Kettlebell i ciąża – czyli co jak masz dodatkową kulkę

Standardowy

Jako, iż w ciążę spożywczą zachodzę regularnie, jestem expertem w ćwiczeniu z dodatkowym balastem* *opracowałam nawet nowatorski chwyt do pole dance – nazywa się „sadło grip”. Serio. O przesuniętym środku ciężkości w treningu było już co prawda, ale teraz pogadajmy o formie pasożytniczej, która najpierw kiełkuje 9 miesięcy, a po wykluciu męczy nas przez przynajmniej 18 lat* *oh tak, dlatego mam kota.

Przynajmniej od dwóch lat dostaję na klatę pytania o treningi kettlebell w czasie ciąży, więc chyba wyglądam na osobę godną zaufania* *albo, jak już wspomniałam, w ciąży. By tego zaufania nie zawieść, postanowiłam pogrzebać w temacie. Jak to się zatem stało, że pierwsza notka na ten temat jest dopiero teraz?

Usiądź wygodnie.

Takie rzeczy, tylko na tym blogu.

Czytaj dalej

Jak zacząć prowadzić zajęcia?

Standardowy

Często dostaje maile zawierające sedno „chciałabym, ale się boję..”, „nie wiem czy dam radę”, „a co jeśli..” – zarówno od kobiet jak i od mężczyzn, pragnących spróbować zawodu instruktora kettlebell. Nie da się szybko, krótko i treściwie:
a) zbadać prawdziwego problemu danej osoby,
b) merytorycznie jej lęki zniszczyć
c) zmotywować i dać pozytywnego kopa w dupę do działania.

Co zatem robię? Szczerze? Czasem ślęczę nad odpowiedzią, czasem udaję, że mail nie doszedł. Bo przekonałam się, że niektórym ludziom nie da się pomóc i mój wysiłek to tylko moja strata czasu, a niektórym wystarczy pokazać króliczka i powiedzieć „GOŃ BYDLĘ!”. Dla wielu droga do bycia zarabiającym (tak! nie bójmy się tak brzydkich słów powiedzieć) instruktorem, jest..nieostra, co najmniej.

12348710_10207268460141448_602332572_n (1)

Zmusiło mnie jednak sumienie do popełnienia tej notki, w której chciałabym jak najdokładniej przeanalizować najczęstsze Wasze „ale” (aaaale nie wszystkie). Więc czytać, zanim dupę mi (lub dowolnemu innemu instruktorowi) zawrócicie.

Czytaj dalej