Kettlebell – przesunięty środek ciężkości.

Standardowy

Czy wiesz czemu kettlebell to nie hantla?

Zanim zrobisz „obożysławie” chcę, byś się chwilę zastanowił. Bo niby piernik do wiatraka nie podobny, ale* *ma tyle samo liter! piernik i wiatrak, znaczy się. Ryje mózg, nie? bardzo często właśnie tak go ludzie traktują. Podnoszą jak hantlę, ruszają jak hantlą, bądź też nienawidzą jak hantli.

Wciąż można się na szkoleniach natknąć na rozkoszne historyjki o tym, jak to pierwszy kontakt z czajnikiem w siłowni wyglądał. Co starsze rupiecie wspominają o tym, jak w wojsku podnosiło się odważnik za karę lub na wiejskich festynach – po nagrodę. Wciąż jeszcze docierają do mnie anegdotki pełne przerażenia, co to ludzie w obcych siłowniach widzą za pokazy „treningu” z kettlami.

Edukacja kwitnie, więc chwasty są naturalną koleją rzeczy.

Anyway, dzisiaj poczytasz o zaletach i wyzwaniach w treningu z przesuniętym środkiem ciężkości. Nie bój się, nie jest to notka z autopsji – tylko ze StrongFirst. Szef SFG, Brett Jones, w akcji. Enjoy!

Czytaj dalej

Life happens.

Standardowy

Bardzo długo myślałam o tej notce. Nie piszę, gdy nie mam przekonania do tematu, a moje życie było przez długi czas naprawdę bardzo dobre i stosunkowo łatwe. Każdy problem był wyzwaniem lub co najwyżej niedogodnością. Czytając maile od Was, nie umiałam się postawić w sytuacji matki małych dzieci, zapracowanej, walczącej o własne zadbanie, często zbyt zmęczonej i zniechęconej porażkami by spróbować czegoś nowego. Czegoś dziwnego, wymagającego syczenia, pocenia i walki z zardzewiałym ciałem czy sflaczałymi mięśniami. By nie rozpisywać się na temat dla mnie jeszcze zbyt bolesny i świeży, popełnię notkę instruktorską. Krótką, lecz ważną.

Life happens.

Czytaj dalej

Pierwsza w Polsce książka o kettlebell pod…

Standardowy

Ahoj, siema, czołgiem, witajcie.

Kto śledzi FB, ten wie, że doczekałam się wydania swojej pierwszej książki. Tak, to ja jestem na wszystkich zdjęciach. Bez retuszu, więc czasem są fałdki.

Nie będę rozwodzić się nad jej zawartością czy przyczynami jej powstania. Powiem tylko tyle, że gdybym dostała ją w swoje łapki dwa lata temu, byłabym lepszą i zdrowszą poledancerką.

Czytaj dalej

Hardstyle lifestyle – babochłop w spódnicy.

Standardowy

Pierwotnie notka miała zwać się bardziej po mojemu* *czyli prosto w mordę „Dziwki, Matki i Kumpele, czyli czo te baby sobie robiom”, jednak dostało by mi się zaraz za niepotrzebne wulgaryzmy i „tanie granie pod klikanie”. Nazywa się więc inaczej, ale będzie właśnie o tym.

Bardzo starałam się napisać rzecz o Martwym ciągu. Problem jednak w tym, że jest martwy. Przeanalizowany na wszystkie sposoby przez rzesze entuzjastów, atletów, coachów i fizjoterapeutów. Zatem wstawienie zdjęcia wypiętej damskiej pupy w majtkach i podpis „Martwy ciąg – od tyłu” byłby o tyle nowatorski, co jednocześnie absolutnie wyczerpujący.

Zatem zostałam bez tematu, a myśl zastępcza by ponarzekać na polską służbę zdrowia – musi we mnie jeszcze podrosnąć, gdyż badam ponownie swój kręgosłup i zamierzam napisać na poważnie* przepuklinie i kettlebell. *z oczywistą i soczystą dozą kwiknięć przez Świnkę Kurwinkę.

O dupie Maryni mogę zawsze i bez przeszkód, zatem dzisiaj będzie o zmysłowości kobiet dźwigających ciężary. Jestem ABSOLUTNIE pewna, że tym oto tekstem dotknę nowych horyzontów, po pioniersku wetknę kijek z flagą „PIERWSZA!” na ziemiach mało zbadanych, a przez większość samców absolutnie nieznanych.

Czytaj dalej