Czerwone morze, czyli.. te kobiece dni i trening.

Standardowy

Post przeniesiony pod adres
http://blog.powerworkout.pl/2015/11/czerwone-morze-czyli-te-kobiece-dni-i_18.html

10 przemyśleń na temat “Czerwone morze, czyli.. te kobiece dni i trening.

  1. ~Coruja

    Ok, ale może wróćmy na chwilę do dosyć istotnego fragmentu wpisu. Co miałaś na myśli pisząc: „Niektórzy wierzą w Świętego Mikołaja”? Znaczy co, ktoś w niego nie wierzy? Dlaczego? Przecież On istnieje, prawda? PRAWDA? ;_;

    A teraz część dla niewrażliwych.

    A tak trochę bardziej serio to piękny wpis. Z moich osobistych doświadczeń po jodze wynika, że ignorując krwawienie i robiąc wszystko „bo było fajne, a ja tak lubię stać na głowie”, zalewałam się potem posoką bardziej niż zwykle. Sportu w, khem, te dni, czy też w czasie @ (jprdl, kto to wymyślił…) unikam w ogóle, bo się magicznie czas krwawienia wydłuża. I to niezależnie od tego, czy się ruszam bardziej aerobowo (capoeira), czy siłowo (wspinaczka). Enyłej, dzięki za poruszanie tematu, szeruję. :*

    • an_ge

      dopiero pisząc notkę stwierdziłam, że *te dni* to jprdl jakieś wydelikacone męskie mięso musiało wymyślić i wprowadzić do użycia. Anyway, do szału doprowadza mnie „ciocia przyjechała czerwonym mercedesem?” – nie krwa. Czerwone to może być FERRARI, i nie ciocia przyjechała, tylko Spielberg by uczynić mnie sławną. Niah! :]

  2. ~Num

    Jeśli chodzi o ten temat to jest jeszcze ciekawe hasło, które słyszę regularnie prosząc o pomoc nasze cudowne pogotowie – „bolesna miesiączka to nie stan zagrożenia życia”. W takiej chwili, czując 10 na skali bólu mam ochotę wymordować wielu ludzi, a nie mogę bo raz umieram, a dwa nawet nogą bym ruszyć nie mogła, a trzy bolesne to jest leczenie kanałowe bez znieczulenia, a nie mój skurczowy maraton.
    Faktem jest jednak to, że jeszcze dzień przed bardzo doceniam rozciąganie i sam poledance, bo wiem, że na zajutrz nawet mój szef będzie się zastanawiał czy padnę trupem jeszcze w biurze czy już w domu. Jest to wtedy ostatnia chwila, gdy mam kontrolę nad własnym ciałem i sprawia mi ono frajdę.

  3. ~Matka-polka

    Nie ma siły by zmusić moja delikatną kuciape do treningu w czasie okresu.dwa pierwsze dni leżę i pachne…potem już tylko leże bo juz tak nie pachne (świnia jestem). A tak w ogóle to w sobotę dostałam ciotke..pech chciał,ze akurat tego dnia miałam trening zatem już nie leżałam i nie pachnialam tylko z fetorem okresowym poszłam do ludu. Cóż za wstyd dziwny czułam kiedy pan prowadzący kazał dobrać się w pary. Jedną osobą robiła plank a druga osoba stała za nią i jej giry podnosiła….pan domu takich rzeczy ze mną nie robi a jakiś inny męski osobnik (bo pech znowu chciał, że dali mi do pary chłopa) patrzył mi w dupe od tylu z nie świadomością, że zaraz mogę mu trysnąc krwią na twarz.
    A tak w ogóle to coś ze mną nie tak chyba. W dwa dni sie wykrwawiam a do siódmego dnia kapie jak krew z nosa.

    • an_ge

      „Fetor okresowy” damn, zapomniałam poruszyć ten temat. Z drugiej strony pewnie 3/4 męskiej publiki by odpadło po pełnym szczerości wpisie.
      Właśnie wymyśliłaś jak „wyjść ze strefy komfortu przy plank” ;]

      • ~Ika

        Dziewczyny, sporą ilość problemów związanych z, powiedzmy, zewnętrznym dyskomfortem w trakcie okresu załatwia tzw. kubeczek menstruacyjny. Używam od około półtora roku. Z definicji nic nie widać. Nic nie czuć. Często zapominam, że w ogóle mam okres, jeśli mnie nic nie boli. Też trenuję.
        Polecam

  4. ~plica

    Jeśli chodzi o jogę i menstruację to stanowiska są różne. Są takie, że nie robić nic, robić tylko trochę bez pozycji odwróconych, skrętów, brzuszków i innych napinających brzuch ekscesów; oraz olać i robić normalnie wszystko.
    Argumenty, żeby nie wykonywać pozycji odwróconych są np. takie:
    – W czasie menstruacji wydalane są toksyny z organizmu, w pozycjach odwróconych ten proces jest zaburzony
    albo
    -„Menstruacja jest „apana”, czy z energetycznego punktu widzenia, płynie w dół. Inwersje zaburzają ten naturalny przepływ energii.
    Takie podejście proponują przede wszystkim przedstawiciele/lki jogi Iyengara (bleh).
    Osobiście uważam, że temat toksyn w świecie sportu/jogi/zdrowego tryby życia jest przereklamowany i przesadzony :) Podczas menstruacji przyjmuję stanowisko „weź se kobieto sama sprawdź” :) Sama owszem – robię odwrócone, robię brzuszki, ale już intensywnych skrętów już nie, bo powodują zbyt duży dyskomfort. Sesja tzw. jogi „menstuacyjnej” wywołuje u mnie efekt przeciwny do zamierzonego czy nagle dostaję ataku pms-a :) Wolę się poruszać bardziej intensywnie, ale są babeczki, którym to służy bardzo :) Myślę, że w kwesti okresu najważniejszą sprawą jest posłuchać siebie, nie ściemniać że jest fajnie jak nie jest fajnie i na wszelki wypadek przetestować, czy godzinka ćwiczeń czasem nie podziała na nas lepiej niż słoik nutelli zagryziony tabliczką czekolady.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>