gorszy dzień nie zasponsorowałaś sobie sama. Zbyt dużymi oczekiwaniami, zbyt szybkim tempem, mało realną wizją. A może ktoś w Twoim otoczeniu Cię podtruwa?

Kiedy osiągasz w życiu taki stan, że nie wiesz z czego masz czerpać radość – problemy w pracy, w rodzinie, zdrowotne, uczuciowe czy po prostu bad chair day, zajmij się czymś i przeczekaj. Idź pobiegać. Lub wykąp psa. Zacznij szydełkować, malować palcami, lepić z modeliny. Zrób coś, czego dawno nie robiłaś, a co kiedyś sprawiało Ci frajdę. Zło przeminie. Alkohol czy słodycze – to tylko dorzucenie sobie do długu przyszłych zmartwień.

Mamy tylko jedno życie – ono ciągle upływa – ciesz się nim jak najwięcej i nie patrz, czy ktoś ma lepiej.

„Endorfinki” znajdziesz również w kettlu. Nie dużym. Niekoniecznie ciężkim. Nie po to by schudnąć. Nie po to by przybrać. Trening dla przyjemności ruchu.

Czas: ok 30 minut

Ćwiczenia:
1. Swing
2. Triceps na ławeczce
3. Podciąganie nóg na drążku
4. Pompka na ławeczce

Twoja rozpiska:
Drabina powtórzeń, gdzie ćwiczenia się przeplatają: zaczynasz od 10 swingów i podciągnięć oraz 1 tricepsu i pompki. Zmniejszasz liczę swingów i podciągnięć, zwiększając tricepsu i pompki.

Jeżeli czujesz się na siłach – i nie chcesz dołożyć mięsa na swoje chude rączki – nie idź w odwrotnym kierunku gdy skończysz (tak napisane jest na filmiku), tylko wykonaj całość od początku tak samo. Pójście jeszcze raz drabiną nie zwiększy objętości twoich rąk, ale zwiększy twoją siłę!

Postaraj się, by podciągane nogi były proste w kolanach i obciągnięte w palcach. Jeżeli na początku będzie ci sprawiało trudność samo wiszenie – nie przejmuj się, zeskakuj ile potrzebujesz. Ważne, byś zrobiła o jedno powtórzenie więcej za każdym razem. Jeżeli i to będzie problemem – zatrzymaj się na 5 powtórzeniach i nie zwiększaj tej liczby.

Z początku może Ci się wydawać, że pompka i triceps są proste – pamiętaj jednak, że chcesz być maksymalnie spięta w pompce, z łokciami przytulonymi do ciała – nie rób szerokich pompek, bo zwiększysz rozmiar pleców. Triceps chcesz wykonać jak najgłębiej siadając. Twój brzuch jest CIĄGLE napięty, podobnież pośladki.

Zielona: Możesz wziąć do swingu takiego kettla, jakiego masz. Pamiętaj o spinaniu ciała i mocnych biodrach. Jeżeli nie wiesz o czym mówię, lepiej przez 30 sekund trzymaj pozycję deseczki. Możesz podciągać nogi ugięte w kolanach – przy dużej ilości powtórzeń. Jeżeli zejdziesz do 5 – próbuj z wyprostowanymi nogami.

Pomarańczowa: Weź najcięższego kettla jakiego masz. Może przydało by się zainwestować w 20kg, hm?

Czerwona: Możesz wykonywać pompki męskie, tricepsowe. Możesz podciągać wyprostowane nogi do uszu, nie tylko do pasa. Możesz wziąć cięższego kettla do swingu.

Enjoy!

P.S. Przeszukując internety w poszukiwaniu motywacyjnego kota (no co), znalazłam coś lepszego. Świat jest wspaniały, nawet wtedy, gdy Cię wkurza. Jest wszystko – neonki, zumba, kettelki. My mind is blown.

Odpoczywać trzeba się nauczyć.

Standardowy

Z dziką chęcią i namiętnością wiewiórki do orzechów chciałabym napisać, że obżerać się czekoladą, to trzeba nauczyć się by umieć. Niefortunnie dla ok.95% kobiet, ta myśl nie ma w sobie prawdy. Dużo racji jednak ma twierdzenie, iż odpoczywać trzeba się nauczyć.

Inklinacja, iż trzeba jeszcze taką umiejętność praktykować by nie wyjść z wprawy – brzmi już jak definicja lenistwa.

Zawsze wierzyłam, że jestem leniwa. Niekoniecznie zdolna. Nigdy nie ruszałam się, gdy naprawdę nie musiałam. Nie chodziłam na spacery dla rozrywki, nie sprzątałam z poczucia obowiązku, nie ciekawiło mnie co jest za kolejnym zakrętem. Gdyby nie rodzicielka i państwo polskie wysyłające mnie do szkół wszelakich po niezbędną dawkę zarówno edukacji jak i przechowania mojej osoby w bezpiecznym dla mnie środowisku aż do czasu osiągnięcia pełnoletności (niezbędnej do legalnego narażania własnego zdrowia i życia), przyrosłabym do fotela jak Papa Sparrow do Latającego Holendra.

Jestem nieruchliwa nawet na poziomie biologicznym – mam wolną przemianę materii i badzo trupie ciśnienie. Krótkie nóżki również nie prowokują do chęci częstego przemieszczania się, a krótkowzroczność wręcz zniechęca do sięgania poza horyzont. nie, moje stopy nie są gęsto owłosione, ale tak, bardzo lubię pierścionki.

Mając to wszystko na uwadze, to zastanawiające, jak bardzo NIE umiem odpoczywać. Jak ciągle łapię się na tym, że mój mózg nie może zwolnić obrotów i jak bardzo mam wyrzuty sumienia, gdy przychodzi Rest Day.

To wstydliwe niczym biegunka i równie często spotykane. Sporo instruktorów ma problem ze świadomym odpuszczeniem sobie treningów nawet gdy załapią już poważniejszą kontuzję.

Ciągle jest przecież jakiś cel do którego się dąży, kóry osiągnąć chce się jak najszybciej.
Ciągle są jakieś efekty, które chce się zobaczyć.
Ciągle są jakieś pomysły do zrealizowania.

Ciężar umiejętności odpuszczenia sobie robienia wytrzymałości na rzecz robienia siły, która to przecież jest podstawą wytrzymałości, jest często zbyt duży dla wielu osób. Sięganie dalej, podnoszenie więcej, trenowanie dłużej – to objawy kettlebellholizmu, oraz pokrewnych -holizmów. Mówię to ja, jak najbardziej zarażona i praktykująca swoistą samodestrukcję w związku z pole dance.

Widząc różne przykłady z sali treningowej oraz na Internecie, mam ochotę czasami wrzasnąć i potrząsnąć ofiarą.

NIKT Ci nie da pucharu/medalu/dyplomu za to, że zrobiłaś jedno powtórzenie więcej kosztem swojej techniki. NIC dobrego nie wyjdzie z tego, że wzięłaś większy ciężar przy fatalnej technice.

PO CO to robisz? PO CO dożynać własne zdrowie? Jeżeli trenujesz DLA zdrowia, czemu robisz to wbrew wszelkiej logice i rozsądkowi? Powiem Ci po co – jesteś uzależniona więc nie potrzebujesz powodu. Czujesz presję na zwiększanie wyników. Skąd ta presja? Sama ją sobie tworzysz. Każda następna dawka musi być większa, by osiągnąć efekt od którego jesteś uzależniona.

Na początku nic nie umiesz i nic Ci nie wychodzi. Po miesiącu nabierasz chęci i wiary w swoje siły. Po trzech nie widzisz już jaką drogę przebyłaś. Po pół roku pojawia się pierwsze rozgoryczenie i pierwsze symptomy parcia w złym kierunku. Zaczynasz poświęcać siebie i widzisz zadowalające efekty. Mózg odczytuje tą sytuację na poziomie: większy trud = większa nagroda. Tyle, że adaptacja ma się dobrze i działa sprawnie, więc organizm przystosowuje się do nowego tempa i oczekiwań. I znowu efekt plateau. Jeżeli nie porzucisz tego co robisz albo nie odbędziesz poważnej rozmowy ze swoim doroślejszym „ja”, potem może być tylko gorzej.

Nie oszukuj się. Będzie gorzej, choć może nie będzie to dla Ciebie widoczne.

Ludzie zaczną denerwować Cię niepochlebnymi komentarzami.
Zacznie Ci doskwierać coraz więcej urazów oraz nerwobóli.
Przyjemność treningu zacznie być ograniczana, czas poświęcany wydłużany kosztem innych rzeczy i ludzi.

Nie uda Ci się od razu, ciągle będzie Cię korciło by wrócić do nałogu, do środowiska które traktujesz jak swoją dziuplę czasoprzestrzenną.

Żeby być lepszą – musisz nauczyć się odpoczywać. Każdy progres wymaga trzech istotnych aspektów*:
1. Idealnej techniki.
2. Rozsądnej praktyki.
3. Wyważonej regeneracji.
*pozwalam się cytować wszem i wobec

Prawda, Ameryki nie odkrywam. Ale. Jeżeli to taka oczywista oczywistość, czemu tego nie robisz? Czemu spuszczasz sobie łomot i masz wyrzuty sumienia, gdy tego nie robisz?

Suma sumarum, po pięknie deszczowej majówce w ten obrzydliwie słoneczny poniedziałek stwierdzam – nie odpoczęłam. Czuję się wyżęta jak podczas zwykłego tygodnia pracy. Moje ciało zachowuje się jak nienaoliwiona kosiarka. Jeśli masz jak ja, koniecznie musisz znaleźć czas na obóz HardStyle. To był ostatni termin, gdy naprawdę odpoczęłam i pozytywnie się naładowałam. Really. Wbrew pozorom to nie kryptoreklama. Już nie mogę się doczekać.