Największe kłamstwo kettlowe.

Standardowy

Przemysł fitnessowy wciska w łeb od bardzo, bardzo długiego czasu pewien schemat. A Ty za to mu płacisz.

Są treningi dla mężczyzn i są treningi dla kobiet.

Treningi dla ludzi – są z natury nieopłacalne. Żeby wszyscy robili z kettlem to samo dążąc do różnych celi? Bez sensu. Wybór pomiędzy ciałem wyglądającym na FIT, a zdrowym ciałem, nie jest dla większości ludzi trudny. A Ty, sprzedawco marzeń, drogi propagatorze kettli, będziesz miał wielki problem, by ta większość ludzi poszła za Twoją radą i dała się przekonać do regularnych treningów. Albo chociaż do pierwszego wejścia na salę. No. Zatem dobrze, że to czytasz, bo Angela Ci pomoże. Tylko się skup. Serio. Skup się.

pworkout2017.2

Każdy głupi wie, że kobiety pod wpływem ciężarów zaczynają obrastać w mięśnie. Wręcz naukowo udowodniono, że mamy tendencję do puchnięcia w ramionach i udach. Najlepiej działają na nas ćwiczenia z rodziny pilatesu, wolno-obrotowe i nisko-intensywne. Dlatego inwestujemy czas w biegotruchtanie po ulicy, rowerki stacjonarne i orbitreki.

Nie trzeba być również Einsteinem by wiedzieć, że facetom od wymachów ramionami rosną piersi, od przysiadów bolą kolana, a od schylania się do kostek wypadają dyski. Poza tym, kto był u lekarza ten wie, że na bolący kręgosłup najlepszy jest basen, zatem dźwiganie sztang pozostawmy skoksowanym półmózgom bez szyi. Kto z kolei odwiedził siłownię i zaciągnął rady u młodego człowieka w koszulce z napisem trener personalny, ten ma jasność odnośnie która maszyna jest dla niego. I że, w sumie, wystarczy jak na niej posiedzisz.

Dziwi mnie, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, by nadrukować sobie na bluzce „Dentysta na Benefit” i kupić dyplom szkolenia sześciogodzinnego o leczeniu kanałowym. Po ostatnim rachunku od dentysty jaki przyszło mi uregulować, widzę w tym świetlaną karierę.

Zatem jakie jest największe kłamstwo kettlowe i czemu je powtarzamy?

Czytaj dalej

Kettlebell metody StrongFirst – trening na życie, dla życia i ku lepszemu życiu.

Standardowy

Niby każdy wszystko już o kettlach wie. Ale i tak tylko u mnie, dowiecie się tego, co dopiero PÓŹNIEJ będzie „wiedzą powszechną”. Bo? Bo jestem zajebista. I tak można powtarzać.

Kiedy długo mnie nie ma, bądźcie pewni, że akumuluję pierogi by znienacka uderzyć z półobrotu. W sensie – z pierdolnięciem i ku chwale kettlowej.. tej.. no… chyba zardzewiałam.

Niby wszystko w Internetach już można znaleźć o kettlach, a tylko najstarsze kozy z długą brodą „pamientajom”, że jak Angela bloga zakładała, to modne były aeroby na stepie, a Zumba przeżywała rozkwit z maratonami po 200 osób. Więc mogłam błyszczeć i zachwycać zupełnie oryginalnym hobby, starając się je jakoś przedstawić w formie interesującej dla wszystkich tych Towarzyszy, co do Związku Radzieckiego miłością nie pałali. Stąd te pierwsze PowerWorkouciki są takie.. no.. eee… no. Zasłona ciszy i milczenia.

Byłam pierwsza z pierwszych w Polsce kobiet. Stąd też wiele moich doświadczeń i przygód jest wciąż nie powielonych. Myślę, że owy stan rzeczy zmienił by się szybciej, gdyby Fizjo chcieli pisać, a instruktorzy bardziej trąbili o zaletach innych niż „parę kilo w tą, parę w tamtą”. Będę więc po raz kolejny dobrym przykładem i przedstawię Wam Oliwię. Kolejną z kobiet Hardstyle, gościnnie a moim blogu. Tym razem o chorobie Scheuermanna.

oliwka1

 

Czytaj dalej