21 przemyśleń na temat “Dupne 4 Superćwiczenia z Kettlem

  1. ~Maciek

    A ja ostatnio zagryzam wargi i patrzę wokół siebie ze smutkiem. Chyba nawet zapuszczę wąsa żeby nim kręcić/przygryzać nerwowo. Widuję na FB/w sieci coraz więcej filmów sygnowanych szacownymi logami jeszcze szacowniejszych instytucji, których autorzy – idę o zakład – nie chcieliby oglądać w towarzystwie Pavla T.
    Nawet wczoraj miałem na ten temat uczciwą rozmowę z uczciwą osobą znającą temat. Doszliśmy do wniosku, że albo to my mamy problem z czytaniem ze zrozumieniem książek i artykułów Pawła T. albo tym wszystkim rządzi „piniondz”, albo nie nadążamy za postępem i osiągnięciami. Że na krosfitach nie wiedzą jak używać odważników – ich zbójeckie prawo. Że gyreviki i inni SoftStyle mają swoje patenty – ich zbójeckie prawo. Cała reszta powinna jednak sięgać do źródła. Tak sobie myślę.
    Ale to może ja jakiś leniwy jestem? Może po prostu nie lubię zajazdów, planków trwających 90 sekund runda, drabin, które nie są drabinami… Może dałem się oczarować zaklęciom: często (nawet codziennie), czysto (dokładnie), ciężko (tak na 70%), a tak naprawdę liczy się co innego?

    Chyba wyrzeknę się ideologii, a skupię na fundamentach. Szkoda, że tak daleko mam do ZG. Wpisy na tym blogu zawsze reperują moje morale. :-)
    Pozdrawiam.

    • an_ge

      Widzisz Macieju (kurde jak to w odmianie fajnie brzmi), „szczyty” się z Tobą zgadzają. Niestety ludziom można tylko mówić, tłumaczyć, edukować – ale co z tym zrobią, tego nigdy nie wiesz.
      Nie jestem kettlową nazistką, dopuszczam szeroko pojęty fun w swoich workoutach, a mimo to wyglądam również na leniwą i zaczarowaną zaklęciami. Nie odpuszczam ideologii przy swoich kursantach, bo za nich jestem odpowiedzialna. Innym nie wchodzę w drogę (..często..).

      • ~Maciek

        Uwielbiam jak mnie wzywają wołaczem. :-D „Macieju, posłuchajcie…” Hyyyy…
        Fun jest niezły – ale już koncert życzeń jest do dupy, chociaż daje poczucie „spełniania marzeń”
        Progres jest lepszy niż fun – ale łatwo go pomylić z masochizmem.
        Charyzmę łatwo pomylić z sadyzmem, a sadyzm i wszelkie inne formy okrucieństwa mają wspólnego przodka: strach.
        Jak spotkają się te trzy elementy, to dochodzi do szeregi zjawisk o charakterze nieliniowym. Trener sadysta + grupa kryptomasochistów + spełnianie chorych fantazji obu stron… I już tylko brakuje kamery żeby to wszystko nagrać i zabłysnąć na srebrnym ekranie.
        I ta mowa nienawiści: „A na koniec mam coś co was zniszczy…”, „Dzisiaj umrzecie…”, „Tylko róbcie to solidnie – tak żeby wam się odechciało żyć przy ostatnim powtórzeniu…”
        Czas klasyki i dżentelmenów przemija? :-)

    • ~Paweł Seth

      Hej.
      Ogólnie się zgadzam z artykułem i generalnie sam mam mniej więcej takie samo podejście jak Ty („wychowałem” się na metodach Tsatsouline’a, Cottera, Maxwella itp), ale co do ćwiczenia 2. „Przysiad – unoszenie” (?) się akurat nie zgadzam do końca. Jak dla mnie to jest po prostu źle opisane połączenie martwego z rwaniem. Nota bene jest bardzo powszechnie wykorzystywane w wioślarstwie (jestem eks wioślarzem – i może next ;)). U nas były dwie wersje – martwy z dociągnięciem do brody (w crossficie to się jakoś nazywa, coś w stylu sumo deadlift high pull?) oraz tą opisaną wyżej z uniesieniem odważnika nad głowę, oczywiście nazewnictwo jest mylące, jak i sam opis też (chociaż akurat ja nie miałem nigdy problemu z wyrwaniem oburącz odważnika i obróceniem go do góry „dnem” :P).
      A warto jeszcze dodać, że ten cały błyszczący, komercyjny fitness z kolorowych gazetek chyba myli hip hinge z przysiadem – przynajmniej moim zdaniem, bo tak jak na tych fotografiach przedstawiono przysiady, to dla mnie jest prawie, że jak pozycja początkowa w martwym. :P

      Pozdrawiam serdecznie,
      Paweł :)

  2. ~Paulina

    Nie dajcie się zwieść pozorom tego artykułu Pani Ewy Ch. – nie każdy mgr rehabilitacji ruchowej (tudzież mgr fizjoterapii) nie ma bladego pojęcia o kettlach :D są i tacy, którzy sięgają do źródeł Pawła T. – pozdrawiam Paulina – mgr fizjoterapii :D

    PS. w takim razie nie tylko ja dostaje apopleksji na widok Ewy Ch., Ani L. czy innej znanej trenerki z kettelkami w rączkach ;)

  3. ~Lucas

    a drugie cwiczenie to nie jest przypadkiem wariacja nt Sumo Dead Lift High Pull? :)

      • ~tomch

        hehe, check musi być czy włosy nie rozwichrzone zanadto itd.
        ale nie o tym, a zupełnie z innej beczki…
        Ange ostatnio na Strength Matters (chyba, bo nie mogę tej notki namierzyć) poruszona została kwestia pracy wolnej ręki w 1arm swing choć dotyczy to również i snatch’a i high pull’a,i clean zapewne też… pomijam kwestię podpierania się wolną ręką o udo w chwili wycofania bioder i ketlla w pozycji maksymalnie cofniętej, bo to już dyskwalifikacja i egzorcyzmy na wykonującego a przede wszystkim „trajniera” ale chodzi o odwodzenie wolnej ręki do tyłu po różnej trajektorii ruchu. zdecydowana WIĘKSZOŚĆ ćwiczących wykonuje energiczny zamach jak np. we wskazanym clipie
        https://www.facebook.com/strengthmatterstv/videos/575298805980799/
        czy jest to błąd i czepiam się nieistotnych rzeczy, czy ma to znaczenie… wg mnie ma choć by na odpowiedni moment rozpoczęcia przypięcie core’a w chwili wyrzutu bioder do pozycji wyprostowanej

        • an_ge

          To jest naturalny ruch ciała, tego się nie zwalcza ;) Jak bierzesz zamach rękami do skoku, to po co? Przecież odbijasz się nogami, nie? Get the point?

          • an_ge

            Tomek, pierwszą zasadą w swingu jednorącz jest (prócz wszystkiego co dotyczy swingu oburącz), że nie załamujemy linii barków – jeżeli wyrzucasz rękę w tył BEZ skrętu barków, to nie widzę powodu, by ją hamować specjalnie. Czy gdzieś twierdziłam inaczej?

  4. ~TOMCH

    AN_GE czy gdziekolwiek w notce twierdziłem, że tak twierdzisz ? ;D zaiste linia barków jest tu kluczem :p

  5. ~Aggy

    Mnie sport uratował właśnie dlatego, że pojawił się w moim życiu, kiedy wszystko dookola zaczęło mnie przerastac. Dla mnie więc sport w jakimś sensie jest sposobem na ucieczkę od problemów, w każdym razie przy okazji…bo reszta korzyści juz dawno przysłonila powód, przez który zaczęłam…:)

  6. ~Art

    Jakiś czas czytałem o ketllach. Czytałem oglądałem. I dopiero po pierwszym treningu z instruktorem zrozumiałem że to nie jest takie proste. Uczę się dalej heh

  7. Z kettli jestem zielona i ich nie nauczam. Robiłam zajawkę na trenerze personalnym, lecz szybko zorientowałam się, że by dalej w nie iść, potrzebuję więcej profesjonalnych szkoleń i wiedzy od mądrych ludzi, jak Angie. Rzuciłam ten temat na prawie 2 lata, stając się specjalista pilates, jogi i body mental things. Ostatnio spotkałam trenera, który robi swietne kettle i chęć nauki mądrego machania żelastwem, wróciła. Uważam,że lepiej uczyć się od dobrze znających się osób, na tej materii, a nie z czasopism!Angie, art. godny opublikowania w Shape! kontra cukierkowości;-))))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>