Kettlebell metody StrongFirst – trening na życie, dla życia i ku lepszemu życiu.

Standardowy

Niby każdy wszystko już o kettlach wie. Ale i tak tylko u mnie, dowiecie się tego, co dopiero PÓŹNIEJ będzie „wiedzą powszechną”. Bo? Bo jestem zajebista. I tak można powtarzać.

Kiedy długo mnie nie ma, bądźcie pewni, że akumuluję pierogi by znienacka uderzyć z półobrotu. W sensie – z pierdolnięciem i ku chwale kettlowej.. tej.. no… chyba zardzewiałam.

Niby wszystko w Internetach już można znaleźć o kettlach, a tylko najstarsze kozy z długą brodą „pamientajom”, że jak Angela bloga zakładała, to modne były aeroby na stepie, a Zumba przeżywała rozkwit z maratonami po 200 osób. Więc mogłam błyszczeć i zachwycać zupełnie oryginalnym hobby, starając się je jakoś przedstawić w formie interesującej dla wszystkich tych Towarzyszy, co do Związku Radzieckiego miłością nie pałali. Stąd te pierwsze PowerWorkouciki są takie.. no.. eee… no. Zasłona ciszy i milczenia.

Byłam pierwsza z pierwszych w Polsce kobiet. Stąd też wiele moich doświadczeń i przygód jest wciąż nie powielonych. Myślę, że owy stan rzeczy zmienił by się szybciej, gdyby Fizjo chcieli pisać, a instruktorzy bardziej trąbili o zaletach innych niż „parę kilo w tą, parę w tamtą”. Będę więc po raz kolejny dobrym przykładem i przedstawię Wam Oliwię. Kolejną z kobiet Hardstyle, gościnnie a moim blogu. Tym razem o chorobie Scheuermanna.

oliwka1

 

Czytaj dalej

Instruktorze, nie jesteś od naprawiania.

Standardowy

Po notce związanej z „Opowiedz nam swoją historię”, spotkałam się z wieloma ciekawymi reakcjami.

Strejndż.

Wydawało mi się, że „wszyscy wiedzą”, czemu Angela trenuje, czemu wybrała zawód instruktora, i czemu nie ma to zupełnie związku z chęcią wykonania jak najładniejszego opakowania pod niesamowicie bystry i zabawny umysł* *tak, to sobie sama dodałam tudzież chęcią bicia światowych rekordów* *trzymam kciuki natomiast za Zuzkę i jej Iron Maiden Challenge. Chyba, że akurat coś jem obiema rękami. Wtedy przepraszam Cię Zuzka, ale są priorytety.

ZATEM. Wiele ciekawych reakcji, powiadam.

Pomyślałam sobie, że skoro obmierzły mi już temat przepukliny chwycił, to dorzucę do tlących się węgli uwagi jeszcze moje zdanie na temat ZAPIERDALANIA na każdym treningu. A potem pójdę męczyć kotełka treningiem. Jak na kota z napędem na dwa, ciężko go dogonić, srsly.

Zacznijmy tak:

Drogi Instruktorze Kettlebell. Nie jesteś od naprawiania. Jesteś od wzmacniania ludzi.

Czytaj dalej

O miłości do kettlebell, o miłości do pole dance.

Standardowy

Już chyba wszyscy wiedzą, dlaczego zaczęłam trenować kettlebell. W telegraficznym skrócie: chodziło o moje plecy i o możliwość uniknięcia operacji. To zdecydowanie nie jest Top 10 powodów sięgania po wolne ciężary.

Zazwyczaj dziewczyna chce dobrze wyglądać, lub zacząć wyglądać lepiej. tak, to nie zawsze to samo Kiedy coś ją fizycznie boli – zaczyna uciekać od bólu w stronę mniejszej ilości ruchu oraz tabletek przeciwbólowych. „Słaba płeć” w końcu zobowiązuje, choć to kobiety częściej od mężczyzn chwalą się publicznie „zakwasami”.

Zaczęłam trenować bardzo skoncentrowana na sobie. Nie patrzyłam czy innym idzie szybciej, lepiej lub łatwiej. Nie interesowało mnie czy XYZ podniesie więcej. Jedynych efektów jakie oczekiwałam, była zwiększona mobilność przy mniejszym odczuwaniu bólu. Teraz widzę, że mój wysoki próg bólu wyhartował się nie tylko na Krav Madze dzięki Tomek, na pewno odwdzięczałam się równie zapalczywie, ale i podczas pierwszego roku Hard Style.

Jako, że rywalizacja w żadnej dziedzinie mnie nie napędza, moje treningi zawsze były pode mnie, a nie po to, by gonić czyiś wynik. Intuicyjnie manewrowałam z ciężarami, z liczbą powtórzeń, z technikami. Nikt nie stał nade mną i nie mówił – teraz musisz to, teraz musisz jeszcze tyle, bo inaczej..! Nikt nie mógł nade mną stać z tej prostej przyczyny, że nikt nie podjął by się ryzyka zrobienia mi permanentnej krzywdy przy moich przepuklinach, stosując bliżej nie znane ruskie metody szkolenia żołnierzy.

Oprócz powrotu władzy nad własnym ciałem, stałam się silniejsza mentalnie. Przestałam się garbić, co uważam za wynik zarówno czynników fizycznych jak i emocjonalnych. Z czasem mięśnie spaliły sporą część mojej tkanki tłuszczowej. Zaczęłam chętniej patrzyć w lustro, a nawet, o zgrozo, zainwestowałam we fluorescencyjne ciuchy, co by mnie było widać bardziej.

Happy end pod każdym względem.

Jednak nie każdy kto jest w podobnej sytuacji wie, to co wiem ja. Nie każdy chce zaufać. Nie każdy chce zmierzyć się z cierpieniem, trudem i wysiłkiem. Nie każdy czuje potrzebę bycia silniejszym. Potrzeba bycia ładniejszym z kolei – irytuje mnie jako instruktora StrongFirst.

Z przyczyn biznesowych podjęłam się więc pokazania PO CO kobieta miałaby być silna, a nie idealnie szczupła.

Pole Dance nie wydawało mi się sportem ani mądrym ani bezpiecznym. Wiele osób też jawnie pukało się w głowę, a wręcz odradzało mi ten krok. Ktoś, kto trzy lata wcześniej rano ledwie mógł o własnych siłach wstać z łóżka, nie wiedział jak usiąść by zaraz nie przeklinać czy z największą zgrozą postrzegał dreptanie dalej nie mogę za długo dreptać, by nie poczuć bólu pleców – musiał chyba upuścić sobie kettla na głowę, by zacząć myśleć o akrobatyce na pionowym drążku.

Tak, to byłam ja.

I wiecie co? Nigdy bym na to nie poszła, gdyby nie kettlebell. Kulki nie tylko wyleczyły mi kręgosłup, uczyniły mnie silniejszą i bardziej skoordynowaną. Kulki dały mi pokorę potrzebną w tym sporcie i cierpliwość.

Zaczęłam się rozciągać, mimo że zawsze od tego uciekałam. Zaczęłam pracować nad gięciem w kręgosłupie, chociaż bałam się tego panicznie. W głowie miałam zakodowane, że zaraz zrobię sobie krzywdę i stracę wszystko to na co tyle pracowałam. I dlatego, bardzo pomału i z rozsądkiem, zaczęłam przekraczać granice swojego poczucia komfortu. Nie muszę mówić, gdzie to prowadzi, prawda?

Rura stała się narkotykiem. Odsunęłam większość treningów kettli na rzecz większych możliwości rurkowych. Wyniki siłowe zaczęły powoli spadać, ale świat Pole Dance trzymał mnie w garści. W trzy miesiące zmieniłam swój zakres ruchowy, przesunęłam granice błędnika, okiełznałam strach przed wirowaniem głową w dół i odkopałam moją kobiecowatość* „kobiecość” kojarzy mi się z czym innym spod gruzów zmutowanego przewalania brzydkiego żelastwa. Do tego, zupełnie bezkarnie mogłam poświęcić czas na taniec dla siebie – I PRZESTAĆ SIĘ TEGO WSTYDZIĆ.

Nigdy przy kettlach nie bolało mnie tyle dziwnych mięśni na raz, ale to właściwie była jedyna rysa na ogólnym obrazku. Aż nie weszłam w temat Pole Dance w Polsce głębiej. Jeshu. Na pierwszy rzut oka – stado żmij jadowitych, każda akrobatka bez kręgosłupa, wszystkie wyższe i o 10kg lżejsze ode mnie. Płynne tricki od których aż zęby bolą, jeżeli jest się w temacie.

I przede wszystkim – WSZYSTKO WYGLĄDA NA TAKIE CHOLERNIE PROSTE.

No to co jest ze mną nie tak?

- tego nie umiem
- to mi nie wychodzi
- to mi NIGDY nie wyjdzie
- no zapomnij
- ale jak?!
- jestem za ciężka
- jestem za słaba
- jestem za cienka

Czemu leżę czasem obrażona na kawałek metalu próbując ustalić czy już zerwałam mięśnie barku, czy jeszcze nie? Czemu frustracja z powodu własnej niedoskonałości zżera mnie na tyle, by wilkiem patrzeć na salę treningową?

NIGDY – nie miałam tego na kettlach. Nigdy nie zwątpiłam w sens tego co robię, bo sprawiało mi to zbyt dużą przyjemność i widziałam głębszy sens. Nie było trików kamikaze. Była siła, lub jej nie było – i wtedy się ją robiło.

Nigdy też nie czułam, że jedna sekunda dzieli mnie od wózka inwalidzkiego, że od siły uścisku mojej nogi lub łokcia ważą się losy moich kręgów szyjnych. Może też dlatego nie było skoków uzależniającej adrenaliny, zimnego potu na skórze i poczucia niewysłowionej satysfakcji.

Zaczęłam się pogrążać. Zanim stało się jednak za późno, uświadomiłam to sobie. Pomogły mi w tym moje uczennice. Za każdym razem jak im coś nie wychodziło, popadały w czarną depresję i zniechęcenie. Widziałam brak chęci do pracy „bo za pierwszym razem nie wyszło”. Widziałam jak rodzą się „z dupy” kompleksy. Jak zanika przyjemność i radość z zajęć. Frustracja, wyścig, nerwy.

Pomyślmy o rekreacyjnym uprawianiu sportu. Od kiedy określa Cię coś czego nie umiesz zrobić, zamiast coś co potrafisz zrobić? W naszym kraju nie chwalimy się co umiemy. Mówimy ciągle o tym, co nam nie wychodzi. Wartość ma jedynie to, od kogo jesteśmy lepsi, a nie jak dobrzy jesteśmy.

Co drugi tydzień muszę dzikim wrzaskiem przypominać, że żadna z nas nie szykuje się na Mistrzostwa w tym roku. Że Pole Dance to nie same tricki-pokemony. Że umiesz to, a tamto ślicznie Ci wychodzi. Że widzę i doceniam, że trenujesz i trenujesz jedną figurę aż w końcu koślawo jakoś zawisasz – i może nie pozwalam Ci od razu zrobić sobie fotki na fejsa, ale dzielę z Tobą Twoją dumę z własnego osiągnięcia.

Nie jestem nawet blisko poziomu zaawansowania instruktorek Pole Dance w Polsce. Czy mam przez to kompleksy? Żadnych. Robię to, bo sprawia mi to frajdę. Bo siła, którą robię na kulkach, świetnie się przekłada na możliwości na rurkach.

Uważam, że w końcu dorastam do zdrowego podejścia do sportu, bez kompleksów, hipokryzji i zakłamania. Uważam, że każdy powinien spróbować tego samego.

Siła poza kontrolą

Standardowy

Najnowsza notka jest wolnym tłumaczeniem tekstu Lauren Brooks, Team Leader’ki StrongFirst, która przez ostatnie miesiące zwiększyła swoją siłę poza swoje najśmielsze oczekiwania.

Teorie Pavla Tsatsouline’a odnośnie budowania siły odnoszą się nie tylko do mężczyzn. W świecie fitnessu nastawionego na przekraczanie swoich granic poprzez coraz cięższe treningi, teorie te wydają się bardzo podejrzane. Dla nas, instruktorów StrongFirst, największym problemem jest owy brak wiary wśród klientów. Czasem nas też korci, by jednak spróbować się popchnąć dalej, sięgnąć po więcej, zrobić dłużej. Jak zaufać „nudnemu” treningowi po którym ani śladu zmęczenia mięśni czy „zakwasów”? Poczytajcie o Lauren Brooks.

„Odkryłam, iż siła może działać w sposób bardzo tajemniczy. Życie w stresie, toksycznym środowisku lub z toksycznymi ludźmi, nakłada na nasze barki wielki ciężar, który ciągnie nas w dół. Twoje ciało i umysł ma ograniczoną pojemność do znoszenia tego całego shitu. Im więcej problemów się składa, tym mniej siły w nas samych, tym cięższe nasze kettle się wydają. Zestresowany, zaczynasz trenować ostrzej, ryzykując kontuzje ale i.. wypalanie własnej siły.

Łatwo powiedzieć: odetnij się od wampirów energetycznych i weź swój los we własne ręce. Gdyby to było łatwe, mielibyśmy w otoczeniu całą masę bardzo szczęśliwych ludzi. Mnie samej bardzo trudno było odpuścić wiele rzeczy w ostatnim roku. Była to wręcz najtrudniejsza rzecz w moim życiu. Jednak kiedy wyszłam już z bagna, zyskałam jasność i możliwość do uporządkowania wielu rzeczy i pokonania wielu problemów.

Wracając do siły fizycznej: obecnie ważę 51-52kg. W ciągu ostatnich kilku miesięcy, przy minimalnym treningu, podniosłam w Tureckim wstawaniu 28kg, 13 podciągnięć na kółkach gimnastycznych, 63.5kg w martwym ciągu na jednej nodze, podciągnęłam się z 24kg. Więc jak to się stało?

Paradoksalnie, trenowałam mniej i kończyłam każdy trening pozytywnie naładowana, bez uczucia zmęczenia.

Poniżej znajduje się przykładowy program, który intuicyjnie wykorzystywałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy.”

Poniedziałek

A.
Get Up 20kg 1/1
Lekkie Swingi jednorącz 16kg 6/6
Wysoka deska z dotknięciem*

2 rundy

B.
Podciągniecia* na drążku 6 powtórzeń
Kolano w dół z własną masą ciała (Body weight stationary lunges)
Praca na kółku (rollerze) (tył przód) 6-8 powtórzeń

*Każa runda będzie innego typu podciągnięciem
Mixed grip – 2 rundy, podciągnięcia na kółkach – 3 rundy.

Środa

A.
Turkish Get Up 24kg 1/1
Swingi jednorącz 20kg 6/6
Aktywna przerwa przez 30 sekund

2 rundy

B.
Żuraw z dwoma 24kg 5/5
Clean i Press 16kg 3/3
Mobilność klatki piersiowej w deseczce – 3 oddechy na stronę

Powtórz przez 4 rundy

Piątek

Turkish Get Up 24kg 1/1
Podciągnięcia z 8kg 3

1 runda

Tabata (albo Powerworkout ;]) oraz skakanka – 4 minuty

Przykładowy tydzień 3 i 4

Wtorek

A.
Połowa Tureckiego (do High Bridge) 20kg 3/3
Swing jednorącz 20kg 8/8
Wysoka deska z dotknięciem* 6/6

2 rundy

*Wysoka deska z dotknięciem – zacznij w pozycji pompki, z ramionami na szerokości barków, a nogami na szerokości ciut większej (jak do Swing). Ściśnij pośladki, ściągnij miednicę w stronę żeber, ściągnij motyla, tak aby barki były w obręczy barkowej. Bez rotacji w biodrach, dotknij i przytrzymaj 2-3 sekundy ręką przeciwny bark. Zmieniaj ręki.

B.
Podciągnięcia* z obciążeniem 2-3 powtórzenia
Kolano w dół z własną masą ciała
Praca na kółku (tył przód) 6-8 powtórzeń

**Każa runda będzie innego typu podciągnięciem z coraz cięższym kettlem

Mixed grip – 2 rundy, podciągnięcia na kółkach – 3 rundy.

Czwartek

Get up 24kg 1/1
Swing jednorącz 24kg 5/5

3 rundy

Piątek

A.
Turkish Get Up 24kg 1/1
Swing jednorącz 20kg 6/6
Aktywna przerwa przez 30 sekund

2 rundy

B.
Żuraw z dwoma kettlami Runda 1: 2x24kg 5/5, Runda 2: 2x28kg 4/4, Runda 3: 2x28kg 3/3
Clean i Press Runda 1: 16kg 3/3, Runda 2:18kg 2/2, Runda 3: 20kg 1/1
Mobilność klatki piersiowej w deseczce – 3 oddechy na stronę

3 rundy w sumie

Przykładowy tydzień 5 – praktykuj 2 treningi z poprzednich tygodni, bez dorzucania innych rzeczy.

Jeżeli czujesz się silna – tydzień testu

Tureckie wstawanie z ciężkim (docelowym) kettlem, z osobą asekurującą.

Sobota

Test maksymalnej ilości podciągnięć

Przykładowy tydzień 6 – praktykuj 2 treningi z poprzednich tygodni, bez dorzucania innych rzeczy.

Tydzień testowy na podciąganie z obciążeniem

Jeżeli czujesz się silna, sprawdzaj progresywnie jaki ciężar jesteś w stanie podnieść w podciągnięciu na drążku, w swoim ulubionym trzymaniu.

Obciążone podciągnięcia 4 powtórzenia
Przerwa
Podciągnięcia z większym ciężarem 3 powtórzenia
Przerwa
Podciągnięcia z jeszcze większym ciężarem 2 powtórzenia
Przerwa
Podciągnięcie z bardzo ciężkim ciężarem 1 powtórzenie
Przerwa
Podciągnięcie z największym ciężarem 1 powtórzenie

Enjoy and let us know how you do!

Jeżeli chcesz sprawdzić jak to brzmi w oryginale, zapraszam tutaj: Strong First – Lauren Brooks

I taki tam challenge, jeżeli tak jak ja, masz problemy z podciąganiem się na drążku.

Nie wystarczy trenować ostro.

Standardowy

Trzeba jeszcze trenować INTELIGENTNIE.

Niby oczywiste, a wciąż spotykam się z głupotami – ludzi, którzy widzą postępy w posiadaniu „zakwasów” a nie osiąganiu swoich celów. Ludzi patrzących na wagę i centymetr, zamiast na realne umiejętności. Ludzi goniących za modą i trendami w fitnessie, nie umiejącymi oddzielić ziarna od plew z prostej przyczyny braku wiedzy na temat podstawowych prawd rządzących ciałem.

Szkolenie w Budapeszcie – pierwsze Strong First II na świecie – było niesamowite. Warte worka pieniędzy, jaki trzeba na nim zostawić. Warte spędzenia 30 godzin w ciągu 3 dni na sali treningowej, wśród ludzi mówiących różnymi językami (i jednego psa). Podczas gdy Dariusz Waluś podnosił swoje kwalifikacje, ja badałam podejrzliwie całą tą „RODZINĘ” – pojęcie, które wydaje mi się sztuczne w odniesieniu do grupy obcych sobie ludzi.

Co odkryłam?

Suma wiedzy i doświadczeń treningowych wszystkich tych ludzi to coś, co łączy ich właśnie w rodzinę – w coś ponad to, co może dać jeden mistrz dowolnej dyscypliny sportowej.

Wychowana w odwiecznym wyścigu szczurów, zawsze jestem w głębokim szoku, jak ludzie potrafią dzielić się ze sobą wiedzą – ot tak, po prostu, byś był lepszy w tym co robisz. A jeżeli będziesz lepszy od nich? To tylko będzie oznaczać, że dali Ci dobre narzędzie. Ale bycie „rodziną”, która się wspiera, popiera i motywuje – to właśnie program Pavla Tsatsouline’a. Nie oznacza to jednak, że ludzie będą pohukiwać i klaskać, gdy będziesz skakał na główkę do pustego basenu, tylko dlatego że masz odwagę i chęci. Oznacza to, że dadzą Ci jak najlepsze i sprawdzone narzędzia do do osiągnięcia realnego progresu.

Tutaj konkurujesz tylko z samym sobą – nie z innymi. Inni są po to, by Ci pomóc być lepszym.

Bycie ciągle lepszym nie jest wymagane. Kontuzje są rozumiane – ale tylko wtedy, gdy wynikają z Twojego podjęcia decyzji o poniesieniu ryzyka a nie głupoty. Nie ma bezsensownych wyzwań. Jest radość z personalnych sukcesów. Nie ma wytykania palcami. Jest rozpoznawanie słabości i oferty pomocy od różnych, naprawdę różnych osób.


Fabio Zonin – Master SFG Instructor. Niesamowity człowiek z niesamowitą wiedzą.

Bycie w rodzinie oznacza, że jeżeli zapytasz o program treningowy na Press’a osobę, która wyciska 60kg – to dostaniesz go. Bez cenzury. Bez utajenia. Bez zobowiązań. Bo nie wystarczy mieć program – trzeba jeszcze poświęcić mu czas, pot i wysiłek. I fakt, że polepszysz swojego Press’a potwierdzi, że osoba od programu jest kompetentnym instruktorem, a nie tylko krzykliwą cheerleaderką klepiącą Cię po plecach, co ją nic nie kosztuje.


Oliver Quinn, który przy wadze 90kg wyciska Military Press 60kg.

W Budapeszcie poczułam, że „kettlowa rodzina” to nie chwyt marketingowy, a wsparcie ma realne wymiary. Chociaż w Polsce jesteśmy jeszcze małą rodziną, czujemy się już częścią czegoś ogólnoświatowego. Rośniemy w siłę, a.. Siła Najpierw! (StrongFirst afterall)

Wiele osób wciąż pyta w Polsce o różnice pomiędzy metodą, którą wybrałam do treningu z kettlebell, a pomiędzy „tymi wielkimi, kolorowymi bańkami”. Pyta, co jest lepsze, kto ma rację. Typowo polskie podejście. Tak jakby była odpowiedź jedna dla wszystkich, czy lepsza jest jajecznica czy jajko sadzone.

HARDSTYLE TO CO INNEGO NIŻ GS. Inne są cele treningowe HardStyle’u. Inne są metody. Inne są priorytety. To jak porównywać bieg na 100m do maratonu. Tu biegniesz i tam biegniesz – wszystko inne jednak się różni. I wszystko prócz tych dwóch kierunków jest wymysłem marketingowym. Dlatego jeżeli masz decydować gdzie pójdziesz na kettle – zadecyduj mądrze. Nie wybieraj 4 kilogramowych popłuczyn, bo są modne i krzywdy Ci nie zrobią.

HardStyle jest szkołą siły.

Tutaj, w Budapeszcie, było to szalenie widoczne. Tutaj drobne kobiety robią „męskie” wyniki, nie uważając się za niezwykłe. Nie są przerośniętymi, zmutowanymi babochłopami z bicepsem większym od mózgu. Są szczupłe, elastyczne, giętkie i SILNE. Są kobietami, które ubierając sukienkę, podobają się każdemu mężczyźnie.

Najpierw poczułam się słabą glizdą. Potem z nimi porozmawiałam. Były zaskoczone moim negatywnym porównywaniem się. Były zaskoczone sposobem myślenia o „byciu gorszym”. To, że nie robię takiej magii jak one – nie sprawia, że jestem słaba. Sprawia, że stoję na początku drogi.

Przede wszystkim pokazały mi, że można dojść do rzeczy, które uważałam za niemożliwe. Stąd również wiem, że chcę trenować umiejętność siły, bo ona czyni życie zdecydowanie łatwiejszym. Ten wyjazd usunął wszystkie moje wątpliwości co do wybranej przeze mnie drogi – i nie jestem w tym sama.