Hardstyle lifestyle – babochłop w spódnicy.

Standardowy

Pierwotnie notka miała zwać się bardziej po mojemu* *czyli prosto w mordę „Dziwki, Matki i Kumpele, czyli czo te baby sobie robiom”, jednak dostało by mi się zaraz za niepotrzebne wulgaryzmy i „tanie granie pod klikanie”. Nazywa się więc inaczej, ale będzie właśnie o tym.

Bardzo starałam się napisać rzecz o Martwym ciągu. Problem jednak w tym, że jest martwy. Przeanalizowany na wszystkie sposoby przez rzesze entuzjastów, atletów, coachów i fizjoterapeutów. Zatem wstawienie zdjęcia wypiętej damskiej pupy w majtkach i podpis „Martwy ciąg – od tyłu” byłby o tyle nowatorski, co jednocześnie absolutnie wyczerpujący.

Zatem zostałam bez tematu, a myśl zastępcza by ponarzekać na polską służbę zdrowia – musi we mnie jeszcze podrosnąć, gdyż badam ponownie swój kręgosłup i zamierzam napisać na poważnie* przepuklinie i kettlebell. *z oczywistą i soczystą dozą kwiknięć przez Świnkę Kurwinkę.

O dupie Maryni mogę zawsze i bez przeszkód, zatem dzisiaj będzie o zmysłowości kobiet dźwigających ciężary. Jestem ABSOLUTNIE pewna, że tym oto tekstem dotknę nowych horyzontów, po pioniersku wetknę kijek z flagą „PIERWSZA!” na ziemiach mało zbadanych, a przez większość samców absolutnie nieznanych.

Przygotuj chrupki i przypnij się do najcięższego kettla jaki posiadasz, oto bowiem zagłębiamy się w świat kobiecych myśli i jaźni.* *nawet sobie puściłam nastrojową muzykę w postaci Rammsteina. Żartuję. Puściłam Halestorm. Ale gdybyś szukał muzyki do zawrócenia babie w głowie, proszę tutaj jest moja prywatna lista.

Anegdotka, którą rzadko opowiadam, ale 100% prawdziwa. Przytaczam, nie dla tego że śmieszna, ale dlatego, że mój rozkoszny i uroczy pyszczek zderzył się wtedy z betonem. Filozoficznym, oczywiście.

Końcówka treningu krav maga, nie owijając w bawełnę drę ryja na laski naparzające w tarcze treningowe. Pełna motywacja aż furczy, leci mięcho, warczą, stękają, walą z piąchy, łokieć łokieć, doprawiają kolanami. Standardowo krzyczę „UGRYŹ!”, a te furiatki rzucają się na na śmierdzące kawałki gąbki w krowiej skórce jak na wyprzedaż w obuwniczym. Po chwili timer ogłasza piskliwie koniec ostatniej rundy i wszystkie padają na glebę, zipiąc i czołgając się w stronę wody.

Nonszalancko zapodaję temat, iż dostałam propozycję płatnej nauki na instruktorkę tańca na rurze, czym wzbudzam salwę śmiechu i krztuszenia się, a nawet ze dwa smarki. Zdziwiona szczerą reakcją, pytam elokwentnie „Ale że co?”, czym zasługuję chyba na dodatkowy aplauz radości. Po chwili milkną, bo ja pytam serio. One skrępowane „No wiesz.. Ty na rurze.. dupą kręcić.. to nie w Twoim stylu przecież.” Stoję, trochę zaniepokojona pojęciem własnego stylu. Dopytuję. I by streścić ich słowną reakcję, powiem tak:

Jeżeli (kobieto) trenujesz „męskie” sporty, to tak jakbyś oznajmiała, że zabijasz w sobie z premedytacją kobietę. Publicznie.

Jakież było moje zdziwienie, gdy popytawszy po klientkach, czy postrzegają mnie jako „kobiecą kobietę”, odpowiadały wymijająco, dając do zrozumienia głównie „dopóki się nie odezwiesz, to w sumie..”.

By trenować grupę kobiet (lub dzieci), nie można dawać im wyboru*. *ale to osobna notka Trzeba trzymać się jasno określonej roli. Jednak, gdy z powodu wygody ograniczasz się sama do tej roli.. no cóż. Proces poznawczy bazuje na uproszczaniu, więc się nie dziw, że otoczenie może postrzegać Cię jako męską, tylko z tytułu Twojego hobby.

Co za cechy czynią w szeroko rozumianej opinii społecznej kobietę kobiecą? Pomiędzy postacią Dziwki a postacią Matki, jest bardzo szara strefa, która ciągnie się aż do babochłopa, czyli Kumpeli w dresowych porach.

Każda kobieta jest zmysłowa, gdy sobie na to pozwoli. Wiele z tych trenujących na wolnych ciężarach czy w sztukach walki  pozwala sobie tak rzadko, że zapomina czasem „jak to się robi”. Dlatego też czasem wyglądają śmiesznie w tym swoim chwaleniu się bycia kobietą, szczególnie w zestawieniu z wieczną dziunią, która tę zmysłowość praktykuje dzień w dzień.

Wbrew pozorom, kobiecość to pozostańmy w świecie fitnessu, shall we? nie głęboki dekolt, duże cyce, obciśnięte poślady, kolorowe pazury czy rzęsy na połowę twarzy. To wszystko jest niezłym arsenałem, który odstrasza szare kaczątka od świata zmysłowości. Przerażające jest bowiem, gdy masz ufryzować swoje ściśnięte w kucyk włosy, zamienić wygodny stanik sportowy na wściekle drapiącą koronkę z fiszbinami, zmieścić biceps w naprawdę wąziutki rękaw czy stanąć (a nawet chodzić!!!) w butach, w których nie czujesz ziemi pod stopami. Wspominałam już o tym, że trzeba coś nałożyć na twarz i nie jest to kaptur?

Każda trenująca kobieta, czytając komentarze z gatunku „te mięśnie nie są już kobiecie” zadaje sobie pytanie, które mięśnie i do ilu centymetrów są niby oznaką kobiecości. Pocieszają się wzajemnie, że i tak partnera nie szukały by wśród małych chudych fiutków, ale zgryz pozostaje. Nadepnięte poczucie kobiecości boli. Nadwątlona duma nie pozwala skupić się na przeprogramowaniu, bo przecież kobieta kobietą kobietą jest i już.. Samo wbicie się w sukienkę nie załatwi sprawy.

Nikt tak dopiec pod tym względem nie umie, niż drugie babsko, arogancko skupione na własnym pojęciu idealności sylwetki/makijażu/stroju/umiejętnościach/etc. To właśnie owo babsko nakieruje opinię męską na założenia „co jest kobiece a co nie”. Faceci normalnie nie mają nawet w głowie tak jasno uporządkowanego pudełka.

Przyjdzie taka niunia na trening, niby by pokazać „męski” charakter i poziom „jedwabistości” w rankingu na dupę roku, zawróci kilku samcom w głowie, i nagle Twoje rekordy nie są warte kredy użytej na tablicy. Poczujesz się pominięta, oszukana przez własne stado. Tego nie zmienisz, tego nie unikniesz. Zanim jednak zwątpisz w swój poziom zmysłowości, posłuchaj cioci Endżi.

Nie musisz epatować zmysłowością na co dzień, ale codziennie musisz ją trenować.

Faceci może lubią „kumpele”, przy których można beknąć, pierdnąć, smarknąć, ale będą je traktować właśnie tak – bez filtra ogłady. Nigdy nie oglądną się za Tobą. Nie pomyślą nawet o komplemencie. Z kolei syndrom Matki, czyli ciągła kobiecość wyrażana poprzez opiekuńczość i wrażliwość odbije się również w sposób aseksualny. Mów co chcesz, każda chce być uznawana za obiekt wart pożądania, inaczej Grey by się nie sprzedał.

Mogłabym doradzić Ci coś w stylu „Zarezerwuj jeden dzień w tygodniu, gdy poświęcisz czas na te wszystkie babskie idiotyzmy typu maseczki*, *wiesz, że są nie tylko na twarz, prawda? golenie nóg/pach/wąsa.” lub „profesjonalną pomoc od makijażu znajdziesz albo w perfumeriach z kosmetykami do makijażu (Sephora, Douglas – nie bój się tam wejść, dziunie bywają przerażające, ale wystarczy pokazać bezradność i wiarę w ich umiejętności i wiedzę, by je rozczulić i kupić).„. 

Jednak życie nie sprowadza się do kompletowania ekwipunku – w końcu trzeba wyjść i walczyć. Dlatego, by przygotować Cię na tą walkę, proponuję – zrób sobie jedno zdjęcie dziennie (nie, nie musisz się nim dzielić). Postaraj się, by ukazywało Cię od Twojej wrażliwej strony. Niekoniecznie nago. Może być gdy czujesz się zraniona, zła, zmartwiona, zamyślona, szczęśliwa, whatever. Nie ma być to Twoje pokazowe zdjęcie czy nawet erotyczne. Ma się Tobie podobać. Może być w makijażu, w nowym uczesaniu, w nowej bluzce. Nieważne. Potem przyjdzie czas na naukę poruszania się czy sposób mówienia.

Nie daj się zaszufladkować jako kumpela z sali, nie wyskakuj nagle w szpilach, agresywnie oznajmiając prawa swej płci. Zmysłowość to też skill. Możesz go trenować, nie musisz od razu walić rekordów.

 

….

Nanana na, nanana na. Koniec. Teraz rozstrzygnięcie konkursu z FB (tak, opłaca się mnie zalajkować). Przypomnę szybko: „Doczep zdjęcie swojego pupila z kettlem. WARUNKI: Musi być zdjęcie. Musi być zwierzę z kettlem CKB PRO.” Nagrody, jak zgłoszenia, okazały się liczne. Po zdjęcia zwycięskich pupili kopsnij się na KLIK fejsbuk KLIK

nagrody-2Kettlebell CKB PRO 16kg goes to…! Katarzyna Dąbek!

Męska koszulka CKB bez rękawów – Maciej Marczak

PowerWorkout Premium – Asia Smulczak

Kubek „Train Like a Man” – Marcin Pietryszyk

Koszulka PW – Magdalena KA

i nagroda specjalna: bluza SiMR – Natalia Łopacińska

adres do wysyłki proszę kierować na fb, co by nie było wątpliwości przy wysyłce nagród.
P.S. ptaszki ćwierkają, że już wkrótce nowy konkurs z cięższym kettlem pojawi się na pejdżu Centrum Kettlebell Polska.

2 przemyślenia na temat “Hardstyle lifestyle – babochłop w spódnicy.

  1. ~any

    Mam prośbę, a mianowicie mam problem z kolanem (problem z więzadłami i prawdopodobnie z rzepką, genetycznie) lekarz wyklucza jakikolwiek sport oprócz jazdy na rowerze, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez ćwiczeń siłowych (przez 2 lata regularnie chodziłam na siłownię, nawet zaczęłam ćwiczyć z kettlebell. Myślisz że jeśli będę ćwiczyć tak tylko raz w tygodniu to bardzo pogorsze sobie „swój stan”?

    • an_ge

      Wszystko zależy od twojej techniki – czy trenujesz 3 razy w tygodniu dobrze, czy 1 a źle – to trochę wyższa matma ;)
      Dorwij fizjoterapeutę, który kuma Hardstyle (i najlepiej sam trenuje) – zapłać i stosuj się do zaleceń. Tylko tak możesz liczyć na gwarancję, że się nie pogorszy.
      Mark Reifkind, kettlowy Mistrz Yoda, miał masakryczne problemy z kolanem (rok temu dopiero przeszedł jakąś skomplikowaną operację) lecz wątpie by udzielił Ci lepszej odpowiedzi niż ja ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>