Unfuck yourself – złap motywację do życia

Standardowy

Bez kitu. Najlepsze hasło jakie słyszałam na przestrzeni miesiąca. Więc powtórzę.

Unfuck yourself.

A teraz do rzeczy*. *nie szukajcie powodu notki, po prostu mam flow. Ah, no i wypuszczam nową serię na internety podatną na hejty, ale to już niedługo. 

Możesz być brzydki i głupi i nie zrozumieć za pierwszym razem.

„Och, Angela, co tak od razu po bandzie..?”

Serio? Może jestem innego sortu, ale przez kupę lat trenowałam Krav Magę, bo wyznaję zasadę, że wiele rzeczy da się rozwiązać przemocą. Chcę, żeby notka do Ciebie dotarła, byś niszczyła bullshit tam gdzie go zobaczysz i przestała płakać w poduszkę.

Czytaj dalej

Czerwone morze, czyli.. te kobiece dni i trening.

Standardowy

Wbrew ostatniemu, fajnemu rozwojowi treningów z ciężarami, wciąż kobiet patrzących z przerażeniem na 8kg jest duuużo. Podobnież ma się przewaga mężczyzn jako instruktorów nad kobietami, instruktorkami wolnego obciążenia. Kiedy więc przychodzi do kwestii „Czy mogę trenować w *te dni*?” najczęstszą odpowiedzią jest „Okres to nie choroba!” (co głównie przekłada się na „nie mam pojęcia”) lub „Zależy jak się czujesz.” (co oznacza „skąd ja mam wiedzieć?”)

Zanim którakolwiek wyskoczy tutaj  z „nie wyobrażam sobie nie trenować podczas okresu”, podpowiem, że duża wyobraźnia w zawodzie instruktora jest na cenę złota i nutelli.

Jak to z tymi kettlami i miesiączką zatem jest?

Czytaj dalej