PLAN STRONG or don’t plan at all.

Standardowy

Post przeniesiony pod adres
http://blog.powerworkout.pl/2015/06/plan-strong-or-don-plan-at-all_12.html

14 przemyśleń na temat “PLAN STRONG or don’t plan at all.

  1. ~kossav

    Cześć,
    po pierwsze strasznie lubię Twojego bloga, zgadzam się w 100% z Twoim podejściem do wielu spraw.
    Chciałem jednak zapytać czy oferta rozpisania tego planu jest aktualna, jestem ciekaw jakby taki program miał wyglądać. Dysponuję ketlem 16 kg :)

  2. ~ja

    ” ani mi się myśli przerywać go na radosne hulanie czarnym szczęściem” czyli tylko sztanga czy jak? bo nie bardzo rozumiem :)

  3. ~Chudy

    Fajny tekst, aborygeni robią robotę:) aż chce się czytać, swoja drogą zajefajne seminarium, szkoda tylko, że tak daleko

  4. To ja się chętnie zgłoszę :) W lipcu nie mam dostępu do sztangi, a kompletnie nie umiem programować na kettle – więc akurat, miesiąc jak znalazł. Miałabym do dyspozycji kettle 8, 2×12, 16, 24. Do tego TRX, gumy i pewnie drążek się znajdzie. 3 lata treningów siłowych za pasem i problemy z kolanami w pakiecie.

  5. ~PanT.

    To i ja bym wziął, ale szczegóły, to chyba jakoś na maila bym musiał podesłać.
    Czy jak to??

  6. Ja! ja! wybierz mnie!- cytując klasyka. ;) Chociaż tak na serio, to nie. Wyżej podpisani wydają się w większej potrzebie dostawania bezpośrednich rozkazów. Za to teraz cho na postapo! Masz Ziemie Jałowe rzut beretem od domu i nie kolidują Ci z kalendarzem! :D

  7. ~Kuba

    Szczerze mówiąc, chętnie bym skorzystał z Twojej oferty, bo ciekawi mnie taki plan inspirowany na świeżo wykładem z Pavlem Tsatsoulinem :)
    Mam 2×12, 2×16 i 2×20, walczę też o coś cięższego :)
    Z góry dzięki!

  8. ~Maciek

    O jak słodziutko! No – tak po staropolsku – pizd łyżkę (chochlę) dziegciu w ten miodek! :-D
    Mnie razi pisownia Tsatsouline. Ja wiem, że Cyryl i Metody nie przewidzieli, iż niektórzy mieszkańcy wschodniej części Europy będą szukać chleba w kręgach kultury łacińskiej. Jakby wiedzieli, to może opracowaliby nieco inną wersję swojego alfabetu. Nazwisko Pawła da się przełożyć fonetycznie na język polski niemal bezstratnie. W dużym uproszczeniu: język polski i białoruski (Mińsk to stolica Białorusi) należą do grupy języków satem. Wystarczy napisać Caculin. Wszystkie dźwięki są czytelne i nie ma obawy o zniekształcenie. Jednak główny zainteresowany kosi tantiemy od kolejnych wydań swoich dzieł w banknotach zielonych, a szeleszczących – a większość jego czytelników posługuje się językami z grupy kentum, gdzie rządzi zasada czytania „c” jako „ka”. Ergo: nazwisko bożyszcza kettlersów wszelkiej maści brzmiałoby tam „Kakulyn”, albo jeszcze gorzej. :-) Ma być rasowo i po rosyjsku! Każdy Amerykanin, któremu zamiast WOS-u puszczano w szkole cykl o Rambo, „Polowanie na Czerwony Październik” itp. musi odczuć drżenie łydek czytając złowieszcze rosyjskie nazwisko. „Twardy, bo z Rosji” :-) To tyle tytułem pisowni :-) Jednak w tym przypadku informacja o producencie absolutnie nie przeszkadza w absorpcji treści książek Pawła, które bardzo lubię, cenię i czytam namiętnie (i pożyczam swoim uczniom mówiąc: bierzcie… – poniosło mnie – przepraszam :-) )
    Druga sprawa. Pean i hymn pochwalny. Czasami usiłuję rozmawiać z ludźmi. Nawet się udaje. Do momentu, gdy chcą żebym powiedział dlaczego ćwiczę tak jak ćwiczę. No i tu zaczynam powoływać się na Pawła i jego teksty. Zazwyczaj rozmówcy kwitują, to: „Filozofujesz. Wystarczy ciężko zapierdalać.” :-D
    Z perspektywy czasu nie potrafię odmówić im części racji. Czasem czuję się jak kołochozowy filozof, który siedzi na brzegu pola i snuje wizje jak dobrze jest pracować przy żniwach, tak żeby się nie zmęczyć. Prawdziwa praca i zdolność do jej wykonania. To – moim skromnym zdaniem – element, którego nieco za mało w pisaniu Pawła. OK. SSST, osiągnięcie Sinister Goals – zrobią z człowieka cyborga. TGU z połową masy własnego ciała to wyczyn niemal cyrkowy. Ale czy dalibyśmy radę prawdziwemu wyzwaniu? Czy stosując nauki Pawła umiałbym wrzucić 5 ton węgla do piwnicy w godzinę, z uśmiechem na ustach? Czy musiałbym dbać o irradiację z tricepsa i czucie głębokie podczas każdego zanurzania szufli w stercie węgla? Jako student pracowałem po budowach. Przysięgam, że majster wylałby mnie z roboty na zbity pysk, gdybym podawał mu cegły na rusztowanie z użyciem oddechu siły :-) Ostrzegawczy rzut kielnią w czoło oduczyłby mnie „sykania” i „sapania”. :-D A taka kielnia to jest prawdziwe życie :-D

    Takie tam dywagacje :-) Oczywiście zazdraszczam spotkania z Pawłem Ts. :-) I nieustająco pozdrawiam.
    PS. Dzisiaj płacę ostatnie rachunki i jeżeli nie znajdę się nad przepaścią ekonomiczną to będziemy się kłócić w Łagowie :-)

  9. ~zamorska

    w domu mam 6, 12 i 16. no i jestesmy w kontakcie na facebooku:)) pisz trening :)))zobaczymy jak ci wyjdzie 40+ :))

  10. @Maciek – odnośnie węgla do piwnicy. Ćwiczę obecnie głównie z kettlami (od 4-5 miesięcy), wcześniej TRx. Zrzucenie 9 ton do piwnicy + drugie tyle roboty w samej piwnicy (rozrzucenie po kątach) zajęło mi jakieś 3,5-4 godziny, A SST dla mnie jest jeszcze nieosiągalne, TGU robię z ~40% masy ciała.
    Więc – odpowiadając na pytanie – myślę że 5 ton w godzinę dla osoby która stała się cyborgiem jest przy odrobinie szczęścia do zrobienia :)

  11. ~Pawel

    Angelika jeśli oferta dalej aktualna to również bym pisał się na bicie rekordów. kettle 20,24,28

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>